#146 Pan tu nie jest stroną (4/4)


Gibson Glover

Komisarz Szaranowicz nerwowo chodził po pokoju. Zatrzymał się tuż koło biurka i po raz kolejny wziął w rękę plik papierów – akta sprawy, jakaś przewałka z samochodem. Wiedział, że ktoś na niego czeka, ale za Chiny Ludowe nie potrafił sobie przypomnieć kto. Rozejrzał się wokoło i bezwiednie podrapał się w czubek głowy. Nagle ktoś zapukał.
- Wlazł! – odrzekł w swoim stylu komisarz.
- Ten facet w sali przesłuchań to twój? – zapytał aspirant Sznuk zaglądając do pokoju przez uchylone drzwi.
- Cholera jasna! – krzyknął komisarz Szaranowicz i odtrącając na bok aspiranta wypadł z pokoju jak burza.

Leżałem pod ścianą wycieńczony. Prawie bez życia. Kompletnie bez nadziei. Spojrzałem po raz tysięczny na rysy na ścianie. IIIII IIIII IIIII IIIII III. Dwadzieścia trzy dni sam w pokoju na jakimś zapyziałym komisariacie. Ostatnie zdanie, jakie usłyszałem dwadzieścia trzy dni temu brzmiało: „Proszę tutaj na mnie czekać”. Dwadzieścia trzy litery, które wypowiedział nowy prowadzący sprawę mojej Hondy – komisarz Szaranowicz. Wypowiedział je i wyszedł zaraz po tym, gdy ktoś zadzwonił na jego komórkę. A ja zostałem sam w pokoju. Dwadzieścia trzy kroki w obwodzie. Dwadzieścia trzy segregatory na półkach. Dwadzieścia trzy razu dwadzieścia trzy daje 529. Z nudów człowiek zdolny jest nawet do mnożenia w pamięci…

Jeszcze miesiąc temu wyśmiałbym kogoś, kto próbowałby mi wmówić, że można przeżyć 23 dni wypijając jedynie 2 litry wody, 1 puszkę Coli i zjadając cały sosnowy fornir ze średniej wielkości biurka. Dziś wiem, że jest to jak najbardziej możliwe. Skrajne, niebezpieczne, prawie śmiertelne – ale możliwe. Czy czytają mnie może przedstawiciele Księgi Rekordów Guinnessa?

Nagle drzwi otworzyły się i do pokoju wpadł jak burza komisarz Szaranowicz. Wpadł w ostatniej chwili – jeden dzień zwłoki i miałby tu zwłoki, a ja zamiast przyjmować gratulacje od gości z Księgi Rekordów Guinnessa, pośmiertnie byłbym obśmiewany przez kapitułę Nagród Darwina.

- Żona dzwoniła. Coś pilnego. Ale Pan się nie gniewa?
- W… o… d… y…
- Już Pan wypił? A… no tak. Już podaję – zreflektował się komisarz Szaranowicz i już miał zawrócić w kierunku wyjścia, by mi wodę przynieść, gdy jego wzrok padł na biuro. – Co tu się stało?!
- Aaach…
- Gdzie jest fornir?!!!
- Oooch…

Zainteresowany krzykami, do pokoju zajrzał komisarz Sztrasburger. Wymienił z komisarzem Szaranowiczem znaczące spojrzenie i krzyknął przywoławczo w głąb korytarza:
- Panowie! Chodźcie tu na moment! Mamy dewastację mienia!

Poł minuty później pokój wypełnił się policjantami w cywilu – był nawet aspirat Sznuk. Posadzono mnie na krześle i komisarz Szaranowicz rozpoczął przesłuchanie.
- Gdzie jest fornir? – spytał, wskazując wzrokiem na biurko.
- Zja… – wysapałem przez zaschnięte gardło – … dłem.
- Zjadł – powtórzył automatycznie aspirant Sznuk.
- No zjadł – zawtórował mu komisarz Sztrasburger.
- Zjadł? Jak zjadł?! Fornir zjadł?!! – spojrzał na nich ze zdziwieniem komisarz Szaranowicz.
Nic nie odpowiedzieli. Wzruszyli ramionami i spojrzeli pytająco na mnie. Westchnąłem, prosząc wzrokiem o coś do picia. Kompletnie mnie nie zrozumieli.
- Fornir zjadł! – powtórzył złowrogim tonem komisarz Szaranowicz i rzucił w kierunku aspiranta Sznuka – Przynieś no baterię.

Wyraźnie ucieszony obrotem sprawy aspirant Sznuk wybiegł z pokoju. Komisarz Szaranowicz pochylił się i spojrzał mi głęboko w wyschnięte oczy. Patrzył tak i patrzył, aż w końcu szepnął mi do ucha:
- Zaraz się przekonamy, czy naprawdę zjadłeś ten fornir. Z akumulatorem na mosznie nikt jeszcze nie kłamał…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Nie chce mi się już dalej tej opowieści ciągnąć – to w końcu blog o tematyce motoryzacyjnej a nie jakiś pamiętnik fana BDSM. Poza tym, gdzieś w epickich opisach moich przejść z aparatem władzy zatraciła się właściwa treść całej historii. Historii o bezprawnie zawłaszczonej Hondzie Civic. Pozwólcie, że najprawdziwszą prawdę wyłuszczę wam w skondensowanej formie. Zaraz po reklamach.


 

Zastanawiacie się pewnie, czemu dopiero teraz z Wami się tym wszystkim dzielę? Otóż od tamtych dni (mimo, że minęło już ponad 8 lat) przynajmniej raz w tygodniu planowałem zemstę na tym gościu, co mi to wszystko zafundował. Znałem przecież jego dane. Wystarczyło obmyślić zemstę doskonałą. Równie bolesną. No co, ja nie dam rady? Ja?!

Przez ponad osiem lat miałem wyryte w pamięci jego imię, nazwisko i adres. Miesiąc temu zapomniałem. Ot tak, po prostu. Obudziłem się i już – nawet pierwszych liter nie mogłem skojarzyć. Medytowałem. Wprawiałem się w trans. Nawet pojechałem do prokuratury rejonowej, by pobyć chwilę w smrodliwym pokoju pani Jaworowicz – miałem nadzieję, że zadziała efekt Magdalenki Prousta, że zapach zwróci mi pamięć. Niestety…

Żeby wyzbyć się chęci zemsty na kimś, kogo nie potrafię zidentyfikować, postanowiłem sprawę Wam opisać i definitywnie ją zamknąć. Od dziś, ilekroć zerknę na ten post, będę się śmiał, a nie jak wcześniej myśląc o tym – planował zemstę. Takie moje katharsis…

Acha – wszystko (za wyjątkiem kolorowego słowotwórstwa fabularnego) jest prawdą. Powiedzcie szczerze – wiedzieliście, że w taki właśnie sposób można kogoś załatwić? Wystarczy, że kiedyś skradziono Wam jakiś samochód, i już nikt, kto ma taki sam model ze zbliżonego rocznika, nie może się czuć bezpieczny. Niezłe, prawda?


 

PS. Wszystko powyższe daję Wam (mi się na nic już nie przyda, wyzwoliłem się z chęci zemsty) na podstawie licencji Public Domain. Spokojnie możecie traktować to jak swoje i dzieciom opowiadać, z braku własnych równie doniosłych historyjek.
PSS. Nazwiska wszystkich bohaterów powyższej opowieści są prawdziwe. To chyba oczywiste.

Nawigacja dla zagubionych: 1/4, 2/4, 3/4, 4/4




Wpis opublikowany dnia 22.03.2009
Kategoria: Honda, Wydarzenia, [Rozważania] | Tagi:
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 5

  1. Ostry ( March 22nd, 2009 05:45 )

    Po cichu liczyłem na zdjęcie “Tango i Cash’a” :D

  2. zik ( March 22nd, 2009 20:16 )

    A ja znalazłbym adwokata i szurnął ich po kasie za umiemożliwienie korzystania z własnego samochodu. Dobry adwokat wytargałby ładny grosz jak nie od państwa to od gościa który “był stroną”

  3. lagunault ( March 22nd, 2009 21:35 )

    I wziąłby za to 120% prowizji z tego, co by wytargał.

  4. Blogomotive ( March 22nd, 2009 22:44 )

    Kumpel adwokat powiedział mi za darmo, że szanse są marne i jego zdaniem nic nie wygram – gość się miał prawo pomylić i zawiadomić policję (odwołania nie wniósł, więc swój błąd zrozumiał), a policja miała prawo sprawę wyjaśnić. Jedynie aspirant Sznuk nawalił, bo źle wykonał pierwsze oględziny auta, które potem prokurator Rembiszewski zakwestionował.

    Poza tym wnosząc sprawę o wyrównanie strat (ja je chciałem oszacować na 50,000 zł, bo tyle mniej więcej zapłaciłem za Almerę, którą sobie kupiłem, jak mi Hondę zajęli), musiałbym wpłacić bezzwrotne wadium w wysokości 10% skarżonej kwoty. Przy nikłej szansie na wygraną, umoczyłbym dodatkowo 5 patyków.

    A nieznany mi wcześniej adwokat z jakiejś przypadkowej kancelarii powiedział mi to samo, co mój kolega, tyle tylko, że zainkasował za tę “poradę” 120 zł.

  5. leniuch102 ( March 25th, 2009 10:19 )

    Prokuratura Rejonowa niniejszym zawiadamia, że wszczęła z Urzędu postępowanie w sprawie publicznego pomówienia swoich urzędników…

    żartowałem.

    Policja reaguje błyskawicznie. Check it out:
    http://leniuch.blox.pl/2005/06/Ofiara-losu.html



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!









Polecam: Części do aut amerykańskich