(m342) Kochać, jak to łatwo powiedzieć…
(by PoGOOD)
Przez ostatnie parę dni cały czas wracaliśmy do samochodów, które były mało sensowne (dla rozumu), ale za to cholernie atrakcyjne dla ego / poczucia piękna / dobrego samopoczucia właściciela [niepotrzebne skreslić].
Co chwila padały marki – marzenia każdego mechaniora z prawdziwego zdarzenia… Lancia, Alfa, Saab, stare – skomputeryzowane na poziomie Atari – “japończyki”, czy wręcz – ikona laweciarzy – stare Jaguary z elektroniką Lucas’a.
(m337) Najmniej obciachowa TANIA fura blogosfery

(by PoGOOD) Zasady zakwalifikowania wózka na tę listę były powtarzane kilka razy, ale skoro będziemy jej używać przy naszych następnych zakupach samochodowych [taaa... jaaasneee...], podrzucam dla potomności.
#256 Atrybut – bez tego ani rusz (N-S)

Po dłuższej przerwie wracamy do dywagacji na temat tego, co jest atrybutem marki. Ale takim innym atrybutem. Na przykładzie Alfy Romeo – wiadomo, że wyróżnia ją grill podobny do tarczy. Ale coś takiego ma każda Alfa. Tym, co każda mieć powinna (a w standardzie tego na ogół nie dostaje) są np. felgi z elementami kółek. Albo drewniana kierownica. Kumacie o co chodzi? O te detale, które po zakupie auta sami możecie do niego dołożyć, by mieć rasowy wóz, a nie beżowy plastik na kołpkach.
#198 Najlepszy vs. Najgorszy (R)

Na odcinek weekendowy znalazłem tylko jednego sponsora – literkę R. To i tak dobrze. Zerknijmy przy sobocie zatem, co tam słychać u Renault, Rinspeeda, Rolls-Royce’a i Rovera.
#65 Middle-life crisis

- Chcesz obejrzeć mój nowy samochód?
- No co ty, kupiłeś sobie auto? Przecież masz służbowe!
- Ale nie takie!
- Rover 200? Z silnikiem Poloneza?
- No!
- Ale po co ci?
- Siakto po co? Dla frajdy! Byłem na hamowni u Grabowskiego i ma dokłanie 99,7 KM i 125Nm. W przyszłym tygodniu wstawiam turbo.
- Uuu… Coś jeszcze robisz? Stożek? Wydech? Twardy zawias?
- Intercooler mi wstawią zamiast tej chłodnicy do klimy i w cenie wydech jakiś głośniejszy będzie.
- Ile cię kosztował?
- 9,000 na Allegro dałem. A turbo ze strojeniem będzie za około 7,000.
- To ile potem pociągnie?
- Moc mu powinna gdzieś do 150 skoczyć, bo od razu wkładam duży wirnik, a nie jakieś małe turbo wolnossące. Moment też o 50% powinien pójść w górę. Wiesz – na razie te 150 koni i około 200 momentu mi styknie. Jak się znudzę, pomyślę nad fazą drugą.
- Ale na tych kółkach to ruszysz dopiero, jak je zedrzesz do felgi. A z tyłu zimówki?! To rozumiem! Miękka guma do chodzenia bokiem!
- Koła nie są złe – piętnastki i opony jeszcze dają radę. Chcę na przód większe tarcze włożyć a tylne bębny na przednie tarcze wymienić, jak się uda.
- I co? Koniec?
- Patrz ile tu miejsca pod maską – stożek mi wejdzie, rozpórka amorków, instalacja do NITRO – ale to już faza druga, a może i trzecia. Na razie go na tydzień oddaję a potem kolejne kilka dni strojenie. 150 koni w takim małym, lekkim i starym wozie (1997) powinno mi do wiosny wystarczyć. A potem się zobaczy. Jak się wóz znudzi, to zamiast fazy drugiej go opchnę za 10,000 i poszukam już na starcie mocniejszego.
- Kryzys wieku średniego, co?
- Ano…
Mój samochód musi jeździć. Musi zawsze jeździć. Bezpiecznie. Ma być godzien zaufania. Drugorzędne jest to jak szybko jeździ i jak twardo skręca. Ale…
Ale gdybym miał wolną gotówkę i czas, kupiłbym sobie drugie auto. Może i nawet takiego Rovera. I nie po to, by wozić w nim rodzinę i zakupy. Nie po to nawet, by wozić w nim wygodnie swój tyłek. Kupiłbym go po to, by zapakować do niego turbo, twardy zawias, niskie kapciochy, stożek, rozpórki i drutem stalowym oplecione przewody hamulcowe. I trząsłbym się nim po koleinach, gubiłbym zęby na osiedlowych spowalniaczach i urywał miski olejowe na tarce przed światłami. Ale co tam – to byłby wóz od takich właśnie atrakcji. On mógłby stanąć w nocy i nie chcieć zapalić. On mógłby zgubić wydech. Mógłby nawet zostawiać 4 ślady. On mógłby wszystko – bo byłby kaprysem…
Może kiedyś…















RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)
