(m547) Epicko-emerycka pomyłka

Epicka pomyłka

Kolega mi to opowiedział, nie mam fotek, więc albo wierzycie na słowo, albo gryźcie żwir.

Otóż zbliża się on, ten kolega, wieczorem do swojego auta i z oddali widzi, że ktoś szarpie się z drzwiami od strony kierowcy. No to rusza truchtem i krzyczy coś w stylu EJ!! – takim udawanym kibolskim zachrypem, by wrażenie zrobić – mając nadzieję, że złodziej ucieknie. A ten nic, dalej przy drzwiach majstruje.

Kumpel dobiega i widzi, że to bardzo stary i poczciwy pan. Taki typ powstańca, co to on walczył, a my teraz wszyscy to na naklejkach pamiętamy i w ogóle. Kumpel wrzucił na luz, beret poluzował i już spokojnym tonem pyta, o co chodzi. A pan powstaniec mu na to:
– Odejdź Pan stąd, bo wezwę Policję.

Kumpel w stupor zatkany, ale że auto jego, pewność ma pełną, to nie wymięka i znów coś do starszego pana mówi. A ten tylko:
– Odejdź Pan, bo wezwę Policję! – powtarza z większą agresją.

Kumpel chwilę popatrzył, jak się staruszek z klamką siłuje, jak kluczyk próbuje wetknąć… ale że mu się spieszyło, to chwycił dziadka od tyłu na łokcie i zdecydowanie, acz bez niepotrzebnego nadmiaru siły, od swojego auta odsunął, stanął między nim a wozem i przekrzykując jego teksty o wezwaniu Policji wytłumaczył, że ten oto srebrny Lancer w hatchbacku jest mój, a pan niech się rozejrzy i znajdzie swój samochód.

Epicka pomyłka

No i pan się uspokoił, spojrzał na srebrnego Lancera, mruknął pod nosem coś w stylu „na czym ten świat stoi” i bez słowa odszedł w poszukiwaniu swojego wozu. Znalazł go dość szybko.

Ot, pomylił srebrnego Lancera w pięciu drzwiach z niebieską Fabią w sedanie. Czeski błąd. Literówka. W sumie to się może zdarzyć każdemu. Nic wielkiego, proszę się rozejść.

Epicka pomyłka

Wsiadł i dość nieporadnie odjechał. W zasadzie po omacku, bo wieczorna mgła zasnuła mu wszystkie szyby warstwą ciężkiej wilgoci. A kumpel następnego dnia rano, w pełnym świetle, zauważył milion rys wokół klamki. Gdyby dzień wcześniej wieczorem już auta nie ruszał i poszedł spać, to by się dziadek do wnętrza dostał – tak by kluczykiem od Fabii wiercił, że by drzwi w Lancerze na wylot przeskrobał.

I tak się powoli żyje na tych warszawskich osiedlach.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PS. Temat powraca jak bumerang -> klik.

17 komentarzy

  1. i teraz ten pan ma uczestniczyc w dynamicznym ruchu ulicznym

    dziekuje, postoje (byle nie na przystanku na trasie tego pana emeryta)

  2. To się bierze z tego, że dawniej (czyli jak ten dziadek był młodszy) każdy kluczyk pasował do każdego samochodu (przynajmniej danej marki) i nie było takich problemów nawet jak ktoś auto pomylił. Dlatego słowa „na czym ten świat stoi” są jak najbardziej zasadne z ust przedstawiciela tamtego pokolenia.

  3. Mój dziadek ma 72 lata i sam mówi, że jest już stary i nie będzie jeździł swoim VW polo z 93r. i że chce żeby teraz go wozili. Taka postawa bardzo mi się podoba.

  4. Mój ojciec jest świeżo po 60tce (jest w lepszym „stanie” niż większość jego równolatków), ale boję się z nim jeździć. Pomimo energicznej jazdy nigdy nie brakowało mu płynności i ogarnięcia. Nawet stłuczek nie miał, bo przewidywał i, jak sam mówił, „myślał za wszystkich”. Teraz jest już zdecydowanie gorzej niestety. Koni pod maską jeszcze więcej, ale refleks już nie ten. I takie beemk… yyy… starczo-dresie zachowania w stylu „Co?! Przyspieszać będziesz bucu jak cię z prawej wyprzedzam?! I tak wjadę!”. No i bilans jest taki, że lusterko kierowcy ma już trzecie, tak samo przedni zderzak, tylny zderzak drugi, a nadkola malowane przynajmniej raz. Niby to nie wielkie wypadki, ale niesmak pozostaje – co będzie dalej?
    Jedyna nadzieja starym psie przygarniętym kilka tygodni temu, który wymiotuje przy nerwowej jeździe. Wybór jest wtedy prosty – albo spokojna jazda, albo pranie wnętrza.

    A z gorszych przypadków, to daleko nie trzeba szukać. Dziadkowie znajomych wpakowali się seicentem, (czy innym matizem – nie pamiętam) prosto pod koła młodego kierowcy TIRa. Skutek tragiczny dla obu stron. Nie wina chłopaka, ale musi z tym żyć.

  5. To ja się jako lurker objawię. Działo się to dawno, na parkingu przed pewną prywatną TV W Krakowie :-). Stały tam dwa granatowe Sejczento. Pewna prezenterka która teraz dorabia w Telezakupach, wyszła z budynku. Wyciągnęła kluczyk, i zaczęła majstrować w drzwiach jednego z dwóch Sejczento (załóżmy że lewego). Ale drzwi nie puszczały. Po minucie nierównej walki nagle Pani plasnęła się w czoło, odeszła na trzy kroki od autka, uśmiechnęła się promiennie i… przeszła do granatowego Uno. I tam kluczyk pasował.

  6. Mój nauczyciel matmy w liceum, to był 99r kupił megane srebrna hatchback, to była nowość nówka sztuka po lifcie z salonu prosto, na parkingu dla nauczycieli stawało wtedy wiele dośc starych aut, powiedzmy cinkole, jakies peżoty 306 kilku letnie, kadety itp. Drugi nauczyciel tez kupił nówke z salonu tyle ,ze bardziej „januszową” bo astre classic też 99r, nasza polska srebrna . czarny zderzak w sedanie. Mój nauczyciel nieraz grzebał kluczykiem w tej astrze, choć to opel wiadomo, brak wspomy, czy czegokolwiek a megana miałą poduchy, centrla, na pilota.. tylko pstrykał kolo astry a ta sie nie otwierała wiec grzebał kluczem:)

  7. Nie na temat: ale powiadomienia o nowych komentarzach też działają? Jak tak to dziękuję dobranoc, jestem pod wrażeniem update’u :)

  8. Jak rano idę pospacerować z psem po łące, to mijam zawsze niebieskiego Lanosa sąsiada, a jak wracam to się okazuje, że to jednak Impreza. I to mam prawie codziennie. Chyba zostanę powstańcem.

  9. No ja słyszałem, że Fabia to PANIEEE PRESTIŻ, WYGODA, I ACHY OCHY, a kiedys musiałem wsiąść i pojechać.. Teraz juz wiem, że pewnie nie do Fabii wsiadlem, aha.

  10. Lubię Blogo te Twoje zmyślanki czytać. W „kącu” „kątent” się musi zgadzać. No nie !?

  11. Cóż, mój Tata skończył dziś 82 lata. I nie ma takich problemów. Po prostu ma pilota no i parkuje w swoim garażu własne 130 KM.

  12. To ja sprzedam podobną historyję – w Jankach na parkingu w biały dzień polazłem do forda i grzebię w zamku tym fordowskim gwoździem z lat ’90 (kto miał sierrę czy scorpio wie jakie to „mocne” kluczyki) a ta menda nie chce się otworzyć. No i siłuję się, ale umiarkowanie, nie chcąc złamać klucza ani rozwalić bardziej wkładki. Cholera mnie wzięła i załama, bo wkładki prawa-lewa już były zamienione, i wiem że od pasażera nie działa, a teraz fajans od kierowcy poleciał. I potoczyłem wkurzonym wzrokiem po okolicy, rozmyślając, czy od bagażnika warto próbować, a ze dwa samochody dalej przygląda mi się jakiś zmieszany facecik – jak zmarszczyłem moją nienachalnej zbójnickiej urody mordę, to mało nie uciekł i nie wie gdzie oczy podziać. A kij z nim, oglądam ten cholerny kluczyk, i nagle w tle, że tak powiem, zauważam w środku wózka jakiś koc na tylnej kanapie, kuźwa, skąd tu koc??? I tu mi się przejaśniło, że to nie moje scorpio, a właściciel boi się podejść. No ale zwabiłem go łagodnym słowem i przeprosinami, naprawdę się przestraszył. I było to w biały dzień, a ja stary jeszcze nie byłem, jedyne co mnie usprawiedliwia, że były to naprawdę identyko fordy scorpio, w dokładnie takim samym sreberku, listwach itp. dwie alejki od siebie. A tylko kocyk uratował tamte przed wyrwaniem zamka a właściciela przed zawałem.

  13. Największa beka, jaką widziałem: totalnie schlany Sekretarz POP jednej z z Kopalń na
    Śląsku, usiłujący kluczykiem od Syreny otworzyć zakładową Nysę i to w wersji TOWOS!
    Co mu się zresztą po czasie udało – nie odjechał, bo padł akumulator, zrzygał się
    centralnie na zegary i padł snem szczęśliwie odrzyganego.
    Barbórka 1979 – Eyewitness

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *