#489 Kiedy trzymać, kiedy puszczać?

Fiat Stilo

Teoretycznie każde auto można użytkować do samego końca, takiego ostatecznego – czyli dzwon w drzewo lub wjazd pod TIRa. Ale w praktyce bardzo często, najczęściej, w zasadzie zawsze następuje taki moment, w którym po wymieszaniu resztek budżetu, skrawków cierpliwości, ochłapów wolnego czasu i ostatnich kawałków serca powstaje zupa o potocznej nazwie „Czas puścić do Żyda”.

Nie, tym razem nie piszę o sobie.
Wiem, to szokujące – narcyz nie pisze o sobie.
Bywa.

Problem ma Bartek.
Streszczę Wam kobrę w kilku akapitach.

Pół roku temu miał niecałe 20 lat i niesamowite parcie na pierwsze auto. Prawko zdane, a auta brak – nawet wiecznie ze wszystkiego chichoczący Wojewódzki złapałby doła. Co gorsze, Bartek uczył się czytać na „Motorze” i parcie na pierwszy samochód miał niebosiężne monumentalne gargantuiczne.

I jak to w takich sytuacjach bywa – BĘC i trafiła się okazja. Rodzice kumpla zapragnęli nowej fury, więc ich kilkuletni 3-drzwiowy Fiat Stilo był już po sesji zdjęciowej i stał w blokach startowych, by prężyć fotki na oeliksach. Takie trochę lepsze to było Stilo – z jakimś pakietem, z letnimi alufelgami… znacie ten typ.

Trzy tysiące złotych. Kurde, trzy kafle to nie pieniądz. Tak sobie Bartek pomyślał i kupił. Kupił jak stało, bez sprawdzania. Ot, hardkor jeden! W pakiecie z autem był diesel 1,9 jtd, koło dwumasowe, turbo ze zmienną geometrią, wtryski common-rail i – tutaj cytuję Bartka – elektronika najebana wszędzie.

Jakby nie patrzeć, idealny wybór na pierwsze auto. Serio – bierzesz coś takiego, nacinasz się i lekcje odrobione. Lepiej za młodu się na Stilo przejechać, niż na starość na jakiejś S-klasie.

Fiat Stilo

I teraz sytuacja jest następująca – wszystko się we Fiacie zaczyna sypać. Bartek zrobił hamulce i podreperował zawieszenie – wsadził w to już prawie 2 koła, a podwozie nadal jęczy o więcej. Turbo na ostatnich nogach. Dwumas już wita się z gąską. Wtryski właśnie weszły i się spytały, kto ostatni w kolejce.

Ale nie tu jest dramat, bo Bartek spiąłby się i wysupłałby ile trzeba – wszak budżet studenta to najbardziej rozciągliwa substancja we wszechświecie. Niestety nagle na dachu pękła szpachla. Niespodziewanie. Z zaskoczenia. Nie było jej, wszystko było gładkie i błyszczące, i nagle TRACH. A szpachla na dachu to sami wiecie – nawet jeśli temat w rzeczywistości nie jest gruby, to wyobraźnia pracuje.

Proste pytanie: trzymać i ratować (bo pierwsze auto ma się tylko raz, więc nadal uczucie się tli), czy puszczać za grosze?

61 komentarzy

  1. A ja za młodu miałem S-Klasę i wcale się na niej nie przejechałem. Tylko że to było W116 – blachy brak, obowiązkowe gumiaki na nogach (bo podłoga jak sito), ale żeby gdzieś nie dojechać, to tylko raz się zdarzyło – jak paliwa mi brakło (w sumie po części wina auta, bo wskaźnik nie działał, a ja się rąbnąłem w kalkulacji kilometrów.

  2. Może i sporo czytał prasy motoryzacyjnej, ale chyba niekoniecznie ze zrozumieniem.
    Od lat wszyscy trąbią, że kupno nowoczesnego używanego diesla nie jest zbyt rozsądne.
    Zresztą 3000 zł za Stilo z JTD, to nie jest normalna cena, chyba, że była taka właśnie ze względu na zbliżające się naprawy, a Bartek nie dopytał.

  3. Sprzedać. Uczciwie, napisać w ogłoszeniu co i jak i sprzedać. Albo na części rozebrać jak jest miejsce i czas na przechowywanie, powinno się rozsprzedać po roku i zwrócić.

    Ok, na wstępie często trzeba swoje zapłacić: hamulce, zawieszenie, jakieś drobiazgi typu zepsuty wentylator, niedziałająca wycieraczka itp. Czasami trafi się grubsza sprawa po zakupie: skrzynia, turbo, sprzęgło.

    Ale jak masz na dzień dobry kumulację wszystkiego, to lepiej minimalizować straty niż brnąć z sentymentu (jakiego k**a sentymentu do strupa, którego dopiero co się kupiło?) w koszty. Kupił za 3, dorzucił kolejne 3, w kolejce kolejne wydatki a jak będzie chciał (musiał?) sprzedać za 2-3 lata to ile weźmie? Znów 3 tys?

  4. jakby na motorach sie wychowal to by gulfa albo oktawie tdi wyjął. Ja w tej cenie kupił bym clio 2 w benzynce albo jakiegos pezota 406 w gazie

  5. Szpachla na dachu pęka. Z pewnością komuś znudził się szyberdach i zalepił :)

    Jeśli auto kosztowało 3kę, teraz kończy się dwumasa a w dodatku zostało pozlepiane po jakiś przygodach to nad czym się zastanawiać?

  6. Jeśli pracuje nad samochodem sam, to czemu nie, ja się mnóstwa rzeczy nauczyłem samemu grzebiąc pod okiem mentora-taty (z wykształcenia i pasji mechanik) :)
    Praktycznie każde auto w tym przedziale cenowym wymaga nakładów. No, i jeśli już ruszy spiralę kosztów to musi się pogodzić, że gdy już utopi kolejne kilka tysięcy to jest z tym autem związany na kilka lat.

    Jeśli jednak ogranicza go budżet (turbo ze zmienna geo i sprzeglo z dwumasem, wtryski to duuży koszt) może lepiej poszukać czegoś tańszego w utrzymaniu.
    Na auto do 5tys pt. „tankuj i jezdzij” może raczej nie liczyć, chyba, że będzie miał dużo szczęścia.

  7. A ja na studiach kupiłem malucha. Śliczny był, pomarańczowy, Kanada normalnie (breloczek z flagą taką miał). Na zimę nowe opony, a co, Dębica Frigo. Potem wypad Lublin Sosnowiec i skrzynia zaczęła wyć. Remont. Potem ktoś mi wjechał w tyłek. Znajomy lakiernik ogarnął. Potem zaczęła wszędzie wyłazić rdza. Malowanie na działce nadkoli, dołu drzwi, najpierw podkład w sprayu, potem lakier, profeska. Potem zrobiłem silnik (bo na stałe woziłem w bagażniku bańkę Lotosa 15w40 5 litrów). Potem znów skrzynię. Potem na szczęście zderzyłem się z innym maluchem lewymi stronami (on wymusił). Zanim to zrobiłem, na kolumnę aut stojących do skrętu w lewo (ja w środku) najechał Ukrainiec. Więc był skasowany przód, tył i lewy bok.
    Maluch poszedł za jakiś śmieszny pieniądz, kupiec miał już budę kupioną za flaszkę, chodziło mu o zdrowy motor i skrzynię. Motor testował tak, że ma nie zgasnąć na 4 biegu na wolnych obrotach. Uff, nie zgasł. Facet przykleił wypadające reflektory taśmą i odjechał do Kraśnika (45 km) ;-)

  8. Pierwszą furę puścić jest ciężko. Sam do dziś płaczę po sprzedanej Corolli E9, która miałaby dziś ze sto lat z hakiem, a była najlepszym samochodem na świecie, wyposażonym w kierownicę i pedały.

  9. tak to jest jak sie kupuje na pierwsze auto szrot , i wymaga niewiadomo czego. kupuje sie wozidlo za dwa tysiace , i nie robi przy nim nic/ robi to co zdolnosci manualne pozwalaja, a nie pakuje zbedny hajs w starego sztrucla. pierwsze auto ma jezdzic, uczyc techniki jazdy, drobnej mechaniki , a nie sluzyc leczeniu kompleksow. na pierwsze auto mialem tico, na drugie mialem tico , na trzecie mazde 323f ba, wszystko to byly gruzy. ale jezdzily, i nie zawodzily, kupowalem je wiedzac jakie maja wady, i czego sie spodziewac. czwarte auto to byla celica 7gen, bo mi sie podobala wizualnie, ale to tez byl gruz i wiedzialem czego sie spodziewac. teraz jest jednoczesnie saab 9-5 z 2000 roku, i to moje pierwsze zabdane i w stu procentach sprawne auto, oraz vectra b kupiona za 1000 pln do wozenia modeli rc i kolegow.i tez gruz,ale jezdzi.

  10. Heh, a to mnie się wydaje że mam zgrzyt.

    Nie potrzebuję obecnie auta do niczego innego jak tylko do poruszania się z punktu A do punktu B. I w wyniku różnych zawirowań takim toczydłem stała się Fiesta Mk3 (1993, na dodatek Ghia jak się okazało) z silnikiem 1.3 – auto jako takie wystarczające na moje potrzeby. Od lat pięciu staram się toto zajeździć, w rodzinie jest od lat ponad ośmiu (zdążyłem dowód wymienić).

    Nigdy się nim specjalnie nie przejmowaliśmy, ot robiliśmy to co wyglądało na rzecz do zrobienia i tyle. Ale w międzyczasie liczba znalezionych patentów rosła:

    – przeróbka elektryki szyb z mk3 na mk3.5 (ok, wygodna rzecz)
    – tnąc koszty dres od którego odkupiliśmy auto pomalował dolną część lakieru Moondust Silver na niebiesko
    – oczywiście choinka diód led, lusterka z kierunkowskazami led (i drugim niebieskim trybem), pokombinowany drążek kierownicy żeby pseudo-momo się dobrze trzymało.
    – i najlepsza rzecz, chyba zrobiona jeszcze przed tym zanim dresik Fiestę nabył – założona manualna skrzynia, zamiast oryginalnej CTX.
    – LPG oczywiście najtańsza konstrukcja z parownikiem do silnika z wtryskiem jednopunktowym.

    I teraz po tylu latach rzeczony dresowóz zaczynają dotykać kolejne problemy wynikające ze zmęczenia auta: tylne zawieszenie do roboty, przewody hamulcowe wypadałoby powymieniać, standardowa robota blacharska w postaci okolic wlewu paliwa czy tylnych nadkoli. Czyli jakby nie patrzeć za same części ponad wartość auta. Robocizny własnej nie liczę nawet.

    I wciąż mam zagwozdkę czy auto kupione za cenę instalacji lpg trzymać dalej i pakować w niego kasę (nie jest problem, będzie potrzeba, to się wpakuje). Czy też dać sobie spokój z walką z patentami znajdywanymi przez lata i niech ktoś inny go zajeździ na śmierć.

    Wiadomo, Fiesta mk3 jakoś wybitnie emocji wśród wielu nie wzbudza (chociaż patrząc na Brytoli nadal cieszy się powodzeniem), w szczególności byle pięciodrzwiowa wersja z pamiętającym lata 50 silnikiem 1.3, nawet jeśli jest to rozsądnie jak na ten model wyposażona Ghia.

    I nadal nie potrafię się zdecydować, czy puścić jakiemuś oszołomowi do zarżnięcia, trzymać aż mnie najdzie (i uczyć się na niej odpatentowywania w swoim czasie).
    Ciekaw jestem, jak inni podchodzą do takich tematów trzymania jakby nie patrzeć dość nudnych/codziennych toczydeł.

  11. hahaha, sprzedać na części, jak? wszystkie wartościowe części są zepsute.
    Chyba kolega nie czytał ze zrozumieniem tych motorów, kupił wóz za 3000 który chodzi po 6000-10000. Gratulacje. Więc teraz musi w niego wsadzić 3000-6000, normalna sprawa.
    Myślał, że co? oszuka system? Teraz się nauczy, że wydymać dwudziestolatka to jak zabrać niewidomemu dziecku lizaka.
    Ach ta szalona młodość :)

  12. No co mam powiedzieć. Wtopił i tyle. Dobrze że na początku, będzie uważniejszy kupując coś następnego.

    Jak dla mnie najlogiczniej to oddać po kosztach jakiemuś handlarzowi, czy innego pacjentowi z auta oklejonego w duże napisy KUPIĘ KAŻDE AUTO.

    Bo co innego? wpakuje kolejne tysiące, a auto nadal będzie tylko reanimowanym trupem. Koszt profesjonalnego ogarnięcia turbiny, wtrysków i dwumasy już przewyższa wartość fiaciora.

    Niech sprzedaje, dołoży to co chciał wsadzić w reanimację, i kupi coś fajniejszego, niekoniecznie kolejną taką „okazję”

  13. Jak się naczytał Motoru to później pewnie uwierzył w to że JTD się nie psujo i to najlepsza rzecz od czasu krojonego chleba. A że Stilo takie tanie bo to przez lobby sprzedawców aut używanych japońskich i niemieckich. A w jakimś tam rankingu o którym nikt nie słyszał to Stilo wypadło lepiej od Golfa

  14. Spuścić kfiata gdziekolwiek komukolwiek, dopóki jeszcze jeździ, skręca i hamuje. Na przyszłość czytać rankingi marek, modeli, silników itp. ze zrozumieniem a nie do góry nogami, tudzież kupować wózki kierując się rozumem a nie sreduchem na młodej adrenalinie. Cieszyć się, że lekcja kosztowała zaledwie parę tysiów, a nie np. grube pliki stóweczek, przy wziętej na krechę w banku, jakiejś prawie nówce nieśmiganej po żonie pastora z Niemiec itp. młodocianych pomysłach.

  15. Zdjąć podsufitke i zobaczyć czy spawane, czy tylko była jakaś wgniotka. Jak spaw, to łatwo przyszło, łatwo poszło – sprzedać na części.

  16. Zanim padły słowa „pękła szpachla” stwierdziłem, że dzięki cenie zakupu mimo wszystko można na siłę rozważyć, bo po zrobieniu tego wszystkiego raczej masz spokój, a koszt zrówna się z rynkową wartością (znacznie mniej niż więcej) z tą różnicą, że samochód masz z pewnego źródła i znasz jego historię. A tu nagle dupa, dach szpachlowany, więc raczej coś konkretnego było, bo o gradobiciu raczej by wspomniano.

    Tylko po co komu na pierwszy samochód diesel? Bo mało pali? Kurde, jeśli kupujesz po kosztach, w celu nauki jazdy (bo w sumie nim się tym jeździć będziesz uczył) to benzynę tańszym kosztem ogarniesz, po prostu. Poza tym, może mam złe mniemanie (dwa diesle 1.6hdi, 1.9sdi) ale do jazd głównie po mieście to diesel nie ma większego sensu. Zapewne z tego powodu za jakiś tam odległy czas 1.9 zmieni się na jakąś benzynę, bo i tak to aktualnie raczej samochód „od święta” i taki awaryjny.

    Współczuję sytuacji, bo sam był nieźle zirytowany, głównie przez to, że nie byłbym w stanie nie wspomnieć o tym przy próbie odsprzedaży. Handlarz ze mnie żaden. Opisując uczciwie ofertę – nie wiem czy będzie atak chętnych – potężnie wątpię.

  17. Jak można tak zapuścić w miarę świeży samochód, że po tych kilku latach jest warty cenie skupu złomu? Masakra jakaś :) Chyba, że to tylko takie złudzenie bo kształtami przypominam to co aktualnie wyjeżdża z fabryk VAG :)

  18. @Spalacz:
    Stilo to już 10-latek, a może i trochę więcej mieć :). VAG jest teraz tam, gdzie Włosi byli w 2001 :D.

  19. Cholera, sami eksperci od zakupów tutaj. Rentgen w jednym w oku, miernik lakieru w drugim, rankingi awaryjności z ostatnich czterdziestu lat na wyrywki, stan techniczny ogarniają milisekundowym rzutem trzeciego oka. Nigdy nie wtopili, ale to nigdynigdy.

    Zazdroszczę. Ja na pierwsze auto, kierując się rozumem a nie sercem, kupiłem prostą benzynkę z lat 90-tych, bez rdzy, zawieszenie prościutkie. Niecałe pół roku później silnik zaczał żreć litr oleju na sto kilometrów. Teraz jeżdżę turbodieslem z dwumasą po mieście.

  20. Stwierdzam, że im mniej oczekujesz od auta tym bardziej jest niezawodne :) W ubiegłym roku po zakupie aktualnego (jeszcze) C5 zacząłem szukać jakiegoś taniego (względnie – bo do 10k) dupowozu do tłuczenia. Oczywiście chciałem jednak, żeby to było coś nietypowego. Jedyne wymogi jakie miałem to działająca klima i w miarę nie szokujące ilości rdzy. Postanowiłem spełnić stare marzenie i kupić Galanta 2.5 V6 „rekina”. Nie ma szans, nawet przy autach za 7-8 tysięcy już ze 100 metrów słychać było rdzę. Było jeszcze kilka innych dziwnych aut ogólnie pogardzanych przez opinię publiczną. I nagle, w mojej mieścinie pojawił się wypasiony Rover 75 V6 w automacie (kocham automaty) za 5k. Za dwie minuty byłem na miejscu, zupełnie bez przekonania, bo czego oczekiwać za takie pieniądze. Jednak dość szybko okazało się, że pomimo ogólnego zaniedbania auto jest w całkiem przyzwoitym stanie mechanicznym i wręcz bardzo dobrym stanie blacharskim. Trochę się łamałem, ale zbiłem na 4k i tym sposobem stałem się dumnym posiadaczem tej kanapy w stylu rustykalnym. Pierwsze dwa miesiące i 2 tysiące km minęły na próbach wybadania co w tym potworze tak na prawdę siedzi. Z każdym dniem moje zdumienie, zadowolenie i wręcz zachwycenie tym autem rosło. Dziś po przejechaniu prawie 13kkm stwierdzam, że chyba zrobiłem interes życia. Kupowałem go z myślą „na rok, góra dwa a potem na złom bez męczenia się ze sprzedażą” a tymczasem wóz póki co odwdzięcza się absolutnie bezproblemową eksploatacją. Więc jednak da się kupić tanio auto do jazdy. Trzeba szczęścia, to prawda. Ale jednak się da.

  21. Ja jestem załamany, mam 10 letniego diesla, którego kupiłem za niemałe pieniądze.
    W rodzinie jest 4 rok, w momencie kupna był w super stanie i teraz mimo regularnego inwestowania – tarcze, dwumas, sprzęgło, regeneracja pompy wtryskowej, wciąż woła o więcej. A to rozrząd, a to z klimą coś się znowu dzieje, a to jakieś pierdoły typu tylna wycieraczka nie działa.
    Auto niekatowane, nie po dzwonie, jak żyć?
    Jest sprawne technicznie ale ja lubię jak wszystko jest jak w zegarku i nie lubię mieć stresów z autem. Wystawiłem jako jeden z najtańszych w swoim roczniku, miny tam żadnej nie ma, ale ja nie chcę ładować w nieskończoność.
    I mam dylemat co kupić, żeby to jeździło (teraz mam około 150 koni) a nie generowało kosztów (nie że w ogóle ale mniejsze i tańsze) i problemów w podobnej cenie jak wystawiłem.
    Da się w ogóle? 16 tysięcy.

  22. Aż nie wiadomo jak to skomentować… „Okazyjny dizelek w super cenie”. Aż dziwne, ze to Fiat a nie jakiś zapluty Cholcwagen..

  23. Posiadam takie stilo jtd z dwa tysiące drugiego roku,nawet kolor ten sam,przebieg dwieście czterdzieści tysięcy,silnik,wtryskiwacze,turbina,sprzęgło,wszystko oryginalne.Na temat awaryjności modelu najwięcej do powiedzenia mają ludzie którzy nawet w nim nie siedzieli. Na jesień idzie do ludzi…cena okolo trzy tysiące

  24. Niech sprzedaje puki nie ma sentymentu. Sentyment to najgorsze co może się przytrafić właścicielowi auta. Ja z sentymentu wyremontowałem silnik w mojej 525d to mnie zabawa kosztowała tyle, że bym kilka takich STILO miał :D A to panewki chroborały, a to uszczelka pod głowicą, wtryski, rozrząd.., turbina była już robiona wcześniej. Jak mnie mechanik podliczył to sam komplet uszczelek silnika kosztował 1k. Bez sentymentu sprzedać, a następny zakup dokładnie obejrzeć z kimś kto się dobrze zna na kupowaniu aut.

  25. Cytuję „elektronika najebana wszędzie” W Stilo? What??? To chyba jakaś wersja musiałaby być na inny świat.

  26. Historia identyczna do mojej nauczki życiowej. Też miałem Stilo jako pieerwsze auto. JTD, 3 drzwiowe, od handlarza. 6 miesiecy jeżdziłem i dołożyłem ponad 5 tys. Auto nadal się sypało- sprzedałem. To była skarbonka bez dna. Ja bym sprzedał. Aha- też mam na imię bartek :)

  27. Wszystko do się naprawić, tylko należy zadać sobie pytanie podstawowe: Czy ten samochód jest takim samochodem którym chciałbym jeździć kolejne kilka lat? Jeśli tak naprawiać ale wcześniej upewniwszy się jaka jest przyczyna szpachli na dachu. Czy to coś poważnego czy też kosmetyka. Jeśli kosmetyka i chce mieć auto długo niech naprawia.

  28. Miałem Lagune 1 1.9 dTi kombi 2000 r. Blacha zdrowa, zero problemów z elektroniką. Mechanicznie OK. Duża, wygodna. Automatyczna klima, elektryka, 4 poduszki, szmery bajery. Wiosną 2014 zrobiłem regenerację belki, serwis klimy, olej i filtry. Potem w czerwcu zrobiłem sprzęgło. W lipcu sprzedałem. Dlaczego? Bo zaczęło się odzywać łożysko McPhersona, przegniły mocowania baku, i zaczął znikać płyn chłodniczy (wycieków nie było-uszczelka). Samochód lubiłem, wpakowałem dużo kasy w kilka miesięcy, sprzedałem kalkulując, ile jeszcze by mnie kosztowało wyprowadzanie wszystkich sprawy, za 6000 zł. Cenowo chyba nieźle. Aha, w 2013 regenerowałem skrzynię ;)

  29. A gdzie te czasy gdy pierwszy był maluch za 500 w którym sypało się wszystko:) wymienić potargany lizak i poduszki silnika, wyspawać mocowanie wahaczy i resora, albo i wahacz przegnity zmienić, dziury w progach na pięść, urwana linka rozrusznika, docisk sprzęgła pęknięty, dzwoniący odkręcający się tłumnik, prądnica nie wyrabia, no masakra! Trzeba było mieć drugie 500 żeby t ogarnąć i jakoś jeździć :-P

  30. „Trzy tysiące złotych. Kurde, trzy kafle to nie pieniądz. Tak sobie Bartek pomyślał i kupił.” Jeśli 3 kafle to nie piniądz, to nie rozumiem dylematu, sentymentu, rozczarowania. Sprzedać do firmy „kupię każde auto” za 700 i rozglądać się za czymś mniej szpachlowanym za kolejne „to nie piniądz”.

    Ja mam przed domem dwa takie dylematy, za które płacę OC i to byłoby na tyle. Jednym zrobiłem 200kkm wycieczek po bezdrożach i teraz robi za pomnik-złomnik, cały w naklejkach. Drugi, to byłe auto Taty, co ma 18 (już!?) lat i 120kkm i nie ma grama rdzy. Obydwa są sprawne i jurne, ale stoją. Trzecie, obecnie 13 letnie już też stało z przebiegiem 120kkm, ale znienacka ożywiła je koleżanka przyjaciółka i używa. Bo to był jej pierwszy nowy samochód i go lubi… a ten nowszy nowy teraz sobie często stoi i za 7 lat będzie miał 10 lat i przebieg 80kkm:-) I wtedy co, mam dać ogłoszenie na OLX: Sprzedam dziesicioletnie S60 z bogatym wyposażeniem na zamówienie / 1 właściciel / kobieta lekarz kupione i serwisowane w jednym miejscu, więc i wszystko udokumentowane / przebieg niecałe 80 000 / używane jako trzecie-piąte auto głównie w trasy, bo właścicielka miała sentymenty, a i tak wszędzie jeździliśmy Berlingo, bo pies ma wygodny pokój na pace? Otóż zapomnijcie – prędzej zarośnie:-) Z sentymentu. No i w końcu skąś się muszą te Y-timery brać.

  31. @And:
    Jak to S60 w benzynie, to mogę Cię wybawić z kłopotu za pół roku czy tam rok :).

  32. Ja zwykle czytam i się nie udzielam – tak w tym przypadku radzę sprzedać, póki jeszcze zapala, jeździ, skręca i hamuje. Za 3 tysie to są samochody w stanie idealnym, ale niereprezentatywne i nie trendy – przykładem mogą być wszelkie daewoo. A jak chce poćwiczyć mechanikę to za 1500 kupuje taki nie trendy i doprowadza go za pozostałe 1500 do stanu idealnego samodzielnie.

  33. Mam do dziś takie tylko bezwypadkowe Stilo. Fajny wóz. Jeździ nim żona. Dałem za takie z turbiną do regeneracji 16500 zł w 2009 roku, rocznik 2002.
    Mam też c5 biturbo z 2007 roku. Psuje się raz w miesiącu, zwykle idzie ponad 1000 złotych.
    Dla mnie fiat to super jakość.
    przebieg dziś 260000 km, fabryczne wtryski, sprzęgło dwumasa.
    Robiłem zawieszenie raz, termostat i regenerowałem turbo. Co 5 lat zmieniam rozrząd. Samochód lekko rozpędza się do 190 kmh i masuje plecy przy przyspieszaniu.

  34. Sprzedać. Z tego co piszesz jeśli chciałby go ogarnąć tylko mechanicznie tak na 90% to koszta w porównaniu do wartości samochodu i jego ogólnego stanu będą zdecydowanie zbyt duże.
    Jeśli się uprze żeby to padło składać do kupy to straci więcej niż to co do tej pory w niego włożył.
    Ewentualnie zostaje opcja naprawy tylko tego co absolutnie niezbędne do bezpiecznego poruszania się i czekania aż fura wyzionie ducha. A potem na części.

  35. Nie rozumiem jak można kupić sprawny samochód nawet za 6000 złotych. Poza seicento tico i matizem.
    zwykle kupuję samochody w granicach 20000 złotych i w tej cenie 80% to trupy.
    Nie rozumiem jak samochody 3 razy tańsze mają być bezproblemowe…

    a tego Stilo mocno przekreśla szpachlowanie dachu. Może coś spadło, ale to chyba mówi wszystko o tym samochodzie.

  36. @Wojtek -bo Ty jeździsz prestiżem z zupełnie innej kategorii cenowej. Mówiąc o 6k za Seicento, tico, matiz masz chyba na myśli absolutnie nówkę sztukę od dziadka, garażowanego, z przebiegiem 8 tysięcy km. Ja swojego tico miałem oddać na złom – ale trafiła się koleżanka, której żal było zimą katować solą swojego tucsona… Dała 2 lata temu 1000zł, wymieniła olej i filtry i do tej pory oprócz lania paliwa nie robiła absolutnie nic. Pojazd bezproblemowo i bez znajomości przechodzi przeglądy i od momentu zakupu nakręcił 20k właściwie wyłącznie po mieście, ma tylko jedną wadę – absolutny brak prestiżu, co jest – jak zdążyłem zauważyć na forach – sporym problemem panów kierowców.

  37. Sprzedać? komu? kto normalny to kupi? Chyba na kilogramy. Najbardziej sensowna rzecz to powtórzyć czyn reżysera Waldemara Barewicza ze „Zmienników” – płonący wiecheć do wlewu paliwa przy wtórze słów „zniszczyć padlinę”. Niech młodzież zrozumie – w obecnych czasach NIE MA już tanich aut na tzw. pierwszy samochód. albo dawno skońzyły w hucie Sendzimira, albo robia za wychuchane youngi. Moje pierwsze auto, jeszcze w liceum (początek lat 90)to był Wartburg 353W. Rocznik 1978. Kupiony za 5 ówczesnych milionów. Auto proste, relatywnie niezawodne (kto miał ten potwierdzi), tanie w naprawach, które mozna było robic na pierwszym lepszym parkingu. Ale zgadzam się z szanownym gospodarzem – nauka kosztuje i młody kolega, wielbiciej włoskiego plastiku (a w zasadzie plastkitu) odebrał pierwszą lekcję. Mam nadzieję, że w ten sposób najdzie mu trochę oleju do głowy

  38. Jesli jeszcze nie wymienił turbo, wtryskow i dwumasy to znaczy, że nie wydał około 10k zł. Wystarczy na corollę 2000r w benzynie 1.4.

    Wojtek – za 20k zł same złomy? Np. corsy, clio, fabie w benzynie? Raczej będą to 3-5 letnie auta z przebiegiem 50-80kkm.

  39. Co to za nowomowa, silnik w benzynie?Kiedyś były silniki z zapłonem iskrowym lub samoczynnym,widać coś się zmieniło.

  40. Ja wiem, pierwszy samochód itd. itp…
    Niemniej jednak… pchnąłbym Stilo. I tyle.
    W moim odczuciu nie jest to auto warte odbudowy. A wygląda mi to na początek odbudowy.
    Odbudować to sobie można Alfę z V6 pod maską, albo jakiegoś Merca z widokiem na klasyka. Ale nie Stilo z JTD.
    Pchaj Bartek i kupuj benzynę. Bez turbo :)

  41. Np. tu:

    kolsakov
    20/01/2016 o 09:36

    jakby na motorach sie wychowal to by gulfa albo oktawie tdi wyjął. Ja w tej cenie kupił bym clio 2 w benzynce albo jakiegos pezota 406 w gazie

  42. „Clio w benzynie” to nie „silnik w benzynie” nieprawdaż? Piotr wyraźnie napisał, że chodzi o silnik, wspomniał o zapłonie itd.
    Nie jest to nowomowa, a stwierdzenie „silnik w benzynie” nie padło.

  43. Marek, sprawdź sobie proszę definicję „nowomowy”, a następnie porównaj ją z definicją „żargonu”. Pouczasz innych myląc pojęcia.

  44. Jaki Marek poucza? Marek zacytował fragment ze słowami „w benzynie”. Nawet nic od siebie nie dodał. Ernesto poucza.

  45. MIałem audi 80 w automacie :) kupiłem zainwestowałem jeżdziłem padła skrzynia , wymieniłem na inną nie działała , następna nie działała, puściłem i odżyłem

  46. Jak tak np. stoję w korku i patrzę na niektóre samochody, to zastanawiam się – jak to jeździ i skąd ludzie mają tyle pieniędzy na naprawy! Chociaż coś mi się wydaje, że jest to na zasadzie – nie urwało się, to jedziemyyyyy! :D

  47. Mój znajomy ma 20 letniego w210 czyli okulara :) co roku blacharka , w tamtym roku odpuścił to teraz wygląda jak 7 nieszczęść. Ostatnio robiona stacyjka kostka oraz pompa paliwa. następnie podstawa chłodnicy się urwała, póżniej się zagotował. Czasem postawie mojego golfa obok mercedesa i mimo że golf to golf i trójka to trójka to przy mercedesie wygląda jak igła

  48. Sam na swojego pierwszego kupiłem mercedesa w168. Nawet podobna historia z tymi znajomymi rodziców. Samochód był generalnie w dobrym stanie, po serwisach, po wymianie amortyzatorow, etc etc.

    Wziąłem kredyciątko, kupiłem, wygrałem. Jeździłem samochodem przez ponad dwa lata i niemiłosiernie zaczęła mnie już denerwować po kilku miesiącach. Kiedy opadły emocje, usłyszałem zawieszenie. Pózniej taśma absu dokonała żywota, w międzyczasie alternator błagał o wymianę, pompa wspomagania walnęła foszka na ślimaku do parkingu a blacha śmiała mi się w oczy.
    Niby niedrogie naprawy, bo przez ten cały czas, co koglem to zrobiłem sam a nawet to co oddałem do Czesia do zrobienia, bo były groszowe sprawy. Ale ten samochód mnie po prostu wykończył.
    Sprzedałem cholerstwo chyba w ostatnim momencie bo silnik tak klekotał, że możliwie, nie dożył nowego roku.
    Tak czy inaczej, kupiłem sobie najmojsza, tyle że w coupe. Mimo, że zainwestowałem w nią równowartość merca, dopiero teraz mogę cieszyć się samochodem.

  49. aut miałem kilka w życiu, najbardziej żałuje tych egzotycznych kupionych za śmieszne pieniądze np. mitsu sigma. 3.0 V6, cisza, komfort, wszystko dziala pomimo kilkunastu lat na karku… ale no trzeba sprzedać bo jak się zepsuje to co ja zrobię? No i sprzedałem. Do dzisiaj żałuję bo przez 1,5r nie zepsuło się nic.
    Ale byly też takie klasyczne ‚rodzyny’ np. mondeo 2.0PB+gaz, 4×4, itd. Kupione bo zachwycały te wszystkie bajerki po passacie b2. Kur.. jak jak tego auta nienawidziłem. Do dzisiaj mam uraz do forda.

  50. Szkoda że nie sprawdził na początku , ale tak czy inaczej ja bym sprzedawał bo to studnia bez dna.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *