#67 Służbowego diabeł nie tknie


Osiedlowa ławka - uroczysko pełne żuli

Grzechu, mimo że już u nas nie pracuje, wpada od czasu do czasu pogadać z ludźmi, bo interesy nadal nas łączą. Odchodząc na swoje, odkupił od firmy służbowego Forda Focusa, którego od nowości użytkował.
- Ej, ty nadal z firmowymi naklejkami na drzwiach?
- A wiesz, gdzie teraz mam biuro?
- A co to ma do rzeczy?
- Ale wiesz gdzie?
- Gdzie?
- Na Pradze. Tuż obok miejscowej mety i osiedlowej palarni na ławce pod śliwą. Z nalepkami to mi auta nie zniszczą. Każdy wie, że jak firmowe – to katowane na bieżąco. Nawet sobie felgi nie naprostowałem po tej dziurze na Krakowskiej, co przed odejściem z firmy wpadłem. Niech widzą, że normalnie służbówka jest jeżdżona, że na półmetrowe krawężniki na dwójce z rozpędu nacieram.

- Ale klienci ci na auto patrzą…
- No i co? I dobrze, że naklejka wasza jest. Co ja mam za firmę? Jednoosobową. Zwykłe nic. A tak mam prestiż – mówię, że już jestem na swoim, ale że nadal z wami współpracuję. I wtedy cmokają.
- Trochę nie fair.
- Przestań. Wiesz przecież, co sprzedaję. Wy już tego nie macie. A ja wam w drogę nie wejdę. Jak się uprzesz, to sobie na drzwiach nakleję Plus GSM albo Zbyszko Company i tę panienkę “Ja pragnę, ty pragniesz”, byleby na firmowy wyglądał.
- Skorpiona albo jakiegoś dzika sobie naklej, że niby “Ochrona” i “Patrol interwencyjny”.
- No co ty, dziecko jesteś?! Jak bym podjechał jako “Ochrona”, to te podwórkowe zipy japonię by mi obiły i dzwonem bym w trzepak wjechał.

- Może i ja powinienem sobie coś na drzwi walnąć. Ursynów powoli na psy schodzi. Gównarzeria wychowana na budowie metra dorosła i wieczorami albo śpi w krzakach pijana, albo się snuje i za kwarcami do aut zagląda.
- “Rutkowski Patrol” sobie naklej.
- Ech, chyba będzie trzeba…

24.08.2007 | Komentarze: 3 | Czytaj dalej »





#55 I jak tu mew nie kochać?


Ponoć ptasia kupa może odbarwić trwale lakiej. Poczekamy, zobaczymy…

Wróciliśmy właśnie z Kołobrzegu. Co to ja się napatrzyłem na zadbane autka, to moje. Co to ja się nasłuchałem porad ich właścicieli, to nikt mi nie zabierze. Co to ja zacząłem kombinować, jak Almerę spimpować, to się nikt nie dowie. A i tak zaparkowałem pod tym właśnie drzewem, które stado obżartych ponad wszelkie miary mew sobie nad życie ukochało. I jak zaczęły pierdzieć! I jak zaczęły srać! To tak mi w dach tym szambem waliły, że kuracjusze pobliskiego pensjonatu “Zorza” wychodzili na balkony, by zdjęcia nadciągającej burzy robić.

I jak mi na dachu usypały biało-brązowy kopiec odchodów, i jak się ten kopiec przez następne 3 słoneczne dni utwardzał, i jak on się podczas powrotnej drogi w pędzie wiatru elegancko zeszklił, i jak on się podczas zeszłej warszawskiej wilgotnej nocy zahartował – to ani Statoil, ani ręczny Karcher nie dały mu rady. Fakt – co ostrzejsze krawędzie się skruszyły. No i czubek jakoś tak się zaoblił. Ale nic ponad to. Piramida z ptasiego gówna niczym kopiec kreta, niczym kilimandżaro – stoi niewzruszona już piąty dzień. Ale już robi w porty ze strachu – widziała dziś, jak przytaszczyłem do domu wiertarę udarową. Odłupię gówno, choćby i z lakierem. Jako znany i ceniony blogger nie mogę z takim odchodem się po stolicy wozić…

A liczne dyskusje z kuracjuszami o tym, jak najlepiej dbać o rozrząd Opli, jak doginać świece w zagazowanych Mercedesach i jaki preparat czyszczący najlepiej wlać do baku Seata, oświeciły mnie pewnym spostrzeżeniem. No bo zauważcie pewien trend: preparaty do dbania o silnik (te z Telezakupów lub z motoryzacyjnego działu w Auchan) powoli przypominają te, które służą do dbania o zdrowie. Zastanawiam się, czy poniższe propozycje za 5 lat nie staną się realne…

(1) Wyciąg z miski olejowej Dodge’a Vipera wzbogacony mikroglobulkami skrywającymi atomy legendarnych silników HEMI – idealny do smarowania alternatora w samochodach zasilanych LPG. Gwarantowany wzrost osiągów o 17-21% (oczywiście potwierdzą to badania amerykańskich naukowców).

(2) Głęboko wnikający żel na rozstępy z olejkami smoły i probiotyną PB98 dogłębnie uszczelniający blok silnika – redukcja do 80 wycieków (badanie na grupie 32 silników typu Fire od Fiata Uno rocznik 1996).

(3) Anti-Zgrzyt Protect od Vichy – unikalna mieszanka oleistego kremu i maści vazelinowej przeznaczona do wysilonych silników turbodoładowanych. Nawet do 4% mniej awarii turbin! W przypadku dostania się preparatu w okolice paska klinowego – niezwłocznie udać się do ASO.

(4) I na koniec nowość! Witalizujący tonic napryskowy to użytku zewnętrznego zwiększający przebiegi międzyprzeglądowe w samochodach grupy PSA z 30,000 km nawet do 65,000 km. Wystarczy raz w tygodniu spryskać delikatną mgiełką fajki świecowe i sondę lambda. Skuteczność gwarantowana przez Laboratuagarniedepari.

20.07.2007 | Komentarze: 14 | Czytaj dalej »





#46 Księżyc ziewnął i za chwilę zaśnie


Nie śpij, bo cię okradną. Hahaha!

Eswu wsiadł do Intercity w Warszawie, a za niecałe 3 godziny bodajże miał wysiąść w Krakowie. Przyfarciło mu się, bo jedynym kompanem w podróży był równie przystojny, młody i elegancki businessman. Na potrzeby tego postu, nazywajmy go Hubertem. Po krótkiej acz treściwej wymianie uprzejmości…

- W czym robisz?
- FMCG.
- Ja logistyka.
- Okno otworzę?
- Spoko.

…każdy z nich przyszpanował garniturem (wszak można tak powiesić marynarkę, by widać było metkę: Intermoda vs. Vistula), komórką (bo lepiej jak leży na stoliku niż w kieszeni: Nokia E60 vs. Motorola V3) i notebookiem (dziękujmy Bogu, że mają tak widoczne loga: IBM vs. Asus). Potem zapadła cisza – zanurzyli się w tabelkach i slajdach.

Pierwszy ciszę przerwał Eswu – z charakterystycznym pluśnięciem otworzył Fantę. Hubert spojrzał na to spode łba, ale sam nic nie otworzył. Potem znów Eswu zmącił spokój – zmienił ułożenie nóg, delikatnie trącając nogawkę Huberta. Ten chrząknął. “Ci chrząknę, pistolecie!” – pomyślał Eswu.

Potem przez dłuższy czas był spokój – dopóki Eswu nie postanowił odwiedzić toalety. Wyszedł, spytawszy uprzednio, czy Hubert rzuci okiem na jego rzeczy.

Wrócił po 8 minutach i…

…zastał wszystko dokładnie w takim samym stanie, w jakim pozostawił: Hubert milczał i klikał, jego komputer cichutko szumiał wiatrakiem a niedopita Fanta nadal stała na półeczce pod oknem. “A spróbowałbyś coś ruszyć, fircyku” – zalotnie pogroził Hubertowi w myślach Eswu. Zadowolony usiadł, wziął na kolana notebooka i sięgnął po Fantę. Łyknął raz (“Sie wygazowała”), i drugi raz (“Gówno nie Fanta”) i…

…i obudził go konduktor.

Policjanci później mówili, że to typowa akcja – taki Hubert usypia najpierw czujność, by potem uśpić definitywnie – wystarczy parę gramów czegośtam dosypać, i człowiek odpada. Eswu pożegnał się z komputerem (firmowym), portfelem (od konkubiny), telefonem (firmowym), teczką (gadżecik po-konferencyjny), butami (Eswu mówi, że były nowe, ale ten, kto je widział, nie potwierdza), i marynarką (niby markowa, a jakby komunijna). Nawet Fanta zniknęła, ale raczej dla zatarcia śladów.

Wciąż pamiętam te śmichy-chichy i pytania kolegów w robocie, czy Eswu jest pewien, że jego rozporek był zapięty a bielizna czasem nie była w nieładzie. I czy tęskni do Huberta. No do dziś się brechtam.

A przypomniało mi się to wszystko, jak zobaczyłem wiszącą przy drodze reklamę Intercity…

21.06.2007 | Komentarze: 9 | Czytaj dalej »





#42bis Odzew stulecia


Wiecie – nachalność i narzucanie się to nie ja. Ale jedno trza faktom oddać – konkurs popularny jest. Oj jest! 4 wybitne propozycje. Cztery! No nie ma szans. Leży i kwiczy. Jury się poddaje. To nokaut. Zamiast kilku minut, obradować będzie dobę. Litości!

To musi być wina siostry. I jej biżuterii na zębach. Tamto zdjęcie działa jak lep. Bez dwóch zdań. Poniżej inna fotka – zamiast brylantów w siekaczach, widać przypasowany do nich rubin na serdecznym lewej dłoni. Popatrzcie i wyluzujcie, bo mi serwej padniej. Koniec będzie. Odłoży łyżkę!

Zawsze dobieram pierścionki do aparatu na zębach. Zawsze!

Jury zaczyna wybierać we wtorek koło 22:00. Wyniki w środę z rana – w gazetach, porannym paśmie TVN24 i na wszelkiej maści portalach. Reuters i PAP też doniesie. Jak dam radę, to też postaram się coś tu na blogu przypostować. Ale obiecać nie mogę. Rodzina, praca, świece muszę wymienić…

A temu, kto czegoś w tym konkursie nie wymyśli, życzę takich przygód nie tylko w Wielkanoc. Jest się czego bać, bo lekarze strajkują!

11.06.2007 | 1 komentarz | Czytaj dalej »





#36 Metoda “na Showshank”


036.jpg
Strasznie mi dziś ten Nissan szeleści! Z tyłu mi szeleści, z boku mi szeleści, nawet pod nogami mi szeleści. Zwariuję, nim dojadę do pracy. Ale zacznijmy od początku…

Wczoraj po południu Ryba zadzwoniła z pytaniem, czy może z Margolotem posegregować moje pisma motoryzacyjne i te najstarsze roczniki wyrzucić. Moja odpowiedź była oczywista:
– Nie, kochanie, nie możesz.

Wróciłem z pracy i wchodząc do domu wyrżnąłem jak długi. W przedpokoju pełno było toreb z prasą. Na oko pół tony. Z moją prasą. Z samochodówkami!
- Rybs, co to jest?
- Tatusiu, przątać gazetki. Ja i mama! – wtrąciła się Margolcia.
- Rybs, przecież miałaś tego nie ruszać…
- A co miałam zrobić? Mery się uparła. Z nią sobie to załatwiaj.
- Margol, bobasie, to są tatusia gazetki.
- Duzo. Wycić! Tatuś!
- Co tatuś?!
- Wywcić.
- ?!
- Wywucić. Tatuś. Juto do pracy. Tatuś bierze. Wywucić mietnik!
O, niedoczekanie wasze, baby jedne!

12.05.2007 | Komentarze: 9 | Czytaj dalej »





#35 Blisko, blisko, coraz bliżej


Pamietaj - źle ustawiony zagłowek działa jak smiertelny klin!
Czy wiecie może, jaka jest minimalna odległość twarzy kierowcy od kierownicy wyposażonej w poduszkę gazową? Pytam, bo martwię się o kobiety (bo to głównie ich dotyczy, choć wiem, że są również Panowie o nikczemnym wzroście, bardzo króciutkich nóżkach i krągłych brzuszkach mający również problem z sięgnięciem “fajerki”), które siedzą tak blisko kierownicy, że aby wysiąść z auta muszą odsuwać fotel kierowcy pół metra do tyłu. Wsteczne lusterko ustawione mają niemalże pionowo w dół, by było coś widać. Zmiana biegu łączy się z wykręceniem ręki do tyłu – na wyboju można sobie niechcący samemu założyć chwyt rodem z MMA. A na domiar złego, bardzo często jeżdżą z założoną na ramię torbą – przecież zaraz wysiadaja… jak tylko dojadą…

Wyobraźmy sobie sytuację, gdy kobieta siedząca tak blisko kierownicy weźmie niechcący udział w pozornie niegroźnej czołowej stłuczce “parkingowej”. Scenariusze są dwa – sami oceńcie, który jest bardziej prawdopodobny.

Przeznaczenia nie oszukasz…
Scenariusz 1 pt. “Oszukać przeznaczenie VIII”
Samochód z naprzeciwka zbliżał się jak szalony. “Stój!” – zawołała w myślach Judyta. On się nie zatrzymał. Masą rozpędzonej do 30 km/h blachy wbił się w przedni pas jej nowej Fiesty.

Przednia poduszka gazowa – ona się nie waha – ona eksploduje. Znajdująca się 20 cm od niej głowa Judyty zostaje z ogromną siłą pchnięta na zagłówek. Źle ustawiony zagłówek działa jak zabójczy klin – odcięta od tułowia głowa odbija się od tylnej szyby i wraca w kierunku przedniej. Po drodze jednak zostaje na pół przecięta przez nienaturalnie ustawione wewnętrzne lusterko wsteczne. Lewa połowa czaszki miękko ląduje na lekko sflaczałej już “przedniej pościeli”, z kolei prawa połowa, uderzając kantem w przednią szybę, przebija ją i obficie zrasza krwią znajdujący się po zewnętrznej stronie czujnik deszczu. Automatycznie uruchomione wycieraczki rozmazują po szybie krew i resztki mózgu. Spadająca bezwładnie z kierownicy prawa dłoń denatki włącza niechcący podgrzewanie przedniej szyby. Zapada cisza. Spływająca po rozgrzanej szklanej tafli krew zasycha i przypieka się na rumiano. Wszędzie rozchodzi się woń smażonej kaszanki…

Chuck Norris - Texas Ranger
Scenariusz 2 pt. “Strażniczka Texasu: początek”
Samochód z naprzeciwka zbliżał się jak szalony. “Stój!” – zawołała w myślach Thelma. On się nie zatrzymał. Masą rozpędzonej do 30 km/h blachy wbił się w przedni pas jej nowego pick-upa Dodge’a RAM SRT10.

Przednia poduszka gazowa eksploduje bez wahania. Znajdująca się zbyt blisko kierownicy Thelma widzi zbliżające się białe, wypełnione gazem zagrożenie – to coś zniszczy jej makijaż! Bez namysłu wykonuje ruch w lewą stronę, w kierunku bocznej szyby. Rozbija ją uderzeniem szczęki jednocześnie łapiąc w zęby spory kawałek szkła. Powraca na swoje miejsce i tak uzbrojona czeka na poduszkę. Ta dociera w końcu do jej twarzy, ale napotkawszy tkwiące na sztorc w zębach szklane ostrze, rozpruwa się z donośnym „Prrr…!” i pozostawia twarz nietkniętą. Kobieta otwiera puderniczkę i miękkim pędzelkiem usuwa z “linii T” (czoło, nos, podbródek) resztki rozrzuconego przez poduszkę talku. Jest wściekła, bo te cholerne napinacze pasów pogniotły jej garsonkę! Wychodzi z auta i kieruje się w stronę sprawcy. Ktoś za tę garsonkę beknie…

Z raportu policji:
We wczorajszym dniu wtorkowym wczoraj w godzinach popołudniowych w pozornie niegroźnej kolizji parkingowej udział wziął sprawca i poszkodowana. Pikap poszkodowanej odniósł niewielkie obrażenia zderzaka, w wyniku których wybuchnęły przednie poduszki powietrzne. Samochód sprawcy, wraz z półprzytomnym sprawcom, po krótkich poszukiwaniach znaleziony został w pobliskim rowie. Trwają czynności śledcze mające na celu identyfikację wozu sprawcy (stan jego dewastacji jest znaczny) oraz ustalenie faktycznego przebiegu zajścia. Poszkodowana uparcie twierdzi, iż nie ma pojęcia, dlaczego ciało sprawcy wykazuje widoczne ślady duszenia oraz w jaki sposób doszło do zapruszenia ognia w jego wozie. Jedyny świadek zajścia nerwowo potwierdza wersję zdarzeń zgodną z zeznaniami poszkodowanej i, nie wiedzieć czemu, prosi o przyznanie całodobowej ochrony.
Podpisano: młodszy aspirant Koziełło, 9 maja 2007

09.05.2007 | Komentarze: 18 | Czytaj dalej »





#30 To była piękna porażka


Nikt ci tak nie doradzi, jak kolega-internauta…
Urodziny Ryby były w sobotę. Akwarium zamówiłem w czwartek, odbiór był na piątek. Sprzedawca powiedział, że akwariów się nie kupuje – je się zakłada. Ale ja nie chciałem Rybie założyć akwarium w prezencie – ja chciałem jej je kupić już gotowe – z rybkami, roślinami filtrem, bąbelkownikiem i wodą. Sprzedawca uznał mnie za debila (choć przy mnie twierdził, że jestem tylko dziwny) i zaprosił w piątkowe popołudnie po odbiór.

Przyjechałem w piątek około 19:00 z Margolotem. Brzdąc z nóżki na nóżkę przestępował. Najpierw myślałem, że z powodu przepełnionego pęcherza, i mimo sprzeciwów dwukrotnie próbowałem córkę “wysadzić” na pobliskiej trawce. Potem się okazało, że przestępowała z podjarania – bo w domu będą jipki!

Przyszliśmy. Akwarium było, wody tak na 2/3, trochę roślinek, piasku, żwirku, 4 kamyki i 9 rybek. Niezbyt było eleganckie, ale za późno na wybrzydzanie. Sprzedawca tak był zaaferowany swoją pracą, że poprosił mnie o podjechanie autem bliżej wejścia, to on mi to dzielo, kurde, sztuki własnoręcznie włoży do bagażnika. Ja podjechałem – on wyniósł. Oblał się po drodze nawet bardzo. Jeden gubik wyskoczył na podłogę. Ale się pomylił i bardzo szybko zaczął tego żałować. Schwyciłem go i wrzuciłem z powrotem do wody. Ale schwyciłem go nazbyt mocno, więc wielkiej radości z powrotu do wody nie przejawił – jakoś tak niemrawo się ucieszył i powoli opadł na dno. Nie, nie umarł – po prostu tak przygasł troszkę…

Akwarium w bagażniku uczy pokory
Każdemu mistrzowi kierownicy polecam wożenie wypełnionego wodą akwarium w bagażniku – to uczy pokory. 2 minutowa droga ze sklepu do domu rozciąga się do niewyobrażalnych i nieskończonych 30 minut. Wskazówka prędkościomierza nie przekracza 20 km/h. Trąbią na ciebie wszyscy: kierowcy, skuterowcy z pizzerii, inwalidzi na elektrycznych wózkach oraz “elki”. Dostrzegasz w nawierzchni dziury i wyrwy, których wcześniej nie widziałeś. W zakręty wchodzisz wolniej od sąsiadki spod 32-ki, tej co porusza się już tylko z „balkonikiem”. Progi zwalniające na osiedlowych dróżkach urastają do ranki ścianki wspinaczkowej – przed przejazdem nacierasz dłonie magnezją, poprawiasz chwyt kierownicy i asekuracyjnie zamykasz oczy. 2 minuty stresu i „leżący policjant” pokonany. Jeszcze 3 razy to samo i jesteś pod domem. Hamowanie zaczynasz na 30 metrów wcześniej. Dojechałeś. Rozpiera cię duma…

…do czasu otwarcia bagażnika. W akwarium pozostało raptem trochę wody na dnie. Kilka gubików wyleguje się na białym piasku jak na plaży – no do cholery, ja się tu pocę za kółkiem i pedałuję, a ci się luzują! Reszta rybek chlapie się jak dzieci w zwolna wsiąkających w wykładzinę bagażnika kałużach. Zbierasz je, upychasz w resztkach wody i dumnie niesiesz akwarium do domu.

Radości było co niemiara
Ileż było radości – to wprost nie do opisania. Poza typowymi przejawami szczęścia w postaci krótkich i treściwych podziękowań: “Po coś to przyniósł”, “Wiesz, jak nie lubię ryb” oraz “I co jutro powiesz Marysi, jak je w nocy w klopie spuszczę?!”, otrzymujesz w nagrodę zadanie – “Lepiej wymyśl, jak się tego pozbyć jeszcze w ten weekend!”

W ten piątkowy wieczór byłem jeszcze przeciwny wyrzucaniu z domu tych wspaniałych rybek. Ale w sobotę rano zmieniłem zdanie. Akwarium (nie wiem, czy to wina wody, roślin czy może rybki były niebywałymi flejami) zaczęło tak niemożebnie śmierdzieć, że przebywanie z nim w jednym pokoju powodowało ból gardła, a kota sąsiadów budziły koszmary.

Najpierw obwiesiłem je choinkami zapachowymi. Nic nie pomogło – waliło nadal. Potem wrzuciłem do wody kilkanaście tic-taców. Połowę zżarł ten zbyt mocno ściśnięty gubik, druga połowa nawet się nie rozpuściła. Później powiesiłem na ściance kiblowy pojemnik z Bref WC-Żel. Żel rozlał się po całym akwarium ale zaraz potem został elegancko wciągnięty przez elektryczny filtr do wody. Filtr nieśmiale pryknął kłębkiem dymu…

Sobotę zatem spędziliśmy poza domem, ale zostawiliśmy w pokoju otwarte na oścież okna. Jak wróciliśmy wieczorem, w całym domu waliło bez zmian – niczym w wiejskim wychodku. A stojące obok otwartych okien kaktusy wymarzły. Jeden się skurczył, drugi pomarszczył a trzeci nawet pękł w pół…

Śmierdziało wszystko: woda, piasek i żwir. Rybki też…
W niedzielne przedpołudnie wyłapaliśmy rybki do niespecjalnie umytego słoika po kawie, wodę wylaliśmy do kibla, piasek, żwir i kamienie wyrzuciliśmy do śmietnika a akwarium i filtr niebawem wystawimy na allegro.

Bezsenne gubiki w roztworze kawy
Acha… rybki zwróciliśmy do sklepu. Przez kilka dni będzie je łatwo odróżnić od innych – po kawie są nienaturalnie pobudzone. A w mocnym tylnym oświetleniu w brzuchu tego zbyt mocno ściśniętego śmierdziela widać kilka kuleczek tic-taców…

23.04.2007 | Komentarze: 13 | Czytaj dalej »





#4 Wiosenny bling-bling


Ej, Ziom, błyszcz furą!
Zbliża się wiosna – czas mycia i woskowania aut. Może warto je przy okazji lekko stuningować?

Z fajnych bajerów do autka to polecam:
(1) futrzaną wyściółkę na podsufitkę – w upały może się uroczo odklejać i opadać na głowy pasażerom;
(2) gumowany pokrowiec na kierownicę koniecznie z drewnopodobnym gumoleum;
(3) furczący zapach w wywietrznik w kształcie kwiatuszka/wiatraczka;
(4)taksówkarską lampkę na giętkim druciku w zapalniczkę wsadzaną;
(5) folię przyciemniającą na szybę tylną, koniecznie z bąblami i łączeniem dwóch kawałków na środku;
(6) białe napisy na oponach: PointS Economy 185/65 R15;
(7) srebrny notatnik przyklejony na podszybiu przypominający palmtopa;
(8) obrotowa kolka na kierownicy rodem ze Starów i Nys;
(9) eleganckie dywaniki z czerwonym haftem Sport;
(10) misiowate pokrowce na fotele, najlepiej z haftem Tuning;
(11) nalepka “Kula płomieni” na nadkolu;
(12) nalepka “Szalone tłoki” z tyłu pod emblematem modelu;
(13) nalepka PL w formie bandery dalekomorskiej;
(14) i na koniec odgromnik – cienki paseczek wiszący pod zderzakiem koniecznie z małym czerwonym odblaskiem.

Wiem, to sporo roboty… ale chyba warto, nieprawdaż…?

04.03.2007 | Komentarze: 5 | Czytaj dalej »





 << 1 2 3 4 5