#10 Zegary ci się przewróciły

Pomóż wstać zegarom!
Zastanawia mnie upór francuskich projektantów w kwestii ustawienia zegarów na deskach rozdzielczych Renault względem oczu i pozycji kierowcy. Ilekroć siedział bądź jechałem czy to Clio, czy to Megane, miałem wrażenie jakbym miał zaraz wypaść z auta przez przednią szybę. Fotel ustawiony w miarę nisko, pozycja w miarę OK, ale leżące na plecach zegary przy każdym na nie spojrzeniu powodowały, że czułem się jakbym siedział na krześle i nachylał się w przód, by sięgnąć stojący po drugiej stronie stołu półmisek z ziemniaczkami w sosie.

Leżące zegary są dobrym przykładem siedzącego w szczegółach diabła – niby w aucie jest wszystko OK: materiały dość dobre, spasowanie średnie, ale dramatu nie ma, kierownica ustawiana, choć zbytnio w pozycji ciężarówki/Ikarusa/vana, fotele wygodne i na ogół w welurku, przełączniki pod ręką i radio gra. A mimo wszystko, ilekroć spojrzysz na zegary to jakiś dyskomfort – kto do licha ciężkiego to zaprojektował?

Niezły pomysł miał ostatnio dziennikarz Motoru bodajże – żeby zniwelować efekt leżących zegarów podnosił fotel kierowcy maksymalnie do góry tak, by ustawiły się one prostopadle do linii wzroku. I udało mu się. Tylko wytarł sobie włosy na czubku głowy o podsufitkę. Coś za coś.

W 2001 roku przymierzałem się do zakupu Clio. Przesiedziałem w aucie dobrych kilka godzin, miałem jazdę próbną i… jakoś leżące zegary i pozioma kierownica rodem z Żuka skutecznie mnie zraziły.

Wiem, że można się do tego przyzwyczaić i po miesiącu jazdy Megane już tego nie dostrzegasz. Ale jednak na początku się z tym męczysz. Nie wiem, czemu francuscy designerzy uczynili z tej dziwnej rzeczy wyróżnik – zarówno nowe Clio jak i Megane mają tak samo. Tyle, że kierownica lepiej leży – to znaczy mniej leży, bardziej stoi… Brawo.

#9 A teraz koperta tyłem

Zaparowawszy…
W dżdżyste i wilgotne jesienne pogody strasznie parują szyby w aucie. Mimo dość długiej wczorajszej jazdy powrotnej do domu, tylne boczne były ledwo przejrzyste, a tylna kompletnie zaparowana. Zauważyłem to już na domowym parkingu, więc ogrzewanie nic by na szybko nie pomogło. Spoko, każdy gupi umie parkować na lusterka.

Koperta na wąskiej podblokowej to banał. Powoli, złamać się, przód o centymetry minął Pasata, a do stojącego z tyłu Tico to jeszcze z 40cm… chyba, bo w bocznych lusterkach to już nic nie widać… 30cm… 20cm… grzmot!

Wysiądę i sprawdzę. Ale mam wrażenie, że cały 4-piętrowy blok stoi w oknach i filuje. Zaciągnę czapkę na oczy a szalik na nos. Nikt mnie nie pozna. Mieszkam tu dopiero 5 lat – kto by mnie skojarzył. Wysiadam.

Nie wysiadam. Jeszcze się podmaskuję. Ach, gdybym miał sztuczne wąsy. Oni na pewno patrzą, a właściciel Tico już pewnie w kapciochach zaiwania po schodach…

Wysiadam jednak. Eee… śladu nie ma. Mój tylny zderzak nawet niedrapnięty, a na przednim u Tico również nic nie widać. Idealne samochody do Paryża – parkowanie na spychacz? Proszę bardzo!

Dziś rano już z daleka widać, że pod moje tylne koła ktoś podłożył chyba jakiś wielki kloc. Im bliżej podchodzę, tym ten kloc wydaje się większy. Po jaką cholerę ktoś miałby blokować moje tylne koła?

Zielonkawy przedni zderzak Tico majestatycznie wtoczył się nocą pod moją tylną oś i rurę wydechową. Wczoraj było OK, ale pewnie jak sprawdzałem, to się jeszcze nie zdecydował, czy się oderwać, czy może przetrwać stłuczkę bez szwanku.

Widzę, że nikt nie patrzy. Wystarczy cichutko odjechać. Zapaliłem. Lekko gaz, delikatnie odpuszczam sprzęgło i… byłem na wstecznym. Coś z tyłu chrupnęło…

#8 Zenony zadają szyku

Xenon Tesco Korzystny Zakup
Chyba ze cztery lata temu zamontowałem sobie w Almerze żarówki Phillips Blue Vision czy coś takiego, oczywiście z mnóstwem dopisków typu: +50% more light, better visibility itp. Namęczyłem się strasznie, bo w Almerze wymiana żarówek jest koszmarna – przeszkadza w tym wszystko co jest w komorze silnika, a zimową nocą nie warto przecież wyrywać całego reflektora. Uporałem się z tym, pobandażowałem dłonie i pojechałem nocą na test. Nie było najmniejszej nawet różnicy – zasięg ten sam i jasność na oko identyczna. Jeden plus był ogromny – z daleka światła dawały niebieskawo-białą poświatę – auto wyglądało o 30.000 zł drożej.

Ale… lewa żarówka wytrzymała 3 miesiące, prawa zaledwie dwa tygodnie dłużej. Była zima, była noc, były niedoleczone rany na dłoniach. Wymieniłem na standardowe Hella, odnowione rany rąk posmarowałem gencjaną i kłopot na praiwe dwa lata zażegnałem.

Jedno w tej przygodzie było warte ran i cierpienia – mając te żarówki byłem w Szczyrku ze znajomymi na desce i zadałem niezłego szyku. Do dziś miejscowi wspominają ten czarny wóz sportowy, co nocą toczył się z wolna przez miasto ścieląc błękitną poświatę. Tydzień po moim wyjeździe Maciakowej ocieliła się jałówka. Cielaczek miał błękitne oczy…

#7 Witam w restauracji

Ronald smutną ma twarz…
12 dni temu:
– Witam w restauracji McDrive. Czy mogę przyjąć zamówienie?
– Poproszę dwa Royale, Big-Maca i duże frytki.
– Czy kanapki będą w zestawach?
– Nie, same. Czy są jeszcze te cheesburgery w promocji po 2 zł?
– Tak.
– To poproszę 4.
– Czy życzy Pan sobie coś na deser?
– Lody w plastiku z karmelem i może mały shake waniliowy.
– To wszystko?
– Nie, jeszcze duża cola. Tylko LIGHT!

10 dni temu:
– Witam w restauracji McDrive.
– Dwa powiększone maksymalnie zestawy Wieś-Maca z colą.
– Jaki kolor promocyjnych szklanek do zestawów?
– Niebieska i pomarańczowa.
– Czy coś na deser?
– Nie dziękuję.
– Zapraszam do okienka.

Tydzień temu:
– Witam w restauracji McDrive. Czy mogę…
– Tak. Powiększony zestaw z McChickenem, cola light i lody z czekoladą w plastiku na deser.
– Czy do frytek będzie ketchup?
– Tak, 6 torebek poproszę.

6 dni temu:
– Poproszę 2 powiększone zestawy Royala z colą light i ciastkiem jabłkowym na deser.

4 dni temu:
– 2 duże zestawy z Big-Maciem, cola light i shake czekoladowy.
– Czy życzy Pan sobie powiększyć zestawy do XXL za 2 złote?
– Oczywiście!

Przedwczoraj:
– 1 zestaw z tymi kawałkami kurczaka…
– McNuggetsami.
– Dokładnie. Plus 1 zestaw Wieś-Maca.
– Coś na deser?
– Yyy… może ta tortilla, ale poproszę łagodną.
– To zamówienie specjalne. Trzeba będzie poczekać 5 minut.
– OK. Dziękuję.

Wczoraj:
– Dwa Royale w dużych zestawach, cola light plus ciastko z owoców leśnych.
– Mamy promocję: powiększając za 2 zł zestaw duży do rozmiaru XXL otrzymuje Pan firmową szklankę gratis. Powiększyć zestawy?
– Oczywiście.
– Jaki kolor szklanek?
– Obojętne.

Dziś:
Podczas nagłego hamowania zmagazynowane na tylnej kanapie opakowania po posiłkach z ostatnich 12 dni żwawo przeleciały między fotelami lądując na skrzyni biegów i moich kolanach. Jako, że hamowanie było na lewym łuku, znaczna część śmieci usadowiła się na kolanach pasażerki Ryby. Pomarańczowa szklanka promocyjna zbiła panel radia, niebieska zaś odbiwszy się gałki zmiany biegów utkwiła w nawiewie. Ślad po znajdującej się tam uprzednio kratce zaginął…

#6 Wąsaty fire-wall

Notable nie są rozmowni
W porannym korku wolno toczyła się koło mnie rządowa Lancia Kappa. Kierowca z typowym służbowym wąsem, a z tyłu, na miejscu prezesa, zaczytany w Dzienniku Polskim niejaki (…). Kurdelek-serdelek, nosimy to samo nazwisko!

– Przepraszam! – zapukałem w jego okno wychylając się ze swojego – przepraszam!
Spłoszył się i spojrzał wymownie na kierowcę. Przednia szyba, ta po stronie pasażera, się otworzyła i Mister Mustache zapytał:
– Słucham?
– Chciałem zamienić słowo z panem (…)
– Nie ma takiej możliwości.
– Proszę mu to przekazać – wrzuciłem do środka Kappy swoją wizytówkę.
Kierowca podniósł ją i podał do tyłu. Wtedy ich pas ruszył. I powoli, acz systematycznie rządowa Kappa oddalała się ode mnie.

Do dziś nie zadzwonił, nie napisał… Ale ja czekam, poczekam… mam czas…

#5 To cóż, że ze Szwecji

Nigdy tego nie dotykaj!
– Pojechałem po niego sam do Hamburga – rozpoczął opowieść W. – starszy pan przygotował go do sprzedaży po prostu po niemiecku, rozumiesz – bak był pełen, świeżo zrobiony przegląd, nowe oponki, wymieniony tylny tłumik, samochód umyty a skóra wypielęgnowana i czyściutka. W ogóle facet miał łzy w oczach i jakoś tak widać, że bardzo lubił ten samochód.
– Niezły jest, fakt – wypełniłem ciszę krótkim komplementem – ja generalnie lubię takie oldschoolowe auta, można uznać, że mają klimat, duszę, co nie…
– Poza tym mam w nim wszystko: black panel, szyberdach, zmieniarkę w bagażniku…
– No, słychać, to ona tak szumi?
– To antena się wysuwa. Tylko mechanik mi coś spieprzył – mam takiego jednego z polecenia od przyjaciela i jak go dałem po zakupie do przeglądu, to bez pytania wymienił mi katalizator, bo ponoć był rozpieprzony. Ale włożył taki trochę mniejszy od wersji 2.0 bez turbo i teraz mam wrażenie, że samochód jeździ trochę jak przytkany, taką słabszą górkę ma. No i zrobił mi gość listę 21 najczęstszych usterek w tym modelu…
– No, słyszałem że te Saaby mogą być kapryśne – wtrąciłem bawiąc się cudaczną gałeczką w kratce nawiewu.
– Na pierwszym miejscu były kratki nawiewu – ten mechanizm celowania jest słaby i praktycznie niewymienny.
– Eee… sorry.
– Poza tym wiesz, ostrożnie z turbiną, czasami jakaś kontrolka zgaśnie lub guzik przestanie świecić, takie tam detale. Ale wiesz, on ma 12 lat i 220 tysiów przebiegu. Ale jak wracałem z Niemiec, to na autostradzie pociągnąłem 240 na godzinę. Ale mógł jeszcze. Zamknąłbym szafę, ale się wiesz… trochę strach…
– No, spoko…
– Super jest ta stacyjka tu na dole, wsiadam i nie musze celować. W ręku mam kluczyk i od razu trafiam. A tu na drzwiach, zobacz, jest guzik do otwierania bagażnika. Tu mam klamkę, wysiadam, odpycham łokciem drzwi i guzik po ręką.
– Kurcze, te Saaby są trochę niedoceniane. Volvo z tego okresu z zewnątrz prezentuje się naprawdę dobrze i solidnie, ale środek ma jakby z wielkich klocków Duplo złożony – widać już wiek samochodu i chałę w wykończeniu. A tu super to wygląda – niewiele się w najnowszym 9-3 zmieniło… no może tradycyjnie dla nowy aut materiały wykończeniowe są jakieś takie gorsze, mniej mięsiste, bardziej gumowo-plastikowe – powiedziałem.
– Chyba zostanę już przy Saabach do końca – podsumował W.
– Cześć.

Wysiadłem. Było blisko północy. Ledwo żyłem po koszu. Nie widziałem W. od 3 lat, a zamiast generalnie o życiu, rozmawialiśmy o samochodzie. Kurcze, zrobiłem się infantylny na starość…

#4 Wiosenny bling-bling

Ej, Ziom, błyszcz furą!
Zbliża się wiosna – czas mycia i woskowania aut. Może warto je przy okazji lekko stuningować?

Z fajnych bajerów do autka to polecam:
(1) futrzaną wyściółkę na podsufitkę – w upały może się uroczo odklejać i opadać na głowy pasażerom;
(2) gumowany pokrowiec na kierownicę koniecznie z drewnopodobnym gumoleum;
(3) furczący zapach w wywietrznik w kształcie kwiatuszka/wiatraczka;
(4)taksówkarską lampkę na giętkim druciku w zapalniczkę wsadzaną;
(5) folię przyciemniającą na szybę tylną, koniecznie z bąblami i łączeniem dwóch kawałków na środku;
(6) białe napisy na oponach: PointS Economy 185/65 R15;
(7) srebrny notatnik przyklejony na podszybiu przypominający palmtopa;
(8) obrotowa kolka na kierownicy rodem ze Starów i Nys;
(9) eleganckie dywaniki z czerwonym haftem Sport;
(10) misiowate pokrowce na fotele, najlepiej z haftem Tuning;
(11) nalepka „Kula płomieni” na nadkolu;
(12) nalepka „Szalone tłoki” z tyłu pod emblematem modelu;
(13) nalepka PL w formie bandery dalekomorskiej;
(14) i na koniec odgromnik – cienki paseczek wiszący pod zderzakiem koniecznie z małym czerwonym odblaskiem.

Wiem, to sporo roboty… ale chyba warto, nieprawdaż…?

#3 No i któż by się tego spodziewał

Skoda C-Klase Turing
To zaskakujące, jak czasami w zupełnie niepozornych samochodach można dopatrzeć się mistrzostwa. Weźmy Skodę Fabię: na podzespołach markowego, choć mocno przereklamowanego VW Polo, zaprojektowana jakby na boku, po godzinach, a w dodatku wozi dumnie jeden z najbrzydszych znaczków w historii motoryzacji – jakiś zielony bohomaz, który Czesi zwą strzałą czy skrzydłem, a reszta świata „kleksem po naleśnikach ze szpinakeim”.

Ale Fabia właśnie, moim zdaniem, kompletnie przyćmiła VW Polo. Jest bardziej dystyngowana, bo pozbawiona niepotrzebnych fajerwerków designerskich. Jest elegantsza, zapewne dzięki większej liczbie kątów prostych i płaszczyzn. Jest bardziej swojska, bo nie błyszczy chromem i elegancka tapicerką. I na domiar złego jest niebywale wygodna – nigdy chyba nie siedziałem w aucie segmentu B tak wygodnie – nisko, soczyście i męsko. Boże, jak daleko Fabia odskoczyła od krzesłowo-stołowego Punto…

Junior jeździ 3-cylindrówką HTP (bez czerwonego „P”), więc chyba jedną z najsłabszych wersji w gamie modelu. I o dziwo nie dość, że silnik fajnie brzmi, to jeszcze w zupełności wystarcza do miasta. Skrzynia chodzi jak marzenie (choć gałka zmiany biegów na dłuższą metę winna będzie odciskom), kierownica wysuwana jest jak trzeba, miejsca na nogi wystarczająco a fotel można opuścić do samej podłogi. Czego chcieć więcej od takiego auta.

A wersja kombi z profilu, to nie wiedzieć czemu, przypomina Mercedesa C Touring. Nie mówię, że to jakaś chluba… tak tylko zauważam fakt.

#2 Nie zdejmuj kapelusza

Lanos w sedanie, czyli limuzyna
Na wstępie zaznaczę, że nie mam nic do Daewoo Lanosów. Dawno temu zastanawiałem się nawet nad kupnem takiego o pojemności 1500ccm – miał 3 letnią darmową gwarancję, był niedrogi i nowy – więc teoretycznie gwarantował bezproblemowe użytkowanie. I tak chyba jest – Lanosy nie są specjalnie awaryjne. Chyba…
Czytaj dalej →