(m345) Tak będziemy jeździć!

My będziemy jeździć – już niebawem ja i Ryba po torach w Polsce. A lusterku wstecznym będziecie Wy w swoich Tico, Astrach, Uno, Preludkach, Volvonach, bimerach, aczwórkach i innych.
(USB10) Eliminacje 2 z 2 (koniec)

Dziś drugi (i zarazem ostatni) dzień eliminacji w konkursie “Ulubiony Samochód Blogosfery 2010″. Przed Wami 12 pojedynków – w każdym walczą ze sobą 3 auta. Głosowanie trwa do wtorku 18/01 do godziny 23:59.
#197 Pierwszy samochód – te polecam!

Kontynuując wątek rozpoczęty tydzień temu (Pierwszy samochód – tych unikaj!) dziś moja subiektywna lista aut, które polecam na pierwszy własny samochód. Znając siłę mojego bloga, dziś już po opisane poniżej auta ustawią się kolejki. Dlatego zwlekałem z opublikowaniem tego postu aż tydzień, bo chciałem wcześniej powiadomić wszystkich dilerów, ASO i komisy w kraju o nawałnicy młokosów ze świeżym prawem jazdy, którzy lada moment przed ich biura się przytoczą i śliną zaleją podłogi i place.
(m178) Przejażdżka GT3
Nie chcę się chwalić, ale 13 lat temu kilku kolegów przewiozłem tak swoją Hondą Civic Si.
#146 Pan tu nie jest stroną (2/4)

Pod osobistą eskortą aspiranta Sznuka dość szybko dojechałem na ursynowski komisariat. Po drodze był co prawda spory korek, ale my grzaliśmy praktycznie bez przeszkód. Nie wiem, może pomógł w tym kogut niedbale wyrzucony na dach Poloneza Caro komisarza Sztrasburgera? Swoja drogą nigdy jeszcze tak długo nie jechałem na zderzaku auta uprzywilejowanego – mój dotychczasowy rekord (raptem kilka przecznic za karetką) ma się nijak to tych 18 kilometrów.
#146 Pan tu nie jest stroną (1/4)

To wszystko, co Wam teraz opowiem, przydarzyło mi się dawno… naprawdę dawno temu. Ale historia jest na tyle mocna i treściwa, że spokojnie mogę udawać, że przekazał mi ją ojciec, jemu zaś jego ojciec, a ojcu ojca mój pradziadek, który z kolei usłyszał ją z ust… sąsiada, któremu wszystko opowiedziała stryjenka Jadzia… wiecie, ta która na weselu u Maciaków tak z sołtysem wywijała, że koło lepki rypnęła jak długa. Apropos – ponoć wtedy ten pierdoła sołtys zamiast ją podnieść, śmiał się na całe gardło jak potrącony, co poważnie zirytowało organistę Pachockiego. I ten organista jak się nie zamachnął, jak swym prawym bochnem sołtysowi w mordę nie przywalił – bo wiedzieć musicie, że Pachocki cichaczem się w Jadwidze podkochiwał. I jak tego sołtysa zamalował, to się dopiero tak naprawdę wesele rozkręciło… ale ja nie o tym, nie o tym…














RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)
