#220 Obszerny test BMW 116d


BMW serii 1 to bardzo nierówny samochód. Czasami w pełni zasługuje na to, by wozić na masce ten sam znaczek, co najlepsze auto na świecie – BMW serii 5. Niestety przez większość czasu absolutnie nie powinien.

.

Przez kilka dni jeździłem BMW 116d w dość ubogiej specyfikacji. To auto, mimo swojej ceny – 118 900 zł – miało takie braki w wyposażeniu i ergonomii, że czasami naprawdę nie mogłem w to uwierzyć. A kosztowało więcej niż świetnie wyposażony, przestronny i nieźle jeżdżący Ford Mondeo. Albo prześliczna Alfa 159. Albo porażający linią Opel Insignia. Albo jeszcze cieplutki Peugeot 508. I wszystko to są auta o klasę wyższe – więc nie można tu mówić o tym, że w porównaniu do “jedynki” brak im prestiżu. Faktem jest, że napęd na tylne koła wart jest każdych pieniędzy. Ale nie przypuszczałem, że te “każde pieniądze” są aż tak wygórowane.

Dlaczego “jedynkę” oceniam w kategorii kosztów, a o cenach innych modeli BMW we wcześniejszych wpisach (5, X3, X5) nie wspominałem? Bo moim zdaniem “jedynka” jest jedynym BMW, które nie ma w sobie tego prestiżu, którym można uzasadnić wysoką cenę zakupu. “Jedynka” jest po prostu fajnym kompaktem. O wiele bardziej prestiżowa od niej wydaje się Lancia Delta lub Alfa Romeo Giulietta.

Wysoką cenę serii 3, 5 a tym bardziej wszystkich wersji X (X1, X5, X5 i X6), nie mówiąc o serii 6 i 7 bardzo łatwo zbyć stwierdzeniem: “Prestiż kosztuje”. Do “jedynki” jakoś mi to nie pasuje. Dlatego będzie sporo odwołań do cen. Choć normalnie staram się o pieniądzach nie wspominać – bo to kwestia indywidualna – dla jednych 100,000 zł za auto to przesada, dla innych poniżej 300 tys. nie wypada schodzić.

WYGLĄD ZEWNĘTRZNY

Mnie BMW serii 1 się podoba. Wersja 5-drzwiowa wygląda tak samo dobrze jak 3-drzwiowa. To niebywała rzadkość, bo jednak trzydrzwiówki są raczej bardziej cool. “Jedynka” w wersji coupe jest jeszcze fajniejsza, jednak jest ich tak mało, że dobrze się im nie przyjrzałem.

Wersja sprzed liftingu miała słabe tylne światła. Teraz już jest OK – mają typowe dla BMW świecące linie, więc nie ma się do czego doczepić. Trochę nie podobają mi się przednie światła – brak im agresji i wyglądają jakoś tak uroczo. A “uroczo” nie jest słowem, którym chciałbym opisywać swój samochód. Ale ogólnie dramatu (takiego jak w przypadku X3) nie ma – auto ma świetne proporcje, małe powierzchnie szyb i uroczy garb.

WNĘTRZE

Pozycja za kierownicą jest genialna. Co ja mówię – ona jest nie tylko genialna, ale również GENIALNA. Siedzisz nisko, bardzo nisko. I głęboko, bardzo głęboko. Wszystko jest w idealnym miejscu – kierownica, skrzynia biegów, przełączniki. Ergonomia stworzona do jazdy.

Niestety wszystko, co z jazdą się nie wiąże, jest w tym aucie beznadziejne. Kubek z kawą musisz trzymać na kolanach, nawigacji w normalny sposób do gniazdka zapalniczki nie podłączysz, temperatury silnika (cieczy chłodzącej) musisz się domyślać, oparcie fotela ustawisz tylko skokowo (dla mnie akurat to nie był problem, bo utrafiłem w swoją pozycję, ale ktoś mniejszy/większy może nie utrafić i wtedy czar genialnej pozycji za kółkiem pryśnie). Miejsca z tyłu jest bardzo niewiele. To znaczy niewiele tego miejsca jest za pasażerem. Za kierowcą (za mną) nie było go nawet wystarczająco dużo dla Margolci.

SILNIK

Diesel. Niewysilony. 116 koni z dwóch litrów. Wyśmienita kultura pracy. TDCi, TDI, dCi, HDI i inne mogą się schować – ten silnik jest światową extraklasą. Ale co z tego, skoro kompletnie do tego auta nie pasuje. “Jedynka” powinna spalać benzynę. Powinna mieć silnik, który na gaz reaguje w ułamku sekundy. Jazda tym autem jest tak absorbująca i pełna emocji, że sekundowe oczekiwanie na to, aż turbosprężarka napompuje powietrze jest wiecznością – pryska całą radość łapania uślizgów tylnej osi w zakręcie.

SKRZYNIA BIEGÓW

Działa rewelacyjnie. Ale gałka zmiany biegów jest fatalna. Została zaprojektowana tak, by dobrze wyglądać na zdjęciach. Jej używanie powoduje, że wnętrze dłoni (na buła pod kciukiem) zaczyna boleć już po pierwszym dojściu do piątki.

Łapałem się na tym, że mimowolnie chwytałem ją u podstawy, by oszczędzać obolałą dłoń. Jak firma, która w innych autach montuje tak ergonomiczne dźwignie dla skrzyń automatycznych, mogła zaprojektować coś tak koślawego?

ZAWIESZENIE

Idealne. Jest trochę twardo i nerwowo (chyba przyzwyczaiłem się do komfortu tych większych BMW), ale tego właśnie się po tym aucie spodziewałem. Faktem jest, że trasę do Torunia wolałbym połknąć “piątką” lub jakimś “iksem”, ale w “jedynce” też nie było źle.

BAGAŻNIK

Jest naprawdę spory – oczywiście jak na klasę aut kompaktowych. Nie sprawdzałem, ile mieści litrów (od tego są tygodniki papierowe ;) , ale spora spacerówka (po jej złożeniu) wejdzie na luzach. Plus dwie, trzy torby. Jest naprawdę OK.

Choć wolałbym kosztem bagażnika więcej miejsca z tyłu. Bo bagaże, gdy nie zmieszczą się do bagażnika, można od biedy poupychać we wnętrzu auta lub wrzucić w boks dachowy. Jeśli zaś czwarty pasażer się nie zmieści na tylnej kanapie (a gdy ja kieruję, nie ma za mną prawie zupełnie miejsca na nogi), nie da się go upchnąć nigdzie indziej. No chyba że masz takich znajomych.

WYPOSAŻENIE

Model, którym jeździłem, wyposażony był dramatycznie słabo. Poza manualną klimatyzacją, elektrycznymi szybami i i komputerem pokładowym nie było niczego godnego uwagi. Nie było wskaźnika temperatury cieczy chłodzącej, nie było uchwytów na kubki, nie było nawet jak rozsądnie podładować nawigację w trakcie jazdy.

Był za to system “Auto Start Stop”. Na szczęście przycisk go wyłączający był usytuowany tak, że wystarczyło podczas wrzucania trójki mieć wyprostowany mały palec, by go wyłączyć. Ergonomia tego elementu zasługuje na stending owejszyn.

KOSZTY

Abstrakcyjne. Za pełen braków w wyposażeniu, najsłabszy w gamie diesel trzeba zapłacić 111,800 złotych. Jak dorzuci się do tego dodatkowe wyposażenie (które było w testowanym modelu), czyli skórzaną kierownicę z przyciskami (1800zł), 16-calowe alusy (2700zł), piszczące czujniki parkowania z tyłu (1800zł) oraz drobiazgi w stylu dywaniki i coś tam w kolorze nadwozia – łącznie daje to wspomniane wcześniej 118,900 zł. Sto osiemnaście tysięcy złotych. Na miłość boską – brak mi słów!

Cena “jedynki” jest kompletnie absurdalna. Inne modele BMW niech sobie kosztują ile chcą – trójkę, piątkę itp. ludzie kupują dla prestiżu. “Jedynka” niestety (szczególnie wersja 5-drzwiowa) nie wygląda prestiżowo.

Sto osiemnaście tysięcy złotych… co za absurd! A gdyby tak jeszcze dokupić uchwyty na kubki, automatyczną klimatyzację i np. system iDrive, to mamy 116-konnego diesla droższego niż 250-konne Renault Megane RS. Litości…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

PLUSY PLUS

Plusy? Liczba mnoga nie jest niczym uzasadniona. Co prawda próbowałem na siłę jako drugą zaletę uznać pozycję za kierownicą, ale jednak sobie darowałem, bo ktoś z Was może nie wpasować się w skokowo ustawiane oparcie fotela.

A jaki jest zatem ten jedyny plus BMW serii 1?
Jest nim sposób, w jaki to auto jeździ.
Boże, to jest rewelacyjne!

Jadąc w zakręcie nawet świetnie prowadzącym się Fordem Focusem, cały czas czujemy jak masa auta coraz bardziej kładzie się na przednich kołach. Dzięki świetnemu zawieszenie auto nadal jedzie tam, gdzie chcemy – ale czuć, że lada moment pojedzie prosto, bo jednak przednia oś się uślizgnie.

Tymczasem w “jedynce” podczas jazdy w zakręcie czujemy, jak każdy kilogram tego auta tłamsi tylną oś. I dokładnie wiemy, kiedy opona się podda. To jest niewiarygodne – ale potrafiłem co do milisekundy wyczuć moment, w którym tylna opona odpuści i auto zacznie zacieśniać zakręt zamiatając lekko tyłem. Kontrowałem w punkt. Lepiej niż Stig. Wyczuwałem wszystko. Co do milisekundy. A przecież “jedynka” nie ma gwintowanego zawieszenie i kubełkowych foteli. A mimo to daje tak rewelacyjne czucie, jakby miała!

Oczywiście o jakichkolwiek uślizgach można mówić tylko wtedy, gdy włączymy DTC (Dynamic Traction Control). Wtedy można w zakrętach wyrzucać tył na jakiś metr w bok – dopiero potem system pomaga wyprowadzić auto z poślizgu. Metr to niby niewiele – na pewno Wy, mistrzowie driftu, codziennie latacie po osiedlu bokami. Ale wierzcie mi – metrowy uślizg tyłu jest wystarczający, by się świetnie bawić na zakrętach, oraz by przestraszyć wszystkich jadących za Wami. Gdy opuszczałem zakręt po takim uślizgu, wszyscy jadący za mną pokonywali go z prędkością spacerową, obawiając się na nim jakiejś plamy oleju.

Jeśli dłużej przytrzymasz przycisk DTC system wyłączy się kompletnie. Nie jestem takim kozakiem, by bez wsparcia tego jeździć dynamicznie wśród innych aut. Ale już wieczorem na pustej i mokrej (to ważne, bo jednak 116 koni w dieslu wielkiej mocy na tylne koła nie daje) ul. Karowej puściły mi wszystkie blokady.

Za jakość tych nocnych fotek odpowiada Stops (mieliście okazję poznać go na warszawskim zlocie). Twierdził, że poginałem bokiem jak dziki. Ja też tak uważam. Szkoda, że widać to co widać.

I to chyba tle, jeśli chodzi o plusy (a w zasadzie plus) tego auta.
Fajnie jeździ. To bardzo dużo. Ale za mało, by przyćmić minusy.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

MINUS #1: SILNIK

Zacznijmy od silnika. Jest to turbodoładowany diesel o pojemności 2 litrów i mocy 116 koni. Pracuje niebywale jedwabiście. Czuć, że od fordowskiego 1,8 TDCi (115KM) czy nawet volkswagenowskiego 2,0 TDI (140 KM) dzieli go klasa albo i dwie – jest genialny. Podczas przyspieszania nic nie kopie cię w plecy, dźwięk jest miły i trochę nawet sportowy, a rozwijanie mocy eleganckie. Poza tym, potrafi bardzo wiele.

Na przykład wyskoczyłem tą beemką na moment na niemieckie drogi by sprawdzić, ile jej fabryka dała. I wiecie co – te mizerne 116 KM potrafi rozpędzić “jedynkę” do licznikowych 220 km/h. Pewnie GPS pokazywałby trochę mniej, ale GPS-a nie używałem. A dlaczego – o tym poniżej.

Wiem, że 115-konny Focus w dieslu ledwo dobija do 185 km/h. Wiem, że 114-konna Almera w benzynie przestaje jechać przy 190 km/h. Cóż takiego jest w tym BMW, że gna szybciej – nie wiem. Ale to tylko potwierdza moją tezę, że BMW nie montuje w swoich autach za małych silników. One zawsze są wystarczające.

Czemu zatem silnik jest minusem tego auta? To proste – bo jest dieslem. Do “jedynki” taki silnik nie pasuje. Nie dlatego, że mam jakieś ideologiczne skrzywienie. Po prostu “jedynka” potrzebuje silnika, który błyskawicznie reaguje. Silnika, który nie musi być najpierw napompowany powietrzem, by móc zerwać przyczepność tylnych kół.

Sposób, w jaki “jedynka” jeździ sprawia, że kierowca chce cały czas mieć moc na tylnych kołach – w każdym zakręcie. Diesel taką moc daje, ale zawsze trochę za późno. Redukujesz, wchodzisz w zakręt, tył zaczyna się lekko uślizgiwać, na milimetr odejmujesz gaz by nie przegiąć poślizgu i gdy chcesz ponownie przyspieszyć, mocy nie ma – bo turbosprężarka potrzebuje sekundę, by napowietrzyć mieszankę. I ta sekunda sprawia, że “drift” (tak szumnie zwę ten mini uślizg, ale innego słowa nie potrafię wymyślić) ginie i z zabawy w zakręcie nici. Mając silnik benzynowy zakręt można korygować gazem. Mając diesla nie można. Każde ujęcie gazu zwalnia turbosprężarkę z pracy i idzie ona na lunch. A ty zamiast bokiem zaczynasz jechać jak po sznurku. To też jest frajda, ale jakby mniejsza.

MINUS #2: GNIAZDO ZAPALNICZKI i USB

Tym BMW 116d byłem m.in. w Toruniu. Oczywiście jechałem z nawigacją. Oczywiście ze swoją, bo systemu iDrive nie było. I nadziwić się nie mogłem, że gniazdo zapalniczki ktoś umieścił koło podłokietnika (którego też nie było, ale jakoś muszę to miejsce nazwać). Dzięki temu, po przyczepieniu nawigacji do szyby, kabel ją zasilający wisiał przez pół auta i przeszkadzał w zmianie biegów.

Prawie wyrwałem dolną część deski rozdzielczej szukając drugiego gniazdka zasilającego. Do tej pory twierdzę, że ono gdzieś tam jest. Nie mogę uwierzyć, że ktoś był tak głupi i jedyne umieścił koło łokcia kierowcy. Na miłość boską – pogięło ich w tej fabryce? Zewnętrzna nawigacja jest niebywale popularna – dlaczego do jej ładowania potrzeba ciągnąć kabel przez pół auta?

Kolejna sprawa to złącze AUX i USB. Też jest pod łokciem (w moim egzemplarzu było tylko AUX). Już widzę, jak taki sterczący pod prawym łokciem pen drive wytrzyma dłużej niż 4 zmiany biegów. Jedynka, dwójka, trójka… szybka redukcja na dwójkę i pen drive złamany. Jedyne bardziej idiotyczne miejsce, gdzie można umieścić złącze USB, znajduje się albo w komorze silnika, albo wręcz pod autem.

MINUS #3: CUPHOLDER

Braku uchwytów na kubki nie potrafię skomentować inaczej niż akronimem: OMG! Albo nawet: WTF! Wiem, że można je dokupić. Ale wiecie co – gdy kupuję auto za prawie 120,000 zł i muszę dodatkowo płacić za uchwyt na kubek z kawą czuję się najnormalniej w świecie rolowany (by nie użyć słowa zawierającego w sobie litery d, y oraz m) .

MINUS #4: WSKAŹNIK TEMPERATURY “SILNIKA”

Mam świra na punkcie temperatury silnika. Od 10 lat nie zdarzyło mi się (no, może tylko dwa-trzy razy w służbówkach), by na zimnym silniku jechać za szybko bądź agresywnie.

Pedantycznie wręcz kontroluję wskaźnik temperatury cieczy chłodzącej – i nawet gdy ten osiągnie swój normalny poziom, jeszcze przez kilka kilometrów wstrzymuję się przed kręceniem powyżej 3000 obrotów dając czas olejowi, by się odpowiednio nagrzał. W “jedynce” tego wskaźnika nie ma. To jakiś absurd. Taki wskaźnik kosztuje pewnie w hurcie 2 EUR. Mogliby jego cenę przerzucić na klienta – pomiędzy kwotą 118 906 zł a 118 914 zł ja nie widzę żadnej różnicy.

MINUS #5: WYKOŃCZENIE WNĘTRZA

Muszę na wstępie zaznaczyć, że w środku ogólne wrażenie “jedynka” robi niezłe. Jednak gdy przyjrzałem się bliżej, niektóre plastiki okazały się słabe. Słabe nawet jak na japońskie standardy. Ja rozumiem, że marki takie jak Kia, Suzuki czy Hyundai wrzucają do swoich aut liche i trzeszczące plastiki. Ale dla tych marek 80% produkcji stanowią auta małe, więc (nie wdając się w szczegóły logistyczne) mają magazyny produkcyjne zawalone plastikiem słabej jakości.

Natomiast BMW robi auta luksusowe, których wnętrza wyznaczają standardy jakościowe. Mam wrażenie, że łatwiej (i taniej – ekonomia skali) byłoby wrzucić do jedynki rewelacyjne materiały z “piątki” (wszak mają ich pełno na magazynie – znów nie wdając się w szczegóły), niż zamawiać nowe, ale gorsze. Oszczędność groszowa. Straty na wizerunku gigantyczne.

MINUS #6: PUSTE PRZYCISKI

To rzecz, której nienawidzę. Puste przyciski (takie zaślepki) kłują mnie w oczy.

To one (i czasami tylko one) dobitnie pokazują, że “nie stać cię”. Że kupiłeś wersję ubogą. Że gdzieś po mieście jeździ model, który ma o 5 przycisków więcej. Wiem, że jest to nieuniknione, gdy kupuje się wersję uboższą. Ale nienawidzę tego ostentacyjnego ubóstwa. To irracjonalne, ale nic na to nie poradzę.

MINUS #7: SYSTEM iDRIVE

…a w zasadzie jego brak. Przyzwyczaiłem się do niego i uważam, że jest intuicyjny, szybki i po prostu fajny. Początkowo cieszyłem się, że ta “jedynka” jest taka zwykła, nieprzekombinowana. Ale już drugiego dnia zaczęło mi iDrive’a brakować. Bo uważam, że jest to nieodłączny element każdego BMW. iDrive tworzy klimat wnętrza. Oczywiście do “jedynki” można go sobie dokupić, ale nawet nie chce mi się sprawdzać, ile kosztuje. Już cena wyjściowa gołej “jedynki” (111 800 zł) jest irytująca. Po co się bardziej denerwować?

MINUS #8: WZBUDZANIE IRYTACJI

BMW serii 1 mnie irytuje. Doprowadza mnie wręcz do szału. Bo jest genialnie jeżdżącym autem, którego nigdy sobie nie kupię. Nie kupię ze względu na chorą cenę i w/w minusy. Ze względu na fakt, iż nie chcę czuć się naciągnięty – bo ten samochód, jak żaden inny – nie jest kompletnie wart swojej ceny. Pomyślcie, że za pieniądze, które ktoś wyda na dynamiczne acz niezbyt szybkie, eleganckie acz pozbawione prestiżu i minimalnie wyposażone BMW 116d, można kupić sobie przepotężne Renault Megane RS. Albo Forda Focusa ST. Albo Hondę Civic Type R. Albo Mazdę 3 MPS. Coś niesamowitego.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

REASUMUJĄC

BMW 116d (a także każda inna wersja silnikowa – no, może z małą przewagą benzynówek nad dieslami) jest samochodem pozbawionym sensu. Bardzo jestem wkurzony tym, że sobie jej nigdy nie kupię. Nawet używanej. Bo w/w minusy irytowałyby mnie niesamowicie.

Jednak gdyby dziś ktoś z BMW Polska powiedział: “Wiesz co, Blogo – zmieńmy trochę zasady naszej współpracy i zamiast brać sobie do testów co tydzień nowe auto, wybierz sobie teraz jedno na całe pozostałe dwa miesiące. Które wybierasz?” – nie wahałbym się nawet sekundy. Wziąłbym BMW 120i. Z manualną skrzynią biegów, której lewarek owinąłbym swoją czapką, by mnie w rękę nie raził.

Bo “jedynka” jest niczym gokart – ma mnóstwo wad i niedoróbek, ale jeździ genialnie. Frajdę, którą miałem z prowadzenia tego auta ciężko opisać. Wszystkim Wam życzę, byście kiedyś czegoś podobnego doświadczyli. Do kupna jej Was nie namawiam. Ale na jazdy próbne umówcie się koniecznie. I zróbcie wszystko, by sprzedawca wypadł na zakręcie – byście na spokojnie sami mogli wczuć się w auto – w jego zawieszenie i tylny napęd.

Jeździ genialnie.
Tylko tyle.
I aż tyle.




Wpis opublikowany dnia 06.04.2011
Kategoria: Blogo w świecie BMW, BMW, [Testy] | Tagi: , , , ,
Subskrybuj kanał RSS lub otrzymuj info o nowych wpisach mailem.



Liczba komentarzy: 61

  1. Maggot ( April 6th, 2011 15:57 )

    Nie ma za bardzo co tu komentować, wszystko dobrze wypunktowane. Świetnie prowadząca się “beemka” zepsuta przez cenę z sufitu. Dobrze wiedzieć, że SUVy/SAVy/PAVy czy co tam jeszcze BMW nie wymyśli nie sprawiły, że stetryczałeś i zacząłeś pożądać komfortu w rozmiarze XXL :)

  2. Mateusz Z. ( April 6th, 2011 16:43 )

    Na zlocie ani jednego złego słowa nie powiedziałeś o “jedynce”, dlatego spodziewałem się pełnego zachwytu, maniakalnego wręcz artykułu. :)
    Niemcy słyną z ergonomii wnętrza, a te gniazdko zapalniczki to jakiś niewypał. Może uważają, że skoro nie kupiłeś seryjnej nawigacji, to teraz żałuj?!
    Powiedz jeszcze, ile życzą sobie za cup holder? Jakaś horrendalna cena? Czy w miarę ludzka?

    Ja i tak do sportowych wrażeń wolałbym kupić Type R, lub MPS. :) I nigdy mnie do niemca nie przekonasz. :)

  3. Blogomotive ( April 6th, 2011 17:17 )

    @Mateusz: “Na zlocie ani jednego złego słowa nie powiedziałeś o “jedynce”, dlatego spodziewałem się pełnego zachwytu, maniakalnego wręcz artykułu“. Maniakalnie chwaliłem to, jak mi się nią jeździło. Nawet teraz kombinuję, by jeszcze raz jakąś “jedynkę” wyjąć na kilka dni. Najchętniej w benzynie. Muszę się rozeznać, czy są.

  4. Flog ( April 6th, 2011 17:42 )

    Nie no, Blogo zadziwiasz. Takie “inny” tekst aż fajnie się czyta :)

    Czekam na więcej takich recenzji…

  5. marian ( April 6th, 2011 17:49 )

    fajne cacko tylko ta cena, niestety nie na moja kieszeń :(

  6. krzychoo ( April 6th, 2011 18:18 )

    Mówił złe słowa Bloga na zlocie. Mówił. Ale oczywiście wychwalał jazdę tym autem, więc kto by zapamiętał narzekania na głupio umieszczone USB, którego nie było? (tzn. ja zapamiętałem, ale ja nie jestem normalny).
    A test nie wiem, czy jest użyteczny, ale jest fajny. Zupełnie jak opisane BMW.

  7. krzychoo ( April 6th, 2011 18:19 )

    *”Mówił złe słowa Blogo…” – tak miało być. grrr…

  8. Marek ( April 6th, 2011 18:19 )

    http://galeria.auto-swiat.pl/z/23978-2/BMW+Seria+1.jpg
    a
    http://e.autokrata.pl/a1033/2b8d98f80023aee946e51b73

    niemal zawsze mam problem aby się zorientować jakie to auto przede mną jedzie…

  9. Blogomotive ( April 6th, 2011 18:39 )

    @Flog: Teraz na tapecie mam opisanie 5GT. I jestem w kropce. Już sam nie wiem, co o tym aucie sądzić.

    @Marek: Mam tak samo z tym Hyundaiem! Mimo widocznej różnicy w światłach, ma w sobie super wyraźny rys “jedynki”.

    @ALL: Zaskakujecie mnie tym, że słuchaliście tych dyrdymałów, które opowiadałem podczas zlotu ;)

  10. Mateusz Z. ( April 6th, 2011 19:01 )

    Jak mogliśmy nie słuchać, jak dostaliśmy długopisy. Ale teraz czekamy na kubki. :)

  11. Skub ( April 6th, 2011 19:06 )

    Mój father jeździ od półtora roku właśnie BMW 118d (kupił półtoraroczne w Inchcape na Prymasa, więc wyszło o niemały ułamek tańsze). Niestety zazwyczaj gnuśnieję na fotelu pasażera, na tylną kanapę wsiada się jak do bolidu Formuły 1, te puste przyciski rażą, ale jak już dopadnę kierownicy… ;) Pozycja kierowcy jest gangsta, trzymanie się drogi, ta jego gokartowość bardzo mi podchodzi. Może za parę lat namówię go na przejście na serię 3 i odkupię za “symbolicznego” browarka.

    PS.: Aha, i ma podłokietnik!

  12. Blogomotive ( April 6th, 2011 19:11 )

    @Mateusz: Kubki srubki ;)

    @Skub: “Aha, i ma podłokietnik!” – no to wypas. Teraz warte jest swojej ceny ;)

  13. stefan ( April 6th, 2011 20:20 )

    bierz 135i coupe :D

  14. Mateusz ( April 6th, 2011 20:26 )

    Ciekawe czy i tym razem BMW opublikuje z takim samym entuzjazmem ten test na facebooku… :D I Blogo wiesz co, przez tą całą Twoją akcję blokujesz skutecznie innym dostęp do parku prasowego BMW… ;) szepnij tam Karolinie, że czekamy na jakieś auto dla nas!

  15. Krasus ( April 6th, 2011 21:04 )

    Ale beka. Czytam Ci ja sobie test Bejcy jednym okien, a drugie patrzy na kolejne bramki w Lidze Mistrzów. Komentator coś dyrdymoli o czapce Anelki (?!), a ja – dokładnie w tym samym momencie! – czytam o owijaniu czapką gałki zmiany biegów… ;D

  16. Bartolomeush ( April 6th, 2011 22:01 )

    3,6l / 100km… przesadziłeś!

  17. Blogomotive ( April 6th, 2011 22:05 )

    @Mateusz: “Ciekawe czy i tym razem BMW opublikuje z takim samym entuzjazmem ten test na facebooku” Muszą! ;)

    @Krasus: Beka… zapomniałem o tym słowie. Miszcz ;)

    @Bartolomeush: To spalanie chwilowe. Ono nic nie znaczy. Fotka jest zrobiona podczas “rajdu o kropelce” – ciągle się w to wgapiałem. Ale i tak ostatecznie liczyło się spalanie średnie. Które na trasie Wwa-Toruń miałem… ale nie uprzedzajmy faktów.

  18. monogramus ( April 7th, 2011 13:58 )

    Jeśli chodzi o koszty to ceny które się płaci w salonie znacznie różnią się od cennika.
    Jeśli jesteś już klientem bmw możesz liczyć na duże rabaty. Lub jeśli przyjedziesz mercedesem i chcesz go zmienić. Mają też specjalne rabaty dla pewnych grup zawodowych.
    Podsumowując, szukałem teraz jedynki dla swojej dziewczyny, znaleźliśmy dobrze wyposażoną (automat, szyber, fotele, navi itp) za 95 tys. z 2010r. (nowe).
    Ceny w cenniku są trochę po to by tworzyć otoczkę prestiżu i elitarności. Nikt przecież za jedynkę nie zapłaciłby 200 tys. :)

  19. likonasd ( April 7th, 2011 14:34 )

    Mocowany uchwyt na napoje 163 lub
    188 zalezy od wersji;)

  20. Maciek ( April 7th, 2011 14:34 )

    Mocowany uchwyt na napoje – 163 zł. W niektórych wersjach silnikowych 188 zł.

  21. k ( April 8th, 2011 22:07 )

    Hm… Jest tu trochę nieścisłości. Po pierwsze BMW wyznaje zasadę, że klient kształtuje auto wg swoich wymagań. Owszem wymaga to dopłaty, ale nie przesadzajmy, że te 160 zł za uchwyt na napoje to jakiś koszmar.

    Czujnik temperatury oczywiście jest. Temperaturę można też wyświetlić – wymaga to wejścia w “tajny” tryb komputera. Jeśli to dla kogoś uciążliwe to może podłączyć cokolwiek współpracującego z OBDII i mieć temp. na stałe. Jest też opcja wyświetlana temperatury na kierownicy BMW Performance.

    Także gałkę od skrzyni biegów można zamówić inną (są chyba 3 rodzaje). Nie zostało to tu napisane, ale kierownica która jest w standardzie też jest imho fatalna, ale za to M’ka rewelacyjna.

    Dostaje się to za co się płaci. Zdaje sobie sprawę, że drogo, ale niestety jedynka konkurencji nie ma. Jest to jedyne auto w segmencie kompaktów z RWD. Jedyny mały hatchback z RWD.

    Z cenami też nie jest tak jednoznacznie drogo. BMW oferuje bardzo korzystne finansowanie, da się dostać sensowne rabaty, a do tego w cenie jest serwis na 100 tys km/5 lat. Nie można też pominąć niskiego spalania. Sumarycznie więc wcale nie wychodzi tak drogo. Koszt zakupu auta to tylko jeden z czynników składających się na całość kosztów.

    Nie ukrywam, że piszę z perspektywy posiadacza jedynki. Mnie to auto zachwyca nie tylko wyjątkowym poziomem właściwości jezdnych, ale też wysokim poziomem komfortu. Oczywiście aby go uzyskać trzeba wymienić opony RFT na “normalne”.

    W moim wypadku są to parametry auta GTI bez dolegliwości charakterystycznych dla takich aut (niskie i twarde zawieszenie)

  22. tk ( April 9th, 2011 00:12 )

    Abstrahując od wszystkiego, hackowanie samochodu żeby poznać temperaturę cieczy chłodzącej, że się tak mądrze wyrażę, to jakieś nieporozumienie.

    Nie, to są jaja jakieś. A może w opcji da się ten wskaźnik dokupić?

  23. k ( April 9th, 2011 07:31 )

    No nie przesadzajmy z tym hakowaniem. Aby wejść w “tajny” tryb serwisowy trzeba wcisnąć odpowiednio przycisk od resetowania licznika dziennego. W instrukcji jest opisane złącze diagnostyczne przez które w sposób oficjalny można uzyskać tę informację ( i nie tylko ). Można zakupić np program rev http://www.devtoaster.com/products/rev/ i wraz odbiornikiem np Kiwi http://www.plxdevices.com/ mieć temperaturę np na wyświetlaczu ipoda (lub oczywiście dedykowanym do temperatury).

    Jak już pisałem jest także oryginalna kierownica BMW z serii performance, która “firmowo” rozwiązuje ten problem poprzez własny wyświetlacz. Jest to oczywiście absurdalnie drogie rozwiązanie problemu temperatury, ale kierownica jest warta uwagi sama w sobie.

    Podejrzewam, że w nowym BMW serii 1 wzorem X3 znajdzie się jednak miejsce na wskaźnik temperatury i to nie płynu chłodzącego, lecz oleju.

  24. tk ( April 9th, 2011 08:21 )

    Tak, w którymś Passacie, chyba B5 można było wyklikać na panelu klimatyzacji temperaturę oleju. Było to dla mnie trochę śmieszne.
    Natomiast idiotyzmem jest wywalanie tak podstawowego instrumentu jak wskaźnik temperatury silnika/cieczy chłodzącej i to, że jest możliwość wyklikania go gdzieś, w którymś podmenu jest podejściem chorym.
    Chociaż, któryś model BMW miał przy obrotomierzu zmienne czerwone pole, które przy zimnym silniku zaczynało się gdzieś przy 3,5 tys obrotów, jeśli jedynka ma taki patent – to fajnie. Pewnie nie ma, co?

  25. K ( April 9th, 2011 09:43 )

    Zmienne pole na obrotomierzu jest ZTCP w M3. Zastanawia mnie jednak dlaczego niektórzy ludzie tak się upierają przy tym wskaźniku. Jest on generalnie zbędny dla 99% kierowców.

    Absolutnie niepotrzebny do tego by kontrolować przegrzanie się silnika. Jeśli już to nastąpi poinformuje nas o tym bardzo skutecznie komputer przy pomocy komunikatu i gongu – jednocześnie ograniczając moc silnika by uniknąć poważniejszych uszkodzeń.

    Oczywiste jest, że aby się silnik rozgrzał potrzeba 20-30 km przejechanych dieslem ( zależnie od pierwotnego wychłodzenia silnika). Ponadto oprogramowanie i tak ogranicza moc dopóki się silnik nie rozgrzeje. Wskaźnik temperatury płynu daje pojęcie o rzeczywistym nagrzaniu silnika bardzo przybliżone.

    Tak na prawdę potrzebny jest wskaźnik temperatury oleju. Tylko po co on w doopowozie jakim jest 116d? Owszem w 130i już taki czujnik jest, to auto z założenia przeznaczone jest do dynamicznej jazdy i ma stosowne do tego wyposażenie.

    Sorry, ale 122 KM z 2 litrów to nie jest jakaś gigantyczna wartość, to niewiele więcej niż połowa mocy dostępnej w najmocniejszym dwulitrowym dieslu produkowanym przez BMW. Pałowanie na 100% tego silnika odpowiada więc ledwie jeździe na pół gwizdka najmocniejszej jednostki o identycznej pojemności.

    Zdaję sobie sprawę, że wersja 204KM, a tym bardziej 214KM jest konstruowana z nieco innych materiałów, ale nie dajmy się wpędzać w jakąś demagogię nie wiadomo jak ostrożnej eksploatacji tak słabo wysilonej jednostki!

  26. tk ( April 9th, 2011 19:43 )

    Wiesz, ja oczywiście czepiam się tego wskaźnika, bo nie widzę żadnego powodu dla którego się z niego rezygnuje. Czujnik jest w samochodzie, dlaczego więc wywalać wskaźnik?
    Serio moc jest ograniczana na zimnym silniku?

  27. k ( April 10th, 2011 09:25 )

    Widzisz ja natomiast widzę powód dla którego się rezygnuje z tego wskaźnika. W aucie są dziesiątki czujników z których wskazań się nie wyświetla, gdyż jest to zbędne. Kierowca ma patrzeć na drogę, a nie na czujniki. Jeśli coś złego się z autem dzieje komputer w sposób znacznie skuteczniejszy od tradycyjnej wskazówki nas o tym powiadomi.

    Z drugiej strony jeśli komuś bardzo zależy na tym czy innym wskaźniku to ma kilka sposobów by uzyskać wskazania. Ja sobie w każdym razie poradziłem.

    Moc jest na zimnym silniku bardzo mocno ograniczona – macie auta do testów więc zróbcie pomiar osiągów by to zweryfikować. W oczywistym stopniu ta moc jest ograniczona przez zjawiska fizyczne, ale myślę, że komputer też ma tu swój wkład.

  28. tk ( April 10th, 2011 10:52 )

    O jakich zjawiskach fizycznych mówisz, bo jestem bardzo ciekawy.
    Może chodzi o zwiększone tarcie, zmniejszoną zdolność oleju do smarowania silnika?
    Jeśli tak to oczywiście przy bardzo zimnym silniku część mocy ucieka ale nie tyle jest ona ograniczona przez zjawiska fizyczne, co idzie po prostu na pokonywanie oporów, bo olej w silniku, skrzyni etc. nie nagrzał się dostatecznie. Czyli potrzeba więcej siły, bo większe jest tarcie. Skoro jest większe tarcie to potrzeba więcej mocy, a moc nie dość, że nie służy w tym momencie poprawi osiągów, to niszczy silnik (tarcie z czegoś się bierze, tak?).

    Co do koncentracji kierowcy na drodze – zgoda. Tylko po co te wielkie wyświetlacze w samochodzie? ;)
    Ze swojego nikłego doświadczenia wiem, że na zegary patrzę tylko wtedy kiedy sytuacja na drodze na to pozwala. A takie wskazania jak temperatury, czy ilości paliwa to faktycznie tylko w wolnych chwilach. Mimo, że najczęściej jeżdżę kilkunastoletnim samochodem to też ma brzęczyk i kontrolkę od zbyt wysokiej temperatury ‘silnika’ (czyli płynu chłodzącego). Ale poza tymi awaryjnymi sprawami ma też zwykły wskaźnik, który pokazuje mi aktualną temperaturę. Widzę więc, że jeżdżę autem niedogrzanym, co w zasadzie nie jest jakieś bardzo groźne (utrzymywało się 80* zamiast książkowych 90*) ale jednak niewskazane. Co w sytuacji kiedy w jedynce będę miał podobną przypadłość, skąd miałbym się o tym dowiedzieć? Komputer mi o tym powie? Być może za pomocą średniego spalania. Nie wiem, może dzisiejsze samochody są na tyle zaczujnikowane, że jest też czujnik mierzący stopień otwarcia/zamknięcia termostatu, zapisujący historię jego działania etc.

    Pewnie, zdecydowana większość kierujących i tak ma w dupie wskazania na desce do kiedy komputer nie zacznie krzyczeć o serwis, olej lub paliwo. I to jest jak najbardziej wskazane, zresztą stosowane od przynajmniej ćwierć wieku w autach kompaktowych. Może faktycznie masz rację i czas się pogodzić z tym, że jedyna wiedza jakiej potrzebuje kierowca to informacja o dwóch nieprawidłowościach w aucie “zjedź na pobocze i dzwoń po serwis” lub “jedź do serwisu po zakupach w biedronce”. Ja jednak lubię wiedzieć co słychać w aucie którym jeżdżę, być może zmienię swoje podejście kiedy dorobię się czegoś nowego, bardziej zaawansowanego technicznie, na razie stoję jednak trochę z boku i zwyczajnie się dziwię ;)

  29. Spalacz Benzyny ( April 10th, 2011 11:42 )

    Dajcie spokój… wskaźnik temperatury płyny/oleju się przydaje tak samo jak 10 innych wskaźników, choć zamiast stałej wskazówki i skali wystarczyłaby kontrolka, co by świeciła gdy silnik jeszcze nie jest rozgrzany a ktoś zaczyna cisnąć (wtedy komunikat mógłby wyskoczyć) oraz gdy się przegrzewa w czasie ostrzejszej jazdy… w innych przypadkach zajmuje po prostu miejsce, a tego w dzisiejszych czasach zaczyna po prostu brakować, bo mamy 10 innych systemów co by man chciały coś powiedzieć…

    ja, jak i pewnie większość, zerka na temperaturę na pierwszych kilometrach i ewentualnie przy mocniejszej jeździe, choć ta ostra jazda to musi być na prawdę długa i mocna (w praktyce autostrada i ponad 200 w lecie) aby na tyle rozgrzać silnik, że chłodnica nie wyrabia i temperatura wzrasta znacząco ponad te 90 stopni…

  30. tk ( April 10th, 2011 11:57 )

    Tak na marginesie naszej dyskusji – sam Blogo tyle mądrego o samochodach nie napisał ile znalazło się w tych komentarzach. ;)

  31. Bol ( April 10th, 2011 13:15 )

    K@: “Jest on generalnie zbędny dla 99% kierowców”- (mowa oczywiście o wskaźniku temperatury cieczy chłodzącej)- ale mi dołożyłeś! Mieszczę się w tym 1 procencie! I wydaje mi się, że zostałeś kolego zmanipulowany- uwierzyłeś, że wskaźnik ten jest niepotrzebny! Wmówili ci to księgowi z firm produkujących samochody, bo przecież każdy cent pomnożony przez ilość wyprodukowanych samochodów…
    I jeszcze dorobili do tego ideologię. A tak na marginesie- chyba żadna inna grupa nie jest tak karmiona idiotyzmami (aby tylko wyciągnąć od nich kasę), jak kierowcy.

  32. Spalacz Benzyny ( April 10th, 2011 14:47 )

    @Bol, napisz do czego jest potrzebny? poza pierwszymi kilometrami aby nie dusić na zimnym oraz mocniejszą jazdą? i po co Ci skala od 50 do 130 stopni?

    w dobie komputerów samochodowych zdecydowanie wystarczyłaby zwykła kontrolka, która by się zaświecała gdy temperatura odbiega od normy oraz dla wtajemniczonych możliwość ustawienia sobie temperatury na wyświetlaczu, zamiast np. chwilowego spalania…

    co byś nie napisał to i tak wpadniesz w ten 1% co by chciał mieć centralnie i na stałe skalę i wskazówkę, pewnie takiej samej wielkości jak obrotomierz :)

    bo reszcie do niczego skala 50-130 stopni nie jest potrzebna, wystarczyłaby zwykła kontrolka i ewentualnie sprawdzenie szczegółów w komputerze…

  33. Maggot ( April 10th, 2011 15:00 )

    Ogólnie myślę, że optymalnym rozwiązaniem byłby w pełni dostosowywalny do potrzeb kierowcy ekran LCD z panelem wskaźników, na którym można byłoby wrzucić odczyt z praktycznie dowolnych czujników w samochodzie. Temperatura cieczy chłodzącej, oleju albo spalanie chwilowe i pogoda w Bangladeszu, co kto lubi.

  34. tk ( April 10th, 2011 15:02 )

    @Maggot: Ewentualnie rss z najnowszymi wpisami na ulubionym blogu ;)

  35. k ( April 10th, 2011 15:16 )

    @Bol
    Kolego z Twojej wypowiedzi wynika, że kompletnie nie zrozumiałeś tego co napisałem.
    Ten wskaźnik w BMW JEST obecny. Jedyny problem jest taki, że trzeba trochę poklikać by uzyskać to wskazanie temperatury na wyświetlaczu. Tak czy inaczej BMW nie zaoszczędziło na tym ANI JEDNEGO CENTA.

    Co więcej BMW mogłoby nawet na tym zarabiać. W Radiu professional dostępnym za dopłatą można wyświetlić różne parametry z komputera pokładowego. Jedno pole jest puste, aż się prosi by dać tam tę temperaturę i pewnie znaleźli by się chętni na to radio tylko z tego powodu. Inwestycja zerowa (jakaś tam linijka kodu), a zysk jest.

    @Maggot – widzisz dzięki OBD można sobie taki wyświetlacz kupić i zamontować bez utraty gwarancji. Niestety nie jako opcja w BMW, ale dzięki temu pewnie sporo taniej. Ja coś takiego u siebie zrobiłem. Mam dostęp nie tylko do tej nieszczęsnej temperatury, ale także do obciążenia silnika, temperatury powietrza wlotowego, napięcia na aku, nieprzekłamanej prędkości etc. itp. Koszt 350 zł plus drugie tyle za montaż który zapewnia, że urządzenie wygląda jakby było zamontowane fabrycznie.

    W przyszłości jeśli zdecyduję się zchipować auto zamontuję także wskaźnik temperatury oleju.

  36. Maggot ( April 10th, 2011 15:59 )

    @k – taki wyświetlacz dobra rzecz i rzeczywiście spełnia zadanie; nie zmienia to jednak faktu, że BMW trochę daje ciała nie oferując samemu takiej opcji. Nowy samochód od firmy oferującej listy wyposażenia na kilka stron A4 nie powinien być pozbawiony takiej _możliwości_.

  37. Bol ( April 11th, 2011 09:45 )

    k@: nie znam dokładnie rozwiązań technicznych “1″ stąd moje spostrzeżenie dotyczy ogółu aut, w których zlikwidowano wskazania temperatury montując kontrolkę “przegrzania”. I na tym właśnie firma zarabia. Każdy kogo zaskoczyła sytuacja z przegrzanym silnikiem wie, że gdyby miał wskaźnik, to mógłby wcześniej zareagować i nie dopuścić do sytuacji krytycznej (gdy zapala się kontrolka przegrzania, jest już za późno- doszło już do sytuacji awaryjnej, czytaj – przegrzania silnika i wszystkich skutków z tym związanych, nawet wtedy, gdy pozornie silnik nadal sprawuje się bez zarzutu).
    “Co więcej BMW mogłoby nawet na tym zarabiać. W Radiu professional dostępnym za dopłatą można wyświetlić różne parametry z komputera pokładowego…” Ależ właśnie o to chodzi!!!
    I to ja kompletnie nic z tego nie zrozumiałem?
    Spalacz Benzyny@: wiem, że obecnie buduje się auta dla ćwierćinteligentów, gdzie rola kierowcy sprowadza się tylko do prowadzenia auta, a kontrola parametrów np. silnika jest porównywalna z przyswojeniem teorii względności. Mnie zaś to nie odpowiada i chcę wiedzieć w jakich warunkach silnik pracuje. Czy podczas np. szybkiej jazdy temperatura silnika rośnie czy maleje (inaczej jest latem a inaczej może być zimą), czy jeżdżę permanentnie niedogrzanym silnikiem (uszkodzony termostat) czy też odwrotnie- przegrzewającym się. Wielu przykrym niespodziankom można zapobiec mając wcześniej odpowiednią informację i tylko tyle chciałem rzec…
    A montaż wskaźnika w “1″ poprzez OBD uważam za kpinę z klienta…

  38. Spalacz Benzyny ( April 11th, 2011 11:05 )

    @Bol, tak samo mówili informatycy gdy wchodził Windows i inne systemy z interfejem dla usera :-) po co komu ikonki, okienka, kliknięcia myszką, w końcu wszystko można z palca do konsoli wpisać…

    ja nie mam nic przeciwko wskaźnikowi temperatury, przeciwnie, zerkam na niego, i może faktycznie, jakby zabrakło tej skali to bardziej odczułbym jej brak, ale teraz wydaje mi się, że wystarczyłoby jedynie wskazanie z komputera (kontrolka w kilku stopniach), wskazówka na stałe jest raczej zbędna dla większości kierowców…

    co do ćwierćinteligentów, to zauważ, że teraz nowe auto naprawisz praktycznie tylko w danym ASO, nie jest to związane tylko z tym, że każdy blokuje sobie konkurencję wymyślając jakieś zabezpieczenia, itd.. ale po prostu dzisiejsze silniki są tak skomplikowane, że nawet mechanicy nie rozumieją co i jak działa.. pewnie połowa kierowców nie ma pojęcia o tym jak działa mechanizm różnicowy, do czego służy… dałbyś im rysunek sprzęgła to by nie wiedzieli co to jest i do czego służy… tylko co z tego?

  39. żuwik ( April 11th, 2011 12:08 )

    Gdy kontrolka się zapali, jest już za późno.

    Czy jest kontrolka od niedogrzanego silnika? Po czym masz się w zimie zorientować, że padł termostat? A może w BMW termostat nie pada?

    W Fiacie Seicento nie było wskaźnika. W Punto I był w wersji SX. od tego czasu w 99% aut był! Gratis! Za frajer! Wszędzie! Skoro taki zbędny, czemu w 3, 5, 6, 7 nie zrezygnowali z niego?

    Tyle w temacie :-) Pozdrawiam :-)

    (o teście się nie rozpiszę, nie lubię 1-series).

  40. k ( April 11th, 2011 21:01 )

    Nie rozumiem dlaczego w dyskusji technicznej poddajecie się tak dużym i do tego negatywnym emocjom. Przez to piszecie bzdury lub wręcz kłamstwa.
    Kłamstwem jest jakoby wyłącznie w jedynce było takie rozwiązanie problemu wskaźnika temperatury. Identycznie jest w serii 3. Przynajmniej w E90 z silnikiem diesla 143 KM. Bzdurą i to kompletną jest twierdzenie, że człowiek zareaguje szybciej niż komputer. Litości, nawet superman miałby z tym problem.

    W poprzednim aucie miałem silnik zchipowany o zbyt dużą wartość. Przy maksymalnym i zarazem długim obciążeniu “coś” się przegrzewało i to coś to wcale nie była woda w chłodnicy. Silnik natychmiast ograniczał moc, a przy kontynuowaniu maksymalnego obciążenia ponownie i to w sposób “stanowczy”. Robił to w ułamku sekund.

    Oczywistym jest, że termostat jest oczujnikowany. O jego awarii nie musimy się dowiadywać analizując wskazania temperatury i zastanawiając się czy jest za zimno, czy to wynik stylu jazdy, czy akurat nie działa termostat. Niestety jak się ktoś zatrzymał na etapie punto czy SC to niestety nie wyobraża sobie innych rozwiązań.

    Auta (bo to nie tylko BMW dotyczy) są konstruowane obecnie tak, by kierowca mógł się zająć obserwacją drogi, a nie przyrządów. To nie samolot!

    Temat głupiego wskaźnika przysłonił inne sprawy. Nawet nie chce mi się już o tych innych pisać, do sprostowania w tym wpisie jest na prawdę sporo.

  41. Zbigniew 'zibi' Jarosik ( April 12th, 2011 11:36 )

    Ziew.

    Żeby było jasne. Nie lubię małych aut, jestem do nich uprzedzony. Za wyjątkiem klasycznego żelazka – to jedyne małe auto, jakie ma sens ;P A i dopiero po wsadzeniu jeszcze kilkudziesięciu K w zrobienie 4×4.

    Gokartowa buma wygląda jak tenisówek. Jest niedorzeczna, tylko dwie klasy wyżej niż multipla. Jak chcesz gokarta, to kup… gokarta.

    Cena. Cóż. Za te pieniądze można mieć Superba kombiaka 2.0 TDI CR 170KM 4×4.

    Silnik i drift. Turbulum musi być jakieś dziwne, bo czeszkami dwoma i mercem 2.5 turbo boczki robiłem i jakoś nie miałem problemów z dokarmianiem po odjęciu gazu. Nie zdejmujesz całkiem, lekko tylko ograniczasz, turbulum ciągle pracuje, regulujesz tylko poziom doładowania. Albo za dużo nogę zdejmowałeś.

  42. Blogomotive ( April 12th, 2011 11:42 )

    @Zibi: Za bardzo zdejmowałem nogę, dziś to wiem. Ale jeździłem na mokrej kostce i naprawdę niewiele było trzeba, by się obrócić.

  43. żuwik ( April 12th, 2011 13:41 )

    @k: nie oceniaj przez internet, nie wiesz z kim rozmawiasz :-) Powiem tylko, że moja praca wymaga ode mnie nie zatrzymywania się w dziedzinie motoryzacji :-) W BMW nie siedzę, mogę jedynie zapewnić że firma która stworzyłą układ common rail jeszcze nie “oczujnikowała” termostatu :-)

    A teraz dowiedz się przy jakiej temperaturze płynu chłodniczego zapala się kontrolka w BMW. Każdy świadomy kierowca zauważy wzrost temperatury ponad normę. reszta nie zauważy nawet kontrolki.

  44. żuwik ( April 12th, 2011 13:46 )

    Acha, zapomniałem pozdrowić i zapewnić, iż negatywne emocje u mnie nie wystąpiły, a skoro BMW serii 3 nie ma czujnika temperatury płynu chłodzącego a Fiat Panda w wersji bazowej ma, to auto jest kompletnie nie warte swojej ceny :-)

  45. k ( April 12th, 2011 14:45 )

    Cóż, chyba jednak wystąpiły te złe emocje. Przysłoniły informacje która padła już wielokrotnie. Czujnik temperatury w BMW serii 1 jak i serii 3 JEST. Zakładanie, że inżynierowie BMW to idioci, którzy nie potrafią odpowiednio zaprogramować temperatury przy której zadziałają zabezpieczenia pozostawiam bez komentarza.

  46. Maggot ( April 12th, 2011 15:21 )

    Ale jakie zabezpieczenia? Ogranicznik obrotów na 2,5kRPM przy zimnym silniku? Co to za gadka o “ograniczaniu mocy”? Przecież dlatego się nie kręci wysoko silnika na zimnym oleju, bo tarcie jest większe i po prostu “szlifujesz” sobie ściśnięty silnik. Nie ma tu nic do programowania, trzeba po prostu delikatniej jechać, wot filozofia.

    Nie mówimy też że nie ma CZUJNIKA (skąd takie kretyńskie założenie – przecież bez tego wtrysk praktycznie nie mógłby działać). Nie ma WSKAŹNIKA, nawet w opcji. Co jest już przegięciem ze strony BMW (miało być “Freude am Fahren”, nie “Freude am bycie bydłem”).

  47. k ( April 12th, 2011 15:50 )

    Widzisz, żuwik najwyraźniej myli pojęcia wskaźnika i czujnika. Tymczasem jak już nie raz pisałem wskazania czujnika MOŻNA SOBIE WYŚWIETLIĆ NA EKRANIE KOMPUTERA. Ponownie więc napiszę, że wymaga to tylko, (albo aż) poprzyciskania odpowiednio guziczka normalnie służącego do kasowania dziennego licznika kilometrów.

    Natomiast w kwestii zabezpieczeń chodziło jak mniemam o sytuację przegrzewania się, a nie niedogrzania.

    W kwestii niedogrzania jest oczywistym, że nie należy cisnąć przez pierwsze 20-30 km/h. Czujnik temperatury płynu chłodzącego niewiele tu pomoże jeśli ktoś ma problem z odliczeniem takiej odległości. Jego wskazania są niewystarczające do tego by móc z całą pewnością, że silnik jest już nagrzany.

    Do tego potrzebny jest czujnik i wyświetlacz temperatury oleju. Żaden z szanownych ekspertów jakoś się go nie domaga.

  48. żuwik ( April 13th, 2011 14:40 )

    :-)
    Dopiero co pisałeś że trzeba coś podłączyć pod EOBD lub, zacytuję, “Jedyny PROBLEM jest taki, że trzeba trochę poklikać by uzyskać to wskazanie temperatury na wyświetlaczu.”. W Pandzie nie ma żadnych problemów, wsiadasz i jest. No chyba że zaprzeczysz? :-)

    Nie mylę pojęć wskaźnika i czujnika, tylko je pomyliłem, bo generalnie to różnicę znam. Wiem też, że BMW w razie przegrzania nie chłodzi się samoczynnie, lecz tak jak inne samochody doznaje uszkodzeń. Nie ma trybu przywracania systemu ani innych zabezpieczeń. W razie przegrzania silnik należy zgasić, a samoczynnie co najwyżej przejdzie w tryb awaryjny. Są przypadki, w których nienormalne zachowanie wskaźnika skieruje użytkownika do serwisu i zapobiegnie on awarii. Serio. Są. A BMW to tylko samochód. Taki jak inne. Rządzi się tymi samymi prawami fizyki. Serio.

    I proszę, nie unoś się. Nic nie zmieni faktu, że jest to dla większości nie do przyjęcia i niekomfortowe. A przecież o to chodzi, żeby się czuć w aucie pewnie, prawda? Wygląda na to, że minus #4 awansuje na zdecydowane miejsce #1 wśród minusów, a może nawet znajdzie się nad plusem? :-D

  49. PoGOOD ( April 14th, 2011 08:55 )

    Hello Panowie! Chyba Was trochę poniosło z tym ogniem w sprawie czujnika… Zrobił się nam mini-Smoleńsk ze zdalnie sterowanymi drzewami i rozpyloną mgłą. ;-)

    Jak ktoś pojeździ “jedynką” lub “trójką” z silnikiem sześciocylindrowym, zobaczy że pole obrotomierza na krawędzi zewnętrznej przesuwa się, pokazując zakres bezpiecznych w danym momencie obrotów. Taką samą funkcję w poprzednim M5 (E39) i Z3 M/M Coupe spełniały diody…

    Szkoda, że nie wrzucono tej funkcji do czterocylindrówek… Księgowi znów wygrali, bo inżynierowie woleli walczyć o inne rzeczy…

    A abstrahując od czujników – kilka moich przemyśleń co do jedynki.

    1. JAZDA:
    Pracując dla BMW jeździłem służbowymi 120i, 120d AT i 116i, a potem wyższymi klasami. Po przymusowym wyjeździe na wakacje serwisowym 116i i przejechaniu prawie 3’000km nie dam złego słowa powiedzieć na ten samochód. Szczególnie, że ja jechałem starą wersją ze skrzynią 5-biegową, a nie nową 6-biegową, która lepiej ciągnie, bo ma krótsze przełożenie główne. Jest tak samo sprawnym kompaktem jak A3, Golf czy Focus, tylko… innym. Tylko i “aż”.

    2. CENA
    Jedynka tylko w Polsce jest nierealnie wyceniona. W innych krajach jest ona ustawiona praktycznie w jednej linii cenowej z Golfem & Co. (116i 122KM = 22’200,- EUR, Golf 122KM = 21’250,- EUR).
    W Polsce producenci masowi celowo dostosowali ceny do niższych zarobków, a to wypchnęło cennik BMW 1 w rejony “kiepskiego żartu”.
    Nie mówimy jeszcze o jednym fakcie – większość “jedynek” sprzedanych w Polsce to samochodu z niemieckiego programu samochodów służbowych – znacznie tańsze niż cennik i wycenione już bardzo realistycznie. I właśnie tam trzeba szukać wózka dla siebie. Wybór jest potężny, a ceny sensowne…

    3. PODSUMA:
    Idealnym samochodem dla mnie jest “używane” BMW 120i 3d. Benzyna, manual, bardzo oszczędny 170-konny motorek, który nie czeka na turbinę, tylko zasuwa na wysokie obroty.

    Chyba zacznę negocjować z Koleżanką-Małżonką większy samochód dla niej (rodzinny), a swoje srebrne Volvo kombi zamienię na małego wariata…

    Czego sobie i Wam życzę!

  50. k ( April 17th, 2011 09:13 )

    Masz rację, PoGood.
    Tym bardziej, że czujnik JEST. Do niektórych nie dociera ten przekaz. Może kończąc temat jeszcze raz napiszę, że:

    1 Wskazania można sobie wyświetlić bez żadnej dopłaty w menu serwisowym uruchamianym przy pomocy przycisku od resetowania licznika dziennego. Jest to jednak upierdliwe, bo trzeba robić za każdym razem po uruchomieniu silnika.

    2 Jeśli ktoś nie ma do tego cierpliwości, a chce dopłacić, to może sobie wyświetlić te wskazania na kierownicy z linii BMW Performance. Wygląda to tak http://www.rcollins.org/m3/wheel/Wheel_11.jpg

    3 Jeśli ktoś nie chce wydawać tak dużo, a jednocześnie nie ma ochoty na wciskanie guzika od resetowania może sobie kupić jakikolwiek komputer podłączany pod OBDII i na nim wyświetlać nie tylko temperaturę ale i masę innych parametrów.

    Niniejszym oświadczam, że do tego tematu już nie wracam.

    Zadziwiające jest, że w całej tej wymianie absurdalnych postów całkowicie pominięto wszystkie inne sprawy. W teście wypunktowano nieistniejące wady, a całkowicie pominięto rzeczywiste.
    1 Miejsce na kubki można sobie zapewnić na kilka różnych sposobów. Nie tylko na etapie zamawiania auta, ale i później. W pełni rozumiem ludzi którzy np. nie chcą mieć szpetnego, lecz najbardziej praktycznego uchwytu po stronie pasażera. Doceniam, że BMW daje możliwość WYBORU w tej kwestii. I to nie za jakieś koszmarne pieniądze.
    2 Gniazda zasilania z przodu. Oczywiście jest dostępne jako opcja w pakiecie dla palących. Też nie kosztuje wiele. Jeśli ktoś potrzebuje to sobie ten pakiet zamówi. Ja nie chcę mieć takiego gniazda i go nie mam. Nie wydaje mi się estetyczne ciągnięcie kabli przez pół szyby. Można się z serwisem dogadać i wyprowadzić zasilanie w formacie USB np. przy lusterku wstecznym bez utraty gwarancji.
    3 Gałka skrzyni biegów. Tu również jest wiele opcji do wyboru. Wystarczy się zainteresować

    4 Puste przyciski. To też nie jest przymus. Są dwie opcje – można dokupić wyposażenie obsługiwane przez puste przyciski ;-), można też zrezygnować z auto start/stop i nie mieć ani przycisków ani atrap. Tu konieczne jest posiadanie automatu, ale prawdę mówiąc nie widzę sensu ręcznej skrzyni skoro jest świetny automat.

    Nie wspomniano jednak o największej wadzie jedynki jaką jest ciasnota tego auta. To jest auto o wymiarach wewnętrznych segmentu B, a nie C. Niektóre wymiary, jak na przykład miejsce na prawą stopę są mniejsze niż w Pandzie. Zdaję sobie sprawę, że jest to konsekwencja napędu i silników jakie do tego auta trafiają (np. R6 3 litry). Nie zmienia to faktu, że ciasno jest.

  51. PoGOOD ( April 17th, 2011 17:31 )

    @ k:
    Patrzę na ten samochód trochę inaczej niż Ty. “Ciasnota” jest dla mnie tak samo względnym pojęciem, jak “niewygodny”, czy “nieładny”.
    Ważę 110kg, mam 180 cm – jednym słowem “fatboy” i przez ponad 35 tys km spędzonych za kierownicami trzech różnych “jedynek”, nie odczuwałem żadnej ciasnoty.
    Dziś jeżdżę Volvo kombi i… zwykle wożę powietrze, bo poza torbą z laptopem w samochodzie nie podróżuje nic innego. Wyjazd rodzinny, gdzie faktycznie wykorzystuję miejsce, zdarza się co 2-3 tygodnie. Co więcej – przez ponad rok tylko raz złożyłem tylną roletę, żeby przewieźć skrzydła drzwi do nowego biura, choć pewnie za wynajęcie transportu z Castoramy zapłaciłbym 20 zł, więc to była bardziej fanaberia, niż realna potrzeba.
    Kupiłem kombi V50, bo podoba mi się bardziej niż sedan, a C30 jest dla mnie ciut “metroseksualna”, choć bardzo zgrabna.

    Myślę, że podobnie do mnie, wielu ludzi wybierając samochód nie potrzebuje faktycznie dużej przestrzeni, a raczej świetnego komfortu, przyjemności z prowadzenia, odpowiedniego logo itp. Inaczej wszyscy jeździlibyśmy Mondeo…

    Podsumowując – mimo “braku czujnika”, i “ciasnoty”, lubię “jedynkę” i poważnie biorę ją pod uwagę przy zmianie swojego samochodu – i to wersję trzydrzwiową, bo z dwójką małych dzieci (4 i 6 lat) i dwukilogramowym psem nawet w niej zmieści się cała moja rodzina, a wygląda ona o niebo ciekawiej niż 5d. I te bezramkowe szyby…

    Bo tak naprawdę 80% czasu spędzam w samochodzie sam ze sobą. I wtedy liczą się te “mniej namacalne” rzeczy, a nie kilogramy, litry i centymetry…

    I w tej dyscyplinie “jedynka” jest dla mnie świetną propozycją. Bo Civic Type-R jest zbyt głośny, S3 zbyt narowiste, a aktualna Impreza WRX makabrycznie brzydka.

    “Jedynką” robisz dobre wrażenie i masz kupę frajdy z jazdy – niezależnie czy zapłaciłeś 140 tys. za nową, czy 40 tys za używkę. Ten samochód nie musi być praktyczny – on od zawsze miał być “cool”

    I co Ty na to Blogo? Myślę, że w tej kwestii podzielasz moje podejście?

  52. k ( April 17th, 2011 18:28 )

    PoGOOD
    To nie tak. Po części się z Tobą zgadzam, po części nie. Ciasnota jest rzeczą obiektywną, mierzalną i porównywalną. Prawda jest taka, że jedynka jest ciasna w porównaniu nie z klasą D, ale z innymi kompaktami. Jak dla mnie poważnym problemem jest miejsce na prawą nogę. W dłuższej trasie muszę wspomagać się tempomatem, bo zwyczajnie mnie boli noga. To nie ma nic wspólnego z wożeniem powietrza.

    Natomiast zgadzam się z Tobą, że ludzie kupują auta na wyrost. Dla mnie kompakt jest idealnym kompromisem pomiędzy komfortem, wielkością zewnętrzną, a ilością miejsca w środku.

    Jedynka ma bardzo duży rozstaw osi – największy w klasie. To się przekłada na komfort jazdy i możliwości trakcyjne. Niestety nie przekłada się na miejsce w środku, choć z perspektywy kierowcy akurat miejsca na długość jest dość – jedyny problem z miejscem to jak pisałem szeroki tunel środkowy.

    Jeśli będziesz szukał auta dla siebie koniecznie zwróć uwagę na fotele. Te standardowe są porządne, ale sportowe rewelacyjne. Nie tylko wygodne, znakomicie trzymające na boki, ale także z niesamowitą ilością płaszczyzn regulacji.
    Oprócz standardowych możliwości jest opcja regulacji szerokości(dopasowania) trzymania bocznego, pochylenia całego fotela (łącznie z siedziskiem) oraz regulacji długości siedziska.

    Odnośnie testu jeszcze dwa zdania. Nie wspomniano w wadach o oponach RFT. Może to kontrowersyjne, ale dla mnie te opony to nieporozumienie. Owszem zapewniają wyższe bezpieczeństwo w razie przebicia i możliwość kontynuacji jazdy, ale za cenę ogromnego spadku komfortu jazdy (resorowania). Jedynka po zmianie opon na tradycyjne staje się niezwykle komfortowa – na szczęście jest to operacja bezproblemowa.

    Zgadzam się z Tobą w pełni, że jeśli ktoś szuka znakomicie jeżdżącego auta, ale bez twardego jak deska zawieszenia, bez ryczącego silnika to nie ma alternatywy – tylko jedynka spełnia te kryteria.

  53. żuwik ( April 18th, 2011 07:59 )

    Blogo, namęczyłeś się z testem a wystarczyło napisać:

    “BMW serii 1. Odpala. Reszta obszernego testu pełnego szczegółów – w komentarzach.”

    ;-)

  54. PoGOOD ( April 18th, 2011 12:02 )

    @ żuwik:
    - not o pozamiatałeś nas “pieniaczy” – your comment rulez!

    @ k:
    - runflaty to faktycznie lipa, ale akurat w “jedynce” ich skasowanie jest kłopotem, bo przy tej ilości miejsca w kufrze, nawet “rowerówka” zajmie masę miejsca. Pozostaje tylko spray + kompresor, a to takiego spokoju już nie zostawia…

    - z fotelami też są dwie strony medalu – sportowe są OK, szczególnie przez funkcję kołyski (możliwości podniesienia przodu fotela na długiej trasie), ale jak dla mnie mają zbyt wysoko wyprofilowane boki siedziska i moje grube uda drętwieją po dłuższym przelocie. Miałem te fotele w 320d E90 i nie byłem z nich zadowolony. Elektryczna regulacja szerokości oparcia jest fajną sprawą, ale przez 5 miesięcy posiadania E90 użyłem jej 3-4 razy do wygłupów… Wielkim nieporozumieniem jest natomiast brak w standardzie podpórki lędźwiowej – choć wielu moich Klientów jeżdżących E90 i jedynkami w ogóle na ten brak nie narzeka. Chyba mam jakieś koślawe plecy…

    @ Blogo…
    na kolana i do Częstochowy – dziękować za zagorzałych “komentarzystów” :-)

    Pozdro!

  55. PoGOOD ( April 18th, 2011 12:08 )

    Opony runflat – nie dopisałem najważniejszej uwagi ze swojej strony – jeśli zostawisz “jedynkę” / E90 na felgach 16 calowych – nie ma dramatu, dopiero przy większych zaczyna się hardcore’owa jazda.
    Runflaty mają jednak tę zaletę, że na naszych “poligonowych” ulicach z zimowymi dziurami, te opony trudniej przeciąć. A to w tym kraju chorych dróg – wielka zaleta…

    Dla mnie to rozwiązanie ma zasadniczo tylko dwie duże wady:
    - ciężko jest znaleźć oponę runflat w trasie, gdy przebijesz swoją i dojedziesz do wulkanizatora korzystając z jej możliwości. I to nie tylko w PL, miałem taką sytuację w DE – nawet tam nie mieli runflata na składzie i musiałem czekać do rana, aż otworzą salon BMW, żeby kupić u nich oponę i pojechać dalej.
    - te gumy mają bardzo twarde ścianki, więc na typowych dla naszych miast koleinach i “tarkach” przed skrzyżowaniami, potrafią podskakiwać i głupieje ABS. Kilka razy się mocno zdziwiłem w takich sytuacjach…

    Tyle, finito.

  56. Spalacz Benzyny ( April 18th, 2011 15:50 )

    @PoGOOD, kupiłeś runflaty na polskie dziury, a przebiłeś je na niemieckiej autostradzie? :]

  57. PoGOOD ( April 18th, 2011 15:56 )

    Wkręty do płyt gipsowych są wszędzie – nawet na Autobahn’ach. :-)

    I tak się cieszę – tam dealerzy BMW są w mieścinach wielkości naszych Skierniewic czy Pcimia. U nas musiałbym dymać pewnie ze 300km… A tego nie wytrzyma nawet runflat.

    :-)

  58. bmpw ( April 28th, 2011 14:10 )

    Test pokazał braki Jedynki, ale nic nie zmieni nigdy faktu, że to BMW. Pukam się w głowę jak widzę cenę nówki sztuki nie śmiganej, bo jest z kosmosu. Jeszcze jakieś parę tysięcy i mamy nówkę Trójkę:). Bardzo mi się ten samochód podoba i chciałbym mieć go w najmocniejszej wersji benzynowej:). Skąd taka wysoka cena? Za znaczek BMW i za prowadzenie, nie znam drugiej marki, która się tak prowadzi – po sznurku.
    Ja chcę to auto:)

  59. awo ( May 3rd, 2011 13:17 )

    @bmpw, a ja myślę, że BMW tak na prawdę nie potrzebuje jedynek, żeby je sprzedawać an dużą skalę (patrz zaporowa cena), lecz po to, żeby osoby kupujące ich bądź co bądź najpopularniejszy model – trójkę, nie miały poczucia, że kupują najtańsze auto dostępne w ofercie :-)

  60. PoGOOD ( June 22nd, 2011 15:33 )

    @ awo:
    To nie jest tak. W bogatej/starej Unii “jedynka” jest samochodem dla młodzieży i tak jest sprzedawana.

    Zobacz sobie reklamę leasingu fabrycznie nowej 116i 3d, którą dzisiaj dostałem od jednego ze współpracujących ze mną dealerów w Niemczech. Co więcej – taki leasing za 149,- EUR miesięcznie możesz w Niemczech dostać na siebie (leasing konsumencki), a nie tylko na prowadzona przez siebie firmę.

    Ktoś powie – “po co mam płacić przez 3 lata po 149,- EUR, skoro potem samochód i tak nie będzie mój?”

    Tu odpowiedź jest prosta – 149,- EUR miesięcznie trzeba zapłacić za używaną 116i, która już nie ma gwarancji, ma min. 60’000 km przebiegu i nigdy nie wiesz co przeszła przez poprzednie lata.

    Właśnie w ten sposób BMW pozwala “biedniejszym” obywatelom starej Unii zakochiwać się w marce i produkowanych przez siebie samochodach.

    Dla waszej informacji – jako pracownik BMW również mogłem skorzystać z podobnego programu w Polsce, ale z powodu wyższego kosztu pieniądza w naszym pięknym kraju, moja rata wynosiłaby 1’229,- zł za golasa. A tu w ofercie jest samochód, który ma dwustrefową klimę, tempomat, sportową kierownicę skórzaną, podgrzewane fotele, czujniki parkowania z tyłu itd.

    Szkoda, że u nas banki muszą się dorabiać tak szybko naszym kosztem…

    Szkoda…

  61. PoGOOD ( June 22nd, 2011 15:34 )

    Uuuups – zapomniałem o linku – przepraszam:

    http://www.kohl.de/download/pdf/2011-06-17Angebote1er.pdf



Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!