#135 Auto Arystokracja 2008/1

Mężczyzna wielki jak kontener na śmieci stał lekko schylony za ukrytymi w cieniu krzewami. Wpatrywał się w kogoś przenikliwie. Prawie nie mrugał. Czasami, gdy ktoś bardzo blisko niego przechodził, wstrzymywał oddech, akcję serca i emisję jakichkolwiek zapachów – był niezauważalny i niewykrywalny. Dla nikogo – dla ludzi, radarów i psów myśliwskich. W młodości chciał zostać wojownikiem Ninja, ale potem urósł. Urósł za bardzo. Odtrącony postanowił, że im pokaże. Że zdobędzie umiejętności przerastające wszystko, o czym do tej pory słyszeli. Postanowił sobie, że będzie zabójcą idealnym. To było kiedyś – lata temu, gdy zaczynał szkolenie. Dziś – silny, skuteczny, naprężony i gotowy czaił się… czaił się nam mnie.
#133 Prędkość nie zabija

Prędkość cię utopi! Traciłem już oddech, ale nadal resztkami sił trzymałem się linki. Musieliśmy pruć co najmniej 50 km/h, bo przepływające obok mnie śmiecie (których Zalew Zegrzyński jest pełen), boleśnie mnie obcierały, gdzieniegdzie tnąc piankę niczym nóż.
#132 Prędkość odczuwalna

To, co wskazuje zegar prędkościomierza, jest cholernie umowne. Przecież 50 km/h w samochodzie z zamkniętymi oknami to jakiś śmiech na sali – cicho, powoli… prawie nie prędkość. Na upartego można wyjść z auta bez otwartego złamania nogi i spokojnie na poboczu słoik jagód kupić. Ale już na wodzie, będąc ciągniętym za motorówką na plecach… tak, wtedy to jest już prędkość przez duże „P”.
#131 Blog Day 2008
Z okAsji dzisi3jsch3go Blog Day 2008 kciałem Wam fszystkim polecić kilka blogaskuff, ktoore w miArę rekularnie odwje, je, jedzam. Bendzie ih dOkuadnie pienć, bo takie som zAasady tej zabafy. Cieschycie siE?!1
#117 Celebrity i jego pryszcz (3/3)

- Szanowny Panie – rzekł Pios z irytacją w głosie, acz nad wyraz dwornie – to oczywiste, że najdłuższy dach ze wszystkich aut grupy BMW ma Mini Clubman. Pozwoli Pan jednak, że tym razem ja zadam Panu zagadkę. Niechże mi Pan łaskawie powie, czyj pas przedni najbardziej się błyszczy?
- Chmmm… – zadumał się Znajomy PR-owiec – jeśli pytanie nie jest podchwytliwe, to najpewniej będzie to jakiś obficie chromowany Bentley.
- Otóż nie, proszę Pana. Nikt nie mówił, że chodzi o auto. Miałem na myśli Pana. A dokładnie Pana czoło… płat czołowy… płaski i błyszczący. Zero fałd. To przykre.
#124 BMW Pit Lane w zatyczkach 4

Na pewno przeżyliście kiedyś coś takiego, że we śnie wydawało wam się, iż spadacie z łóżka, podczas gry naprawdę w ogóle z niego nie spadaliście. Leżeliście normalnie na środku, tylko psychika wam płatała figla. Ja miałem tak w dzieciństwie kilka razy i zawsze, gdy budziłem się z krzykiem okazywało się, że nic się nie stało, znikąd nie spadłem i nadal jestem wzorowo przykryty kołderką.
#124 BMW Pit Lane w zatyczkach 3

Patrząc na cały tegoroczny BMW Pit Lane z perspektywy tych kilku minionych dni dochodzę do wniosku, iż korzyści wynikające z faktu stosowania profilaktyki słuchu mają się nijak do tego, co będąc głuchym jak pień straciłem. Dość powiedzieć, że zawiodłem Roberta. Chciał chłopak pogadać, powspominać, może nawet się wyżalić – ale byłem głuchy na jego prośby i umizgi. Głuchy w sensie dosłownym…
#124 BMW Pit Lane w zatyczkach 2

Czasami można podjąć nie do końca mądrą decyzję. Czasami można zjechać z autostrady nie tym zjazdem. Ale nigdy, przenigdy nie można być niekonsekwentnym. Podjąłeś słabą decyzję? Nie wycofuj się – brnij aż do końca. To lepiej, niż się trzepotać pomiędzy coraz to nowymi pomysłami. Wybrałeś nie ten zjazd – jedź dalej. To lepiej, niż cofać, wjeżdżać na wstecznym na autostradę i ciąć po obszarach zakreskowanych. W życiu trzeba być konsekwentnym – dlatego zatyczek z uszu postanowiłem nie wyjmować… Pomimo tego, iż miałem wrażenie, że niespecjalnie mi służą…
#124 BMW Pit Lane w zatyczkach

Większość z Was pamięta pewnie krótki tekst o zeszłorocznym BMW Pit Lane Park (czy jak to niektórzy zwykli pisać Pit Line), prawda? Masłożerców zapraszam tutaj. Nawiązuję do tego postu sprzed roku z jednego prostego względu – ucząc się na błędach tym razem postanowiłem uszy swe zabezpieczyć jak należy. Od razu na wejściu do Pit Lane’u wsadziłem sobie w małżowiny zatyczki. A dla pewności Znajomego PR-owca poprosiłem jeszcze o szpanerskie słuchawy wygłuszające wszystko. W pełnym rynsztunku, stojąc nieopodal kręcącego bączki bolidu słyszałem szum własnej krwi w żyłach. Poza tym nie słyszałem nic. Kompletnie nic. Pełna izolacja…
#123 BMW Pit Lane Park 2008

Wszystko jest niby fajnie – jestem zabawny, uśmiechnięty i jak parskam śmiechem, to zraszam wszystko w odległości metra ode mnie. Innymi słowy – wszystko w normie. Ale jak wieczorem zasiadam przed komputerem by przyblogować – zapał gdzieś znika. Niby wiem co pisać. Niby wiem jak historię ciągnąć. Niby mi się chce… a się nie chce. Wiem jednak, że dłużej tego ciągnąc nie mogę. Wóz albo przewóz. Piszę albo bloga zamykam. Półśrodki są dla mięczaków!













RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)

