#157 Nowy Golf jest beznadziejny

Szóstka jest beznadziejna. Już na pierwszy rzut oka widać, że tak naprawdę to niewiele ją od poprzednika różni… który z kolei niewiele się różnił od poprzednika. I tym sposobem od kilkudziesięciu lat pół Europy wzdycha do lekko modernizowanego garbusa.
Golf „szóstka” bardziej zasłużył na miano piątki po liftingu niźli nowego modelu. Powiecie, że taka jest strategia marki, że doskonałości się nie zmienia. To nie prawda – zmienia się, zmienia, tylko się jej nie psuje. Nowy Golf wygląda tak samo jak poprzednik… a w niektórych kolorach nawet gorzej. Nowy golf niczym nie zaskakuje – jest tak samo nijaki. Ale…
Wiem, wiedzieliście, że będzie jakieś „ale”. Standardowe triki – najpierw prowokacyjny tytuł, potem nagonka i to „Ale…”. To starsze niż zabawa w dobrego i złego glinę – najpierw krytyka, potem zachwyt. Banał. Cóż począć, jestem tylko zwykłym blogerem a nie jakimś Pilchem. A zatem wróćmy do „Ale…”.
Ale… Volkswagen do mistrzostwa opanował sztukę produkowania aut nijakich, które nie wiedzieć czemu nikogo same w sobie nie zachwycają… do czasu, gdy nie staną w szranki z konkurentami. Wtedy roznoszą ich w puch. Znacie pewnie casusy Passata ze wszystkich papierowych pismo moto? Łatwo tłumaczyć, że robią testy pod zlecenie niemieckich właścicieli… ale tak samo łatwo to obalić, jak każdą spiskową teorię dziejów… no, może poza tą dotyczącą WTC. Ale wracając do tematu… tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego VW zawsze wygrywa. Ale ja Wam to wytłumaczę. A żeby lepiej sprawę pojąć, wytłumaczę Wam to na przykładzie.
Weźmy takiego Forda Focusa – zwykłe służbowe auto, srebrne jak milion innych. Nie pamiętam, czy kiedykolwiek odwróciłem się na ulicy za wersją standardową. Chyba raz, ale to ze względu na kierowcę… wiecie: zadbany, blondyn, kołnierzyk i spinki w mankietach, mam do takich słabość… bankiereczki-cukiereczki.
Ale odkąd jeżdżę takim właśnie nijakim Fordem Focusem – stałem się jego zagorzałym fanem. Ten wóz jest doskonały! Wspaniale jeździ, 115-konny diesel napędza go z taką łatwością, jakby miał co najmniej 250 koni. Wnętrze (mimo iż wykończone sreberkami, a ja gustuję w fornirku) jest przytulne i wystarczająco potężne, by czuć się w aucie bezpiecznie. Jakość montażu nie jest najwyższa i np. uchwyty w drzwiach potrafią giąć się jakby były wprost z Chin, ale kto by tam przykładał wagę do tego typu detali w aucie służbowym? Wszystkie jego wady po stokroć wynagradza kawałek plastiku pod tytułem „Flota”.

Każdy głupi wie, że Focus należy do najlepiej prowadzących się aut w swojej klasie – ale rozumie to tylko ten, kto nim sporo pojeździł. Wydawało mi się do tej pory, że Almera (obuta opcjonalnie w kapciochy 205 mm) jeździ jak po sznurku i elegancko wybiera dziury. Teraz wiem, że tak naprawdę Almera ledwo dawała sobie radę z zakrętami, a zawieszenie jej dudniło przy tym jak młot pneumatyczny. Naprawdę – Focus daje poczucie jazdy samochodem o klasę wyższym. Ale dla tych, co nim nie jeździli – to zwykłe dyrdymały. Też kiedyś byłem taki jak Wy… niedowiarek.
Ale co to ma do Nowego Golfa? Otóż ma! Gdzie bym o nim nie czytał, wszyscy chwalą go za układ jezdny, komfort i pozycję za kierownicą. Kiedyś im nie wierzyłem – dopatrywałem się zmowy redakcyjno-reklamowej albo germańskich konotacji wszystkich tych motomagazynów. Dziś jednak bliski jestem zdania, że nie ma aut nad auta niemieckie. Fajnie jest być fanem Mazdy, Hondy, Toyoty czy Nissana – sam kiedyś byłem i nadal mam do nich sentyment. Ale w codziennym użytkowaniu liczy się pewna uniwersalna jakość, z którą samochody spoza Niemiec wciąż mają kłopoty.

Jeśli Nowy Golf jeździ tylko ciut gorzej od Focusa (a piszą, że tak właśnie jest, że tylko „ciut”, w zasadzie „der ciut”)… i wygląda od niego ciut gorzej (a moim zdaniem wygląda nawet bardziej niż „ciut” gorzej, ale w kwestii gustów jestem w mniejszości, bo mi się po prostu bryła Focusa bardzo podoba)… a dodatkowo ma lepiej spasowane wnętrze, zrobione z lepszych materiałów i siedzi się w nim bardziej gangstersko… to ani chybi musi być najlepszym na świecie autem kompaktowym! Serio!
Sęk w tym, że wszystko powyższe to czysta teoria i kalkulacja. Samochód to emocje i jakoś nie widzę siebie w salonie VW dopłacającego 500 zł za przygotowanie mojego nowego Golfa do odbioru… Co z tego, że wóz jeździłby świetnie, gdybym codziennie idąc do niego czuł się głupio, bo… taki zwyczajny jest, pusty i niesportowy… a z profilu to nawet brzydszy do Zapiekany, czyli przyczepki kempingowej Niewiadów.
Jeśli masz ochotę przeczytać coś podobnego, kliknij w wybrany link kategorii lub tagu,
albo po prostu przejrzyj archiwum wszystkich tekstów.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!





Pogięło cię, Blogo? Pierwszy czerwca ci się z pierwszym kwietnia pomylił? Kaman!
Bo chodzi o to, że ten ściągacz w golfie na szyi był zbyt ciasny i odciął Blogomotiwowu.. Blogomotiwu… Blogomotiwoju…
Za ciasny był i autoru dopływ krwi do mózgu zatamował. Almerka głośna? No, po prostu, jak Cię kiedy na pasach zobaczę to nawet mnie nie usłyszysz, bo nie będę hamował… A po lewym oku poznam doskonale, bo nie raz je tutaj na zdjęciach prezentowałeś.
@Cha-Cha: lewe? do dziś byłam przekonana że to zdjęcie na górze prezentuje prawe oko… Bo że niby w lusterku…
@ayz: Bo to jest lustrzane odbicie odbicia w lusterku, jak Blogo siedzi na fotelu pasażera, bo on tak naprawdę nie umie prowadzić!
(oj, nagrabiłem sobie)
Podzielam poglądy Blogo. VW = Das Auto. Z zasady toto ma jeździć z punktu A do punktu B, zapewniać możliwie maksymalne prawdopodobieństwo osiągnięcia celu i nie drażnić innych kierowców wyglądem. A jeśli ktoś chce podczas jazdy COŚ czuć, JAKOŚ wyglądać i wywoływać PEWNE emocje u innych – wybierze właśnie Madzię, Hondę itp. Osobiście ponad super-ergonomiczne-wnętrze przedkładam poczucie jazdy czymś co nie wtapia się wyglądem w asfalt.
PS: porównajmy wygląd wypaśnego Golfa GTI i najtańszej Mazdy3/Civica. Co wygląda bardziej zadziornie?:)
jessu, jaki bżytki.
Wszystko co piszecie o golfie to prawda ,że jest brzydki i ładny jednocześnie ,że ma jeździć od punktu A do punktu B i że dla jednych jest cichy a dla drugich głośny ale mam jedno zasadnicze pytanie, czy nie byłoby Wam żal Waszych ciężko zarobionych pieniędzy kiedy kupując nowego golfa zmuszeni będziecie do dopłaty za popielniczkę ,dzielone siedzenie z tyłu i inne dodatki ,które w samochodach typu mazda, kia, toyota czy honda są w standardzie. Ja bym się zastanawiał czy wywalić ciężką kasę za samochód ,który jest w gruncie rzeczy nowszą wersją golfa III i jest po prostu nijaki.
Kolego Jacko, przedewszystkim to do większości aut niemieckich trzeba dopłacać za detale.
I bez problemu spotkasz dwuletnie A4 z szybami na korbki z tyłu itd.
Ale jeśli mówisz o takich podstawowych kwestiach to widać, że nie miałeś nigdy okazji kupować auta tego typu w salonie.
Polski micik powstał w tej kwestii, wykreowany w większości przez ludzi którzy w życiu w owych salonach nie postawili i raczej nie postawią nogi.
Kupowałem już 3 auto z “niemieckiego” salonu i uwierz mi, że opowiadasz dyrdymały z tym wyposażeniem.
Że już nie wspomnę, że każda marka ma jakieś tam swoje autorskie wynalazki, których nie znajdziesz gdzie indziej.
Ale nie, lepiej wypisywać, że trzeba dopłacać za wszystko. Zresztą ja wychodzę z założenie – nie podoba się, kup ssang yonga.
Kolego Mateee to ,że do większości samochodów niemieckich trzeba dopłacać za detale to wie każdy bez chodzenia do salonu. Mnie najbardziej dziwi ,że ludzie idą do salonu kupują samochód i nie zastanawiają się ,że za pieniądze które wydają mogą mieć naprawdę ciekawsze i lepiej wyposażone auto. W Polsce mnóstwo jest ludzi którzy wierzą tylko w VW i koniec nie uznają nic innego jadą więc do salonu i wyjeżdżają najtańszą wersją ,ewentualnie ciągną lepiej wyposażone z Niemiec też wcale nie najtańsze.
Szanowny Blogerze.
Jeździłeś Golfem VI? Jeżeli nie, to trochę tak głupio się wypowiadać na jego temat. Ja jeżdżę każdego dnia… nie zawiódł mnie, zachwyca nadzwyczajnie często.
Focus? Owszem, zwarte, miejskie auto, niezawodne do 2 lat. Ale jakieś takie…….mocno flotowe i wszędzie go pełno. Nie uważasz?
Pozdrawiam blogersko.
@autogolf: Niestety nie jeździłem Golfem VI. Ale… są auta do których niespecjalnie chcę wsiąść. Chcę wierzyć, że są wspaniałe i pozbawione wad.
Mam tak z najnowszym BMW serii 3. Miałem już kilka okazji, by się nim przejechać i zawsze się wykręcałem. Słabo bym się czuł, gdyby się okazało, że się w nim siedzi jak na taborecie. Albo że za blisko okna. Albo cośtam-cośtam.
Podobnie sobie myślę o Golfie VI. Fakt, nie podoba mi się wcale, ale gdzieś podskórnie czuję, że to wyśmienity samochód. Napisałem przecież powyżej, że “ani chybi musi być najlepszym na świecie autem kompaktowym! Serio!”. Podtrzymuję to. Ale do przejażdżki się nie palę ;) A pozdrawiam również.
Co do Forda nie będę się wypowiadał, ale nowy Golf jest cholernie… dobry. Nie ma w nim wielu rzeczy, które chciałbym poprawić. Jeździłem chyba dwoma – były aż irytująco dobre i poprawne. Jedyne czego im brakowało to polot :)
http://moto.pl/MotoPL/10,88301,6829410,VW_Golf_TSI___test_wideo.html?bo=1
Cały zachwyt nad nowym Golfem opiera się na szczerej wierze, że jest super, skoro jego poprzednicy są tacy świetni, popularni itp, to nowy golf musi być jeszcze lepszy. No i jaki by on nie był, to przecież jest nowszy = lepszy.
“Golf „szóstka” bardziej zasłużył na miano piątki po liftingu niźli nowego modelu.” Zgadzam się z tym zdaniem.
@Jacko – Mateee ma rację, chyba nigdy nie miałeś okazji być w salonie VW skoro piszesz, że “trzeba płacić za detale”. Golf VI ma oferuje klientą takie wersje wyposażenia, że każdy znajdzie coś dla siebie. VW Golfa cechuje prostota, bo to ma być samochód a nie statek kosmiczny wyposażony w bajery, które z upływem czasu nie będą używane. Fakt, że Golf przechodzi lifty, ale może właśnie o to w tym chodzi. Skoro sprawdził się przez tyle lat, to po co ulepszać coś co jest dobre. Czasem lepsze jest wrogiem dobrego.
Mała poprawka *Golf VI ma w ofercie dla klientów takie wersje wyposażenia, że każdy znajdzie coś dla siebie.