BBC07 Eliminacje 101-110/120


Dziś 11 (przedostatni) dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (51-55 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w czwartek 17 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

15.01.2008 | Komentarze: 11 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 91-100/120


Dziś 10 (przed-przedostatni) dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (46-50 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w środę 16 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

14.01.2008 | Komentarze: 16 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 71-80/120


Dziś 8 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (36-40 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w niedzielę 13 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

11.01.2008 | Komentarze: 8 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 51-60/120


Dziś 6 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (26-30 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w piątek 11 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

09.01.2008 | Komentarze: 12 | Czytaj dalej »





#80 Taaaaaka ryba!


Dwa niebezpieczne zakręty na Trasie Toruńskiej w Warszawie

Na trasie Toruńskiej są tzw. dwa niebezpieczne zakręty. Bardzo szerokie, ale dość ostre. Stosunkowo często różne auta witają się tam z barierką. Większość po prostu uderza w nią bokiem, ale są też tacy (jak na przykład Ewa), którzy wioząc dziecko z tyłu w foteliku najpierw przy 130 tracą przyczepność, potem tyłem walą w barierkę, by po wykonaniu całego obrotu skleić się czołowo z barierką po drugiej stronie. Dwa wnioski. Primo: 130km/h to na tym zakręcie zbyt dużo oraz kolejne primo: Fiat Marea to dzielne auto, które niczym bodyguard, impet bierze w pełni na siebie.

Gała z kolei poza pracą trudni się sprowadzaniem lekko walniętych aut ze Stanów. Od miesiąca walczy z Mercedesem C-cośtam 4matic. Napęd na 4 koła, nienaganny automat i ponad 170 koni, a jeździć nie chce. Coś elektronika po złożeniu przodu nie chce chodzić. Ale to przeszłość. Dziś nim przyjechał. Pokazał go wszystkim na raz i każdemu z osobna. Pysznił się i puszył. Fakt – samochód prześliczny i zadbany. Ale Gale to nie starcza – ten samochód musi być jeszcze szybki. Albo nie – najlepiej żeby od razu był mega szybki. A on, jego aktualny (choć chwilowy) właściciel – mega-kuzaj i super-chołek. Ale co ja tu będę sobie palce strzępił – sami posłuchajcie.

- “Znacie te dwa zakręty na toruńskiej? Ile tamtędy pojedziecie – 120? 130? To max. A ja tym Mercedesem dziś rano 120 jechałem. Ale mil! 120 mil! To pod dwie stówy będzie. I nic, jak po szynach! Ten napęd na cztery koła to tak go do drogi lepi, że normalnie mogłem szybciej, ale opony piszczały, bo jeszcze na zimówkach go mam. Wiecie, głównie stał po warsztatach, to nie opłacało się zmieniać…”

Niektórzy mówią na do “przechwałki”. Inni: “przegięcie”. Ja zaś wiem, że to zwykły “zonk”. Przynajmniej raz w tygodniu słyszę, jak ktoś pojechał tak, że o Jezuuuuu… a potem to bokiem normalnie tak że jenyyyyy… i mu się wskazówka prędkościomierza na 240 km/h zacięłaaaaa… i kontrę założył i auto gazem prowadziiiiił… a tarcze i sprzęgło to mu tak potem śmierdziały, że… normalnie nieuwierzycie!

15.10.2007 | Komentarze: 13 | Czytaj dalej »





#71 9016KM, 10910Nm, 173 cyl (3z3)


[wróć do części drugiej]

Ze Znajomym PR-owcem nie namawialiśmy się długo, by nie wzbudzać podejrzeń ochrony. Poza tym czułem, że sącząca się z mojego urwanego ramienia krew powoli wcieka mi za pasek. A nie ma przecież nic gorszego niż chodzenie w mokrych majtkach – obtarcia murowane! Trzeba się było spieszyć.

Zgodnie z ustalonym planem każdy z nas poszedł w swoją stronę. Za 20 minut mieliśmy się spotkać na tyłach namiotu BMW. By nie wzbudzać podejrzeń, udałem się na mały rekonesans. Czego ja tu jeszcze nie oglądałem…?

20.09.2007 | Komentarze: 10 | Czytaj dalej »





#48 Pierwszy spod świateł, pierwszy w kołnierzu


Audi TT - zdecydowanie najmniej fajne audi…

Właśnie wyprzedziło mnie nowe Audi TT. Koleś docisnął na jedynce maksymalnie pod odcięcie – z tłumika ryknęło rasowo. Potem na sekundę zapadła kompletna cisza. Kierowca nerwowo rzucił głową w przód, a jego pasażerka poleciała na deskę, czołem przekrzywiając przyssany do szyby zestaw TomToma. I znów z tłumika ryknęło, więc siła ciągu oboje rzuciła z powrotem w fotele. Kierowca przytrzymał się kierownicy, ale pasażerka przygrzała potylicą w zagłówek. Potem znów cisza a wraz z nią wystrzał z dwóch karków do przodu (kierowca zgubił okulary, pasażerka sztuczną rzęsę), potem znów ryk i strzał z karków w zagłówek.

I tym sposobem Audi TT z automatyczną skrzynią sekwencyjną dynamicznie rozpędziło się na jedynce, przez dwójkę do trójki. Potem zatrzymało się na światłach – a ja 5 sekund później stanąłem obok. Pasażerka dochodziła do siebie. Kierowca szukał wstecznego lusterka – ogromne przeciążenia urwały je przy wysprzęglaniu dwójki…

Audi TT - mając ten samochód musisz o siebie dbać

Powyższe ma się nijak do moich sympatii – lubię Audi i każdy ich model chciałbym mieć. Choć Audi TT najmniej – wstydziłbym się nim jechać w niemodnej koszuli. Wstydziłbym się nim jechać, gdyby opony nie były nabłyszczone. Wstydziłbym się nim jechać bez wielkich okularów Diesla.

Z wielkiej niemieckiej trójcy Audi dumnie pręży się na drugim miejscu. BMW pozostaje niezagrożone. Choć Mercedes modelem CLS bliski był awansu na sam szczyt. Niestety, ciężka kotwica rzucona przez klasę A oraz dziwnie barokową S-kę skutecznie awans powstrzymała…

27.06.2007 | Komentarze: 7 | Czytaj dalej »





#44 Mercedes prawie bez usterek


Niezły patent… Naprawdę…

Jeśli nie jesteś duszą towarzystwa a praca nie stanowi sensu Twojego życia – imprezy branżowe nie mają Ci zapewne nic ciekawego do zaoferowania. Ja na jednej z wielu Gal Logistycznych nudziłem się ostatnio jak mops.

Nudziłem się do czasu… aż uległ moim namowom pewien Pan, odpowiedzialny za pilnowanie, pucowanie i opieranie się o nowego Mercedesa S 500 (“No nie mogę. Pan mi wierzy, że nie mogę”), który wystawiony był promocyjnie koło Sali bankietowej. Pan uległ i mnie wpuścił do merca (“No dobra, pan wsiada”). Wsiadłem i zamknąłem drzwi – chciałem w skupieniu i ciszy poczuć się jak lepsi tego świata. Bardzo chciałem się tak poczuć, ale… jakoś nie szło.

Gdzie ten przepych?

Wnętrze bez polotu. Pokrętełka ściemniające podświetlenie zegarów rodem z japońskich budzików. Fotele wygodne, acz siedzi się na nich zbyt wysoko. Kierownica wielkości hula-hop. Mydelniczka do sterowania systemem Comand jakaś nieporęczna. Zegary, pomimo umiejscowienia wśród nich bardzo czytelnego ekranu (który normalnie wyświetla obraz prędkościomierza, ale może również wyświetlać obraz drogi przed tobą z kamer na podczerwień – ponoć, bo Pan mi nie chciał tego uruchomić), jakieś banalne. Ogólnie ciężko w tym wnętrzu odczuć luksus – za mało jest tu drogich gadżetów, pokręteł i guzików. Jeśli czytając to siedzisz właśnie w swoim Mercedesie S, powiedz mi proszę, za co zabuliłeś tyle chajsu? Na co tyle sałaty poszło? Gdzie ta góra wydanej floty?

Jedno mi się udało – udowodniłem ogólnie znaną już od jakiegoś czasu tezę, że nowoczesne Mercedesy niezawodności nie odziedziczyły po swoich przodkach. Popsułem podświetlenie zegarów – za którymś otwarciem drzwi nie chciało się włączyć. Pan musiał oryginalnym kluczykiem (“Ten kluczyk, pre pana, to unikat, jeden na świecie, wart więcej od tego auta”) resetować immobiliser. Zepsułem automatycznie zamykanie klapy bagażnika, bo zniecierpliwiony na brak reakcji trzykrotnie chyba nacisnąłem przycisk jej zamykania. I włączył się alarm. Pan oryginalnym kluczykiem (tym w cenie dużego diamentu) alarm wyłączył, ale nawet reset komputera klapy nie naprawił. Automatycznie się już tego wieczoru nie zamknęła. “Naprawdę, nie rozumiem…”. A fotel kierowcy po kilkuminutowej zabawie zastygł w dość niewygodnej pozycji pionowej. Nawet dwa unikalne i jedyne na świecie kluczyki w cenie diamentów nic by nie zdziałały. “Coś Pan zrobił? Jak go teraz ktoś będzie prowadził?”

Potrzebowałem na to raptem 20 minut. Zastanawiam się, czy częstotliwość występowania usterek jest stała w całym okresie użytkowania tego Mercedesa? Jeśli tak, to wyobraźcie sobie że w drodze do Kołobrzegu, która trwa około 7 godzin, doświadczycie 63 usterek. Po powrocie z Kołobrzegu do domu będziecie mieć już 126 usterek. Jeśli codziennie jeździć będziecie tym Mercedesem do pracy (godzina w jedną stronę, 5 dni w tygodniu, 4 tygodnie w miesiącu), to po tygodniu macie 90 usterek, a po miesiącu 360. Rocznie, wraz z wyjazdem do Kołobrzegu liczba usterek zbliży się do 4,500.

Czy sprzedając S-klasę po 3 latach przyznacie się jej nowemu właścicielowi, że właśnie podpisał umowę na zakup auta obarczonego trzynastoma tysiącami usterek?

- O jakich usterkach Pan mówi?
- O drobnych. Naprawdę, to detale.
- Ale o co konkretnie chodzi.
- Wie Pan, nie pamiętam już. To wszystko było serwisowane. Oni tam w serwisie wiele nie chcieli powiedzieć, mają swoje procedury. Takimi specjalnymi kluczami jakoś to naprawiali.
- Ale co konkretnie się psuło?
- Wie Pan, nie mamy chyba czasu na wymieniane.
- Aż tyle tego było.
- No nie, tak tylko powiedziałem…
- To ile tych usterek?
- 13.
- Trzynaście?! W Mercedesie?! Czy on jest powypadkowy?
- Nie, z salonu. Nawet nie draśnięty.
- To skąd tych 13 usterek.
- Tysięcy, proszę Pana. Trzynaście tysięcy.
- …

14.06.2007 | Komentarze: 15 | Czytaj dalej »





 << 1 2 3 4 5