#93 Zimówka letniej nie podskoczy

Stało się. Jak obiecałem, tak będzie. Słowno moje droższe niźli Veyron! Napiszę o tym, o czym wielu z Was (sądząc po buńczucznych komentarzach i nieudanych próbach sprowokowania mnie do płaczu) nie chciałoby przeczytać. O tym, że w miejskich warunkach zimą opona letnia bije zimówkę na głowę. I o tym, że tak naprawdę opon zimowych nie ma. To wszystko są opony mniej lub bardziej śnieżne! Ale po kolei…
#!! Przerwa weekendowa
Administracja vortalu motoryzacyjnego “Blogomotive” informuje, iż od dnia 23/11/2007 (pt) godz. 23:30 do dnia 25/11/2007 (nie) godz. 23:30 (a może i deczko dłużej) serwis będzie w permanentnym remoncie.
#92 Opony zimowe nie istnieją!

Ilekroć dzieliłem się poniższymi spostrzeżeniami ze znajomymi, wychodziłem na wioskowego gupka. Takiego prostego chopka.
- Śmigaj w góry na letniaczkach!
- Sprawdzimy się w styczniu na zakrętach!
- Może ci pożyczyć, jak cię nie stać?
Mówili. Śmiali się. Drwili. A mi było przykro. Raz nawet płakałem. Targały mną torsje żałości i konwulsje odrzucenia. Gluty waliły mi z nosa. Z ucha sączył się smutny wosk. Kleiste łzy kapały z brody na parkiet. Lewa noga poszła mi na tej breji w bok i chlup… leżałem w kałuży wyszlochanych wysięków. Wstyd!
#90 Google AdRoads bez przyszłości

Wdałem się niedawno w dyskusję dotyczącą zarabiania na blogach. Te wszystkie banery, adsensy i inne reklamy… ale STOP, czerwone światło… co ja robię! Przecież to jest blog motoryzacyjny! No właśnie… zastanówmy się zatem, czy nie można by jakoś reklam wdrożyć do naszej codziennej motoryzacji…
#89 Wymarzony kompan w podróży

I znów przyszło mi jechać do Wrocławia. Tym razem jednak nie jechałem sam – obok mnie siedział Jacek – młody mężczyzna wielu umiejętności, który zaledwie kilka dni temu zdał teoretyczny, wewnętrzny egzamin (za drugim podejściem) z przepisów ruchu drogowego. Rzec by można, że jechałem z ekspertem. Sęk w tym, że ten ekspert cierpiał na cholernie upierdliwą dolegliwość – krępowała go jakakolwiek cisza, więc wypełniał ją swoim tubalnym głosem. A że lat ma ekspert ten niewiele, to i pstro w dyńce że hej. Nie wierzycie? Czek-dis-ałt!
#88 Wszystkich łyknę spod świateł!

Wczoraj wieczorem zatankowałem na Shellu V-Power Racing (minimum 100 oktanów)! Nooo!!! Wrum, wrum… ale ta Almera rwie! Człowieku – na każdym biegu pod odcięcie idzie! Normalnie na jedynce piszczy jak dzika a w zakręcie na mokrym to wewnętrzne koło jak śmigiełko wiruje!
#87 Wyposażenie dodatkowe

Filozofia sprzedaży dodatkowych akcesoriów w salonie, wraz z kupnem nowego auta, woła o pomstę do nieba. Sporym absurdem są np. felgi aluminiowe. Na ogół auto stoi na kołpakach, ale jak chcesz alusy, to np. dopłata wynosi 2000 zł. Do jasnej cholery – 2000 zł to kosztują na rynku markowe felgi aluminiowe – ale ty przecież w salonie zostawiasz im nówki stalowe, których nie wziąłeś (no, chyba że ci przy okazji na stalówkach dorzucą gumy zimowe, ale to już inna bajka). Co zatem zrobić? Chyba lepiej brać na kołpakach i za te 2000 zł kupić normalne, firmowe alusy – a stalówki puścić na aukcji po 100 zł za sztukę i masz alufelgi 400 stówki taniej.
#85 Nie jest łatwo być „gerberem”

Normalnie, jak zbliża się 1 listopada i wiem, że trzeba będzie bezpiecznie przewieźć rodzinę pomiędzy 3 cmentarzami, stresować zaczynam się już w okolicach 28 października. Bo to, że ja jeżdżę dobrze i zmyślnie nie znaczy, że jakiś właściciel kapelusza nie będzie się na podporządkowanej spieszył i mi w bok nie przypakuje. Ale w tym roku postanowiłem zastosować się do prastarej mądrości pracowników Sanepidu mówiącej, że roztoczem być jest dobrze – ale jeszcze lepiej jest być odkurzaczem. I tym sposobem, wyjątkowo i z premedytacją, w dniu Wszystkich Świętych zostałem encyklopedycznym „gerberem”. Wszak wchodząc między wrony lepiej krakać tak jak ony…
#84 Akcja “Gerber”

Znów to samo – drogowa apokalipsa. Patrzcie, zapamiętujcie, jak trzeba to nawet notujcie – następny post będzie relacją z akcji “Znicz” i kreatywnych wyczynów wszystkich tych, którzy w kapeluszu, z załadowanym gerberami bagażnikiem i tylną półką po sufit cofają (po raz pierwszy od roku, kiedy to tyłem, przy asyście żony wstawili Wartburga do garażu) na przycmentarnych, zatłoczonych ponad miarę alejkach.
#83 Korkoczasoodzyskiwacz

Nawiązując do moich marzeń z nieosiągalnym (na razie) Chevy Vanem, zastanawiam się, jak sobie jednak zorganizować w aucie coś na kształt takiego mobilnego domu. Ostatnio wpadłem na pomysł, że przecież (by zaoszczędzić z rana trochę czasu) mogę sobie kupić elektryczną (na baterie) golarkę i normalnie w korku się golić. Są jednak dwie ważne kwestie – po pierwsze noszę niewielką brodę i wąsy i golenie się w aucie pewnie by mnie ich pozbawiło (akcja typu „dziura”: upsss… lewy wąs pooo…szedł). A po drugie, to nie mam ściemnionych szyb bocznych z przodu (bo wszak prawo tego zabrania) i głupio tak się golić na oczach tych wszystkich znudzonych gapiów stojących obok w korku. Golenie się to czynność intymna – normalnie robię to w samych naszkach w łazience, a teraz mam się polerować przy tłumach? Nie, to nie przejdzie…
Może mycie zębów? Ale jak to tak – mam połykać pastę?! Wiem – czyszczenie uszu! Tak! A nawoskowane patyczki mogę spokojnie przylepiać do podsufitki. Kiedyś je potem, przy okazji, wyrzucę…













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

