#104 Bounce’ujący resorak


Stare auta potrafią nieźle bujać!
Pewnie niejednokrotnie widzieliście auto, w którym jedno kółko cały czas podskakiwało. Co wjechało w dziurkę, to podskakiwało, i podskakiwało, i podskakiwało… Ja, moi drodzy, miałem niewątpliwą przyjemność jeździć takim autem przez cały zeszły tydzień. Codziennie. Z tą małą różnicą, że w tym samochodzie to tylko jedno kółko nie podskakiwało – to zapasowe. Choć ono z kolei miało już prawie 17 lat i sparciały bieżnik kruszył się w palcach…

18.01.2008 | Komentarze: 9 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 81-90/120


Dziś 9 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (41-45 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w poniedziałek 14 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

12.01.2008 | Komentarze: 9 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 61-70/120


Dziś 7 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (31-35 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w sobotę 12 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

10.01.2008 | Komentarze: 10 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 11-20/120


Dziś 2 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (6-10 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w niedzielę 6 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

04.01.2008 | Komentarze: 9 | Czytaj dalej »





BBC07 Eliminacje 1-10/120


No i się zaczęło. Best Blogers’ Car 2007. Lata planowań. Miesiące przygotowań. Tygodnie wzmożonej redaktorskiej pracy. Dni spędzone na wazonie – z tzw. nerw. Godziny ściągania zdjęć. Minuty niedotlenienia mózgu. Sekundy do rozpoczęcia. Oj… ojojoj… mam zawał…

Best Blogers’ Car 2007 – Eliminacje. Dziś pojedynki 1-5 z 60-ciu przewidzianych w tym etapie konkursu. Dajcie z siebie wszystko. Głosujcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!

02.01.2008 | Komentarze: 16 | Czytaj dalej »





#76 Nie podążaj za światłami


Peugeoty nie dość, że się palą, to jeszcze dymią…

Dziś krótka historyjka – ot tak dla rozluźnienia po ostatnich postach życiowo-merytoryczno-życzeniowych. A wszystko zdażyło się nie tak dawno temu… we wrześniu… w połowie września… w pierwszej połowie… 17-ego dokładnie.

Podróż do Wrocławia niemożebnie się nam wlokła. Na początku trasy próbowaliśmy jeszcze wyprzedzać, ale potem uzmysłowiliśmy sobie, że sensu nie ma w tym żadnego. Sznur samochodów ciągnął się nieprzerwanie po horyzont. Po co wyprzedzać, skoro wszyscy jadą równym tempem? Co zyskamy? Warto dla tych kilku minut redukować, przegazówki robić i siedzieć na zderzaku?

Droga standardowo była w remoncie. Co się dziwić – Euro 2012! Nam się nie uda? Nam się nie uda?!

W pewnym momencie z bocznej szutrowej drogi tuż przed nas wyjechał bordowy Peugeot 307. Niby nic wielkiego – wyjechał i jedzie. Tyle, że coś mu się z przednich nadkoli dymi. Dymi przez duże „D”.

- On się normalnie pali! – spostrzegła Ryba.
- Ty, to może tak właśnie być. Pamiętasz te akcje z 307-kami? Kilka się zjarało na poboczu – jakieś zwarcia w elektryce to powodowały.
- Może on tego nie widzi? Zobacz – ten dym mu się nadkolami wydostaje.
- W lusterko niech spojrzy. Przecież tego nie można przeoczyć. Mgłę za sobą zostawia!
- Ty uważaj, bo już ledwo co widać…
Rzeczywiście dym przybrał jakby na sile. Nadal był biały, ale jakiś taki bardziej gęsty.
- To musi tak być – elektryka mu się jara.
- Co robimy?
- Migaj mu. Może to emeryt, w lusterka nie patrzy…

Mignąłem. Wątpię, by to zauważył, bo ja go ledwo w tym dymie widziałem, mimo iż jechał góra 15 metrów przede mną.
- Zatrąb!

Trąbnąłem. Dym był tak gęsty, że dźwięk klaksonu wydał się taki cichutki, nieporadny, przytłumiony…

- Weź go dogoń, bo się gość żywcem zjara. Potem go strażacy od tapicerki nie odkleją.
Zredukowałem i przyspieszyłem. Mimo iż silnik warczał i syczał – na obroty jakoś nie wchodził. Dym był tak gęsty, że tłamsił almerę niczym starszy kolonista tłamsi poduszką młodego w Zieloną Noc. Zredukowałem ponownie. Obroty skoczyły i auto delikatnie przyspieszyło. Już myśleliśmy, że jest OK, gdy nagle silnik zaczął powoli tracić moc. Prędkość wróciła do początkowej. W tym dymie tlenu było jak na lekarstwo. Nie tylko silnik słabł – my też zaczynaliśmy mieć zawroty głowy.

- Włącz przeciwmgielne. Oba. Nic przecież nie widać.
- Już dawno włączyłem. Patrz – ci za nami też ledwo zipią…

W istocie. Jadący niedaleko za nami Focus gwałtownie skręcił w pole. Pasażerowie wybiegli na trawę wymiotując. Potem przykrył ich dym. Pewnie mieli stary i brudny filtr kabinowy. Szczęście, że ja niedawno wymieniłem. Ciekawe, na jak długo starczy…?

- Coraz mnie widzę.
- Trzymaj się jego świateł.
- Tak zrobię…

Jechaliśmy za światłami palącego się Peugota. Bóg jeden wie, dokąd nas jego kierowca wiódł…

Chyba wjechaliśmy w jakiś większy remont, bo światła przed nami zaczęły kluczyć i ostro manewrować. Ale trzymaliśmy się ich wiernie – nic innego nam nie pozostało. Poza białym dymem i tymi dwoma światłami – świat dla nas nie istniał.

Nagle światła zatrzymały się. I zgasły! Ogarnęło nas przerażenie – gdzie jesteśmy?! Co teraz z nami będzie?! Dlaczego wyjąłem z auta ten klucz francuski – czym się teraz będę bronił?! Życie stanęło nam przed oczyma – przypomniała mi się zerówka, kiedy na rozpoczęciu roku niejaka Zuzia ze stresu zsikała się na krzesło. Wszyscy się śmiali do rozpuku, ale tylko ja tak rubasznie, że potknąłem się i wywróciłem to krzesło na siebie. Cały mocz zatrzymany we wgłębieniu siedziska znalazł się na moim ubraniu. No, niezupełnie cały – spora jego część zalała mi twarz. Na szczęście rodzice stanęli na wysokości zadania i byli całkowicie po mojej stronie – po prostu zmienili mi szkołę. Trzy razy. A gdy i to nie pomogło, zmienili mi nazwisko. Ech, wspomnienia… but, let’s get back to the action!

Nagle coś za nami chrobotnęło. Metaliczny dźwięk przeszył nasze ciała. Byłem bliski płaczu, ale ze względu na Rybę (przecież to ja tu noszę spodnie!) nie popłakałem się. Emocje rozładowałem cichutkim: „Proszę nas nie zabijać…”. Potem usłyszeliśmy kroki. Gdzieś obok, tak blisko, że prawie wewnątrz naszego auta. Ryba beknęła – zawsze beka w stresie. Kroki oddaliły się i wszystko ucichło.

Siedzieliśmy nieruchomo sparaliżowani strachem. Ryba spojrzała na mnie:
- Wysiadasz?
- Chyba ty!
- Ja nie.

I tak sobie siedzieliśmy. Dym powoli zaczął się rozwiewać. Widzieliśmy coraz więcej – wierzchołki drzew, niebo. Niestety filtr kabinowy powoli przestawał działać. Zrobiło mi się słabo. Spojrzałem na Rybę – odpadła. Jej głowa bezwładnie leżała oparta o szybę. „Muszę coś zrobić. Nie możemy tu umrzeć” – pomyślałem i w tym właśnie momencie zemdlałem również.

Obudziło nas pukanie w okno. Za szybą stał miły starszy Pan – uśmiechał się do nas zdziwiony i robił ręką korbę – pewnie chciał, byśmy otworzyli okno. Wokoło nie było śladu po dymie – świeciło piękne słońce i wiał rześki jesienny wiaterek. Uchyliłem okno i już chciałem coś powiedzieć, gdy…
- Dzień dobry, czy mogę w czymś pomóc – uprzedził mnie starszy jegomość
- Yyy… w zasadzie to tak. Gdzie jesteśmy?
- Gdzie? Na moim podwórku.
- Na Pana podwórku? – rozejrzałem się wokoło – A jak się tu dostaliśmy?
- Sam chciałbym to wiedzieć. Jak tu wjechaliście przez zamkniętą bramę?!
- No… wie Pan… eee…

Chcieliśmy mu powiedzieć o dymie, naszych nocnych lękach i omdleniu. Spojrzałem na Rybę – nie wygladała dobrze. Ja pewnie również byłem jakiś napuchnięty i podsiniały. Nie ma szans, by nam uwierzył…

- Bardzo Pana przepraszamy. Jeśli zechce Pan otworzyć bramę, pojedziemy w swoją stronę.
- Mam nadzieję, bo przyparkowaliście mi Państwo samochód.
- Jeszcze raz przepraszamy. Do widzenia.
- Żegnam.

03.10.2007 | Komentarze: 14 | Czytaj dalej »





#51 Monsieur Zwis Nawis


Pojedynek na przednie zwisy. Francja: Niemcy - 1:0.
Czy jest w światowej motoryzacji auto, które miałoby dłuższy przedni zwis (nosem lub maską zwany) niźli Peugeot 407? A przecież 407 Coupe ma chyba jeszcze o 2 czy 3 cm dłuższy (na fotce zawody na nosy: 407 Coupe vs. BMW 3 Coupe)!

Może wiecie, po co tym autom tak bardzo wystający poza przednie koła nawis? Moim zdaniem ma to coś wspólnego z ich środkiem ciężkości: gdyby przedni zwis był krótszy (a tym samym lżejszy), przy gwałtownym przyspieszaniu te Peugeoty stawałyby na tylnych kółkach. Chyba…

04.07.2007 | Komentarze: 16 | Czytaj dalej »





#49 Możesz stanąć bliżej


Świetny pomysł, o ile kierowca nie będzie zbyt cwany…

Pomysł z odsuwanymi na bok drzwiami w miejskim (i damskim raczej) Peugeocie 1007 jest bez wątpienia mistrzowski. Teraz na ciasnym parkingu pod Tesco możesz wcisnąć się w wąziutkie miejsce i spokojnie wysiąść z auta. Co cię wszak obchodzi kierowca tego samochodu obok, który by dostać się do wnętrza przez normalne drzwi będzie musiał wybić nimi dziurę w tych twoich fikuśnych drzwiczkach… Ech, jak łatwo krytykować, nieprawdaż?

29.06.2007 | Komentarze: 13 | Czytaj dalej »





 << 1 2 3