BBC07 Ćwierćfinał 37-48/60
Dziś 4 (przedostatni) dzień ćwierćfinału i 4 ekscytujące pojedynki (73-76 z 80). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w niedzielę 27 stycznia mniej więcej o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
BBC07 Eliminacje 81-90/120
Dziś 9 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (41-45 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w poniedziałek 14 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
BBC07 Eliminacje 31-40/120
Dziś 4 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (16-20 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w środę 9 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
#81 Przez chwilę byłem misiakiem

Policja w okolicach Bielska nie ma łatwo – większość kierowców wie o jej dwóch czarnych Vectrach z videorejestratorami. Dlatego właśnie Wielu, nasz najlepszy handlowiec, w ramach bonusu zażyczył sobie taką Vectrę. Również czarną. A żeby przekonać mnie o tym, że nie warto kleić na jego nowym aucie firmowych naklejek, na swój koszt (choć tego pewien być nie mogę, bo jak wiadomo handlowcy zawsze kombinują w rozliczeniach kilometrówek) zabrał mnie do siebie.
Z Warszawy do Bielska jechaliśmy dość długo (MC w Częstochowie, tankowanie, drobne zakupy), choć miejscami na Katowickiej dowiadywałem się, że 150 konny diesel Opla (a w zasadzie Fiata) spokojnie może jechać licznikowe 230 km/h, spalając przy tym 18 litrów. Ale pozwalając tempomatowi grzać równo 160, spalanie spada do absurdalnie wręcz niewielkich 6 litrów. Ech, te nowoczesne diesle to jednak cuda techniki (oczywiście wtedy, gdy się nie psują…).
Na tylnej klapie mieliśmy krótką antenę od CB. W trasie do Bielska było spokojnie – typowe podziękowania, szerokości dla ciebie, miłego dnia, jak tam dróżka na Warszawę i bajo. Nikt się naszym autem specjalnie nie interesował.
- Wielu, nie wiem, co chcesz mi pokazać, ale jak na razie to zdania nie zmieniam – lepię ci normalnie firmowe logosy na drzwiach i bagażniku – powiedziałem znudzony.
- Poczekaj, dojedziemy do Bielska, to zrozumiesz – powiedział pewny siebie.
Niedaleko Bielska Wielu zjechał z trasy i ślimako-wiaduktem powoli wtaczał się na jakąś podrzędną, acz dwupasmową drogę.
- Koledzy, misiaki w czarnej Vectrze z Katowickiej zjeżdżają. Uważajcie – usłyszeliśmy w CB.
- Koledzy, potwierdzam. Czarna Vectra na ślimaku w stronę Bielska jedzie – ktoś potwierdził.
- No dzięki wam, koledzy. Szerokości dla was. Będę uważał. Bajo – ktoś poczuł się wdzięczny.
- Jorgasz teraz, o czym mówię – spytał Wielu.
- Iiii, coś więcej może? – jakoś mnie nie przekonał. To przecież mogli być jego koledzy – namówili się z nim i nadawali spod wiaduktu.
- Poczekaj chwilę – powiedział i przyspieszając, puścił się w pogoń za jakimś wiśniowym Mondeo na miejscowych numerach.
Dogonił Forda w oka mgnieniu i utrzymując bezpieczną odległość jechał za nim nienerwowo. Kierowca Mondeo, jak tylko przestał rozmawiać prze telefon, kontrolnie spojrzał w lusterko. Był na tyle blisko, że widzieliśmy jego oczy. Zląkł się i gwałtownie zaparkował (niemalże) między wyprzedzanymi TIRami.
- Hehehe, widzisz? Tak mam zawsze!
Wyprzedziliśmy Forda i podobnie jak on, wczesaliśmy się pomiędzy przepisowo jadące TIRy. Ich kierowcy nie omieszkali uprzedzić wszystkich o naszej obecności:
- Uważajcie koledzy, bo misiaki w czarnym oplu czają się przede mną. Mam zieloną plandekę. Uważajcie!
Jechaliśmy tak schowani przez 2 minuty. Nagle lewym pasem przemknęło jakieś Volvo z ogromną anteną CB na dachu. Wielu zachował się wtedy jak rasowy pies gończy: lusterko, redukcja, kierunek, przyspieszanie okraszone czarnym jak smoła dymem i… nim dopadliśmy to Volvo, ono już wlokło się prawym pasem 90 na godzinę za jakimś MANem. Kierowca przyjrzał się nam dobrze i zrozumiał swój błąd. Musiał mieć pod maską ze 250 benzynowych koni, bo mimo wysiłków Wiela i dzikich świstów oplowskiej turbiny, Volvo połknęło nas przy 170 tak łatwo, jak młody pelikan łyka rybę. Wziuuu…
- Widzisz, niektórych można czasami ostro wkurzyć…
Jeździliśmy tak pół dnia. Co chwilę jakiś życzliwy kierowca ostrzegał innych przed nami. Nie powiem, fajna akcja. Zacząłem się wahać, czy rzeczywiście powinienem psuć mu tę frajdę firmowymi naklejkami. Choć z drugiej strojny, w swoich podszywaniach jak do tej pory nie pokazał ludzkiej twarzy – tylko straszył ludzi i podpuszczał. Muszę to ukrócić. Za tydzień Vectra będzie już obrandowana.
Koniec. Noc na całego. Wracamy do Warszawy. Powoli milkną ostrzeżenia bielskich kierowców. W innych rejonach kraju czarne Vectry nie mają takich jednoznacznych konotacji. Jechaliśmy niecałą stówką, spokojnie i równo, bo na tempomacie. Ruch był minimalny. Z tyłu ktoś się zbliżał. Albo jechał cholernie szybko, albo miał źle ustawione i obluzowane światła – bo migały i skakały jak w starej węglarce.
Po kilku sekundach wszystko się wyjaśniło – jechał szybko. Cholernie szybko. Nawet za szybko jak na BMW serii 3. Minął nas i… jak nie zaczął awaryjnie hamować! Głowę dam sobie uciąć, że widziałem czerwone z gorąca tarcze w przednich kołach. Wytracił prędkość i wjechał na prawy pas, jakieś 100 metrów przed nas. I widać było, że kontroluje nas w lusterku, bo ani na metr nie zmieniał dystansu.
W światłach nadjeżdżającego z przeciwka auta zauważyliśmy, że ma na dachu antenę. Wielu wziął gruszkę:
- Możesz jechać kolego. Jadę za tobą w tej Vectrze, ale misiakiem nie jestem.
- O kurwa, ale mi ciśnienie skoczyło, kolego! Z Bielska jadę a tam głośno o jakiejś policyjnej akcji.
- Też to słyszałem.
- No dobra, ja zmykam. Pozdrowienia i szerokości.
- No dla ciebie też.
- Bajo – powiedział i pojechał. Metaliczny dźwięk 6-cylindrówek BMW jest równie fajny, jak bulgot boxera Imprezy.
A jednak Wielu pokazał ludzką twarz. Daruję mu te naklejki. Na razie. Na pierwszy rzut, ten za 2 tygodnie, pójdą Focusy i Corsy. Oklejenie 3 Vectr zlecę później.
- Miesiąc ci starczy? – spytałem.
- Kocham cię! – wyszeptał
- Hehe – nie bardzo wiedziałem, jak na ten czerstwy żart zareagować, więc nerwowo i trochę lamersko się zaśmiałem.
- Naprawdę cię kocham – wyszeptał i na mnie spojrzał.
Niechcący spojrzałem mu w oczy. Przeszedł mnie dreszcz. Zrozumiałem, czym jest platoniczna, męska miłość. I zrozumiałem, jak niewiele niektórym potrzeba. Cóż, każdy ma jakiś słaby punkt. Na każdego jest jakiś sposób…
#77 A ty, czy lubisz być gangsta?

Jeszcze pół roku temu, gdybyście mnie zapytali, co w samochodzie jest najważniejsze z punktu widzenia wygody i frajdy z jazdy, powiedziałbym, że:
- najważniejsze jest zawiesznie, albo
- najważniejszy jest silnik, albo
- najważniejsze są ostre jak brzytwa hamulce, albo
- najważniejsze jest, by kierownica od oporu do oporu miała nie więcej niż 2 obroty, albo
- najważniejsze jest dobre radio, co w trasie sygnału Radia Maryja nie zgubi.
Tak odpowiadałbym pół roku temu. Ale dorosłem, dojrzałem, zmądrzałem i pewne rzeczy zrozumiałem. Dziś, gdy jestem już stateczną, poważną i odpowiedzialną głową rodziny oraz uznanym blogerem (wielokrotnie cytowanym w tygodniu „Nie”, dwutygodniku „Las Polski” oraz miesięczniku „Trendy Food”, na pytanie, co mój wymarzony samochód mieć powinien, odparłbym, że…
- klimatyzację? Również, ale nie o to chodzi…
- isofix? Bynajmniej
- pojemny bagażnik? Czasami się przydaje, ale teraz to raczej “pudło”…
- dzieloną tylną kanapę? Dobry patent, ale nie w tym dziś rzecz.
Mój wymarzony samochód powinien zapewniać… gangsterską pozycję za kółkiem! Tak! Nisko, półleżąco, głęboko i soczyście. Kierownica na tyle blisko, by móc luźno położyć lewy nadgarstek na godzinie 12. Głowa ledwie wystająca ponad krawędź drzwi. Korpus ukryty przed postrzałem za bocznym, wzmocnionym słupkiem. Pełne gangsta!
Wiem, że brzmię śmiesznie. Żenująco wręcz. Ale tak mi się porobiło. Każdy samochód oceniam najpierw pod kątem pozycji za kółkiem. Jeśli jest zbyt wysoka, za mało miejsca pozostaje nad głową lub patrząc z boku widać mi nie tylko głowę i fragment szyi, ale również ramię – auto odpada. Owszem – nadal mi się podoba, lecz wiem, że raczej bym go nie kupił. Przykłady?
Podoba mi się nowy Ford Focus – jest duży (potężny wręcz, jak na kompakta), ma ładne detale i całkiem przyjemne wnętrze. Co z tego, skoro, siedzi się w nim wysoko i przez to auto wydaje się o numer za małe. Odpada.
Nawet podoba mi się nowa Vectra – szczególnie 5-drzwiowa wersja GTS robi wrażenie (choć przyznam, że przednie światła sprzed liftingu, te kwadratowe, nie były może tak efekciarskie, ale jakoś bardziej do kanciastej sylwetki pasowały – te nowe łezki wydają się takie ni-przypiął-ni-wypiął). I co z tego, skoro nawet jak najniżej opuszczę fotel, nad głową zostają mi ledwo 3cm. Wieczorem to nawet spoko – kręgosłup jest lekko zmęczony, chrząstki między kręgami ściśnięte całodzienną grawitacją, sylwetka przygarbiona i kilka cm mniej. Ale z rańca, gdy wypoczęty i z rozciągniętym po nocy kręgosłupem mierzysz te kilka centymetrów więcej, jadąc do pracy kompletnie demolujesz nażelowaną grzywkę. Do bani.
Poprzednie Mondeo (nowego jeszcze swą obecnością nie zaszczyciłem) miało podobny problem, co Vectra – niby duże auto, niby przestronne, niby z wygodnymi fotelami – a jednak trochę jak przy stole. Kiszka.
I dlatego, bacząc niemalże wyłącznie na pozycję za fajerką, strasznym ostatnio uczuciem darzę nowego Seata Leona! Cóż, patrząc na niego z zewnątrz, trudno uczuciem go nie darzyć – wygląda naprawdę dobrze. Gorzej z wnętrzem – jest nijakie. Poza jedną rzeczą. Poza pozycją. Za kółkiem. Prawie na ziemi. Ledwo głowa wystaje ponad dolną linię szyb. R-E-W-E-L-A-C-J-A! Chciałbym go mieć. Zwykłego. 1,6 litra. W benzynie. Byleby ledwo łypać ze środka.
To jest jakieś podskórne, wrodzone odczucie. Nie potrafię w aucie, w którym siedzę zbyt wysoko, zbyt dużo mnie przez okna wystaje, zbyt mało mam miejsca nad głową… nie potrafię w takim aucie czuć się bezpiecznie i swobodnie. Czuję się, jakbym zaraz miał wysiadać. Podróż w dłuższą trasę strasznie mnie męczy… psychicznie. O co w tym wszystkim chodzi? Pojęcia nie mam…! Ale nic na to poradzić nie mogę…
Mam pewną teorię – po prostu się starzeję i podświadomie szukam auta, w którym mógłbym bez uszczerbku dla podsufitki w kapeluszu jeździć.
Założę się, że każdy z was ma tę jedną, jedyną fobię, przez pryzmat której przygląda się wszystkim autom. Ja muszę nisko siedzieć. A wy? Czy musicie się chłodzić? Czy mieć twarde podparcie żeber i nerek? Czy patrzeć na niebieskie zegary? Czy mieć regulację radia w kierownicy? Czy miękko sunąć nad dołkami? Czy czuć gabaryty auta? Czy nie bujać się w zakrętach? Czy mieć drewno na desce? Czy…?
#54 Czy silnik się już nagrzał?

Opel Astra III ma w zasadzie prawie wszystko, co pozwala o nim powiedzieć “sportowy kompakt”. Dobrze się prowadzi, wygodnie i nisko się w nim siedzi, ma świetny układ jezdny i może mieć dynamiczny silnik oraz (a może przede wszystkim) wygląda niczego sobie. Ale brak mu wskaźnika temperatury cieczy chłodzącej. Dziwne? Głupie? Niezrozumiałe? E tam…
Policzmy zatem: taki wskaźnik w wielkoseryjnej produkcji kosztuje pewnie około 3 EUR. Jeśli Astra III sprzeda się ogólnie w liczbie 700,000 egzemplarzy, firma jest do przodu o 2,100,000 EUR. Przy średniej płacy w fabryce w okolicach 1,500 EUR, niezamontowanie tego wskaźnika daje przez 4 lata pracę 30 monterom.
Ciekawe, ile oszczędności przyniosło grupie VW mniejsze prawe lusterko? A ile oszczędności może przynieść innym firmom np. rezygnacja z jednej kratki nawiewu? Pewnie ktoś niebawem na to wpadnie…
#34 Taksówkami po SE

Zamiast w Lund nocowałem w Malmo. To tuż obok – ale na tyle daleko, by na codzienne spotkania do Lund, zamiast chodzić piechotą, jeździć taksówkami. I gdyby nie to, to ten wybitnie biznesowy wyjazd nie zaowocowałby żadnym postem. Ale zacznijmy chronologicznie od początku…

Trasa: dom – lotnisko w Warszawie
Samochód: wysłużony Ford Sierra z eleganckim i uroczym kiedyś-białym wiatraczkiem przyklejonym do szyby. Przebieg 270 000km. Czuć, że zagazowany.
Kierowca: mały i drobny jegomość niemalże brodą trący o kierownicę. Wiatraczkowy wiatr rozwiewał jego 86 grzywkowych włosów, poły hawajskiej koszuli oraz włosy torsowe. Francja-elegancja – patrząc na niego czułem się jak na letnich wakacjach w dolinie Loary.
Komfort: wygodnie zapadnięta kanapa, tłuste zagłówki, wyświechtany na wysoki błysk podłokietnik w drzwiach, bagażnik pełen grillowego brykietu i resztek poremontowych.
Straty: zabrudzony prawy rękaw płaszcza, usyfiona brykietem i klejem do glazury torba podróżna.
Koszt: 26 PLN
Ogólnie: dobry standard mniejszych korporacji.

Trasa: lotnisko w Szwecji – hotel w Malmo
Samochód: nowy Hyundai Sonata w szarej skórze, drewnie i z automatem. Z zewnątrz ładniejsze niż Audi A4 i Ford Mondeo, ale w środku nadal w nurcie barokowego koreańskiego design.
Kierowca: opalony lowelas
Komfort: zaskakująco wygodna tylna kanapa – siedzisz nisko i soczyście. Choć skóra jakaś taka dermowa – aż mnie korciło, by coś wyciąć niczym w warszawskim tramwajach – ciekawe, czy „Tu byłem, Tony Halik” coś by Szwedom powiedziało…?
Straty: brak
Koszt: 395 SEK (około 185 PLN)
Ogólnie: kierowca obalił mit o Szwedach przestrzegających przepisów – na autostradzie miejscami rozpędzał się do 210 km/h i dość brutalnie spychał wolniejszych na prawy pas. Co Hyundai to Hyundai…

Trasa: hotel w Malmo – centrala w Lund
Samochód: kilkuletnie Volvo V70: skóra, karbon i automat. Na przedniej szybie i w kratkach nawiewu wyposażenie w ilości przekraczającej 5 linii kasowych w Tesko: drukarka, nawigacja, CB, jakiś komunikator z centralą, druga nawigacja i oczywiście notatnik z dyndającym długopisem. Pole widzenia kierowcy w przód równe niepełnej kartce formatu A4.
Kierowca: mały, czarnoskóry cwaniak – bo trzeba być cwaniakiem, by widzieć coś na drodze zza tego sprzętu.
Komfort: kompletnym nieporozumieniem jest tak wysokie umiejscowienie tylnej kanapy – cały czas miałem wrażenie, że przelecę przez pierwszy rząd i wylądują ryjem w drukarce, a ta zacznie mi paragon na dolnej wardze drukować.
Straty: brak
Koszt: 266 SEK (około 125 PLN)
Uwagi: mógłby jechać szybciej – wlókł się po autostradzie 120 km/h. Wczoraj kierowca Hyundaia pokazał, że można więcej…

Trasa: centrala w Lund – centrum Malmo
Samochód: prawie nowy Opel Zafira w skórze, drewnie i automacie. Standardowo widzialność przez przednią szybę mocno ograniczona przez przyssawkowy zestaw przenośnego urzędnika.
Kierowca: raczej nie Szwed – poinformowany o celu podróży spytał nas, gdzie to jest. Poleciliśmy mu zapytać się na najbliższym postoju taksówek. Chyba uniósł się honorem, bo zamilkł i przez całą drogę macał paluchem ekran nawigacji…
Komfort: nie wiem, czy było mi wygodnie czy nie – przez całą podróż nie mogłem oderwać wzroku od tych ośmiuset tysięcy podświetlonych punktów w tablicy rozdzielczej…
Straty: brak
Koszt: 189 SEK (około 89 PLN)
Uwagi: po autostradzie naprawdę można jechać szybciej niż 140 km/h – kierowca Hyundaia to udowodnił…

Trasa: hotel w Malmo – centrala w Lund
Samochód: skórzano-drewniano-automatyczny Saab 93 kombi
Kierowca: wąsiasto-garniturowo-czerniawy obywatel napływowy
Komfort: miejsca z tyłu co kot napłakał, ale bagażnik całkiem fajny. Ze środka zupełnie nie czuć tego, że jedziesz Saabem – po prostu zwykłe auto dość nieciekawo pachnące. Niewygodne, twarde i w niektórych miejscam mocno plastikowe.
Straty: posiałem gdzieś identyfikator do wejścia do centrali
Koszt: 327 SEK (około 155 PLN)
Uwagi: kolejny Szwed, co spowalnia ruch na autostradzie…

Trasa: centrala w Lund – lotnisko w Szwecji
Samochód: Opel Vectra w dieslu, skórze i automacie. Absolutny rekord jeśli chodzi o dolepiane do przedniej szyby oraz wkładane w kratki nawiewu gadżety: 2 x drukarka, 2 x nawigacja, 1 x CB, 1 x dotykowy ekran komunikacji z centralą, 1 x notatnik, 4 x długopis, 2 x zapach z wiatraczkiem oraz 2 x telefon komórkowy. Pole widzenia równe powierzchni mojej dłoni.
Kierowca: nerwowe spojrzenia, szybkie ruchy głową, obracanie się w tył i rzucanie ciała na boki. Jedni powiedzą, że to wynik zbytniego zalepienia przedniej szyby. Ja uważam, że to wczesne stadium ADHD.
Komfort: absolutnie najwygodniejsza tylna kanapa na świecie – nisko, miękko i wygodnie.
Straty: brak
Koszt: 280 SEK (około 132 PLN)
Uwagi: Hyundai jest zdecydowanie szybszy do Opla Vectry.

Trasa: lotnisko w Warszawie – dom
Samochód: Skoda Favorit Kombi (zwana chyba Forman?) o nieustalonej barwie (pewnie wyblakła) i nieustalonym kolorze tapicerki.
Kierowca: na sportowym luzie: króciutkie spodenki, tiszercik, goły brzuszek i 5 dniowy zarost.
Komfort: brakowało nawet pokrętła do otwierania tylnej szyby…
Straty: upaprana olejem torba podróżna i uświnione prawe kolano spodni
Koszt: 28 PLN
Uwagi: gryząca woń Old-Spice’a wszędzie plus zmięte opakowanie po „Grześku” pod moimi nogami.

Podsumowanie kosztów: 740 PLN
Podsumowanie ogólne: szwedzkie taksówki są nudne i sztampowe (bo zawsze czyste, skórzane i klimatyzowane), choć niektóre bardzo szybkie. Polskie taksówki są również nudne i sztampowe (bo zawsze brudne, wytarte i mocno nagrzane), choć niektóre dodatkowo jeszcze śmierdzą.
Anegdota z taksówki:
- Where are you from, my friend?
- From Poland.
- A! Holland! Great staff! I smoke sometimes!
I jeszcze jedna z restauracji:
- Are you from Poland?
- Yep.
- Wow, I know some words in polish.
- Yeah? What words?
- Dzienkuja, niedobre, niepuace…













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

