#486 Warto trzymać do końca

Toyota Paseo

Są raczej tylko dwa typy aut, z którymi warto trwać, w które warto wkładać przesadnie dużo kasy i robić wszystko, by sprawnie działały aż do finalnego dzwona.

Pierwszy typ to po prostu fajne auta z fajnymi silnikami. Czyli coś, co nawet jak jest stare, to u kumpli budzi podziw, a Tobie pozwala zatrzymać w kieszeni ten szmalec, który normalnie wydawałbyś co miesiąc na ratę kredytu… ale nie widzisz sensu, bo te dzisiejsze auta to przy tym twoim fajnym starociu z fajnym silnikiem są jakieś takie nijakie, damskie, przekombinowane, delikatne i bezpłciowe. Mówisz sobie: “Kupiłbym coś nowego, bo mnie stać, ale w rozsądnych pieniądzach nie ma nic, co w kategoriach petrolheadowych będzie lepsze od tego mojego nastoletniego wozu.”

Wiesz o co chodzi, na pewno wiesz. Nie o żadne ekstrema, bo o takie wozy to zawsze warto dbać i trzymać je w stanie igły, tylko o te znajdujące się stopień niżej w modelowej hierarchii. Na przykład chodzi o 125 lub 160-konnego Civica VTEC, o 6-cylindrowe BMW, o coś niewielkiego z koncernu VAG koniecznie z 1,8T pod maską, o jakieś lekko bulgoczące Subaru z bezramkowymi szybami w drzwiach,

Subaru Outback

o nadal kanciaste acz już przednionapędowe Volvo w kombiaku, o starszego Merca w dobrej specyfikacji, o Avanta z benzynowym V6 i quattro,

Audi Quattro

o Alfę z chromowanym kolektorem wydechowym, o Saaba z 2,3T, o dwudrzwiową i niską Toyotę, o… wiem, że wiecie o co chodzi.

Drugi typ to auta ani fajne, ani nic fajnego pod maską nie mające, ale za to w stanie idealnym, o 100-procentowo pewnej historii… np. gdy Ty byłeś gówniakiem to ojcu się wiodło, wszedł do salonu i w podsuniętej mu broszurce zaznaczył wszystkie kwadraciki. A teraz, 12 lat później, ta wysoce wyspecyfikowania limuzyna jest Twoja, tylko Twoja.

I nieważne, że to jest Daewoo Nubira, Vectra C 1,8i czy Corolla sedan 1,4 VVT-i – liczy się to, że znasz samochód od nowości, że masz z nim emocjonalny związek, że wiesz o nim wszystko. Okej, nie jest ani unikatowy, ani rzadki, ani nawet fajnie jeżdżący – ale łączy Cię z nim przeogromna ilość wspomnień.

Oczywiście dbać i chcieć zostać do końca można na dobrą sprawę z każdym wozem – nawet źle kupionym minivanem, który non stop się psuje i w ogóle wygląda jak bielizna tej co kiedyś podobno jakiś tramwaj zatrzymała – ale to są kwestie indywidualne niedające się sklasyfikować. A ja tu potrzebuję czytelnych schematów, by opowieść się kleiła.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

I teraz część zasadnicza – niestety, mimo Świąt, smutna. Otóż mój dalszy kolega, mający prywatnie dość źle kupionego Peugeota 307, kilka miesięcy temu dostał od ojca Forda Mondeo Mk2 kombi – o coś takiego (tylko kolor inny):

Ford Mondeo Mk2

To auto jego ojciec kupił sobie w 1999 roku w salonie za gotówkę i dobrał wszystko, co było – łącznie z pięknymi kołami na lato. Czyli nawiązując do moich początkowych wywodów – kolega od razu sprzedał Francuza, bo ten Ford była taki, że absolutnie miał powód, by o niego wręcz przesadnie dbać i trzymać go do końca.

A jakby tego było mało, to Mondeo było w wersji Ghia a pod maską miało 170-konne, 2,5-litrowe V6. Czyli kurde złoty strzał – wóz po ojcu, od nowości w rodzinie, a do tego w najwyższej specyfikacji z potężnym silnikiem. Oraz kombi – co w sytuacji rodzinnej kolegi było niezwykle istotne.

Nic tylko dbać, przesadnie serwisować i trzymać do końca, bo dziś w rozsądnych pieniądzach nic lepszego nie dostaniesz.

I taki też zamiar miał ten mój dalszy kumpel. Jako, że znał wóz od podszewki (bo z ojcem tak mu się układa, że tylko o samochodach mogą gadać – żaden inny temat nie iskrzy, padre się wyłącza i swą uwagę przekierowuje na Polsat Sport Extra), to przesadnego przeglądu na starcie nie robił, tylko od razu zainwestował w to, co wiedział, że zrobić trzeba – docisk sprzęgła powoli klękał, ręczny brał jakby chciał a nie mógł i tylne głośniki charczały. Ogarnął to za grosze w miesiąc i od tamtego czasu tylko lał, jeździł i się jarał, że ma przestronne V6, w rodzinie od nowości, z symbolicznymi 150 tysiącami kilometrów na szafie.

W pewnym sensie nawet mu zazdrościłem. Wiem, że to fordowskie V6 nie jest, delikatnie mówiąc, silnikiem marzeń, ale jednak myśl o tym, że masz taki wóz po ojcu, pewny, bogato wyposażony, mocny i zadbany… to jest gruba sprawa, a nie jakaś popierdułka.

Ups, zapomniałem, że miało być smutno.

Otóż nie dalej jak dwa tygodnie temu kolega się strasznie zagapił – gdzieś się spieszył, zaparkował byle jak na jakiejś osiedlowej dróżce, totalny nieogar, zero wizji lokalnej, wysiadł, zamknął i gdzieś pobiegł. Po godzinie wrócił nadal się na maksa spiesząc, wsiadł i po prostu wyrwał do przodu pełną bombą. Niestety zapomniał, iż po prawej, sporo poniżej linii okien, był potężny kwietnik. Widział go, jak przy nim parkował, ale ten pośpiech, to życie na ciągłym asapie… no z głowy mu wyleciało.

I tak konkretnie przerysował, że nie tylko cały próg wyrwał, ale i piękną letnią felgę praktycznie skruszył, zderzak połamał i nadkole zrył. O dokładnie w ten sposób:

Ford Mondeo Mk2

I podczas próby wyceny okazało się, że auto jest przeżarte tak bardzo, że nikt na dobrą sprawę nie wie, czemu się jeszcze nie złamało w pół. Ojciec o nie dbał – filtry zawsze na czas, najlepszy olej, zawsze dobre heble, drogie opony, wosk na blachach, felgi bez zarysowań, stalówki na zimę, wnętrze latem co tydzień odkurzane i psikane plakiem, nigdy mu nie pękła sprężyna ani nie wylał amorek (ponoć standardowa awaria), bo zawsze zmieniał je abstrakcyjnie wręcz wcześnie. Tylko ani razu się dobrze podwoziu nie przyjrzał, bo nie bardzo miał jak. I ani razu progów ani zderzaków nie zdjął, bo niby po co – skoro szybko jeździ, silnik równo szumi a awaryjny zawias się za grosze zawczasu naprawia…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

To jest naprawdę smutne – masz fajne auto, takie naprawdę fajne (nie jakieś zagazowane mondeo 1,6, tylko pełną plastikowego drewna Ghię z V6 pod maską) i tylko dwie opcje:

  1. albo je zezłomujesz, bo po dokładnych oględzinach okazało się, że podwozie jest nienaprawialne dla blacharza niebędącego handlarzem najgorszego sortu,
  2. albo wyklepiesz nadkole, dokupisz zderzak i próg, wstawisz najtańszą instalację LPG i opchniesz jako igłę, od nowości w rodzinie, tylko 153 kkm na szafie, Ghia, full opcja, sprzedaję bo dla żony za duże / dostałem auto służbowe / czwarte dziecko w drodze i się nie zmieścimy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Jak silnik wybuchnie, to za 3000 zł masz taki sam razem z montażem. Jak w środku eksploduje cola, to za 1500 masz całe wnętrze, często w lepszym stanie niż to które miałeś wcześniej. Da się takie wydatki przełknąć, gdy chcesz z autem zostać do końca – wtedy sobie mówisz “Raz wydam i będzie”, bo dla siebie kupujesz, sprzedawać nie zamierzasz.

Ale jak podwozie jest takie, że nawet nie ma do czego wzmocnień progów spawać, że wahacze to nikt nie wie jakim cudem się jeszcze trzymają, bo tuż przy ich mocowaniach śrubokręt wchodzi w blachę jak ciepły nóż w masło, że z tyłu podłoga pod stopami pasażerów jest dziurawa na wylot i tylko dlatego dywaniki jeszcze nie wypadły, że ojciec tylko z matką jeździł, a potem u kumpla to zawsze na tylnej kanapie były foteliki dla maluchów, więc nikt tam nóg nie stawiał… to taka niemoc człowieka ogarnia…

33 komentarze

  1. Ech… znam ból. Dawnymi czasy posiadlem opla ascone berlina z 2.0. Stan igła. Silnik rwał jak szalony. Wlozylem duuuzo kasy…. az sie okazalo ze progów i połowy podlogi brak. Trudno. Taki los petrolheada. Dzis w garazu stoi niczym sie nie wyrózniajaca AR spider… ale ma progi i moje serce :)

  2. Historia równie smutna co prawdziwa. Ja mam nastoletnie a4 2,5 tdi w multiku z lista opcji długą jak wojna trzydziestoletnia. Serwisuje go jak nówkę – wszystko na oryginałach. Jeździ lepiej niż nowe auto za 100k (jeżdżę służbówkami a nie zmyślam) i na allegro można znaleźć każdy extras w rozsądnych pieniądzach. Na liczniku 400 i zostaje z nami przynajmniej do 600 albo jeszcze dalej. Tylko trochę ciasne ale już się przyzwyczaiłem.

  3. Jest jeszcze 3 opcja dla kolegi. Kupić drugie mondeo z dobrymi blachami oraz całą resztą do du.y i przełożyć całość ze swojego. Przy okazji położyć dobre zabezpieczenie antykorozyjne.
    Poza tym to mondeo nadaje się dla Tommy,iego, żeby miał co robić jak skończy projekt “Arancia 33”.
    ja jak kupiłem swoje auto to drugą rzeczą (po serwisie olejowo-filtrowym)jaką zrobiłem to zabezpieczenie podwozia. Teraz po 2 latach chyba znowu będę musiał się przyjrzeć podwoziu i trochę odświeżyć zabezpieczenie.
    Tylko ciągle się właśnie zastanawiam czy trzymać to moje auto czy nie. Niby R6 ale najmniejsze, z wyposażenia tylko elektryczna roleta jest fajna, nadwozie coupe, ale też tego było dużo, 15 lat to jeszcze nie taki stary i zanim zacznie nabierać wartości to z 15 lat kolejne minie. Z kolei zmienić nie ma na co chyba że na jakiś ciekawszy egzemplarz 2,8 lub 3.0.

  4. Kiedyś myślałem o takiej toyocie paseo jak na pierwszym zdjęciu. Bardzo mi się podobała. Już wtedy było ich mało i w dodatku ciężko było znaleźć coś z dobrym wyposażeniem. Poza tym nie było dużych silników. Żałuję że nie kupiłem.

  5. Pewien jesteś że w 1999 kupił w salonie kombi z 2.5l?
    Tata miał znajomego w Ford Auto Watin pod poznaniem i od niego odkupił właśnie w 1999 pół roczne, pokazowe mondeo z 2.5 v6, manualem i w wersji ghia. Z tego co pamiętam jak mówili, ta wersja nie była dostępna na rynku Polskim w tym roku. Wprowadzili ją dopiero później. Ale nie mogę znaleźć żadnego cennika forda z 1999 roku żeby to potwierdzić.

    Tata się uparł na tego mondziaka, bo wcześniej ściągnął z usa Forda Contoura z tym samym silnikiem, tylko że auto rozbił i mu tęskno było za mocnym motorem pod maską.
    Mam nawet jeszcze kilka zdjęć obydwu aut, i nagranie na VHS jak jedziemy mondziakiem w niemczech autostradą za porsche boxterem i na liczniku jest 225-230km/h.
    To fajne auto było. Szkoda tylko że skończyło wkomponowane w naczepę tira, który zawracał na drodze poznań-kościan w nieoświetlonym miejscu. Cały przód się schował pod naczepę i wbił koło zapasowe w podłogę.
    Do słupka b auta nie było widać. My wyszliśmy z tego lekko zakrwawieni od pękającej szyby bocznej. Wiem że auto odkupił potem ktoś i je przeszczepił. Pewnie już zgniło.

  6. W sumie typowe. Dbanie o auto “na zewnątrz” a w środku… Widziałem już kilka takich pewnych “okazji”. Najlepszy wujek co auto co niedziele pucował na błysk, to niby wyglądało że dbał o to auto, nawet z przesadą, ale okazało się że to było dbanie na pokaz żeby pod kościołem dobrze wyglądało, a mechanicznie puszczone w samopas. Niby też regularnie na przegląd olej czy hamulce wymienić, ale że co jakiś czas robi się też inne rzeczy? Nie, to spisek koncernów. Jak jeździ to jest dobrze. No i kuzyn też dał się nabrać że auto z salonu (sam z ojcem był kupować) tyle lat pod domem, widział często jak ojciec myje (czyli dba, bo tylko jak ktoś dba to tak pucuje) że do ASO też jeździł na wymianę oleju czasem, a potem klopsik…

  7. Przechodzę to z bordową. Do usranej śmierci planuję nią jeździć, a prawda jest taka, że utrzymanie przy życiu auta używanego na co dzień tak, żeby przeżyło kolejne 30-40 lat zakrawa na szaleństwo.

    Gdybym był trochę mądrzejszy to pewnie wisiała by teraz na allegro z zapaćkanymi biteksem progami po cenie roweru – ale, że ja na szczęście wyjątkowo głupi jestem (i na dokładkę pieniędzy liczyć nie umiem) to ją powoli odbudowuję.

    Twoje e46 to idealna baza na takie auto po tacie więc szanuj sobie co by za parę lat Margolcia nie musiała jakimś obciachowym Yarisem z zespołem downsizinga podsterowności poskramiać ;)

  8. Miałem e30. Tylko 316i ale 2d, ładny kolor, zawias ori mtechnic. Kochałem miłością dziewiczą i bezgraniczną. Kiedyś wyciągnąłem wykładzinę celem oceny stanu podłogi. Miesiąc później była już w hucie :/

  9. I dlatego jedną z pierwszych rzeczy, jakie zrobiłem przy Skanssenie, było usunięcie ognisk rdzy na podwoziu i zabezpieczenie antykorozyjne. I tak, mam zamiar trzymać go ile się da – tylnonapędowe Volva z ogromnym bagażnikiem to niestety przeszłość, więc trzeba zadbać o to, by te, które nadal jeżdżą, przetrwały jak najdłużej. Na szczęście w ich przypadku jest to jak najbardziej wykonalne ;-)

  10. Jestem zdziwiony, że jednak ojciec Petrolhead nie dopilnował aspektu blacharki.
    Pamiętam jak mój wraz ze starszym bratem co jakiś czas oglądali posiadane samochody tak dokładnie, że zakrawało to o szaleństwo. Weryfikacja + Konserwacja = Satysfakcja ( czy tam inna Mastrubacja )

  11. Ja mam teraz do włożenia równowartość ceny zakupu samochodu w remont blacharski podwozia. I uważam, że mimo wszystko warto, bo w tej wersji wyprodukowano go raptem 8000 egzemplarzy, w całej Polsce znanych jest dosłownie kilkanaście. I będę nim jeździł tak długo, jak to tylko możliwe.

  12. i smutne tez jest to, że 307 mogłyby poprawić mechaniczne czy co tam się działo i przynajmniej by mu nie zgnilo jak ford,opel czy japonczyk

  13. W PL prawie wszystko co jeździ i ma powiedzmy więcej niż 10 lat ma rdzę. Więc jeśli w coś wiekowego inwestować, to tylko w takie przypadki, które tej rdzy nie widziały, a ich jest naprawdę niewiele. Jak rdza zacznie żreć, to jak mawia Blogo – tej siły nic nie powstrzyma.

  14. Ten Peugeot był pewnie jeszcze bardziej zgnity, bo przy francuzach nawet Fordy i Ople to auta nierdzewne.
    Tak to niestety jest z autami na f, jak mało jeździsz to rzadziej doświadczasz ich dużej awaryjności, części tanie bo zrobione z gównolitu, ale od rdzy nie uciekniesz dlatego ciężko spotkać 15 letniego Forda czy Citroena, a VW czy Toyot jeździ masę.

  15. heh mialem tak z Passatem 19 TF 75KM po rodzicach. moze nie od nowosci, ale ladnych pare lat w rodzinie byl, wiec co mialo pasc to padlo i naprawili, biezace usterki tez sie naprawialo.

    ba, spadajaca z prowadnicy szybe bylem w stanie po trzecim razie z zamknietymi oczami naprawic. czyli jak cos bylo nie halo to wiedzialem co, gdzie puka, i kiedy, i dlaczego.

    az sie zaczelo cos dziac z silnikiem… padlo na koncowki wtrysku. poszly do wymiany. 400zl. po wymianie mechanior wspomnial o kapiacym turbo, ale to wiedzialem. zaczal postukiwac popychacz. i zaczelo sie pieprzyc po kolei wszystko. nierowna praca, nie taki dymek itd. silnik sie poddal, padl, zlomek poszedl do “Kupie kazde auto za gotowke” w sumie za koszt zaprawy koncowek…

    smutno…

  16. Blogo jak chromowany kolektor w alfie to pewnie chodzi Ci o dolot w busso a piszesz o wydechowym.
    Kolego dwa posty wyzej chyba nie wiesz co mówisz pisząc o rdzy we francuzach, koncern PSA już w latach 90 miał pelny ocynk i jak nie lubię francuzów to.akurat o rdzy nie ma mowy o ile nie był spawany z 4.
    Ja sam posiadam alfe 166 z klasycznym 12v busso turbo (ostatnie 12v busso) których wyprodukowano malo nawet w skali produkcji wszystkich 166, lakier zezarty słońcem ale ani grama rdzy, jestem na nią uczulony po tym jak walczyłem ze spawaniem podłogi w poprzedniej 156 XD, ta alfa zostanie ze mna aż jej koła odpadna albo rozwale ja tak ze się nie da poskładać.

  17. Starszy Ford Mondeo czy Escort to prawie unikatowy rarytas na drodze w porównaniu do ASTR/Vectr/Zafir II ;F. Zła rdza.

  18. kmltdu witam w klubie :)
    Sam też mam 166 z V6 Busso i rdza na razie występuje tylko na elementach podwozia (np. słynna belka pod chłodnicą :D ). Ale.. na co dzień od roku śmigam już hatchbackiem, bo Alfy trochę szkoda mi było.. za to w weekendy nadrabiam :)

  19. No i masz babo placek chciałoby się powiedzieć utrzymując jeszcze świeżą atmosferę świąt. Ale jak to się stało, że dbając dosyć dobrze o auto – z tego co napisałeś – nikt, nigdy nie zwrócił szanownemu tatusiowi uwagi, że podwozie powoli łapie rudawa i że warto by przemyśleć jego konserwację w niedługim czasie?

  20. No to warto teraz kupić 2 sztukę, a tą przeznaczyć na zapas – odpalać silnik co jakiś czas etc, dopóki Vrisy… czy jak to się w Fordzie ne nazywa, nawalą i będą idealne na podmiankę, albo jak skrzynia padnie to całość z silnikiem podmienić. 99r to już po małym lifcie z fajnym szarym wnętrzem, zwłaszcza w skórze, wygląda jak na nasze czasy nadal aktualnie, do tego części tanie jak barszcz, klima automat, grzana szyba i zadki, w kombiaku samopoziomowanie, czego chcieć więcej :)

  21. Jedna tylko uwaga ze strony technicznej. Czasem problemy z rdzewieniem elementów podwozia nie wynikają z błędów eksploatacyjnych użytkownika tylko z konstrukcji pojazdu. Jeżeli otworzylibyście sobie próg to zobaczycie kilka warstw blachy.Czasami te warstwy są tak blisko, że ciężko jest dostać się do blachy farbie kataforetycznej (tej która w znacznym stopniu odpowiada za odporność antykorozyjną). Wiec kupujemy samochód który od momentu wyjazdu z fabryki może mieć niektóre fragmenty niezabezpieczone. I nawet jeżeli wszystkie odpływy są drożne, PVC od spodu podwozia jest nieuszkodzone, to może się okazać, że fragmenty pojazdu są niezabezpieczone.

  22. Mam dokładnie takie Legacy 2.5 N/A. Kupione od pierwszego właściciela który trzymał auto przez 10 lat i 260000km. Auto kupiłem rok temu z haczykiem za mniej więcej połowę wartości rynkowej. Do samochodu jest 100% dokumentacja – rachunek za zakup. wszystkie serwisy, samochód po zakończeniu gwarancji nadal jeździł na coroczny serwis do ASO, wszystkie naprawy też były zawsze robione w ASO. Jest tego pół sporego segregatora. Gość był chorobliwie wręcz skrupulatny z dokumentacją.
    Jedyne w co musiałem zainwestować po zakupie to komplet opon. Pół roku po zakupie nadszedł czas na coroczny serwis. Akurat w tym roku według książki serwisowej wypadła wymiana wszystkiego co wymienia się cyklicznie. Płyny, filtry, kompletny rozrząd, paski, świece. Do tego doszły dwa kompletne wahacze i wszystkie tarcze i klocki. Za części i robociznę w zaufanym warsztacie zapłaciłem (ze sporą zniżką) 80% tego co dałem za samochód. Każdy nie-petrolhead uznałby, że coś ze mną nie tak, mogłem zrobić tylko minimum żeby auto jeździło, bo to już niemłode, a przebieg straszy już od 50000km. A ja wiem, że mam auto w które mogę wsiąść i przejechać z rodziną pół Europy i wiem, że mnie nie zawiedzie. Mogę nim ogarnąć przeprowadzkę i kilkudniowy wypad w plener na 4 osoby. I które pewnie potrzymam kilka ładnych lat bo to chyba ostatnia nie przekombinowana generacja samochodów z przyzwoitymi materiałami we wnętrzu.

  23. Hehe.. w moim siedmioletnim Lexie rdza zżera wydech i całkiem jej sporo na dole. Niby V6 pod maską i zero problemów, ale w tym tempie za kolejne 7 też będzie niewesoło.

  24. Oj ostatnio podobne rozterki przeżywałem przy sprzedaży dziadka Tico, od nowości w rodzinie, 60 tys km przebiegu, a do tego ogrom uczuć, emocji i wspomnień. Niestety totalnie skorodowany. Poszedł za 999 zł, a w opcji kup teraz. Smutne.

  25. No cóż nie będę pewnie zaskakujący..u mnie E39 w benzynie i ponad 300 tysięcy przebiegu….i nim będę jeździł do jego lub mojego końca…Żałuje, że wcześniej nie kupiłem tego modelu. Zero rdzy, podtlenek lpg..i śmiga bez jakichkolwiek problemów. Przyznaję jednak, że dbam o auto i mam go wizualnie i w częściach w takim stanie jak fabryka wypuściła. Bez tuningu i modyfikacji.

  26. Normalka niestety. A jak się ma zajoba na szrotwageny 20 letnie, jest tylko gorzej. Nie chce mi się liczyć, ile wozów fajnych, a nawet które miały być “dożywotnio”, spuściłem za pół ceny do ludzi, bo fajne i jeździły, ale rozłaziły się od rdzy. Merkur Scorpio, Dodge Shadow, Camaro, Explorer, Vitara. Ostatnie nasze Scorpio stoi w PL nie wiadomo po co, też już na granicy schrupania przez rudą. A teraz np. w UK lexus GS300 pełnoletni, z jakimś śmiesznym przebiegiem, czyli wpada w kategorię nr.1 z notki, można by doinwestować go nieco i jeździć do emerytury, przy moich zabawkowych przebiegach, ale jak widzę ten dół, po dekadach szkockiej pogody, to przecież wiadomo, że nie warto.

    Niektórzy są twardzi przy typie nr.2, widziałem takie akcje – wózek po wujku, ojcu, podłogi prawie nie ma – “blach nie da się kupić, ale dorobię wszystko i wyspawam, warto”. Ale przy normalnych zasobach kasy/czasu, okazuje się, że po roku jest zrobiony np. tylko jeden próg kompletnie, od tunelu do zewnętrznego. I ktoś się orientuje, że w tym tempie, to pojedzie zwykłym fordem scorpio za 4 lata, przepłacając go trzykrotnie… Więc ludzie się poddają; najtwardsi przekładają budy/graty, jak ktoś wcześniej podpowiadał. Ale wiadomo, “to nie to samo”.

    Smutne, ale niestety, taka karma stalownicza.

  27. @Zrazik

    A ta druga fura z częściami na podmianę to rozumiem funkiel nówka i wszystko będzie śmigać kolejne 10 lat… :) Jak to mówią: stare i dobre to mogą być wino i skrzypce

  28. Sam posiadam passata B4 o którego dbam jak o własne dziecko (+ inny samochód służbowy). Najgorsze jest to, że takie stare samochody są cenowo nic wartę a naprawy często kosztują tyle co w młodszych samochodach.. :(

  29. Opisujesz to tak szczegółowo, że aż łezka się w oku kręci i żal ściska za serce :P czasem bardzo trudno pogodzić się z stratą, ale cóż… Pamiętam moje pożegnanie z Peugeotem 206 :0

  30. W tamtym roku kupiłem 17letniego nie zardzewiałego japończyka. prawie jakbym w totka wygrał.
    Forester 2.0 Turbo. Latem zabezpieczyłem podstawowe rzeczy, a w tym roku zrobię po całości bo zostanie ze mną na dłużej – brzydkie, ale z racji na rzadkość występowania ciągle budzi zainteresowanie.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *