BBC07 Eliminacje 1-10/120
No i się zaczęło. Best Blogers’ Car 2007. Lata planowań. Miesiące przygotowań. Tygodnie wzmożonej redaktorskiej pracy. Dni spędzone na wazonie – z tzw. nerw. Godziny ściągania zdjęć. Minuty niedotlenienia mózgu. Sekundy do rozpoczęcia. Oj… ojojoj… mam zawał…
Best Blogers’ Car 2007 – Eliminacje. Dziś pojedynki 1-5 z 60-ciu przewidzianych w tym etapie konkursu. Dajcie z siebie wszystko. Głosujcie w zgodzie z własnymi emocjami. Zapraszam!
#81 Przez chwilę byłem misiakiem

Policja w okolicach Bielska nie ma łatwo – większość kierowców wie o jej dwóch czarnych Vectrach z videorejestratorami. Dlatego właśnie Wielu, nasz najlepszy handlowiec, w ramach bonusu zażyczył sobie taką Vectrę. Również czarną. A żeby przekonać mnie o tym, że nie warto kleić na jego nowym aucie firmowych naklejek, na swój koszt (choć tego pewien być nie mogę, bo jak wiadomo handlowcy zawsze kombinują w rozliczeniach kilometrówek) zabrał mnie do siebie.
Z Warszawy do Bielska jechaliśmy dość długo (MC w Częstochowie, tankowanie, drobne zakupy), choć miejscami na Katowickiej dowiadywałem się, że 150 konny diesel Opla (a w zasadzie Fiata) spokojnie może jechać licznikowe 230 km/h, spalając przy tym 18 litrów. Ale pozwalając tempomatowi grzać równo 160, spalanie spada do absurdalnie wręcz niewielkich 6 litrów. Ech, te nowoczesne diesle to jednak cuda techniki (oczywiście wtedy, gdy się nie psują…).
Na tylnej klapie mieliśmy krótką antenę od CB. W trasie do Bielska było spokojnie – typowe podziękowania, szerokości dla ciebie, miłego dnia, jak tam dróżka na Warszawę i bajo. Nikt się naszym autem specjalnie nie interesował.
- Wielu, nie wiem, co chcesz mi pokazać, ale jak na razie to zdania nie zmieniam – lepię ci normalnie firmowe logosy na drzwiach i bagażniku – powiedziałem znudzony.
- Poczekaj, dojedziemy do Bielska, to zrozumiesz – powiedział pewny siebie.
Niedaleko Bielska Wielu zjechał z trasy i ślimako-wiaduktem powoli wtaczał się na jakąś podrzędną, acz dwupasmową drogę.
- Koledzy, misiaki w czarnej Vectrze z Katowickiej zjeżdżają. Uważajcie – usłyszeliśmy w CB.
- Koledzy, potwierdzam. Czarna Vectra na ślimaku w stronę Bielska jedzie – ktoś potwierdził.
- No dzięki wam, koledzy. Szerokości dla was. Będę uważał. Bajo – ktoś poczuł się wdzięczny.
- Jorgasz teraz, o czym mówię – spytał Wielu.
- Iiii, coś więcej może? – jakoś mnie nie przekonał. To przecież mogli być jego koledzy – namówili się z nim i nadawali spod wiaduktu.
- Poczekaj chwilę – powiedział i przyspieszając, puścił się w pogoń za jakimś wiśniowym Mondeo na miejscowych numerach.
Dogonił Forda w oka mgnieniu i utrzymując bezpieczną odległość jechał za nim nienerwowo. Kierowca Mondeo, jak tylko przestał rozmawiać prze telefon, kontrolnie spojrzał w lusterko. Był na tyle blisko, że widzieliśmy jego oczy. Zląkł się i gwałtownie zaparkował (niemalże) między wyprzedzanymi TIRami.
- Hehehe, widzisz? Tak mam zawsze!
Wyprzedziliśmy Forda i podobnie jak on, wczesaliśmy się pomiędzy przepisowo jadące TIRy. Ich kierowcy nie omieszkali uprzedzić wszystkich o naszej obecności:
- Uważajcie koledzy, bo misiaki w czarnym oplu czają się przede mną. Mam zieloną plandekę. Uważajcie!
Jechaliśmy tak schowani przez 2 minuty. Nagle lewym pasem przemknęło jakieś Volvo z ogromną anteną CB na dachu. Wielu zachował się wtedy jak rasowy pies gończy: lusterko, redukcja, kierunek, przyspieszanie okraszone czarnym jak smoła dymem i… nim dopadliśmy to Volvo, ono już wlokło się prawym pasem 90 na godzinę za jakimś MANem. Kierowca przyjrzał się nam dobrze i zrozumiał swój błąd. Musiał mieć pod maską ze 250 benzynowych koni, bo mimo wysiłków Wiela i dzikich świstów oplowskiej turbiny, Volvo połknęło nas przy 170 tak łatwo, jak młody pelikan łyka rybę. Wziuuu…
- Widzisz, niektórych można czasami ostro wkurzyć…
Jeździliśmy tak pół dnia. Co chwilę jakiś życzliwy kierowca ostrzegał innych przed nami. Nie powiem, fajna akcja. Zacząłem się wahać, czy rzeczywiście powinienem psuć mu tę frajdę firmowymi naklejkami. Choć z drugiej strojny, w swoich podszywaniach jak do tej pory nie pokazał ludzkiej twarzy – tylko straszył ludzi i podpuszczał. Muszę to ukrócić. Za tydzień Vectra będzie już obrandowana.
Koniec. Noc na całego. Wracamy do Warszawy. Powoli milkną ostrzeżenia bielskich kierowców. W innych rejonach kraju czarne Vectry nie mają takich jednoznacznych konotacji. Jechaliśmy niecałą stówką, spokojnie i równo, bo na tempomacie. Ruch był minimalny. Z tyłu ktoś się zbliżał. Albo jechał cholernie szybko, albo miał źle ustawione i obluzowane światła – bo migały i skakały jak w starej węglarce.
Po kilku sekundach wszystko się wyjaśniło – jechał szybko. Cholernie szybko. Nawet za szybko jak na BMW serii 3. Minął nas i… jak nie zaczął awaryjnie hamować! Głowę dam sobie uciąć, że widziałem czerwone z gorąca tarcze w przednich kołach. Wytracił prędkość i wjechał na prawy pas, jakieś 100 metrów przed nas. I widać było, że kontroluje nas w lusterku, bo ani na metr nie zmieniał dystansu.
W światłach nadjeżdżającego z przeciwka auta zauważyliśmy, że ma na dachu antenę. Wielu wziął gruszkę:
- Możesz jechać kolego. Jadę za tobą w tej Vectrze, ale misiakiem nie jestem.
- O kurwa, ale mi ciśnienie skoczyło, kolego! Z Bielska jadę a tam głośno o jakiejś policyjnej akcji.
- Też to słyszałem.
- No dobra, ja zmykam. Pozdrowienia i szerokości.
- No dla ciebie też.
- Bajo – powiedział i pojechał. Metaliczny dźwięk 6-cylindrówek BMW jest równie fajny, jak bulgot boxera Imprezy.
A jednak Wielu pokazał ludzką twarz. Daruję mu te naklejki. Na razie. Na pierwszy rzut, ten za 2 tygodnie, pójdą Focusy i Corsy. Oklejenie 3 Vectr zlecę później.
- Miesiąc ci starczy? – spytałem.
- Kocham cię! – wyszeptał
- Hehe – nie bardzo wiedziałem, jak na ten czerstwy żart zareagować, więc nerwowo i trochę lamersko się zaśmiałem.
- Naprawdę cię kocham – wyszeptał i na mnie spojrzał.
Niechcący spojrzałem mu w oczy. Przeszedł mnie dreszcz. Zrozumiałem, czym jest platoniczna, męska miłość. I zrozumiałem, jak niewiele niektórym potrzeba. Cóż, każdy ma jakiś słaby punkt. Na każdego jest jakiś sposób…
#78 Ale czy to jest bezpieczne?!
- Ej, kopę lat!
- Kurczę, Domik, Dzwoniłem do ciebie w zeszłym tygodniu nawet…
- Numer zmieniłem. Ty pewnie nadal masz mój stary
- No. Apropos “stary”! Ale żeś se Volvo strzelił…!
- 14 latek z Belgii. Ale komfort, mówię ci!
- Dobra, to pykacza mi puść, sobie numer zapiszę. Jadę, bo zielone.

Wielu moich znajomych kupiło sobie (a w zasadzie ściągnęło) używane auta z Zachodu. Na ogół poszli na bogato – nie ściągali Golfow czy Escortow – ściągnęli Volvo 940, Saaba 9000, Mazdę 626 czy choćby Renault Safrane. Każdy wóz co najmniej 12 letni. W nienagannym stanie, zadbany, czysty. Przebiegi rzędu 250 000 km. Ale silniki spore, nie jakieś tam kosiareczki, wiec nie ma strachu.
Ja wiem (i pisałem już o tym), że takie auta mają duszę. Ja wiem, że to czasami jest lepszy zakup niźli jakieś wozidełko segmentu B prosto z salonu. Ale zastanawiam się tylko, jak taki przebieg i wiek auta wpływa na jego bezpieczeństwo bierne. Czy jest jakiś algorytm, który pozwoli przewidzieć, ile gwiazdek podczas zderzenia czołowego za 12 lat zdobędzie auto dziś 5-cio gwiazdkowe? Bo fajnie, że masa tych aut jest spora i że blachy grube. Ale co będzie, jesli to wszystko żelaztwo podczas mocniejszej stłuczki postanowi się schronić w kabinie?
#63(logo) Po przekątnej stal się toczy

“Volvo” to po łacinie coś jakby “toczyć się” czy jakoś tak. A to kółko ze strzałką, w które nazwa Volvo jest wpisana, to kartograficzne oznaczenie żelaza. Bo kiedyś to Szwecja właśnie stalą stała. Niestety teraz, w erze IKEI, stoi już tylko MDF’em.
Czyż nie podobnie jest z marką Volvo? Czyż to nie Renault produkuje teraz najbezpieczniejsze auta? Czyż to nie Ford jest teraz właścicielem Volvo i dawcą większości podzespołów (platforma Focusa dla C30, S40 i V50 i kto wie, co jeszcze)? Pokój, dajmy temu pokój. O logotypie miało być…
A zatem… cenię to logo za niezmienność. Nie wygląda wcale dobrze, ta przekątna kreska na atrapie chłodnicy również nie jest najszczęśliwsza a już logo na bagażniku w postaci zwykłego napisu VOLVO jest wręcz nudne. Ale trwa. Od lat. Na osobówkach i ciężarówkach. Na Tirach i dźwigach. A na wczorajszym odpuście niedaleko Chynowa sprzedawali breloczki z tym logiem.
I nic więcej, choćbym nie wiem, jak się wytężał, na temat tego logotypu nie potrafię napisać. Przepraszam… :(
#62 Życie traci na wartości

Dawno temu, w erze przedfordowej, jeśli w samochodzie marki Volvo w wyniku kolizji drogowej zginął człowiek, specjaliści z samej Szwedzkiej centrali przyjeżdżali i własnoręcznie badali takie auto, celem ustalenia przyczyny tej tragedii. Jeśli zawiniła konstrukcja – nowy model wolny był od tej wady. Jeśli zawinił kierowca – zastanawiali się, w jaki sposób można go kontrolować.
A teraz? Teraz Volvem rządzi Ford. Po co badać przyczyny zgonu – nieboszczykowi to nie pomoże. Poza tym, denat to marny klient – nie ma co liczyć na jego lojalność względem marki… Ech, życie ludzkie straciło na wartości…
#34 Taksówkami po SE

Zamiast w Lund nocowałem w Malmo. To tuż obok – ale na tyle daleko, by na codzienne spotkania do Lund, zamiast chodzić piechotą, jeździć taksówkami. I gdyby nie to, to ten wybitnie biznesowy wyjazd nie zaowocowałby żadnym postem. Ale zacznijmy chronologicznie od początku…

Trasa: dom – lotnisko w Warszawie
Samochód: wysłużony Ford Sierra z eleganckim i uroczym kiedyś-białym wiatraczkiem przyklejonym do szyby. Przebieg 270 000km. Czuć, że zagazowany.
Kierowca: mały i drobny jegomość niemalże brodą trący o kierownicę. Wiatraczkowy wiatr rozwiewał jego 86 grzywkowych włosów, poły hawajskiej koszuli oraz włosy torsowe. Francja-elegancja – patrząc na niego czułem się jak na letnich wakacjach w dolinie Loary.
Komfort: wygodnie zapadnięta kanapa, tłuste zagłówki, wyświechtany na wysoki błysk podłokietnik w drzwiach, bagażnik pełen grillowego brykietu i resztek poremontowych.
Straty: zabrudzony prawy rękaw płaszcza, usyfiona brykietem i klejem do glazury torba podróżna.
Koszt: 26 PLN
Ogólnie: dobry standard mniejszych korporacji.

Trasa: lotnisko w Szwecji – hotel w Malmo
Samochód: nowy Hyundai Sonata w szarej skórze, drewnie i z automatem. Z zewnątrz ładniejsze niż Audi A4 i Ford Mondeo, ale w środku nadal w nurcie barokowego koreańskiego design.
Kierowca: opalony lowelas
Komfort: zaskakująco wygodna tylna kanapa – siedzisz nisko i soczyście. Choć skóra jakaś taka dermowa – aż mnie korciło, by coś wyciąć niczym w warszawskim tramwajach – ciekawe, czy „Tu byłem, Tony Halik” coś by Szwedom powiedziało…?
Straty: brak
Koszt: 395 SEK (około 185 PLN)
Ogólnie: kierowca obalił mit o Szwedach przestrzegających przepisów – na autostradzie miejscami rozpędzał się do 210 km/h i dość brutalnie spychał wolniejszych na prawy pas. Co Hyundai to Hyundai…

Trasa: hotel w Malmo – centrala w Lund
Samochód: kilkuletnie Volvo V70: skóra, karbon i automat. Na przedniej szybie i w kratkach nawiewu wyposażenie w ilości przekraczającej 5 linii kasowych w Tesko: drukarka, nawigacja, CB, jakiś komunikator z centralą, druga nawigacja i oczywiście notatnik z dyndającym długopisem. Pole widzenia kierowcy w przód równe niepełnej kartce formatu A4.
Kierowca: mały, czarnoskóry cwaniak – bo trzeba być cwaniakiem, by widzieć coś na drodze zza tego sprzętu.
Komfort: kompletnym nieporozumieniem jest tak wysokie umiejscowienie tylnej kanapy – cały czas miałem wrażenie, że przelecę przez pierwszy rząd i wylądują ryjem w drukarce, a ta zacznie mi paragon na dolnej wardze drukować.
Straty: brak
Koszt: 266 SEK (około 125 PLN)
Uwagi: mógłby jechać szybciej – wlókł się po autostradzie 120 km/h. Wczoraj kierowca Hyundaia pokazał, że można więcej…

Trasa: centrala w Lund – centrum Malmo
Samochód: prawie nowy Opel Zafira w skórze, drewnie i automacie. Standardowo widzialność przez przednią szybę mocno ograniczona przez przyssawkowy zestaw przenośnego urzędnika.
Kierowca: raczej nie Szwed – poinformowany o celu podróży spytał nas, gdzie to jest. Poleciliśmy mu zapytać się na najbliższym postoju taksówek. Chyba uniósł się honorem, bo zamilkł i przez całą drogę macał paluchem ekran nawigacji…
Komfort: nie wiem, czy było mi wygodnie czy nie – przez całą podróż nie mogłem oderwać wzroku od tych ośmiuset tysięcy podświetlonych punktów w tablicy rozdzielczej…
Straty: brak
Koszt: 189 SEK (około 89 PLN)
Uwagi: po autostradzie naprawdę można jechać szybciej niż 140 km/h – kierowca Hyundaia to udowodnił…

Trasa: hotel w Malmo – centrala w Lund
Samochód: skórzano-drewniano-automatyczny Saab 93 kombi
Kierowca: wąsiasto-garniturowo-czerniawy obywatel napływowy
Komfort: miejsca z tyłu co kot napłakał, ale bagażnik całkiem fajny. Ze środka zupełnie nie czuć tego, że jedziesz Saabem – po prostu zwykłe auto dość nieciekawo pachnące. Niewygodne, twarde i w niektórych miejscam mocno plastikowe.
Straty: posiałem gdzieś identyfikator do wejścia do centrali
Koszt: 327 SEK (około 155 PLN)
Uwagi: kolejny Szwed, co spowalnia ruch na autostradzie…

Trasa: centrala w Lund – lotnisko w Szwecji
Samochód: Opel Vectra w dieslu, skórze i automacie. Absolutny rekord jeśli chodzi o dolepiane do przedniej szyby oraz wkładane w kratki nawiewu gadżety: 2 x drukarka, 2 x nawigacja, 1 x CB, 1 x dotykowy ekran komunikacji z centralą, 1 x notatnik, 4 x długopis, 2 x zapach z wiatraczkiem oraz 2 x telefon komórkowy. Pole widzenia równe powierzchni mojej dłoni.
Kierowca: nerwowe spojrzenia, szybkie ruchy głową, obracanie się w tył i rzucanie ciała na boki. Jedni powiedzą, że to wynik zbytniego zalepienia przedniej szyby. Ja uważam, że to wczesne stadium ADHD.
Komfort: absolutnie najwygodniejsza tylna kanapa na świecie – nisko, miękko i wygodnie.
Straty: brak
Koszt: 280 SEK (około 132 PLN)
Uwagi: Hyundai jest zdecydowanie szybszy do Opla Vectry.

Trasa: lotnisko w Warszawie – dom
Samochód: Skoda Favorit Kombi (zwana chyba Forman?) o nieustalonej barwie (pewnie wyblakła) i nieustalonym kolorze tapicerki.
Kierowca: na sportowym luzie: króciutkie spodenki, tiszercik, goły brzuszek i 5 dniowy zarost.
Komfort: brakowało nawet pokrętła do otwierania tylnej szyby…
Straty: upaprana olejem torba podróżna i uświnione prawe kolano spodni
Koszt: 28 PLN
Uwagi: gryząca woń Old-Spice’a wszędzie plus zmięte opakowanie po „Grześku” pod moimi nogami.

Podsumowanie kosztów: 740 PLN
Podsumowanie ogólne: szwedzkie taksówki są nudne i sztampowe (bo zawsze czyste, skórzane i klimatyzowane), choć niektóre bardzo szybkie. Polskie taksówki są również nudne i sztampowe (bo zawsze brudne, wytarte i mocno nagrzane), choć niektóre dodatkowo jeszcze śmierdzą.
Anegdota z taksówki:
- Where are you from, my friend?
- From Poland.
- A! Holland! Great staff! I smoke sometimes!
I jeszcze jedna z restauracji:
- Are you from Poland?
- Yep.
- Wow, I know some words in polish.
- Yeah? What words?
- Dzienkuja, niedobre, niepuace…













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

