#500 Odpuścić czy iść na noże?

Warsztat

Kolega Szwagier ma sprawę – nie wie, jak się zachować. Przeczytajcie i powiedzcie, czy ma iść na całość i brać bramkę nr 2, za którą jest siekiera, czy może pozostać przy bramce nr 1, za którą jest luźno dyndające i powiewające coś.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Sprawa wyglądała na prostą – świeciła się kontrolka ABS. Oddałem auto do mechanika tuż koło pracy – żeby szybciej było. Warsztat nie ma rewelacyjnej opinii, ale temat był prosty, więc nie miałem lęków. Wymienili mi czujnik wraz z piastą (bo to w moim aucie komplet), przy okazji również dostałem nowe przewody hamulcowe z tyłu. Odebrałem auto po pracy, ale kontrolka nadal była zapalona. Nic to, pewnie trzeba w komputerze ją jakoś zgasić. Pojechałem do domu – raptem 20km po mieście, trochę obwodnicą. Wóz jakoś dziwnie myszkował, hamował też słabiej.

Późnym popołudniem pomyślałem, że odwiedzę kumpla mechanika, niech zerknie, o co chodzi. Wycofałem z podjazdu i to by było na tyle. Potem pomoc drogowa, podnośnik i co się okazało? Nie przykręcili mi drążka kierowniczego. Włożyli go tylko i zapomnieli o nakrętce. Szczęśliwie wypadł dopiero gdy wyjeżdżałem spod domu.

W pełnym nerwie zadzwoniłem do warsztatu, mówię jak jest, ton stanowczy – zgodzili się pokryć wszelkie koszty związane z fuszerką. Plus nowy drążek (bo ten pogiął się wypadając).

Niby OK, ale noszę się jednak z zamiarem założenia im sprawy w sądzie. Każdy z nas popełnia błędy, ale ten mógł mnie zabić. Nie chcę od nich pieniędzy. Chce tego mechanika, co o nakrętce zapomniał, przymusowo wysłać na jakiś kurs. I chcę, żeby właściciel serwisu wpłacił jakieś pieniądze na fundusz osób poszkodowanych w wypadkach samochodowych.

Ale cały czas się waham. Sam nie wiem – odpuścić czy iść na ostro?

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

No taka sytuacja. Może ktoś z Was coś podobnego przerabiał, albo ma jakieś przemyślenia inne od moich. Bo moje zawsze są takie same:
– Ale stało się coś? – zapytałbym.
– No nic wielkiego się nie stało, ale stać się mogło, mogłem zginąć.
– Ale zginąłeś?
– No nie.
– Więc co się stało?
– Auto się zepsuło.
– To zachowuj się tak, jakby auto się zepsuło, a nie jakbyś miał zginąć.

Bo idąc tym tropem, to można z pianą na ustać zatłuc gołymi pięściami przechodnia, który wszedł Ci pod nogi. Bo przecież mógł Cię podciąć, a tym mogłeś… wszak w mieście tyle krawężników, a każdy twardszy od potylicy. Sami rozumiecie.

Ale ja nie jestem dobrym doradcą, bo moje podejście wynika z lenistwa. Działam dopiero wtedy, gdy jest afera. Domniemania i gdybania mam w pompie. Bom leniwy. Fizjologicznie leniwy. Przed chwilą zmierzyłem sobie ciśnienie – 115 na 68. Puls 52. Praktycznie śpię. Wybudzam się na afery. Przy gdybaniach przewracam się na drugi bok.

Więc lepiej Wy coś doradźcie. A ja z przyjemnością poczytam, bo sam jestem ciekaw, jakie dziś w temacie mechaników panują nastroje społeczne.

20 komentarzy

  1. pierwszy? :) heh

    nie no ja bym odpuścił, nie ma się co kopać o to jak się nikomu nic nie stało, to co chce wymusić sądownie może też załatwić polubownie tak naprawdę. Żadnych kosmosów tam nie wymaga.

    1. Mi się ciśnienie podnosi jak czytam takie coś , albo przyjeżdża przyjeżdża ktoś do mnie do warsztatu np z nie dokręconym kołem , zapowietrzonym układem hamulcowym i innymi zapomniało mi się … Taki mechanik powinien natychmiast dostać awans na łopatowego na budowie , bo odrobina mniej szczęścia i post mógłby wyglądać zupełnie inaczej

  2. Ja bym odpuścił z pewnym ale:
    1) naprawa błędu, wymiana drążka, bicie pokłonów przed klientem
    2) opinia na lokalnych formach, serwisach do oceny warsztatów z uczciwym komentarzem: spartolili, naprawili – pomóż innym w decyzji czy warto z ich usług korzystać

  3. Przede wszystkim, co kolega szwagier chciałby w tym sądzie osiągnąć? Ja tu widzę krótką rozprawę:
    [S]ędzia/ina: Czy poza uszkodzeniem samochodu coś się stało?
    [K]olega: No nie, ale mogło.
    [S]: Case closed. Warsztat naprawi, a [K] zapłaci koszty procesu.
    Kurtyna.
    Damn, to jak do tej pory jeden z lepszych moich dramatów…

  4. Oczywiście odpuść, po sądach się nie ma co z nim gonić, wystarczająco dało mu to do myślenia, skoro nie wykręcał się od decyzji, skoro wymienił drążek i pokrył koszty to musiał sobie to wbić do głowy i założę się, że teraz każdą śrubkę będzie trzy razy sprawdzał.

  5. Publiczne opisanie sprawy wydaje się być najlepszym rozwiązaniem. Na przykład na blogu ;)

    Bo to może ostrzec innych i odstraszy. A rynek, dzięki temu, sam się będzie regulować…

    Jednocześnie nie ma problemu z sądami i straconego czasu.

  6. No ja bym przede wszystkim się cieszył, że nie mam auta do kasacji. Chyba, że go nie lubi, to bym się nie cieszył. Niemniej… Sprawa w sądzie imo jest bez sensu. Myślę, że na warsztacie poleciały na odpowiednich ludzi ku**y, może ktoś poszedł do zwolnienia, a już na pewno ciśnienie im skoczyło jak usłyszeli „witam, robili mi państwo, auto, nie przykręciliście drążka kierowniczego, odpadł podczas jazdy”.

    Powiedz mu, żeby tydzień poczekał z decyzją. Ochłonie i sam się będzie z siebie śmiał, że miał takie głupie pomysły.

  7. Dla mnie temat jest prosty – od błędów w wykonanej pracy większość warsztatów ma polisę, dużo w firmie takich sprzedajemy. Gdy jest taki błąd, brak nakrętki, koło niedokręcone tu oczywiście ich wina i wszelkie szkody z tego tytułu warsztat (lub ubezpieczyciel) musi pokryć, co wynika z odpowiedzialności cywilnej. Materialne. Osobowe. A moralne? Nerwy bo strach? Bo co by było gdyby? Tym torem idąc pozwę każdego zmieniającego mi pas przed nosem bez kierunku, przecież mnie naraził. Niestety, na ostro w tej sytuacji jest bez sensu, takie błędy są dopuszczalne. Kursów Szanowny Mechanik może mieć i najwięcej, a popełnić zwyczajny błąd, bo zadzwoni żona z awanturą.

  8. Każdy popełnia głupie błędy. Niekiedy lenistwo a niekiedy rutyna i sporo pracy. Odpowiedź sobie na pytanie jakie Ty popelniasz i jakie konsekwencje chciałbyś ponieść. Wydaje mi się, że pokrycie kosztów to wystarczająca kara…

  9. A w jaki sposób udowodni przed sądem, że drążek faktycznie nie był przykręcony? Pewnie się czepiam, ale wg mnie sprawa nie będzie prosta.
    A skoro mechanik się poczuł i pokrywa koszty, to sprawa jakby trochę sama się rozwiązała, aczkolwiek zdaję sobie sprawę że mogło się skończyć tragicznie, to nie jest w końcu drobna usterka.

  10. Mnie 10 lat temu prawie zabiła Alfa 155, w zakręcie chwyciła stacyjka, na szczęście wtedy regularnie pływałem i robiłem pompki i siłą złamałem blokadę. I to był wyjazd z parkingu pod biedronką…
    Więc rozumiem tę adrenalinę doskonale :-) W ogóle dla mnie blokada kierownicy to jakiś starodawny przesąd. Po co to komu? A może w starym samochodzie zabić (wtedy Alfa miała z 12 lat).

  11. Musisz, moim zdaniem, spojrzeć na sprawę z różnych stron.
    Ewidentnie zrypali Ci auto, do istniejącego problemu dodając kolejny, prawie śmiercionośny. Wiec, uważam, idź na ostro, ale nie drogą sądową. To droga przez mękę, a efekt to wielka niewiadoma. Niech ten Szwagier postraszy ich, że jeśli nie zrobią mu jakiegoś zadowalającego zadośćuczynienia, to pójdzie z tematem do… jakiegoś wpływowego blogera na przykład.
    Z własnego doświadczenia mam takie spostrzeżenia: z jednym dilerem wiodącej marki aut ciężarowych mialem i nadal mam różne ściny co do napraw, obslug itp. Póki jeździłem tam jako jeden z 50 kierowców firmy transportowej, traktowali mnie jak 50 koło. Teraz kiedy występuję jako Kierownik Działu Technicznego tej samej firmy, jest zupełnie inna gadka. Dobry punkt siedzenia ma moc. Niech Szwagier to wykorzysta. Ma Ciebie.

  12. Ale jaja!
    Szwagrze szwagra. Na początek docenię znakomity system doboru warsztatu – średni, ale najbliżej. Ekstra. Podejście mechanika/ów też znakomite. Zapewne komputer pokazał czujnik koła PP lub LP. No to co? Zepsuty czujnik. To oczywiste. Nie uwalona wiązka, nie niekontaktująca kostka, moduł się w taki sposób nie psuje, więc zostaje czujnik. Z piastą? Nie szkodzi, trudno. Multum wozów tak ma. Wymieniamy, wymienione. Kontrolka dalej świeci? Przecież klient właśnie ze świecącym ABSem zajechał. Ciekawe, czy ktoś próbował zrobić jazdę celem samoistnego wygaszenia kontrolki albo czy próbował kompem skasować błąd? Nie wiem, ale wydali wóz z tym samym problemem, a szwagier który dokładnie to zgłaszał, zapłacił i pojechał. Idź do fryzjera, zaczekaj na swą kolej, zgol się na łyso, a chciałeś tylko przerzedzić, zapłać i wyjdź. Odkręcali drążek kierowniczy? To zapewne przynajmniej zbieżność jest do ustawienia. Ale raczej nie robili. W dobrych serwisach robią zbieżność/geometrię, a po usłudze ktoś powinien jeszcze się przejechać i sprawdzić, czy kiera jest idealnie na wprost do jazdy na wprost. Jeśli nie (a nie powinna, ale zdarza się), zawsze można to skorygować już bez ponownej regulacji zbieżności. Kiedy robi się kompleksowo, własne niedoróbki można jeszcze wychwycić, jakąś niedociągniętą kontrę czy cokolwiek.
    Nikt nie musi się znać na robocie, szwagier może być dyletantem, ale trzeba mieć trochę pomyślunku. Bo czy wóz naprawiono? A to że później jeszcze się okazało, że nawet jeszcze dopsuli, to wogle…
    Żadne sądy. Nikt szwagra zabić nie chciał. A z głupimi walczy się kijowo. Szwagrowi powinni auto ostatecznie naprawić, ale za nic nie powinien zapłacić. Nie ważne czy część będzie na 20 czy 500 zł. Ostatecznie mógłby się zgodzić pokryć koszt części, ale w cenie zakupu lub na minimalnej marży.

  13. Mogli zabić ale nie zabili. W polskim sądzie wygra po apelacji zwrot lawety i kosztów naprawy plus część kosztów prawnika. Osobiście miałem podobną sytuację: ASO japońskiej marki spaprało naprawę opony, opona eksplodowała na autostradzie. Obróciło, rzuciło na pobocze ale nic kompletnie wiecej się nie stało. 3 różnych adwokatów stwierdziło że skoro nawet nie otarłem się o barierki to sąd nie przyzna odszkodowania za potencjalne zagrożenie. Tyle że z samym ASO wytargowałem dwa przeglądy gratis.

  14. Też mi się wydaję, że trzeba odpuścić ciąganie się po sądach, bo to tylko więcej nerwów przyniesie. Najważniejsze, że się nic nie stało, chociaż dla warsztatu trudno o gorszą reklamę.

  15. Proste
    Tanio i dobrZe = nie będzie szybko
    Szybko i dobrZe = nie będzie tanio
    Szybko i tanio = nie będzie dobrze

    Ot. Polska. Sam sobie jesteś winien

  16. Ja bym w takiej sytuacji odpuścił batalię w sądzie, ale uczciwie poinformował otoczenie, co się dzieje w tym warsztacie. Kiepska opinia i brak klientów będą bardzo skuteczną nauczką.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *