(m549) Czyżby nadciągał koniec resursu?

BMW E46 323i 1998 rok

Miniony tydzień (spędzony w Białce) był dla najmojszej chyba najgorszym tygodniem w jej życiu. Non stop coś się w niej psuło, by po chwili się naprawić. Ale zaraz potem psuło się coś zupełnie innego.

Ukuliśmy nawet z Margolcią taką teorię, że liczba awarii jest stała – wynosi jeden – i może ona sobie dowolnie migrować po różnych elementach. Bo a to się schowek przed pasażerem rano zaciął i dopiero pod wieczór odblokował. Sam z siebie. Ale zaraz potem zgasło radio, jakby ktoś kabel z prądu wyjął. Następnego dnia działało od rana, jakby nigdy nic, ale podczas mrzawki mżawki padły wycieraczki. Tak zupełnie padły. Hard reset pomógł. Sęk w tym, że kilka godzin później w tylnym kole ciśnienie spadło do 1 atmosfery. Gdy napompowałem, to wróciły piski z wiatraczka wentylacji. Następnego dnia wiało już po cichu, ale za to przepaliła się prawa żarówka. Jak ją wymieniłem, to drzwi kierowcy zaczęły tak skrzypieć, jakby były suchymi wierzejami od 100-letniej stodoły.

Ależ się z tym głupio czułem, parkując pod stokiem wśród tych wszystkich nowiutkich i zawsze czystych Q7, X5 i XC90. Oni wysiadali z mlaśnięciem uszczelek, ja ze skrzypieniem takim, jakbym wieko starej trumny otwierał. Cóż, niechybnie tak właśnie o najmojszej myśleli. Brudna, nieciekawe koła, pewnie lepiona z dwóch – niejeden pewnie po telefon sięgnął chcąc Policję wezwać w celu inspekcji, czy aby na łysych nalewkach nie jeżdżę.

A na koniec najlepsze – w niedzielę w drodze powrotnej (300 km od domu) jakiś dysk łączący wał napędowy ze skrzynią biegów (tak wnoszę po lekturze internetów) zaczął dogorywać i do 100 km/h dało się jechać, ale szybciej to już tak pod autem z tunelu środkowego tłukło, jakbym uchodźców tam wiózł, a oni by młotkami od spodu nawalali.

BMW E46 323i 1998

Ale dojechałem. Bo stare auta takie są – dogorywają długo, a nie padają od razu. One walczą, póki mogą – a nie walą w oczy lampką, odłączają prąd i paliwo, i same dzwonią do ASO.

Ubaw z tym wałem był w sumie po pachy – w środku nic poza waleniem i takim miarowym cykaniem nie było słychać, ale jak się otworzyło okna, to chrobotanie było tak straszne, jakbym pod autem ciągnął wiadro pełne kamieni. Oraz pisk, jakbym małe mopsy w skrzyni biegów żywcem mielił.

A propos mopsa – akurat pech chciał, że podjeżdżając wieczorem pod blok natknąłem się na sąsiada z czymś takim sikającym na krawężnik – tego sąsiada, co to zawsze w windzie jakieś ciekawe info o innych sąsiadach mi sprzedaje. Przejechałem obok niego hałasując bynajmniej nie tylko silnikiem. Ciekawe, jakim newsem handluje teraz…

Tia… 265 tysięcy kilometrów. Teoretycznie to dopiero drugą połowę resursu zacząłem, ale Bóg jeden raczy wiedzieć, ile tak naprawdę najmojsza ma nakręcone.

49 komentarzy

  1. Nie panikuj, to BMW, a nie francuz czy wloch. Spokojnie zrobi drugie tyle i pojezdzi dluzej niz auta, ktorewlasnie wyjezdzaja z salonu.

  2. Ze 400 tys. km to już pewnie ma.
    No i pamiętaj, że usterki występujące w okresie zimowym nie świadczą o awaryjności auta! To nie wina samochodu ale wina mrozów!

  3. @tatanikolii: BMW – będziesz miał wydatki. Jeśli nawet francuz psuje się częściej, to jest tani w naprawie i łączne koszty utrzymania zapewne będą niższe. 500 000 kilometrów większość też zrobi bez najmniejszego problemu.

    No chyba że ktoś specjalnie sobie na złość kupuje Lagunę II 1.9 dCi przed liftem.

  4. Yhy, to gdzie sa francuzy i wlochy w wieku BMW blogo? Nawet nie na zlomowiskach, a w lazienkach, golimy sie teraz bylymi renowkami i fiatami rocznik 2004-2006.

  5. @tatanikolii, od francuzów to się odstosunkuj… przynajmniej niektórych… albo chociaż mojego ;-) 8 lat już jeżdżę Lagunami II i obalam mit „Królowej Lawet”. O 1.9dCi solidnie dbałem, a 2.0T jest nie do zajechania – silnik ten sam co w Megane II RS (dokładnie ten sam, co do najmniejszych elementów).

  6. „Udało” mi się wymienić taki element w swojej w zeszłym roku. Wyparłem z pamięci szczegóły, ale suma była czterocyfrowa :/

    Moje żelazo jest z 2002 roku. Nigdy więcej takich starych gratów :(

  7. Chcesz blog to ci sprzedam patent na renowację uszczelków (u ciebie na wsi też takiej odmiany używają starsi ludzie? :) ) – do tego celu służy gliceryna kosmetyczna. Kupuje się ten szuwaks na aledrze w kubełkach dowolnej wielkości, naciera ustrzelki i jak się wchłonie są jak nowe, elastyczne i w ogóle. W niektórych autach załatwia to kwestię hałasu, swoją drogą.

  8. Jakoś ja jeżdżę 18-letnim francuzem. Da się… Zobaczcie ile Clio II wciąż jeździ po ulicach. A to miejskie popierdółki przecież

  9. U mnie pod blokiem jest sporo Peugeotów i Citroenów nawet z lat 90. 406, Xsary, Berlinga itd. Renaulty się kończą około 2000 roku przez korozję, bo mechanicznie tez nie ma większych problemów.
    Nie przeczę, że BMW ma wiele różnych zalet, ale dużo łatwiej utrzymać takie auto przeciętne auto klasy francuskiego kompakta w dobrym stanie niż BMW, bo jest najzwyczajniej prostsze.
    Premium kosztuje premium nie tylko w zakupie, ale i w serwisie. :)

  10. Serio, e46 to premium? To wybitnie proste auto. I zdecydowanie tanie w utrzymaniu, tańsze niż podobnie stary odpowiednik z łańcuchem na grillu. A co do blogoawarii, to ja jednak stawiam na podporę wału (nie bez powodu nazywaną suką ;) ) a nie łącznik elastyczny ;)

  11. Wszyscy tutaj patrzycie tylko na koszty eksploatacji, ale to nie jest blog dla przysłowiowych Januszów tylko dla petrolheadow, którym moim zdaniem bardziej powinno chodzić o czerpanie przyjemności z jazdy niż o to jaka część ile kosztuje w BMW a ile we francuskim aucie. Oczywiście ze E46 to już starsze auto, ale myślę że można mu wybaczyć stosunkowo droższy serwis w zamian za to co odczuwa się podczas jego prowadzenia. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. A to że się czasem coś zepsuje, to fajnie. Lubię spędzać czas przy mojej E46.

  12. @melon, ale o co ciebie chodzi? Benzynogłowych tak samo koszty eksploatacji dotyczą, jak Januszów w Loganach. A nawet bardziej

  13. @melon dokładnie, poza tym nie ma się co zniechęcać.
    Tym bardziej, że koszt naprawy to max 500 zł, bo podpora wału ~100 zł, łączniki elastyczne i krzyżaki jakieś grosze.
    Faktycznie to się we francuzie nie popsuje bo nie ma wału napędowego, ale to 500 zł to chyba ofiara, którą warto ponieść by delektować się RWD, w BMW raz na 18 lat włożysz 500 zł, we francuza o połowę młodszego wkładasz tyle co miesiąc i to przy tańszych częściach, BMW to premium, z wszystkimi przymiotami takimi jak świetny układ jezdne, świetne wnętrze i wytrzymalsze materiały konstrukcyjne, a także odpowiadające za bezpieczeństwo.
    Poza tym co to jest 500 zł przy kosztach napraw jakiejkolwiek pierdółki w nowym samochodzie? za tyle to cię nawet na servis nie wpuszczą, o wymianie oleju już w ogóle zapomnij.

  14. @YatzeK Dotyczą, ale są trochę bezsensowne. Nie mam zamiaru tu nikogo urażać, ale to brzmi jak stwierdzenie, że ktoś ma bmw z r6, ale żałuje i wolałby francuza bo padła mu cewka na 5 cylindrze, a jak wiadomo w większości francuzów to byłoby niemożliwe wiec są lepsze bo tańsze. Dla jednych liczy się jak auto jeździ a na drugi plan schodzą koszty eksploatacyjne, a dla drugich najważniejsza jest oszczędność. Nie ma w tym nic złego. Uważam, że w każdym zakresie cenowym można znaleźć ciekawe auto, które daje radość, ale ono zawsze będzie droższe w utrzymaniu od zwykłego szaraka. Dlatego uważam ze gadanie BMW- Będziesz Miał Wydatki nie ma najmniejszego sensu.

  15. @tatanikolii jakże lubię takie stereotypy ;) Jakoś nie zauważyłem, żebym w moje francuskie padło (najgorszego sortu – L II) pakował po 500 zł co miesiąc, hm, przez rok użytkowania i trochę ponad 12kkm nie wydałem na naprawy jeszcze 100 zł, przypadkiem tak się składa, że jakoś rdza je omija, w przeciwieństwie do BMW z podobnego rocznika, a bezpieczeństwo…no cóż, zerknij w wyniki NCAP dla E46. Także ten…:)

  16. @blogomotive
    Niestety nie żartuję. To to samo auto, które kiedyś zgłaszałem do serii „w hołdzie e46” czy jakoś tak.
    Wiatraczek lekko piszczał, a po wyłączeniu auta jeszcze jakiś czas pracował tak jak pracują takie małe wiatraczki ze zużytymi łożyskami. Olałem to, w końcu to tylko wiatraczek…
    Pewnego razu w drodze na myjnię poczułem swąd palącego się plastiku. Zatrzymałem auto, wyłączyłem zapłon, a kiedy włączyło się oświetlenie wnętrza, zauważyłem dym wydobywający się z prawej strony przy monitorku nawigacji. Pochodził z panelu klimatronika. Pobiegłem zaraz do tyłu odłączyć akumulator, a kiedy wróciłem za monitorkiem był już płomień. Nie pomogły gaśnice, dopiero straż, kiedy już cały kokpit płonął. Auto miało więcej niż 10 lat więc autocasco kupić nie moglem i nie miałem. Kupione za 30k, sprzedałem za 10k mechanikowi. Że też bezpiecznik tego nie powstrzymał…. ehhh. Przy rozbieraniu stwierdził, że zaczęło się właśnie od klmatronika. Płakałem za tym autem w poduchę jak maturzysta po rozstaniu z dziewczyną. Gdybym miał za dużo kasy, znalazłbym to auto, odkupił i doprowadził do stanu fabrycznego. W końcu było to moje pierwsze auto i mam sentyment.
    Wobec powyższego każdemu kto ma e46 polecam nie lekceważyć żadnych niepokojących symptomów z klimatronika i jakichkolwiek innych wiatraczków w kokpicie.

  17. @Blogo – wymieniałem kiedyś to łożysko z podporą w bordowej bo też robiło jakieś łubudubu i dubstepy. Wtedy jednak nie wiedziałem jeszcze, że wał napędowy jest fabrycznie wyważany i nie powinno się składać połówek w położeniu innym niż oznaczone fabrycznie (są takie kleksy z farby, które muszą się pokrywać).

    Wtedy to się dopiero działo polskie reggae :v

    Co ciekawe nie tłukło, ale wibracje na w aucie były takie, że nawet prentka żukieta zachowowała się przy tym jak jakaś S-klasa.

  18. Sorry Blogo. Im więcej Cię studiuję, tym bardziej nie rozumiem. O co kaman? Sorry, ale masz chyba w sobie coś z blacharza (czyli blachary, tyle że rodzaju męskiego). Aż tak ci imponuja nowe fury? Aż tak wstydzisz się swego auta? Tylko dlatego, że ma już parę lat? Tak mocno masz na uwadze opinie innych? Uważasz, że wartościowanie Ciebie przez innych przez pryzmat twego auta ma jakies znaczenie? Czy w ogóle ma jakieś znaczenie? A jesli masz jakis problem z usterkowością należącego do Ciebie dzieła bawarskich jodłujących golonkożernych górali to je po prostu sprzedaj. I kup w to miejsce jakikolwiek równoletni produkt ludzi z Honsiu lub Kiusiu. Zapewniam Cię, że wszelkie usterki, które tu opisujesz będziesz znał już tylko ze wspomnień, ew. koszmarnych snów. W mojej bliższej i dalszej rodzinie jest wiele aut. W tym kilka japońskich, które niedługo już będą aspirowały do żółtych blach. Awarie które tu przytaczasz są w ich przypadku nie do pojęcia i przyjęcia. Po prostu jak coś kiedyś zostało wyprodukowane dokładnie i z dobrych materiałów to juz tak ma do końca (no może nie licząc blachy :) ). Czytając Twe posty coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że najważniejszą cechą zaodrzańskiej motoryzacji jest jej totalne przereklamowanie. Jeśli masz mieć takie problemy (i wydatki) – sprzedaj sztrucla. Po co się męczyć? Jeśli planując (z tego co pamiętam) wyprawę turystyczną na Bałkany boisz się, czy to auto w ogóle tam dojedzie pozbądź się go i kup np. Skodę 120L. „Robiłem” taką Chorwację (dojazd z Podlasia) kilka razy jeszcze w latach 90, praktycznie zaraz po wojnie (3 osoby plus full bagażu) i nigdy nie klęknęła.

  19. Tylko gdzie znajdzie równoletni japoński samochód? sam mam już prawie 11 letnie japońskie auto, od firmy z Tokio. Salon PL, kupione od pierwszego znanego mi właściciela, z przebiegiem poniżej 100 000 km. Patrząc na niego po kolejnej zimie, ręce opadają. Przyznam, że jestem zszokowany postępem rudej, szczególnie, że w rodzinie większość aut to francuzy, gdzie ten problem w ogóle nie występuje, no ale są droższe w zakupie, teraz mam za swoją złudną oszczędność.
    Blacharka IMO jest najważniejsza w starym samochodzie, resztę można tanio zrobić na zamiennikach.

  20. @hooligan: „Aż tak ci imponują nowe fury? Aż tak wstydzisz się swego auta?”
    Jakiś czas temu postanowiłem nie używać na blogu żadnych emotikonek, żadnych buziek puszczających oczka itp. bo uznałem, że wyłapywanie ironii jest do ogarnięcia przez każdego. Więc wiesz, ogarnij się, czytaj między wierszami – ja na serio i z napinką to piszę tylko o rowerzystach.

    A propos awaryjności – absolutnie to, co się dzieje teraz z moim BMW mnie nie przeraża. Stać mnie na to, by wydać 1000 zł rocznie na niezbędne naprawy i eksploatację. I co więcej – uważam, że jest to akceptowalne.

    Od lutego 2012 przez 3 lata nie włożyłem w nią ani złotówki. Dopiero niedawno padł Vanos (całość ze świecami itp 1200 zł) a teraz to mocowanie wału (wraz z duperelami typu końcówka drążka kierowniczego, co mi lekko stuka pewnie zamknie się w… nie wiem, może 1000 zł, ale to pewnie z górką).

    Nie mam powodu do narzekania – te wszystkie wydatki są mniejsze niż miesięczna rata za nowe auto. A gdzie jego utrata wartości, gdzie drogie serwisy w ASO, gdzie coś tam coś tam…

    Oraz – moim zdaniem ludzie podchodzący do tematu tak: mam japończyka, 100% zero awarii, nie włożyłem w niego od 3 lat ani grosza poza olejem i paliwem – doprowadzają te auta do ruiny. Nie ma samochodu, który nie wymagałby interwencji w zawieszenie, blacharkę itp. To, że ty nie czujesz, jak zawieszenie siada (bo nie stuka zbyt głośno) nie znaczy, że nie wymaga ono remontu. Kwestią sporną jest oczywiście moment podjęcia decyzji o remoncie – jeden będzie woził się 3 lata i zrobi dopiero wtedy, gdy coś się urwie (by móc przez te 3 lata mówić o tym, jak bezawaryjne ma auto), inny będzie robił małymi kroczkami rok w rok, bo go najmniejsze stuknięcie irytuje.

  21. hehe, rozbawiło mnie to:
    „Od lutego 2012 przez 3 lata nie włożyłem w nią ani złotówki. Dopiero niedawno padł Vanos (całość ze świecami itp 1200 zł) a teraz to mocowanie wału (wraz z duperelami typu końcówka drążka kierowniczego, co mi lekko stuka pewnie zamknie się w… nie wiem, może 1000 zł, ale to pewnie z górką).”

    Trochę pieniędzy w to auto jednak zostało włożone – może nie konkretnie przez Ciebie, ale BMW Polska ma w tym jakiś udział? Felgi, oponki, ringi, rozpór, zawiecha itp.

    Fajnie się słucha gości co gadają „tylko leję i jeżdżę” ale jak się pociągnie trochę za język przy wódeczce to zaraz się okazuje, że „amor ciekł to zmieniłem, aku padł no ale to eksploatacja, drążki wymieniałem, no ale to nasze polskie drogi, klima działa, ale wiesz, nie nabita, padł wyświetlacz navi ale kuzyn brata cioci z Zabrza mi to ogarnął za stówkę a w zeszłym roku musiałem zrobić sprzęgło, bo się ślizgało. Ale poza tym tylko leję i jeżdżę”.
    Lubię to!

  22. Po co tą biedną Beemę tak maltretować i zabierać ją w góry… Jako emeryt niech się w niedzielę na spacer wybierze i koniec. W góry trzeba brać auta testowe – chyba dla takiego Blogera żaden producent nie odmawia?

  23. Chciałbym niesmiało zauwazyć, że w Alfach od ponad dwudzistu lat usterki wału napędowego wystepują niezwykle rzadko. Handluj z tym, BMW! :)

  24. Dochodzę do wniosku, że wg niektórych wszystko co tańsze jest lepsze, a to co drogie to syf. Nie chodzi już o sama motoryzacja. Wystarczy popatrzeć jaki sukces odniosły u nas dyskonty.

  25. @Przemek: Niech Cię szlag! Ryba zobaczyła tę fotkę i przed chwilą już po raz dziesiąty mnie zapytała, czy zamierzam coś z tym wiatraczkiem zrobić. No niech Cię szlag!

  26. Blogo, ale Tobie chodzi głośno wiatrak w klimatroniku, czy wiatrak na podszybiu?

  27. Bu, czyli jedyna opcja to wymiana całego panelu na inny i danie na mszę, żeby w nim wiatrak był ok.

  28. @blogomotive
    Zdjęcie drastyczne. Mogłeś nie pokazywać.
    Nie chciej płakać jak ja, zrób to. Tym bardziej że jak mówisz to bliżej przycisków klimatronika a nie nawiewu.
    Oczywiście nie musi być tak jak u mnie, ale przynajmniej mam czyste sumienie, że powiedziałem.

    Chcąc być bliżej tematu: wcześniej, kiedy była w użyciu, podporę wału też wymieniałem.
    Objawem było stukanie wału przy wyższych obrotach – szybszym ruszaniu (diesel, automat).

  29. Blogo nie przejmuj się. Wydatki to byś miał, gdybyś chciał kupić o takiego BMW F10 z 2011r. Z ogłoszenia zamieszczonego tutaj (facebook.com/mich.laskowski) kilka wisienek:

    „przebieg 101k, silnik 2.0D 184KM (…) zrobione ostatnio MNÓSTWO rzeczy, w tym nowe wszystkie wtryskiwacze, sprzęgło i koło dwumasowe. lista wymienionych w tym roku rzeczy po cenach dealerskich >25k (nie żartuję, remont jak się patrzy). większość z tego zrobiona u dealera w inchcape, a sprzęgło + dwumas w autoreducie. aktualnie nie ma nic do zrobienia.

    Jak ktoś napisał wyżej – premium to trzeba płacić ;]

  30. Dlaczego nikt jeszcze nie skomentował zdjęcia spalonego wnętrza BMW słowami, że francuskie auta to się nie palą? się pytam! :D

  31. Cześć, lurkuję tu już z milion lat, a że temat resursowy (i rozkminy co tu robić) u mnie ostatnio na topie, więc nie znam się, a się wypowiem. Tzn raczej też wyleję moje żale na ten temat.
    Na bazie 3 auta: 10 letni Colt (160kkm), 3 letni Citroen (60kkm) i roczny VW (18kkm). Wszystkie kupione przez nas w salonie.
    Colt od nowości nie miał robione NIC, poza hamulcami i płynami (nawet aku jest oryginał). Aktualnie trochę rudej i jeszcze więcej rzeczy do roboty.
    Citroen to jakaś porażka – 1/3 zawieszenia już zmieniona, następne tyle teraz do roboty. Do wymiany sprzęgło… VTI klepie na zimnym…
    O VW nie chcę nic mówić nawet – w zimę nie mogę go otworzyć (ani potem zamknąć), a jak już odpalę, to klepie jak TDI, a mam TSI… Na mrozie stuka dosłownie każdy element we wnętrzu (made in Mexico…)

    Tyle tytułem wstępu, teraz teza: IMHO wszystkie trzy właśnie osiągnęły połowę resursu :) Jak żyć?

  32. @tatanikolii
    Są francuskie które mają wał (scenic 4×4) który zresztą często właśnie był do naprawy (podpory krzyżaki, problem z wyważeniem) i kosztował dużo więcej niż w BMW. Jeśli chodzi o awaryjność francuzów to często ten mit powtarzają lidzie którzy nie mieli auta francuskiego. Ja miałem jedno przez 6 lat i ojciec miał też przez 10 lat. To normalne auta które psują się niezbyt często, na pewno nie częściej niż inne.
    @Spalacz
    W moim francuzie też piszczał wiatrak od nawiewu. Raz nawet się zatrzymał i nic się nie zapaliło. Wystarczyło go wyjąć wyczyścić i posmarować.

  33. Ktoś na pewno Cię o to pytał, ale czy Twoja „Najtwojsza” miała już robione słynne mocowanie dyfra? Co do przebiegu to kto to może wiedzieć. Może rzeczywiście jest 400km. Co do sąsiada – matko święta jak ja ten typ „kocham”.

  34. @barbital: „czy Twoja miała już robione słynne mocowanie dyfra?”
    Nie miała, ale przy każdej sposobności bardzo dokładnie to miejsce oglądam. Ostatnio jak robiłem Vanosa to chłopaki przyjrzeli się temu z mega bliska i na razie jest OK. Co mnie pociesza to fakt, że oni w tym Wrocławiu z wielką wprawą to naprawiają. Nie jest tanio, więc już odkładam. Acz ponoć to nie jest pewniak, nie każde E46 z pierwszych lat musi tam pękać.

  35. @zeus – no pewnie, 2.0 T jest dobre dopóki przepustnica nie padnie na amen :D
    nigdy nie zapomnę trasy Gdańsk-Wwa Laguną II na samym sprzęgle bo padła przepustnica i nie reagowal na gaz :)

  36. @Blogomotive
    Nie rozumiemy się w pewnych kwestiach. Pod pojęciem „Japończyk” rozumiem to co poniżej. W mojej rodzinie użytkowane jest cos takiego jak japońskie auto klasy średniej-niższej rocznik 1992. W rodzinie od lat 18. Obecnie wykorzystywane jako tzw. czwarte auto w rodzinie. W zasadzie to jeżdzą nim wszyscy kiedy zachodzi taka potrzeba. Ot, jest bo sprzedać szkoda, no bo kto za nie da jakiekolwiek pieniądze. Siła tego auta wcale nie przejawia się w tym, że znosi totalne zaniebdanie techniczne (jak Ty to widzisz, przynajmniej odniosłe takowe wrażenie). Bo w zasadzie to co trzeba jest wymieniane na bieżąco. Jego siła polega na tym, że pomimo ćwierć wieku, prawie 300 tysięcy przebiegu i garażowania pod chmurką przez ostatnich 18 lat nie było żadnej (zaznaczam – ŻADNEJ), choćby najmniejszej usterki instalacji elektrycznej. Wszystko, najdrobniejszy element działa jak w roku 1992. Wszystkie odbiorniki i przełaczniki. Nigdy, niezaleznie od pogody i pory roku nie było choćby najmniejszego zwarcia czy braku połączenia. NIGDY nie zacięła/złamała się żadna klamka, zamek, schowek, stacyjka, mechanizm podnoszenia szyb, etc, etc. Po dzis dzień auto ma ten sam od nowości alternator (wiem, trudne do uwierzenia np. fanom fiatowskiego padła), rozrusznik, ba. nawet chłodnicę (mosiężna) i nagrzewnica. Ta sama sonda lambda, komputer sterujący, wszystkie czujniki, silniczki etc. Jedyne rzeczy, które wymagały wymiany to reflektor (rozszczelnił się i brał wilgoć) oraz termostat przycinał się, za to w pozycji otwarte). Zatem nie były to usterki nagłe, uniemożliwiające jazdę. Silnik poci się tu i ówdzie, ale ćwierć wieku robi swoje, a uszczelki nie były nigdzie wymieniane (OK, niech będzie że mały punkt dla Ciebie). Wszystko inne, to co się naturalnie zużywa/starzeje wymieniane było na bieżąco (klocki, okładziny, filtry, płyny, amortyzatory). Przewody hamulcowe, tylne tłoczki i uszczelnienia przednich zacisków wymienione asekuracyjnie, bo z tym żartów nie ma po prostu. Podobnie jak progi, bo jednak się poddały. No ale przecież nie stało sie to nagle, w ciągu jednej nocy. Ale np. linki sprzęgła i gazu oryginalne po dziś dzień. Czyli reasumujac – moja rada – chcesz wrażeń z jazdy i fajnego brzmienia – sprzedaj biemdablju i kup np. niewymęczonego Eclipsa (pod warunkiem że nie był wcześniej ofiarą polskich kowali pozujących na mechaników i nie był ujeżdżany przez polskich gniewnych z antenatami z czworaków). Satysfakcja gwarantowana i zawsze dojedziesz skąd wyjechałeś bez gwałtownych przejść. No może szacunek na dzielni nie ten, ale za to święty spokój.

  37. Trochę tego nie czaję.

    Skoro decydujesz się na e46, które gonisz po torze, pakujesz felgi, nowe opony i ogólnie widać że inwestujesz, to czemu nie robisz podstawowych rzeczy dla tego modelu?

    Wiadomo że mocowanie dyfra w przedliftach ma problem, tak samo jak podłoga z tyłu. Pekają i basta. Ty latasz nim bokami, nie oszczędzasz bo po to auto było kupione. Jak dla mnie wszystkie łączniki, gumy itp powinny być dawno zrobione.
    W swojej E30, mimo że diesel i nie latam nim bokami, już dwa razy wymieniałem łącznik elastyczny wału. Najpierw poszedł jakiś zwykły, wyglądał ok cały czas, ale auto dziwnie się zachowywało. Chrobotanie i stuki przy ruszaniu. Wizualanie ok, ale po wymontowaniu, metalowe tulejki zatopione w gumie były wyrobione i prawie wypadały. Wleciał lemforder i jest spokój. koszt chyba 150zł, podpora wału też jest mega istotna.

    Co do uszczelek, nowe do e46 są tak tanie że można je kupić i się już nie wstydzić pisków zgrzytów itp.

    Moja konkluzja taka:
    Nie rozumiem ludzi którzy wyznaja zasadę „koło, gleba i nic więcej nie trzeba” i olewają mechanikę. Ma wyglądać zajebiście i tyle. A to że tu coś stuka, tu wali, tu skrzypi? Eee ten model tak miał…

    Jak dbasz tak masz.

  38. Nie przejmuj się. Stare kapcie tak mają. Mój T4 co chwilę odwala taki numer – a to klamka się urwie, a to rozrusznik padnie, schowek się zatnie, coś tam telepie czasem, ale nie zawsze, tu gwiżdże, tam trzeszczy – czasami. No ale jak ma ponad 350tys, to co się dziwić. Tu niepokojący jest ten wiatraczek… Jak w komputerach brzęczy wiatraczek a później cichnie to znaczy, że się zatrzymał i maszyna zaraz się spali (procesor) lub wyłączy z przegrzania.

  39. Blogo, błagam Cię, MRZAWKI? Kupię Ci słownik na urodziny, tylko napisz na maila kiedy masz :D

    Co do autka – widocznie wkrótce będzie mu potrzebny generalny remont, nigdy nie wiadomo jak je traktował poprzedni właściciel.

  40. Nie będę nigdy więcej pisał mżawka przez rz. Nie będę nigdy więcej pisał mżawka przez rz. Nie będę nigdy więcej pisał mżawka przez rz.

    @Pierdolonez: widocznie wkrótce będzie mu potrzebny generalny remont, nigdy nie wiadomo jak je traktował poprzedni właściciel
    Poprzedni trzej właściciele.

  41. A może jakieś niegrzeczne zwierzątko typu kuna/mysz/szczur chciało się poczuć jak mechanik samochodowy i postanowiło pogrzebać w schowku, pod maską i przy kole :)

  42. A gdyby wszystko było takie proste to o czym byśmy pisali? A po świecie jeździły by fordy T.
    Przerzuciłem już cztery BMW, M50,M60, M62, M52
    Nawet moja żona nuczyła się odróżniać piątke od trójki, tylko tych cyferek (316,523,735 itd) mówi, że nie ogarnia.
    Garaż to moje hobby, odskocznia, gdzie wyłączam myślenie, a zostaje tylko instynkt przetrwania. Nie wiem co bym zrobił gdyby coś się nie zepsuło od czasu do czasu…
    Ale stwierdzam że trójka z 94 r. Jest mniej usterkowa niż piątka z 2000 r.
    Stare auta są fajne, nie ma co

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *