#135 Auto Arystokracja 2008/1


Auto Arystokracja 2008

Mężczyzna wielki jak kontener na śmieci stał lekko schylony za ukrytymi w cieniu krzewami. Wpatrywał się w kogoś przenikliwie. Prawie nie mrugał. Czasami, gdy ktoś bardzo blisko niego przechodził, wstrzymywał oddech, akcję serca i emisję jakichkolwiek zapachów – był niezauważalny i niewykrywalny. Dla nikogo – dla ludzi, radarów i psów myśliwskich. W młodości chciał zostać wojownikiem Ninja, ale potem urósł. Urósł za bardzo. Odtrącony postanowił, że im pokaże. Że zdobędzie umiejętności przerastające wszystko, o czym do tej pory słyszeli. Postanowił sobie, że będzie zabójcą idealnym. To było kiedyś – lata temu, gdy zaczynał szkolenie. Dziś – silny, skuteczny, naprężony i gotowy czaił się… czaił się nam mnie.

Jeśli nie pamiętacie moich zeszłorocznych przygód z upadkiem przed Ferrari i urwanym obojczykiem w namiocie BMW – KONIECZNIE je sobie odświeżcie (3 części). Bo nie może być tak, że tylko ja mam traumę. A miałem, szykując się w zeszłą sobotę na Auto Arystokrację 2008. Modliłem się w duchu, by tym razem wszystko poszło jak trzeba. By nie daj Boże nic nie zapeszyło. Wpadłem w obsesję – wszędzie widziałem czarne koty i rozstawione drabiny. Wychodząc z domu musiałem wrócić po telefon. „Och, niezamierzony powrót! Szczęście czy pech?” – pomyślałem, siadając w przedpokoju i licząc do dziesięciu. Zamknąłem mieszkanie i chwyciłem klamkę, by sprawdzić, czy aby na pewno zamknąłem. Aaa!!! Nigdy nie sprawdzam! Ufam sobie! „Och, szarpnąłem klamkę! Szczęście czy pech?” – pomyślałem schodząc do auta. Wtedy jeszcze ten wieczór zapowiadał się w miarę dobrze…

Pałacyk na Foksal lśnił przyjemnym różem. Pogoda nie była idealna – było zimno, wiało i zanosiło się na deszcz. A zaledwie tydzień temu upał był tak nieznośny, że jadąc do ślubu odparzyłem sobie tyłek na skórzanym fotelu białej beemki. Tyłek tyłkiem – jego nikt widział, ale zapoconych tylnych partii ślubnych spodni ukryć się nie dało. Ponoć na żywo nikt nie przyuważył. Niestety na zdjęciach wyszły jak na dłoni. Pan Młody z przemoczoną dupą – będzie się Ryba musiała tłumaczyć, czemu wzięła sobie męża, co moczu utrzymać nie umie… Już słyszę te dyskretne pytania: „W jaki sposób ktoś, kto nie jest w stanie utrzymać moczu, będzie zdolny do utrzymania rodziny?”, „Czy ona się dobrze zastanowiła, nim wzięła sobie takiego zapotniaka?” „Na szczęście każdy wagonik można odczepić!”…

Wchodząc na teren pałacyku Foksal zupełnie bezrefleksyjnie minąłem stojący u wejścia kontener – taki sam, jakie stoją na naszych osiedlach z napisem papier, szkło lub plastik. Identyczny, tyle że czarny. Już miałem podać hostessie swoje VIP-owskie zaproszenie, gdy coś mnie tknęło i spojrzałem za siebie przez lewe ramię. „Och, tylko nie przez lewe ramię! Szczęście czy pech?” – pomyślałem odruchowo i… zamarłem. W moim kierunku na dwóch ogromnych nogach kroczył ów kontener. Co jest, do cholery – imperium kontratakuje?! Wiem, że powinienem mu zejść z drogi, ale niczym w koszmarnym śnie – grzązłem w bagnie niemocy…

Kontener tymczasem podszedł i wyciągnął do mnie coś, co na pierwszy rzut oka przypominało nabierak wielkiej koparki JCB. Nie, to niemożliwe. Spojrzałem ponownie – na drugi rzut oka wyglądało już trochę lepiej – jak widelec wózka widłowego.
- Witam. Poznaje mnie Pan? – kontener przemówił. Alleluja!
- Tak – odparłem szybko, starając się nadać mojemu głosowi ton pewny i hardy – Przed moim blokiem trzy takie jak Pan cały czas stoją – rzekłem zgodnie z prawdą. Papier, plastik i szkoło. No trzy, jak w mordę strzelił.
- Ma mnie Pan za menela?! – zapytał wzburzony i posłał mi najgroźniejsze spojrzenie, jakie w życiu widziałem.

Czas się zatrzymał. Głęboko pod moimi stopami zawrzała magma. Księżyc obrócił się pokazując swoją niewidoczną stronę. Słońce, będące akurat nad Sydney przygasło, czym nieźle wkurzyło tamtejszych surferów. Rozrzucone po całym świecie huty Mittala wstrzymały wylew surówki. Samochody na „F” przestały się psuć. Protony w LHC zwolniły.

Kontener nerwowo nabrał w swe przepastne płuca powietrza. Mógłbym przysiąc, że w tej właśnie chwili wokół niego wytworzyła się próżnia. Potem zawiał wiatr i ciśnienie się wyrównało.
- Nie, nie, nie, nie, nie, nie… – powtarzałem jak w transie. Byłem przerażony. Ale zaraz… 6 razy powtórzyłem. „Och, parzyste powtórzenie! Szczęście czy pech?”.


 

- Mogę prosić o Pana zaproszenie? – dobiegło mnie zza pleców. Odwróciłem się i spostrzegłem hostessę nieziemskiej urody. Mascara Maybeline, podkład Lancome, tusz Avon, wyrównane brwi i ta krwista szminka od Pupy. Całości dopełniała kusa kurteczka Reserved, połyskliwa spódniczka od Zary i czarne rajstopy DIN-40. No i szpilki Ryłko – jakże mógłbym ich nie zauważyć. Podałem zaproszenie. Gdy odkładała je na stolik, dyskretnie wrzuciłem do koszyczka 7 swoich wizytówek. Dziś, w ten pełen przesądów dzień, szczęściu trzeba jakoś dopomóc…

Wchodząc do środka spojrzałem za siebie. Czarny kontener zniknął. Nie, to chyba był jakiś sen – pomyślałem i z uśmiechem wkroczyłem na salony. Tysiące innych celebrytów przestało się niemalże dla mnie liczyć – byłem tylko ja i te wszystkie luksusowe auta.

„Let’s go to the work” – rzuciłem hardo pod nosem i udałem się w kierunku kilku stojących pod drzewami Jaguarów. Idąc, byłem luźny i swobodny. Skinąłem w kierunku Żebrowskiego. Wzrokiem spotkałem się z Damięckim. Uścisnąłem dłoń Zientarskiemu. Odwzajemniłem ukłon Ostrowskiej-Królikowskiej. Byłem u siebie. Błyszczałem. Siódme niebo… gdyby tylko nie mój rozedrgany pajęczy zmysł. Czyżby mnie ktoś obserwował z ukrycia?

“Eeee…. to jakiś natarczywy paparazzi” – pomyślałem. Och, jak bardzo się wtedy myliłem…

Nawigacja dla zagubionych:
- to jest część pierwsza,
- część druga,
- część trzecia,
- część czwarta wkrótce…




Wpis opublikowany dnia 22.09.2008
Kategoria: Wydarzenia | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 19

  1. Zbigniew Czernik ( September 22nd, 2008 10:36 )

    Czy aby tej notki nie pisał Chakier? Jakiś taki styl podobny i to zakończenie… ;-)

  2. Blogomotive ( September 22nd, 2008 11:31 )

    @Zbigniew: O kurdelek serdelek. Dopiero teraz tę notkę zauważyłem. Nic od tygodnia nie pisałem. Jak nic, ktoś się wchakierował…

  3. Renek ( September 22nd, 2008 17:41 )

    Tylko niech Ci teraz nie przyjdze do głowy robić sobie jakaś dłuższą przerwę od pisania, bo zbyt dobrze się ta historia zaczęła!

  4. chakier ( September 22nd, 2008 21:57 )

    ,,No i szpilki Ryłko – jakże mógłbym ich nie zauważyć.” – eeee… nie chciałbym Ci psuć humoru, ale podobno tylko homoseksualiści zwracają u kobiet uwagę na buty… ;)

  5. Blogomotive ( September 22nd, 2008 22:37 )

    @Chakier: W stu procentach się z Tobą zgadzam! ;-)

  6. Ryba ( September 23rd, 2008 00:33 )

    Rafciu, co ty za przeproszeniem pierdzielisz?!

  7. chakier ( September 23rd, 2008 18:51 )

    Oho… Nadciąga pierwszy małżeński kryzys? ;)

  8. jose ( September 23rd, 2008 22:10 )

    Rozwód będzie, rozwód :D

  9. Marcin ( September 24th, 2008 14:44 )

    wracasz do formy co mnie cieszy niezmiernie ;)

  10. Krasnodąb Zdzisław ( September 24th, 2008 16:37 )

    Dziwisz się? Pół życia spędziła z facetem, urodziła mu dziecko, w końcu za niego wyszła – a na koniec okazało się, że to gej.

  11. Marcin ( September 24th, 2008 17:46 )

    ale to juz na 100% pewne ze Rafal to gej? Tzn bylo jakies oficjalne oswiadczenie z jego strony? Czy umknelo mi cos?

  12. Renek ( September 24th, 2008 19:09 )

    Marcin, a na cóż nam jego oświadczenie? Niech dowodem będzie ten blog. Pisany jest barwnie i kwieciście… rzekłbym artystycznie. A każdy artysta to gej. CBDU. Hehe…

  13. Ryba ( September 24th, 2008 22:42 )

    Przestańcie natychmiast! Rafcio płacze i ma już dość tych insynuacji. Wy cholerna, upierdliwa bando homofobów ;)

  14. Blogomotive ( September 24th, 2008 22:49 )

    Cieszy mnie, małżonko, Twoja obecność na moim blogu i powoli dochodzę do wniosku, że podciągnięcie Ci neciku do kuchni nie było błędem.

  15. Paweł ( October 1st, 2008 13:05 )

    Nie wiem czy podczas tej imprezy zwróciliscie uwage na to piekne auto
    http://www.alfaromeo.pl/mito/
    jestem naprawde pod jego duzym wrazeniem.

  16. Blogomotive ( October 3rd, 2008 02:24 )

    @Paweł: Zwróciliście, zwróciliście. Ale specjalnie mnie nie urzekło. Jakoś nie pasuje mi taki maluch do Alfy. Jakoś jest za krótki, za wysoki i zbyt pulchny. No i obawiam się, ze w miarę ładnie wyglądać będzie tylko w czerwieni…

  17. maniek ( October 3rd, 2008 02:27 )

    a mi sie wydaje ze ne itylko w czerwieni bedzie ladnie wygladac, mi sie podobajaą te jego przetłoczenia i muskularny wygląd :) jesli o mnie chodiz do alfa z tym modelem trafiła w dziesiątke

  18. Ostry Zenon ( October 3rd, 2008 11:22 )

    Fajne Punto tylko dlaczego takie drogie? A wiem, pewnie dodają roczny karnet na pomoc drogową.

  19. karol ( November 7th, 2008 13:08 )

    A co powiecie na Alfe Mito.Juz mozna to pienke auto podziiac w salonach,jest nawet kilka tych Alf na miescie



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich