#488 Najbardziej szalona firma motoryzacyjna

Szaleństwo

Nie macie pojęcia, o której firmie myślę. Nie macie zielonego pojęcia. Nie macie szans zgadnąć. Nawet gdybyście się sam nie wiem co, to i tak strzelicie milę od celu.

I proszę mi tylko na końcu nie rzucać uwagami w stylu: phi, też mi szaleństwo, w 1957 roku Ford wypuścił wóz atomowy, a w ogóle w 1952 Daihatsu Bee miało to-i-tamto. Boże, jak mnie to irytuje! Gadasz z kimś np. o prekursorze minivanów i wiesz, że to jest Renault Scenic i nic kuźwa innego. Ale wtem wchodzi on, wyuczony, oczytany, z kostką 8GB RAM w płacie czołowym i po prostu musi wtrącić, że to nieprawda, że to mit, bo prekursorem tej klasy był – i tu podaje markę i model z okolic 1936 roku tak totalnie małoseryjny, nieudany i wycofany z produkcji po paru latach, że ja cię kręcę. Być może konstrukcyjne fascynujący, być może technologicznie intrygujący – ale nic poza tym.

Albo rozmawiasz sobie z kimś o SUV-ach, o tym, że tak na dobrą sprawę tę klasę stworzyła Toyota RAV4, i wtedy wchodzi on, moto-encyklopedia na nogach w iks i mówi, że ależ skąd, podwaliny pod współczesne SUVy stworzył – i tu znów wymienia jakiś ręcznie robiony model, pewnie na drewnianej ramie, który ponoć tylko dlatego nie odniósł światowego sukcesu, że za bardzo wyprzedził swoje czasy.

Współczesne telefony z ekranem dotykowym może i wywodzą się w prostej linii od palmtopów IPAQ (nadal mam w szufladzie działającego IPAQ-a 1945, więc nie mów mi czym jest smartfon, plażo), ale ich jedynym realnym prekursorem, tym który wszystko zaczął, który sprawił, że ludzie zaczęli to chcieć… jest pierwszy iPhone. Tak było.

Tak samo jest z samochodami. Może i kiedyś, gdzieś, na jakiejś wyspie powstało coś, co mniej więcej odpowiadało wymiarami Golfowi jedynce, może i powstaniu towarzyszył podobny zamysł, ale co z tego? Życie jest brutalne i dziś liczy się tylko Golf. A ten pierwszy z chronologicznego punktu widzenia, twórca podwalin, budowniczy fundamentu… on nawet przez pana Sznuka nie zostałby uznany za prawidłową odpowiedź.

Na milionach stron historycznych książek znajdziecie fragment „…ale to jemu przypisuje się ten wynalazek”. Na przykład: Aleksander Bell NIE wynalazł telefonu, ale… Guglielmo Marconi NIE wynalazł radia, ale… Ja wiem, że to nie jest sprawiedliwe, ale czy świat jest sprawiedliwy?

Tak samo jest w motoryzacji. Nie liczy się kto pierwszy, tylko KTO LEPIEJ. A jedyną miarą lepiejów jest pieniądz. Nie jest dobre to, co jest po prostu dobre. Dobre jest to, co ludzie uważają za takie i są skłoni zamiast parówek i coli to coś sobie kupić.

Dlatego prekursorem aut kompaktowych jest Golf, SUV-ów Toyota RAV4 (lub Qashqai – miotam się tutaj) a minivanów Scenic. A ci prawdziwi, te Wozy Wyklęte to fajnie znać i toczyć o nich akademickie dyskusje – ale jak to zawsze z akademickimi dyskusjami bywa, są podniecające do czasu, aż nie wyjdziesz z auli, nie spojrzysz na otaczający cię świat i nie westchniesz „Boszsz, o jakich ja głupotach przez ostatnią godzinę gadałem!”

Okej, ja wiem, że wiele nie wiem. Jak to mówią – w pupie byłem, kupę widziałem. Ale zawsze chciałem dać taki arogancki (acz niczym nieuzasadniony) upust własnej ignorancji, braku szacunku dla historii motoryzacji oraz pogardy dla ludzi oczytanych.

Ulżyło mi i już mi lepiej.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

A żeby i Wam po tym epistołach nastrój poprawić, zapraszam na 3-minutową anegdotkę z czasów mojej burzliwej licbazy.

A teraz już przejdźmy do sedna.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

– Zdefiniuj szaleństwo.
– Proszszszbadzo.

Tak się składa, że ostatnio przeczytałem Marsjanina, najnowszego Klaksona, jakąś piłkarską od Stanowskiego, dyrdymały Mrozińskiego i coś o Feynmanie (#czytajksiazkibocisłówzabraknie), i z braku innych lektur wziąłem się za słownik. A Ty, kiedy ostatnio miałeś w ręku prawdziwy słownik lub encyklopedię?

Słownik - szaleństwo

I patrząc na te trzy podstawowe cechy definiujące szaleństwo, pomyślałem sobie, że fajnie byłoby dopasować do tego jakąś firmę motoryzacyjną. Długo myślałem, aż w końcu BĘC! – mam to.

Volkswagen

Ale po kolei, z tym że od końca.

Hulanka, zabawa

Powiesz, że Veyron to nie jest VW. A czym w takim razie jest, jeśli nie Volkswagenem? Jego pomysłodawcą był Piëch, prezes VW. Potem, po drobnych zawirowaniach, projektowi nadał pędu kolejny prezes VW, niejaki Pischetsrieder. A ostateczne modyfikacje przedprodukcyjne nadzorował były inzynier VW.

Bugatti Veyron

Co ja Wam będę faktami rzucał, sami dobrze wiecie, jak się wiki obsługuje. Ale żeby nie zwłóczyć powiem to, co jest istotne – otóż pomysł na stworzenie tak niebywałego auta mógł zrodzić się tylko w umyśle szaleńca. Veyron, mimo że powstał 11 lat temu, do dziś jest tym dla innych aut, czym wieża Eiffla dla wszelkich budynków w Dubaju (zawsze są od niej ileś razy większe), boisko piłkarskie dla wszelkich hal (zawsze się ileś razy w nich zmieści) a Boeing 747 dla wszystkiego innego (zawsze znajdzie się jakiś tekst, w którym pojemność kanionu przeliczona zostanie na Jumbo Jety postawione jeden na drugim).

Z Veyronem jest taka samo. Nowy GT-R przyspiesza wolniej/szybciej od Veyrona, jakiś małoseryjny potwór ma więcej koni od Veyrona, a sto innych aut o niewielkiej mocy ratuje swój wizerunek twierdzeniami, jakoby przypadało u nich tyle samo KM na 1kg, ile w Veyronie.

W sumie w ogóle mnie to nie dziwi – Veyron jest arcydziełem i nie wyobrażam sobie, by kiedykolwiek w motoryzacji powstało coś bardziej spektakularnego. Być może jego następca będzie miał i 1500 koni, ale trzeba mieć na uwadze jedno – dziś po rosyjskich autostradach jeżdżą ponad 1000-konne Lamborghini i GT-Ry. Dziś 1000, 1200 czy 1500 koni nie szokuje. Ale w 2005 roku świat jeszcze pamiętał Ferrari Enzo, króla supersamochodów, który miał 660 koni. A dziś ponad 600 koni ma opasły sedan Mercedesa.

Bariera 1000 koni pękła, i pękł ją właśnie Veyron. Teraz 1500 czy nawet 2000 nie zrobią już na nikim wrażenia. 10 tysięcy koni – to kolejna granica. Ale prawdopodobnie nigdy nieosiągalna. Dlatego Veyron po wsze czasy pozostanie tym jedynym, tym wzorcem, tą linijką mierzącą wszystko – od przyspieszeń, przez liczbę chłodnic, po ilość koni na tonę.

Gdybym był inżynierem, to najbardziej na świecie chciałbym pracować właśnie przy Veyronie. To musiało być istne szaleństwo – oczywiście w znaczeniu hulanki z suwakiem logarytmicznym i intelektualnej zabawy kalkulatorem.

Nierozsądny postępek

Phaeton, bez dwóch zdań. Nie wydaje mi się, by we współczesnej motoryzacji było auto bardziej nietrafione. Serio, ale przy Pejtonie nawet Jaguar XJ220 wydaje się całkiem rozsądnym autem. Nawet Maserati MC12 jawi się jako coś przemyślanego. Nawet Audi 80 1,8i bez gazu nie budzi zdziwienia.

Phaeton

Trzeba nie mieć żadnej klepki pod sufitem, by wypuścić auto luksusowe jak Bentley pod egidą marki tak zwykłej jak Opel czy Kia. Tylko się nie wzburzajcie, już tłumaczę. Otóż wszelkie teorie mówiące o tym, jakoby człowiek obrzydliwie bogaty uodporniony była na blichtr znaczków i poszukiwał tylko i wyłącznie nieskończonego luksusu są głupsze od projektu ustawy zakładającej zaprzestanie finansowania partii politycznych z budżetu (bo jest to prosta droga do tego, by wszelkie światowe koncerny, mające u nas nieskończone wakacje podatkowe, przejęły jeszcze bardziej rządy w kraju).

Oraz ważna sprawa – ktoś, kto może sobie pozwolić na Mercedesa klasy S lub jakiegoś Bentley’a tym różni się od osoby, która kupiła nowe Mondeo, że on wydatku na ten luksusowy wóz nie poczuje, a właściciel Mondeo, by móc je kupić, musiał rozsądnie skalkulować raty kredytu i uszczknąć znaczną część oszczędności na pierwszą wpłatę. Ten bardzo zamożny nie szuka „tego samego, ale taniej”. On nie chce mieć taniej, on chce oryginał.

Auta pokroju A8 czy BMW serii 7 kupują ci, dla których wydanie takich pieniędzy jest niezauważalne. Mało tego, to ludzie, którzy obracają się w specyficznym środowisku. A jak wiemy – to środowisko kreuje nasze gusta.

Mam znajomego, który szukał sobie kiedyś nowego auta. Coś tam mu pomagałem – ale błędnie zakładając, że zależy mu na zrobieniu tzw. dobrego interesu. Czym go chyba zirytowałem, bo po prostu przestał mnie pytać i niedługo potem kupił wyposażonego pod korek Jaguara XJ. I wyjaśnił mi to tak: „Wiesz, Rafał, ja obracam się w takim towarzystwie, że nie mogę mieć ani Mercedesa, ani BMW, ani tym bardziej Audi. No i nie mogę zejść poniżej 400 tys. zł.”

Bo tak. Bo każdy chce się czuć dobrze. Bo to nie nasza sprawa, na co kto wydaje pieniądze, których straty nawet by nie poczuł. I teraz wyobraź sobie, że taki ktoś w 2011 roku kupuje sobie Pejtona po trzecim liftingu. No ka man!

Ktoś z Zarządu Volkswagena w 2001 roku, dając zielone światło temu absurdowi budowanemu w szklanej fabryce, kolokwialnie mówiąc postąpił nierozsądnie (czyt. oszalał). Co nie zmienia faktu, że dziś taki Pejtonik jest całkiem fajnym wozem, który możesz i byle jak zaparkować (czego z dzielącym tę samą płytę podłogową Bentley’em Continentalem Flying Spurem byś raczej nie zrobił):

Pejton

…i (ponoć) spory przegląd za 1900 (PLN a nie EUR) da się mu zrobić… A jak za miasto pojedziesz, to do Passata on ci podobny toczka w toczkę, więc i fejm się zgodzi.

Choroba umysłowa, obłęd

Najlepsze zostawiłem sobie na koniec – czyli Volkswagena XL1. Wiecie, tego „ekologicznego”.

VW XL1

Ręczna produkcja, 200 sztuk, 110 tys. EUR. Ponoć kolejki były dłuższe niż w Dreźnie po nowego iPhone’a. Nie.

Ale tak serio – trzeba być chorym, naprawdę chorym umysłowo, by w 2014 roku wprowadzić na rynek pojazd napędzany ropą i wożący ze sobą mizerne baterie, i określać go mianem ekologicznego, przyszłościowego, wizjonerskiego. A tak było!

Nasuwa mi się zatem taka analogia: żyjesz na wielkim rancho z nieskończoną liczbą krów kręcących się wokoło, ale nie chcesz jeść wołowiny, tylko żywisz się mięsem odkrajanym z własnej nogi, potem z tyłka, potem z pleców, potem z…

Kleicie bazę? Nieskończone krowy to energia słoneczna, geotermalna, czy oczywiście wodór. A własne mięso to paliwo kopalne i prąd z węgla (czy tam rozpadu atomów – na dłuższą metę ani jedno, ani drugie planecie na zdrowie nie wychodzi). I wszyscy wiemy, że nie tędy droga, nie ma sensu jeść siebie, trzeba brać się za krowy (vide Toyota Mirai). Ale nagle wchodzi XL1, oczywiście cały na biało (no jakże by inaczej) i mówi, że przyszłością jest jedzenie siebie, ale nie tak jak do tej pory, tylko MNIEJSZYMI kęsami. Nie no, spoko, mnie kupili.

Jest rok 2014 i już wszyscy wiedzą, że napędzane zgniłymi dinozaurami i wspomagane prądem z kopalni hybrydy są niczym więcej jak przejściową zapchajdziurą, z której za 100 lat ludzie będą pruć bękę, lejąc do baków swoich aut ciekły wodór, którego zasoby szacuje się na nieskończenie wiele kanistrów. W tym właśnie 2014 roku Volkswagen, kosztem pewnie tryliona DEM i 87 fennigów, wprowadza na rynek model XL1 jako wizję przyszłości. Skisłem.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Bez dwóch zdań, Volkswagen pasuje jak ulał do słownikowej definicji szaleństwa. Co w sumie jest całkiem spoko – wszak kto nie lubi tych krejzoli, tych szalonych wariatów, obłąkańców – oni w dzisiejszych poprawnie politycznych czasach są tak bardzo kul i dżezi.

Sęk w tym, że trochę mi ten wpis nie wyszedł. Początkowo chciałem wykazać, jak to fajnie szaloną firmą jest Volkswagen – ale oczywiście szaloną w tym powyższym znaczeniu. Tymczasem powstała rozprawka o wydźwięku medycznym.

Cóż zrobić, jest jak jest… przecież od nowa tego nie napiszę.

36 komentarzy

  1. Ja bym obstawiał Forda – za atomowego Nucleona, zrodzonego z gniewu i buty GT40 oraz obecną Fiestę co ma ryj jak Aston Martin i 1,0 pod maską. Ford jest szalony w medycznym znaczeniu.

  2. Najpierw Ci chciałem, drogi autorze, napisać, że jesteś obłąkanym ignorantem, ale po przemyśleniu sprawy doszedłem do wniosku, że coś w tym Volkswagenie jest, bo takich aut jak przytoczyłeś to ani Lancia, ani Jeep ani nawet Nissan nie popełnił.

    Z jednym zastrzeżeniem. Niezależnie od tego, czyje to były pieniądze, Bugatti Veyron jest osobnym, niezwiązanym z Volkswagenem bytem. Czego nie można na przykład powiedzieć o Infiniti a tym bardziej DS.

  3. Obstawiałbym, że wskażesz każdą inną markę ale VW był na szarym końcu moich „typów” :) Przeczytałem do końca, uruchomiłem narząd mózgowy, zastanowiłem się i hmm… no faktycznie, masz rację Blogo.

  4. Z tym Pejtonem to jak najbardziej celne uwagi. Choć nie przepadam za VW to uważam, że pejton to im wyszedł (no może oprócz wyglądu zewnętrznego). Ale tak jak napisałeś, ktoś kto chce kupić samochód klasy premium nie wybierze znaczka VW, sam bym tak nie zrobił.

  5. „Głupia” teza i bardzo ładny wywód. Brawo :). Z jednym się nie mogę zgodzić – jeśli ktoś jest NAPRAWDĘ bogaty i NAPRAWDĘ nie musi nikomu nikomu nic udowadniać, to nie potrzebuje nie wiadomo jakiego samochodu – o Volvo właściciela Ikei nie ma się co rozpisywać, taki Jobs, guru hipsteriady, jeździł „jakimś tam” Mercedesem (SL 55 AMG), Gates dojeżdżał do roboty Focusem, Cukierberg jeździ Acurą, Ballmer Fordem Fusion itp. itd.

    P.S. No i oczywiście to Alfasud był pierwszy, a nie Golf :).

  6. W sumie za jednego z pierwszych SUV-ów można byłoby uznać Golfa II w tej uterenowionej wersji, której nazwy nie pamiętam. Siedziało się wyżej, czasem nawet miało to napęd 4×4, poza tym było mniej praktyczną wersją zwykłego Golfa II, za to droższą. Zaiste szaleńcy w tym VW pracują :)

  7. Definicją szaleństwa VW jest umieszczanie czytnika kard SD zamiast USB w niektórych modelach.

    Ktoś jest mi w stanie ten fenomen wytłumaczyć?

  8. Trochę bez sensu jest liczenie historii wynalazku dopiero od tego, kto na nim zrobił pierwsze wielkie pieniądze. To tak jakby powiedzieć, że pierwszym autem był Ford T. A Ford T powstał w takich czasach w których Benz Motorwagen miał tyle lat na karku, że mógł zostać kupiony przez ówczesnego 19 letniego Sebę z technikum za minimalną pensję. Oczwiście wtedy Seba dokupował nowe, bejcowane felgi za 3x wartość Benza, posadzał go na glebie, naklejał napis „odsłoń swe wdzięki nadobna niewiasto a uraczę Cię słodkościami” i narzekał, że WTEDY to była prawdziwa motoryzacja, zrobiona z prawdziwego drewna, zaprojektowana przez inżynierów a nie księgowych a nie to co dzisiejsze metalowe plastiki (oczywiście nie wiedział co znaczy słówko plastiki, bo jeszcze nie wymyślono definicji słowa plastik), które są naszpikowane elek… znaczy się mechaniką tylko po to by się psuć.

  9. @Garnier:
    Chyba to schludniej wygląda niż taki pendrive wystający z portu (nawet mini). No ale trzeba dokupować czytnik (przynajmniej do stacjonarki, bo większość laptopów chyba ma), co już jest mało poręczne…

  10. Blogo, a co z USB15? Rok temu o tej porze już były pierwsze eliminacje, a teraz nawet jeszcze brak propozycji.

  11. PLAŻO.

    Nie tylko pierwszym, ale do tego UDANYM I DOBRZE SPRZEDAJĄCYM SIĘ przedstawicielem segmentu C odpowiadającym współczesnej definicji (przednionapędowy hatchback, niewielki ale mogący z powodzeniem służyć za wóz rodzinny, bla bla bla itd.) była Simca 1100. Bardzo popularna swego czasu, nie tylko we Francji (choć tam najbardziej). I bardzo fajna.

    Co do kompaktowych vanów – pierwszy Nissan Prairie, a i wcześniej pewnie coś było. I też w jego przypadku trudno mówić o czymś „tak bardzo nieudanym i wycofanym”. Tak samo, jak w przypadku Civica Shuttle, który wszedł nieco później, ale wciąż przed Scenikiem. I był zajebisty. A oprawionym w ciężkie, twarde ramy zdjęciem pierwszego Prairie powinno się tłuc tych, którzy pierdzą o innowacyjności drzwi B-Maxa, tak bardzo pierwszych itd. Choć nie. Ich powinno się tłuc tak samo oprawionym zdjęciem Lancii Ardei.

  12. Co do tego Wodoru to sie troche rozpedziles.
    Wodr ma ta przykra wlasciwosc, ze ni cholery nie chce wystepowac w stanie czystym. Dlatego do napedu ekologicznych samochodow wodorowych, wykorzystuje sie wodor pozyskany z….. metanu. :-) Ktory jest gazem kopalnym, trzeba go wydobyc a potem uzyskac wodor generujac ogromne ilosci Co2.
    Jedym slowem XL1 jest znacznie madrzejszym kierunkiem niz wodorowa Toyota.

  13. @Wojtek: Ale! Dziś nie umiemy ekologicznie pozyskiwać wodoru, ale to się zmieni. Pojawi się popyt (kierowcy aut potrzebujących tego paliwa), to i powstaną odpowiednie technologie technologie. Nic jednak nie zmieni się w kwestii paliw kopalnych – są ślepą uliczką.

  14. @Garnier

    „Definicją szaleństwa VW jest umieszczanie czytnika kard SD zamiast USB w niektórych modelach.

    Ktoś jest mi w stanie ten fenomen wytłumaczyć?”

    Już Ci tłumaczę, jesteś przestarzały :) Serio, USB odchodzi do lamusa, w sensie nie jako portu ale jako przenośne pamięci, karty są szybsze, zajmują mniej miejsca i w innych autach też je znajdziesz. Każdy przeciętny laptop ma dzisiaj czytnik kart. Ja się osobiście wściekam jak jest USB.

  15. @Szymon:
    No bez przesady – przy odczycie MP3 transfer nie ma znaczenia, a jak się raz kopiuje pliki, to można to przeżyć. A USB jest w KAŻDYM komputerze, nie tylko w niektórych.

    P.S. Czy powiadomienia o nowych komentarzach będą kiedyś tam, w nieokreślonej przyszłości, znowu działać?

  16. Te przeliczniki to jest prawda. VW robi auta przeliczniki. Golf, Passat to wyznaczniki środka w swoich klasach i może być tylko fajniejszy od VW albo niefajniejszy.

    A te co tu opisane to są pomniki wzniesione dla samych siebie. To, że są dostępne w małych ilościach czyni ich takimi ludzkimi, antykoncepcyjnymi.

    Po co USB/CF gdy jest BT, a każdy ma odtwarzacz w kiejdzie? Ale z dwojga wolę CF, bo wchodzi do portfela na płasko i nie dynda nigdzie i nie utrącisz tego z gniazda. Czyli w tym szaleństwie jest dobra metoda.

  17. @And:
    1. jakość dźwięku
    2. wyświetlanie okładki na ekranie :)
    3. drenaż baterii w telefonie
    4. pojemność telefonu vs. USB/SD
    5. nie mam pojęcia, jak wygląda obsługa plejlist, szufli, wybierania wykonawców, albumów itp.

    Mały USB (np. SanDisk Fit czy tam GoodRAM Piccolo) aż tak dużo więcej miejsca nie zajmuje, a uniwersalność jest DUŻO większa.

  18. @radosuaf, nie pamiętam jak VW ale w większych Audi zwykle te czytniki do krat SD są schowane za pokrywami, aby nie było widać tego sterczącego pandrajwa w A8…

    USB można mieć ale tylko przez kabel (oczywiście słono płatny, ale ma też inne końcówki)…

    w autach z nawigacją są dwa czytniki kart SD bo na nich tez można mieć mapy do nawigacji, no i jak siedzi ta karta cały czas to wygodnie jak jest kartą i jej nie widać niż wystający pen-drive…

    http://ocdn.eu/images/pulscms/OWE7MDMsMmU0LDAsMSwx/4855e2f8328994d3af41327b0ba7e6fb.jpg

    ale generalnie USB powinno być ale jako zastępstwo dla wtyczek zapalniczki 12V bo praktycznie wszystkie urządzenia są zasilane z USB (5V) no i w dobie szybko wyczerpujących się baterii można by było sobie ładować sprzęt, szczególnie pasażerowie na tylnej kanapie podczas długiej podróży…

  19. @Spalacz:
    W mojej poprzedniej Julce USB było w schowku i też go nie było widać, teraz jest koło skrzyni biegów i może faktycznie byłoby lepiej, gdyby pozostało w schowku, ale co zrobić. Jak bym był uszczęśliwiony SD w samochodzie, to bym się nie pociął (czytnik do SD kosztuje kilka dych), ale wolę chyba USB.
    W Julce jest teraz albo CD/USB/AUX, albo SD/USB/AUX – wszystkiego też nie można mieć :).

  20. Jak dla mnie to pierwsza Vitara była protoplastą Suvów, mimo że była na ramie. Ravka jest wtórna.

  21. Blogo ty ignorancie nie wychylajacy sie poza europejskie pielesze… pierwsi minivan to voyager :P
    Pierwszy suv to tez jakis suburban etc.a pod względem ilości sztuk czykasy – Klasa golfa na świecie to byla później klasa civica, teraz powoli klasa focusa… No chyba ze przyjmiemy ze chiński vw #€%&@ to tez golf ;)

  22. Blog, lamo ;) masz spaczoną po polsko-europejsku perspektywę, przecie pierwszy udany i masowy SUV to cherokee XJ – masowy, przełomowy, wszystko jak trza; ja wiem, że autor i czytelnicy bloga przeważnie mówili na chleb „bep” jak wchodził na rynek i był wzorcem nowego skutecznego podejścia do SUVa i 4×4 dla ludzi, ale nawet nie próbujmy wmawiać, że pierwszym udanym masowym wdrożeniem SUVa była ravka czy kaszkan czy vitara… bo nawet ford explorer, sprzedający się jak świeże buły na początku ’90, kiedy RAVkę rysowali dopiero, był pod wieloma względami „po” cherokee, a nawet krokiem wstecz (rama vs. unibody).

    Co do vanów – czy ci się małeconieco nie pomyliło po prostu? Bo nawet ja, mający francuzy tam, gdzie światło nie dochodzi, wiem, że pierwszym wzorcem udanego wdrożenia vana/MPV było Espace, a nie jakiś poroniony i 10 lat młodszy Scenic… BTW voyagerki są późniejsze niż espace, tu wyjątkowo EU było szybsze we wdrożeniu sensownego vana niż US czy JP.

    Ale co do meritum, może i zgoda, tylko że nie w sensie „VW jest szaloną firmą”, ale „Ferdinand Piech był szalonym inżynierem i menagerem”. Bo jakoś w noci ci umknęło, że stał też za chorą specyfikacją Phaetona, nie tylko za Veyronem. Tudzież miał sposób bycia i metody zarządzania przy których np. chamstwo S.Jobsa było pełne kultury i empatii. BTW stał za przełomowym audi quattro w swoim czasie. Więc to wszystko to raczej zasługa jednego szalonego gościa a nie kultura firmy. Skądinąd w fordzie czy GM czy toyocie też się takie cuda-wariactwa zdarzały, i też przeważnie dlatego, że jakiś charyzmatyczny gość dorwał się do zasobów i nieco podkręcił nudne złomowisko. Chyba kiedyś miałem o tym notkę…

    http://bs-blog.clouds-forge.eu/index.php?post=2014_12_12_00_Metainzynieria_jakosci

  23. W jaki sposób Qashqai może być pionierem SUV-ów, skoro w momencie jego debiutu na rynku było nie kilka, a kilkanaście podobnych samochodów?

  24. Głupoty, że hoho! Prekursorem minivanów nie jest Scenic, lecz FIAT 600 Multipla. Dochodowy, wielkoseryjny (170 000 sprzedanych egzemplarzy). Wrzucanie go do szufladki „marka i model z okolic 1936 roku tak totalnie małoseryjny, nieudany i wycofany z produkcji po paru latach, że ja cię kręcę.” to tylko ignorancja autora bloga, nic więcej.

  25. @zlomnik: „W jaki sposób Qashqai może być pionierem SUV-ów, skoro w momencie jego debiutu na rynku było nie kilka, a kilkanaście podobnych samochodów?”

    A w jaki sposób iPhone może być pionierem smartfonów, skoro w chwili jego debiutu było milion urządzeń z dotykowym Windows Mobile 6.5? Bo może. Acz nie łap nie za Kaszkaja, RAV4 jednak bardziej mi pasuje.

  26. Volkswagen jest krejzi bo ma 3 czy 4 nietrafoine modele ever? Ile takich modeli ma w obecnej ofercie Fiat? Odpowiem: połowę gamy modelowej.

  27. To dobry tekst był. Pominąłeś jedną rzecz: to jak wiele szalonych projektów pokazuje światu koncern jest wprost proporcjonalne do jego… rozmiaru.

    Dosyć łatwo byłoby skonstruować analogiczny artykuł w którym udowodniłbyś, że najbardziej szaloną marką jest, np. BMW. Może Toyota?

    To wynika z matematyki: jeżeli sprzedajesz 2 miliony samochodów rocznie, na każdej sztuce zarabiając 2000ojro netto to generujesz 4mld ojro zysku netto.

    Są lata, kiedy połowa wygenerowanego zysku trafia do działu research/design/development. 2mld. ojro na ruchy? Czujesz? Wtedy porywa się na veyrona/i8/miurę itd. Kwestia co dla firmy jest ważne i jak chce budować swoją obecność w światowym biznesie transportu(;

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *