#99(logo) Nieskończony żarłok

Jako, że ostatnio dość poważnie obciążałem Was długimi tekstami, dlatego nadszedł czas na wzięcie szmatki, Pronto Super Połysk i odkurzenie zapomnianej już niemalże kategorii. Tak, znów wraca edukacyjny cykl o logotypach motoryzacyjnych. Znów będę się mądrzył! A zatem… dziś Infiniti – taki amerykański Nissan…
#69(logo) Śmigłowóz

Niebieski kolor to niebo. Biały – nie wiadomo co, może chmurka, taki cumulus aka bałwanek? Razem udają obracające się śmigło samolotu. Bo właśnie od tego BMW zaczynało – od produkcji silników lotniczych.
To martyrologiczna interpretacja logotypu. Ale założę się, że gdyby spytać dziś marketingowców z Bawarii, oni patrząc ten znaczek roztoczyliby przed nami wizję siły, kultury, jakość i prestiżu. Mało tego – udowodniliby, że wszystko to zaszyte jest wewnątrz tego dość prostego logotypu. Bo mimo tego – mówiliby dalej – że logo to jest nieskomplikowane – każdy, nawet najmniejszy detal mówi o sile, szybkości i mocy.
Spojrzyjmy zatem na ten logotyp oczyma speców od promocji:
Biel to czystość, ekologia i przytulna pościel. Błękit to żywioł, bezmiar i kolor władzy. Niczym Jing i Jang dopełniają się, tworząc magiczny krąg przymierza. Rozmieszczone na jego obwodzie litery, niezależnie od ustawienia auta wskazują azteckie miejsca kultu, kierunek na Mekkę oraz magnetyczny biegun Ziemi. Energia wszystkich tych elementów logotypu kumuluje się, by wznieść auto wraz z kierowcą pod niebiosa. A Być Może Wyżej…
#64(logo) Trójząb czy widelec?

Trójząb Maserati to tradycyjny symbol Bolonii – miasta, w którym auta te były pierwotnie produkowane. Gdyby wszystkie logotypy tworzyć w ten sposób, żaden producent nie chciałby produkować aut ani w Warszawie, ani w Toruniu. Bo kto chciałby ma masce wozić półnagą syrenę w głupiej pozie lub stary i skruszony piernik. Co innego Kraków – auta ze smokiem na masce schodziłyby jak ciepłe bułeczki.

A jeśli to nie jest trójząb? Może to jest widelec – ten, którym założyciel Maserati (nazwiska nie pomnę) zwijał sobie codziennie spaghetti? A może to są widły – te, którymi lokalny mafiozo straszył założyciela Maserati (nazwiska nie pomnę)? Albo wskaźnik używany przez włoskiego odpowiednika Adama Słodowego, który programem o kartonowych resorakach zainspirował założyciela Maserati (nazwiska nie pomnę) do założenia Maserati?
No nie zgadniesz. Nie dojdziesz. Nie utrafisz. Pas. Finito. Odpadam.
#63(logo) Po przekątnej stal się toczy

“Volvo” to po łacinie coś jakby “toczyć się” czy jakoś tak. A to kółko ze strzałką, w które nazwa Volvo jest wpisana, to kartograficzne oznaczenie żelaza. Bo kiedyś to Szwecja właśnie stalą stała. Niestety teraz, w erze IKEI, stoi już tylko MDF’em.
Czyż nie podobnie jest z marką Volvo? Czyż to nie Renault produkuje teraz najbezpieczniejsze auta? Czyż to nie Ford jest teraz właścicielem Volvo i dawcą większości podzespołów (platforma Focusa dla C30, S40 i V50 i kto wie, co jeszcze)? Pokój, dajmy temu pokój. O logotypie miało być…
A zatem… cenię to logo za niezmienność. Nie wygląda wcale dobrze, ta przekątna kreska na atrapie chłodnicy również nie jest najszczęśliwsza a już logo na bagażniku w postaci zwykłego napisu VOLVO jest wręcz nudne. Ale trwa. Od lat. Na osobówkach i ciężarówkach. Na Tirach i dźwigach. A na wczorajszym odpuście niedaleko Chynowa sprzedawali breloczki z tym logiem.
I nic więcej, choćbym nie wiem, jak się wytężał, na temat tego logotypu nie potrafię napisać. Przepraszam… :(
#61(logo) O kocie, co jeździł na masce
Zainspirowany Waszymi komentarzami pod ostatnim postem i wstrząśnięty wiedzą, ignorancją i tumiwisizmem co poniektórych, postanowiłem rozpocząć niekrótki i dogłębny kurs historyczno-interpretacyjny. Będę po kolei opisywał genezę i dzisiejszy odbiór motoryzacyjnych logotypów.
Mimo obiecanek (jak widać: cacanek) ujawnienia najbrzydszego logotypu samochodowego świata – nie zrobię tego teraz. O tym, że najbrzydsze jest logo (…) dowiecie się w swoim czasie – jak zbiorę się, by je Wam przybliżyć.
Cykl rozpoczynam od Jaguara. Dlaczego od Jaguara? Bo lubię koty i miałem ich w życiu kilka (Pipek, drugi i trzeci Pipek, Zulek, Fiszka i Laki). A pofałdowanych i zachodzących na siebie obłych owali (Toyota?) na razie się nie dorobiłem. Miłej lektury!

Logo marki Jaguar dla niektórych może być totalnym zaskoczeniem. Mianowicie, te angielskie auta wożą (a w zasadzie woziły, lecz o tym za chwilę) na masce stalową rzeźbę… jaguara. Tak! Właśnie jaguara! Cóż za zbieg okoliczności. Marka Jaguar wozi jaguara! Kumacie?! Niezłe, prawda?
Zamysł designerski jest taki, że ten metalowy jaguar skacze nad nazwą marki, czyli nad Jaguarem. Niby wszystko OK, ale fachowcy z Animal Planet kilka lat temu złożyli na ręce założycieli firmy, dwóch Williamów: Lyonsa i Walmsley’a – zapalonych motocyklistów nota bene – oficjalny protest – ponoć dotąd nikt nie widział, ani tym bardziej nie zarejestrował na jakimś wiarygodnym nośniku, by dorosły jaguar zwykł skakać nad innym jaguarem. Każdy przecież wie, a dzikie zwierzęta wiedzą to w sposób podskórny, że skakanie lub przechodzenie nad kimś może spowodować, że ten ktoś nie urośnie. Wierzcie lub nie, ale jaguarom nie zależy, by ich ziomki nie rosły. Natura nie pozwoli na to, by gatunek sam się wyniszczył przez zmniejszanie z pokolenia na pokolenie.
Skaczący jaguar symbolizuje szybkość i siłę. Pełna zgoda. Skacząca bezładnie po stole piłeczka ping-pongowa w potocznym pojmowaniu świata symbolizuje dokładnie to samo. Tu twórcy loga utrafili w przysłowiową dyszkę.
Dzisiejsze Jaguary – a w zasadzie ekskluzywne wersje Forda występujące w odmianie Touring i z francuskimi dieslami 2,7l V6 – na masce wożą nędzną namiastkę pierwotnego logotypu – płaskorzeźbę łba kociaka. Ale co się dziwić – odkąd rozpędzony Jaguar nie wyhamował na parkingu przy polu golfowym w nadmorskim Bournemouth i delikatnie „puknął od tyłu” (sic!) schylającego się akurat po piłeczkę Sir Conrada Wittenbourougha, wpływowego lorda lobbystę, parlament Angielski przez wzgląd na bezpieczeństwo przechodniów zakazał montażu tego typu akcesoriów.
Pikanterii temu wydarzeniu dodaje fakt, że poszkodowany w tym wypadku Sir Conrad do końca życia miał problemy z lataniem samolotami – tkwiąca głęboko w jego odbycie figurka skaczącego jaguara za każdym razem stawiała lotniskową ochronę na równe nogi. A wkrótce po tragicznych wydarzeniach 11 września, Sir Conrad zaprzestał latania w ogóle. Dziś nazwisko Wittenbourough figuruje w Księdze Rekordów Guinessa – Sir Conrad dzierży laur pasażera, który był najczęściej poddawany kontroli osobistej na brytyjskim lotnisku Heathrow.














RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)
