(m218) Łatwość ucieczki

Zima to dobry moment, by pomyśleć o… motocyklistach. Mam dla Was film. Ale to nie jest najlepszy film o motocykliście uciekającym przed policją, lecz pokazuje jak żaden inny, jak bardzo jest to łatwe. Patrząc na to dochodzę do wniosku, że gość po prostu jechał dalej w swoim stylu. Nie mam ścigacza i chęć posiadania go skutecznie w sobie zabijam, ale zastanawiam się, co by było gdyby…
#186 Dobrze mi z tym

- Zobacz, jesteśmy poza mapą – powiedziałem i głową wskazałem na nawigację, która lokowała nas w szczerym polu.
- Jak poza mapą? Przecież to super droga – powiedziała Ryba, wskazując głową na super drogę przed nami.
- Cio śe stało? Cio śe stało? – dopytywała się z tylnego rzędu Margolcia.
(m174) Przekąska w trasie
Dochodzi 9 rano i jestem tuż przed wyjazdem na Openera na Pearl Jam. Siedzę w samochodzie i zastanawiam się, co będę jadł po drodze, skoro dopiero co oddałem testowanego TomToma? Normalnie stoję przed realnym problemem – jak bez mapy (pieprzony Android – nic normalnego na niego nie ma!) znaleźć w trasie McDrive’a? Z pomocą przyszło mi… nie, nie Wikipedia – tym razem YouTube:
To chyba nawet zdrowsze niż BigMac… eee… co ja pierdzielę?! Na świecie nie ma nic zdrowszego od BigMaca!
#165 Dobrze im tak!

Jestem zagorzałym przeciwnikiem fotoradarów ustawianych na dość szybkich i prostych odcinkach pozamiejskich, z dala od wiosek, kościołów i cmentarzy. Niech sczezną!
#146 Pan tu nie jest stroną (2/4)

Pod osobistą eskortą aspiranta Sznuka dość szybko dojechałem na ursynowski komisariat. Po drodze był co prawda spory korek, ale my grzaliśmy praktycznie bez przeszkód. Nie wiem, może pomógł w tym kogut niedbale wyrzucony na dach Poloneza Caro komisarza Sztrasburgera? Swoja drogą nigdy jeszcze tak długo nie jechałem na zderzaku auta uprzywilejowanego – mój dotychczasowy rekord (raptem kilka przecznic za karetką) ma się nijak to tych 18 kilometrów.
#146 Pan tu nie jest stroną (1/4)

To wszystko, co Wam teraz opowiem, przydarzyło mi się dawno… naprawdę dawno temu. Ale historia jest na tyle mocna i treściwa, że spokojnie mogę udawać, że przekazał mi ją ojciec, jemu zaś jego ojciec, a ojcu ojca mój pradziadek, który z kolei usłyszał ją z ust… sąsiada, któremu wszystko opowiedziała stryjenka Jadzia… wiecie, ta która na weselu u Maciaków tak z sołtysem wywijała, że koło lepki rypnęła jak długa. Apropos – ponoć wtedy ten pierdoła sołtys zamiast ją podnieść, śmiał się na całe gardło jak potrącony, co poważnie zirytowało organistę Pachockiego. I ten organista jak się nie zamachnął, jak swym prawym bochnem sołtysowi w mordę nie przywalił – bo wiedzieć musicie, że Pachocki cichaczem się w Jadwidze podkochiwał. I jak tego sołtysa zamalował, to się dopiero tak naprawdę wesele rozkręciło… ale ja nie o tym, nie o tym…














RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)
