BBC07 Ćwierćfinał 37-48/60
Dziś 4 (przedostatni) dzień ćwierćfinału i 4 ekscytujące pojedynki (73-76 z 80). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w niedzielę 27 stycznia mniej więcej o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
BBC07 Ćwierćfinał 1-12/60
Trochę wiary we mnie, Panowie! Mam nadzieję, że dołożyłem swoją łyżkę dziegciu do wczorajszego najgorszego dnia w roku. Normalnie nie mogłem się powstrzymać, by jakimś kiepskim żartem nie uczcić tegorocznego Blue Monday ;)
Będzie spoko. Głosujemy jak dawniej, z tą małą różnicą, że na końcu codziennych pojedynków jest otwarta i nieblokowana ankieta zbiorcza. Ci, którym się ten szalony i nieuczciwy pomysł spodobał, mogą się na tej specjalnej ankiecie wyżyć i swoje ultra inteligentne programy klikające poodpalać. Niech głosy idą w miliony! Choć wpływ na BBC07 mieć to będzie żaden…
BBC07 Eliminacje 91-100/120
Dziś 10 (przed-przedostatni) dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (46-50 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w środę 16 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
BBC07 Eliminacje 31-40/120
Dziś 4 dzień eliminacji w konkursie Best Blogers’ Car 2007 i kolejne ekscytujące pojedynki (16-20 z 60). Dajcie z siebie wszystko. Koniec głosowania w środę 9 stycznia o godzinie 23:59. Bądźcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
#39 Road rage, czyli post pełen żółci

Wieczorem mój kolega trochę się spieszył na kosza i został mu tylko jeden niewinny skręt w prawo. Ale utknął na światłach właśnie na tym prawym pasie – nie było zielonej strzałki (ani podwieszanej, ani zapalanej), więc stojący przed nim kierowca w służbowej Skodzie Octavii miał pełne prawo ignorować jego chęć skrętu. Kolega się spieszył, więc ominął go po lewej – ale miał pecha, bo jak wyjechał przed tę Skodę i rozpoczął dość powolny manewr skrętu w prawo (przez tory tramwajowe), zmieniły się światła i kierowca tej służbówki ruszył zaperzony i dość poważnie obtrąbił kolegę. Mało tego – skręcił za nim, i śledząc go niejako, pojechał aż na parking pod salą. Tam wysiadł i dość agresywnie wyłuszczył swoje racje – że k***a naucz się jeździć ch**ju, że ci zaraz pie****nę, i że k***a, k***a i w dupę…
Kolega nie gra w kosza sam, bo to niepopularne, więc parking zapchany był zawodnikami – między innymi i mną. Była nas siła, więc “tafgaj” z Octavii mocno przestraszony uciekł, rzucając przez otwarte okno jeszcze kilka wyzwisk typu: kokota, pupa i siurek.
Nie da się ukryć, że gość ze Skody miał rację. Miał rację… i co z tego?! Zachował się jak dureń, który myśli, że agresją naprawi świat.
Zachował się niczym mistrz, który stanie na środku jednokierunkowej pod blokiem, by nie puścić jadącego z naprzeciwka (pod prąd, to fakt) przyjezdnego na lubelskich tablicach, którego idiotycznie wytyczone dróżki i losowo rozstawione zapory przeciwko straży pożarnej, karetkom i śmieciarkom zmusiły do tego “przestępstwa”.
Zachował się niczym jedyna sprawiedliwa, która po wykonanym przed nią manewrze zmiany pasa bez mrugnięcia kierunkiem dogania cię, ryzykownie wyprzedzając przed przejściem, i jedzie obok nieszczędząc epitetów i wymownie pukając się w czoło. Jedzie tak i jedzie, i puka się i puka… ale na drogę niespecjalnie patrzy.
Zachował się niczym gwiazdor NASCAR, który tak skutecznie i z premedytacja nie daje ci zmienić pasa ruchu (“k***a przecież wcześniej mogłeś ten pie****ony manewr wykonać, z daleka było widać roboty i był znak o zwężeniu, ty durniu”), że nawet o pobocze i krawężnik wysoki na 40cm zahaczy, byś tylko nie wjechał w korku przed niego.
Zachował się niczym król mazurskich szutrów, który gdy tylko mu delikatnie zajedziesz (zdarza się przecież) musi cię wyprzedzić i zahamować przed tobą. Acha – ten manewr nie występuję na ogół samodzielnie – jest dostarczany w McZestawie – wyprzedzenie, przyhamowanie, zajeżdżanie i strojenie groźnych min we wstecznym lusterku.
I po co to wszystko?! Agresją zmienisz świat?! Wal się na ryj! Chcesz sparing? Wysiądź – ważę 96 kilo – i uwierz mi, że jak ci usiądę na brzuchu, to ci się furia wyprzęgli na dłużej.
PS. Opisane w poście wydarzenia wydarzyły się naprawdę. Gdybym zapamiętał numery rejestracyjne tych “bohaterów”, byłyby one tu opublikowane.
PS2. Zauważyłem, że wylewanie żółci jest coraz bardziej popularne w blogosferze. Niniejszym dołączam do tego pochodu tym debiutanckim żółcio-postem. Bądźcie wyrozumiali – wszak to debiut…
PS3. A jeśli przypadkowo mieliście podobne momenty – dajcie znać. Możemy się namówić i znaleźć tych cwaniaków. Podeślemy im zdjęcie dziecka wychodzącego ze szkoły. Napiszemy kredą na drzwiach K+M+B 2005. Zabrudzimy szminką kołnierz płaszcza. A gdy to nie poskutkuje, naślemy zawodowca – sprzedawcę odkurzaczy Rainbow – taki nie odpuszcza, idzie za ciosem jak Rocky, jest prawdziwym pistoletem – zorganizuje im w domu prezentację dla najbliższych przyjaciół i gość będzie towarzysko spalony. Opuści go żona. Dzieci zrzekną się alimentów. Bankomat połknie mu kartę a nocą zakoszą mu chromowane kołpaki. I pomyśleć, że wszystko to dzięki jednemu głupiemu manewrowi. Inne życie zaczyna się w aucie…
#34 Taksówkami po SE

Zamiast w Lund nocowałem w Malmo. To tuż obok – ale na tyle daleko, by na codzienne spotkania do Lund, zamiast chodzić piechotą, jeździć taksówkami. I gdyby nie to, to ten wybitnie biznesowy wyjazd nie zaowocowałby żadnym postem. Ale zacznijmy chronologicznie od początku…

Trasa: dom – lotnisko w Warszawie
Samochód: wysłużony Ford Sierra z eleganckim i uroczym kiedyś-białym wiatraczkiem przyklejonym do szyby. Przebieg 270 000km. Czuć, że zagazowany.
Kierowca: mały i drobny jegomość niemalże brodą trący o kierownicę. Wiatraczkowy wiatr rozwiewał jego 86 grzywkowych włosów, poły hawajskiej koszuli oraz włosy torsowe. Francja-elegancja – patrząc na niego czułem się jak na letnich wakacjach w dolinie Loary.
Komfort: wygodnie zapadnięta kanapa, tłuste zagłówki, wyświechtany na wysoki błysk podłokietnik w drzwiach, bagażnik pełen grillowego brykietu i resztek poremontowych.
Straty: zabrudzony prawy rękaw płaszcza, usyfiona brykietem i klejem do glazury torba podróżna.
Koszt: 26 PLN
Ogólnie: dobry standard mniejszych korporacji.

Trasa: lotnisko w Szwecji – hotel w Malmo
Samochód: nowy Hyundai Sonata w szarej skórze, drewnie i z automatem. Z zewnątrz ładniejsze niż Audi A4 i Ford Mondeo, ale w środku nadal w nurcie barokowego koreańskiego design.
Kierowca: opalony lowelas
Komfort: zaskakująco wygodna tylna kanapa – siedzisz nisko i soczyście. Choć skóra jakaś taka dermowa – aż mnie korciło, by coś wyciąć niczym w warszawskim tramwajach – ciekawe, czy „Tu byłem, Tony Halik” coś by Szwedom powiedziało…?
Straty: brak
Koszt: 395 SEK (około 185 PLN)
Ogólnie: kierowca obalił mit o Szwedach przestrzegających przepisów – na autostradzie miejscami rozpędzał się do 210 km/h i dość brutalnie spychał wolniejszych na prawy pas. Co Hyundai to Hyundai…

Trasa: hotel w Malmo – centrala w Lund
Samochód: kilkuletnie Volvo V70: skóra, karbon i automat. Na przedniej szybie i w kratkach nawiewu wyposażenie w ilości przekraczającej 5 linii kasowych w Tesko: drukarka, nawigacja, CB, jakiś komunikator z centralą, druga nawigacja i oczywiście notatnik z dyndającym długopisem. Pole widzenia kierowcy w przód równe niepełnej kartce formatu A4.
Kierowca: mały, czarnoskóry cwaniak – bo trzeba być cwaniakiem, by widzieć coś na drodze zza tego sprzętu.
Komfort: kompletnym nieporozumieniem jest tak wysokie umiejscowienie tylnej kanapy – cały czas miałem wrażenie, że przelecę przez pierwszy rząd i wylądują ryjem w drukarce, a ta zacznie mi paragon na dolnej wardze drukować.
Straty: brak
Koszt: 266 SEK (około 125 PLN)
Uwagi: mógłby jechać szybciej – wlókł się po autostradzie 120 km/h. Wczoraj kierowca Hyundaia pokazał, że można więcej…

Trasa: centrala w Lund – centrum Malmo
Samochód: prawie nowy Opel Zafira w skórze, drewnie i automacie. Standardowo widzialność przez przednią szybę mocno ograniczona przez przyssawkowy zestaw przenośnego urzędnika.
Kierowca: raczej nie Szwed – poinformowany o celu podróży spytał nas, gdzie to jest. Poleciliśmy mu zapytać się na najbliższym postoju taksówek. Chyba uniósł się honorem, bo zamilkł i przez całą drogę macał paluchem ekran nawigacji…
Komfort: nie wiem, czy było mi wygodnie czy nie – przez całą podróż nie mogłem oderwać wzroku od tych ośmiuset tysięcy podświetlonych punktów w tablicy rozdzielczej…
Straty: brak
Koszt: 189 SEK (około 89 PLN)
Uwagi: po autostradzie naprawdę można jechać szybciej niż 140 km/h – kierowca Hyundaia to udowodnił…

Trasa: hotel w Malmo – centrala w Lund
Samochód: skórzano-drewniano-automatyczny Saab 93 kombi
Kierowca: wąsiasto-garniturowo-czerniawy obywatel napływowy
Komfort: miejsca z tyłu co kot napłakał, ale bagażnik całkiem fajny. Ze środka zupełnie nie czuć tego, że jedziesz Saabem – po prostu zwykłe auto dość nieciekawo pachnące. Niewygodne, twarde i w niektórych miejscam mocno plastikowe.
Straty: posiałem gdzieś identyfikator do wejścia do centrali
Koszt: 327 SEK (około 155 PLN)
Uwagi: kolejny Szwed, co spowalnia ruch na autostradzie…

Trasa: centrala w Lund – lotnisko w Szwecji
Samochód: Opel Vectra w dieslu, skórze i automacie. Absolutny rekord jeśli chodzi o dolepiane do przedniej szyby oraz wkładane w kratki nawiewu gadżety: 2 x drukarka, 2 x nawigacja, 1 x CB, 1 x dotykowy ekran komunikacji z centralą, 1 x notatnik, 4 x długopis, 2 x zapach z wiatraczkiem oraz 2 x telefon komórkowy. Pole widzenia równe powierzchni mojej dłoni.
Kierowca: nerwowe spojrzenia, szybkie ruchy głową, obracanie się w tył i rzucanie ciała na boki. Jedni powiedzą, że to wynik zbytniego zalepienia przedniej szyby. Ja uważam, że to wczesne stadium ADHD.
Komfort: absolutnie najwygodniejsza tylna kanapa na świecie – nisko, miękko i wygodnie.
Straty: brak
Koszt: 280 SEK (około 132 PLN)
Uwagi: Hyundai jest zdecydowanie szybszy do Opla Vectry.

Trasa: lotnisko w Warszawie – dom
Samochód: Skoda Favorit Kombi (zwana chyba Forman?) o nieustalonej barwie (pewnie wyblakła) i nieustalonym kolorze tapicerki.
Kierowca: na sportowym luzie: króciutkie spodenki, tiszercik, goły brzuszek i 5 dniowy zarost.
Komfort: brakowało nawet pokrętła do otwierania tylnej szyby…
Straty: upaprana olejem torba podróżna i uświnione prawe kolano spodni
Koszt: 28 PLN
Uwagi: gryząca woń Old-Spice’a wszędzie plus zmięte opakowanie po „Grześku” pod moimi nogami.

Podsumowanie kosztów: 740 PLN
Podsumowanie ogólne: szwedzkie taksówki są nudne i sztampowe (bo zawsze czyste, skórzane i klimatyzowane), choć niektóre bardzo szybkie. Polskie taksówki są również nudne i sztampowe (bo zawsze brudne, wytarte i mocno nagrzane), choć niektóre dodatkowo jeszcze śmierdzą.
Anegdota z taksówki:
- Where are you from, my friend?
- From Poland.
- A! Holland! Great staff! I smoke sometimes!
I jeszcze jedna z restauracji:
- Are you from Poland?
- Yep.
- Wow, I know some words in polish.
- Yeah? What words?
- Dzienkuja, niedobre, niepuace…
#29 Kultura vs. kulturystyka

Miała być przerwa, miałem nic nie pisać, ale… niespecjalnie mi pomogliście w wyborze prezentu dla Ryby, więc dziś rano wybrałem się do Auchan – w hiperku zawsze się jakiś gadżet znajdzie.
#3 No i któż by się tego spodziewał

To zaskakujące, jak czasami w zupełnie niepozornych samochodach można dopatrzeć się mistrzostwa. Weźmy Skodę Fabię: na podzespołach markowego, choć mocno przereklamowanego VW Polo, zaprojektowana jakby na boku, po godzinach, a w dodatku wozi dumnie jeden z najbrzydszych znaczków w historii motoryzacji – jakiś zielony bohomaz, który Czesi zwą strzałą czy skrzydłem, a reszta świata “kleksem po naleśnikach ze szpinakeim”.
Ale Fabia właśnie, moim zdaniem, kompletnie przyćmiła VW Polo. Jest bardziej dystyngowana, bo pozbawiona niepotrzebnych fajerwerków designerskich. Jest elegantsza, zapewne dzięki większej liczbie kątów prostych i płaszczyzn. Jest bardziej swojska, bo nie błyszczy chromem i elegancka tapicerką. I na domiar złego jest niebywale wygodna – nigdy chyba nie siedziałem w aucie segmentu B tak wygodnie – nisko, soczyście i męsko. Boże, jak daleko Fabia odskoczyła od krzesłowo-stołowego Punto…
Junior jeździ 3-cylindrówką HTP (bez czerwonego “P”), więc chyba jedną z najsłabszych wersji w gamie modelu. I o dziwo nie dość, że silnik fajnie brzmi, to jeszcze w zupełności wystarcza do miasta. Skrzynia chodzi jak marzenie (choć gałka zmiany biegów na dłuższą metę winna będzie odciskom), kierownica wysuwana jest jak trzeba, miejsca na nogi wystarczająco a fotel można opuścić do samej podłogi. Czego chcieć więcej od takiego auta.
A wersja kombi z profilu, to nie wiedzieć czemu, przypomina Mercedesa C Touring. Nie mówię, że to jakaś chluba… tak tylko zauważam fakt.













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

