#221 Rajd o kropelce

Mam w sobie coś takiego, że mniej więcej 8 na 10 dalekich podróży autem traktuję jako frajdę. Nie baczę na koszty – jadę tak jak lubię. Bo jestem zdania, że to jest bezpieczniejsze – pisałem już kiedyś o tym. No i mniej się wtedy męczę. Jednak tym razem było inaczej, bo ktoś wszedł mi na ambicje.
O BMW serii 1 napisałem już chyba wszystko. Trochę mnie dziś ten tekst uwiera – zmieniłbym w nim detale tak, by miał inny wydźwięk. By po jego przeczytaniu było oczywiste, iż mimo wad (nawet dość wielu) ten samochód jeździ tak genialnie, że jego niedostatki puszcza się w niepamięć. Cóż… napisałem jak napisałem, dziś nie wypada zmieniać. Ale ja dziś nie o tym…
Cały rajd o kropelce zaczął się, jak zapewne pamiętacie, od wymiany SMS-ów z Tylikiem. On wyznaczył mi cel na poziomie 4 litrów na 100 km, a ja to wyzwanie przyjąłem. No i się zaczęło…
Aha – jeszcze tytułem przypomnienia: jechałem z Warszawy do Torunia (coś koło 250 km) nowiutkim BMW 116d – czyli pod maską miałem niewysilony 2-litrowy silnik diesla o mocy 116 KM. Ponadto – zero pasażerów, zero bagażu, auto czyste i bez bagażnika dachowego. 6 biegów (skrzynia ręczna) i funkcja “Auto Start Stop”.
Na starcie wyzerowałem wszelkie wskazania komputera pokładowego (poza licznikiem kilometrów, czego bardzo żałuję). Wiem, że powinienem był zatankować do pełna, dojechać do Torunia i ponownie zatankować do pełna – dzięki temu dokładnie znałbym ilość zużytego oleju napędowego. Jednak na drugie imię mam “Niechcemisię” i zdecydowałem się zaufać wskazaniom komputera pokładowego.
Był niedzielny poranek, godzina 9:55. Mimo że w trasie byłem od 20 minut, nie wyjechałem jeszcze z Warszawy. Wszędzie światła, remonty i zaskakujące korki. Komputer informował mnie, że średnie spalanie jest na poziomie 5,9 l/100km. Dramatycznie wysokie – wszak miałem zejść do 4 l/100km. Ale wszystko przede mną – wyjadę poza miasto i cyferki będą lecieć w dół na łeb i na szyję.

Acha – jeśli na fotce po lewej stronie jest ikonka dystrybutora, wartość oznacza spalanie średnie – czyli to, na którymi mi zależy. Jeśli ikonki dystrybutora nie ma – mamy do czynienia ze spalaniem chwilowym, które prawie cały czas obserwowałem dbając o to, by utrzymywało się poniżej 4 litrów. Tylko tak miałem szansę osiągnąć średnie na poziomie czterech litrów. Nadążacie?
13 minut później byłem już poza miastem i zacząłem oszczędzać. Przy “dziewięćdziesiątce” auto chwilowo spalało 3,6 l/100km. No i supcio!

I gdy wszystko wydawało się takie idealne, w moim lusterku pojawiła się czerwona Kia cee’d.

Wyprzedziła mnie z gracją charakterystyczną dla przepełnionych węglem ciężarówek – wiecie, tych co to przypuszczają atak lewym pasem dokładnie wtedy, gdy ich prędkość przekracza prędkość kolegi w drugiej węglarce o jakieś 2 km/h. Tak wiec Kia mnie wyprzedzała… mniej więcej od 10:11 do 10:18. Siedem długich minut jechała koło mnie, a siedzący za kierownicą “gerber” zdawał sobie nic nie robić z tego, że blokuje lewy pas.
Byłem na skraju załamania – chciałem przyspieszyć i jej uciec, chciałem zwolnić i dać się wyprzedzić. Ale wszystko to oznaczałoby wzrost spalania. Ciężko jest psychicznie wytrzymać jazdę o kropelce, gdy wokoło tacy mistrzowie.
Ostatecznie siedząca na fotelu pasażera żona chyba zaatakowała go defibrylatorem, dzięki czemu drgnęła mu prawa noga i pooojechał. Myślałem, że to koniec moich zmartwień, ale niestety – żona zdawała się nie ustawać w defibrylacji, bo Kia wciąż zmieniała tempo – to przyspieszała i mi uciekała, to zwalniała i zmuszała mnie go odpuszczenia gazu.

Jeśli kogoś z nowych czytelników razi moje podejście do osób starszych za kierownicą – odsyłam do mojego manifestu pt.: “Zabierz dziadkowi prawko“. Jeśli przeczytacie, to mnie zrozumiecie.
Ale wracając do tematu… jazda za kimś, kto nie trzyma prędkości i szarpie się z gazem normalnie nie stanowi dla mnie problemu – po prostu go wyprzedzam. Jednak tym razem nie mogłem – musiałem baczyć na spalanie. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, mimo tych drobnych problemów z bezustannie defibrylowanym emerytem jadącym z przodu, średnie spalanie spadło mi do 4,8 l/100km. Do docelowych czterech jeszcze długa droga, ale jest coraz lepiej.

Chyba każde BMW serii 1 wyposażone jest w fajny gadżet, który podpowiada zmianę biegu – tak, by spalać jak najmniej. Podczas codziennej jazdy po mieście miałem te cyferki w głębokim poważaniu, teraz jednak wpatrywałem się w nie niczym Małysz we flagę trenera. Gdy tylko system podpowiadał przejście z “piątki” na “szóstkę”, zmieniałem big szybciej niż Adam opuszczał belkę.
Zauważyłem ciekawą rzecz, jazda na zbyt wysokim biegu kolosalnie podnosi chwilowe spalanie. Na poniższej fotce widzicie, jak na szóstym biegu pokonuję zapewne niewielkie wzniesienie. Obroty są żenująco niskie (1400 rpm) i mimo delikatnego obchodzenia się z gazem, chwilowe spalanie mam na poziomie 9 l/100km.

Gdy tylko zredukowałem na piątkę, spadło do mniej więcej czterech. Ot, taka ciekawostka – wiedziałem o tym od zawsze ale nie zdawałem sobie jednak sprawy z tego, że jest to aż tak widoczne. Nie mówiąc o przeciążaniu silnika – ale to już zupełnie inna bajka.
Apropos wzniesień – przyjrzyjcie się poniższej fotce:

Normalnie bym powiedział, że widoczna na niej droga jest równa jak stół. Jednak podczas rajdu o kropelce człowiek widzi same wzniesienia. Ja tutaj doliczyłem się trzech. A wzniesienia można pokonywać na dwa sposoby:
- za wszelką cenę starać się utrzymać prędkość, co niestety powoduje dość znaczny wzrost spalania chwilowego – a to na dłuższą metę podnosi spalanie średnie (lub sprawia, że ono wolniej opada), lub
- nie zmieniając nacisku na gaz powoli wytracać prędkość, co z kolei sprawia, że po wzniesieniu trzeba ponownie tą prędkość budować – a to jak wiemy, podnosi spalanie.
.
Ja stosowałem metodę drugą – ale tylko dlatego, że wzniesienia były niewielkie, prawie niewidoczne gołym okiem. Atakując “górę” miałem 110 km/h na liczniku. Na jej szczycie ledwo przekraczałem 95 km/h. Na szczęście za szczytem zaczynał się spadek (również niewidoczny gołym okiem, ale jednak był), na którym łatwiej było budować prędkość, bo pomagała grawitacja. Co by jednak nie mówić – każde wzniesienie to wzrost spa… kto dokończy? Tak, spalania. Dobrze!
Poza wzniesieniami poważnym problemem są wszelkiego rodzaju zawalidrogi. Ot, taki na przykład kombajn – zajmuje cały pas i jedzie nie szybciej niż 20 km/h. Zwolnienie do takiej prędkości byłoby dla mnie tragedią, gdyż ponowne dojście do 90-110 km/h kosztowałoby mnie chyba z litr oleju napędowego. Dlatego zmuszony byłem, nie bacząc na przepisy, wyprzedzać.

Sęk w tym, że wyprzedzałem… jakby to nazwać… inercyjnie. To znaczy bez redukowania, bez przyspieszania, bez… bez niczego. Po prostu mijałem taki kombajn jadąc prędkością podróżną. Moja prawa noga nawet nie drgała. To naprawdę jest męczące, gdy po raz kolejny wyrabiasz się przed wysepką dosłownie w ostatniej chwili. Ale cóż – 4 litry na 100 km to nie przelewki – nie mogę sobie pozwolić na wygodne i bezstresowe wyprzedzanie.
O 11:07 średnie spalanie spadło do poziomu 4,6 l/100km. To bardzo dobry wynik, ale nie satysfakcjonujący. Zacząłem się zatem rozglądać za tunelem aerodynamicznym. Możecie nie wiedzieć, o co chodzi, bo to jest bardzo zaawansowana fizyka. Dość powiedzieć, że ma zastosowanie w Formule 1. Oraz w kolarstwie. A także w przedszkolu – wszak w pierwszej parze (tuż koło Pani) zawsze idą największe rozrabiaki. I to oni muszą ciąć powietrze w drodze na plac zabaw – taka kara za niegrzeczne zachowanie. Łobuziaki się męczą, a reszta grupy ukryta w ich aerodynamicznym cieniu męczy się tyle co nic. Już wiecie, o co cho? To dobrze.
Więc usiadłem na zderzaku czemuś takiemu:

To coś jechało ze stałą prędkością 90 km/h i było wystarczająco duże, by zostawiać za sobą aerodynamiczny tunel. Tunel, w którym ja mogłem sobie jechać o kropelce. I wiecie co – to naprawdę działało. Chwilowe spalanie miałem na poziomie 2,9 l/100km a średnie spadło do 4,5l/100km.

Toruń jednak zbliżał się zatrważająco szybko i pomiędzy obecnymi 4,5 a docelowym 4,0 była przepaść. Musiałem działać. I zadziałałem – jedyne, co przyszło mi do głowy, to zmienić prowadzącego, pod którego się podczepiam. Ten obecny może i był duży, ale jednak jego kanciaste kształty musiały powodować zawirowania i turbulencje. Rozejrzałem się po drodze i zauważyłem, że 500 metrów z przodu jedzie coś znacznie lepszego. Zasłoniłem dłonią ekran komputera pokładowego i przyspieszyłem. Musiałem zasłonić, inaczej bym się popłakał. I tym sposobem wylądowałem za czymś takim:

Wręcz wymarzony lider – wysoki i obły niczym pocisk. Możecie się śmiać, ale to naprawdę działało – jadąc za poprzednim TIRem spalanie prawie cały czas utrzymywało mi się na poziomie 4,5 l/100km. Chwilowe było niższe, ale momentami coś tak zawiewało mi w auto, że zostawałem dobre 100 metrów w tyle. I musiałem doganiać, spalając chwilowo nawet 8 l/100km. Tutaj takich sytuacji nie było – zero wiatru, idealnie stała prędkość, pełen spokój. Obserwowanie wskazań średniego spalania wreszcie zaczęło mi sprawiać przyjemność. Zobaczcie sami – najpierw spadło do 4,4:

Siedem minut później i 10 kilometrów dalej do 4,3

A kolejne 13 minut później i 16 km dalej do 4,2

4,2 l/100km to już wynik z gatunku tych rewelacyjnych. Jednak mnie to nie satysfakcjonowało – 4,2 to nie to samo, co 4,0. Niestety byłem już prawie w Toruniu i od McDrive’a (bo tam umówiłem się z Tylikiem) dzieliło mnie jakieś 35 km. I wtedy zaczęły się schody – nie dość, że droga była remontowana, to jeszcze łapałem wszystkie możliwe czerwone światła. Tu jednak z pomocą przychodził mi system “Auto Start Stop”.

O 13:00 byłem na miejscu. Średnie spalanie, według wskazań komputera pokładowego, wyniosło 4,1 litra na 100km. Czy zatem nie sprostałem wyzwaniu rzuconemu mi przez Tylika? On twierdził, że nie sprostałem. Ja uważam, że sprostałem. Wszak błąd statystyczny zwykło się przyjmować na poziomie 3%. A trzy procent od 4,1 to 0,123. Jeśli zatem od 4,1 odejmiemy 0,123, otrzymamy 3,977. A to mniej niż 4,0!
Tak, wiem że błąd statystyczny jest tu trochę od czapy. A poza tym równie dobrze można by te 0,123 dodać do wyniku a nie od niego odjąć. Ale jak już wielokrotnie pisałem – to mój blog i moje kredki – mogę sobie błędy statystyczne dodawać lub odejmować wedle własnego uznania i nikomu nic do tego.
A zatem – wyzwaniu sprostałem. 3,977 l/100km (lub jak kto woli 4,1 l/100km minus błąd statystyczny) to rewelacyjny wynik. Potraficie lepiej? Serio pytam – potraficie?
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Jazda o kropelce jest naprawdę wycieńczająca – cały czas trzeba obserwować wskaźnik chwilowego spalania, trzeba przewidywać zachowania innych kierowców z wyprzedzeniem graniczącym z jasnowidzeniem. Trzeba nogą muskać pedał gazu nie bacząc na chwytający cię w łydkę skurcz. Trzeba powściągnąć irytację. Trzeba mieć cierpliwość buddyjskiego mnicha.
Ale skoro pokazałem, że potrafię – drogę powrotną z Torunia do Warszawy pokonałem w swoim normalnym stylu. Tuż przed wyjazdem wyzerowałem wskazania komputera:

… i dałem w długą. Ale żeby było jasne – jechałem swoim zwykłym tempem. Jechałem tak, by czuć się bezpiecznie. Nie szarżowałem. Ot, po prostu jechałem dla przyjemności. Bo BMW serii 1 potrafi dać jej mnóstwo!
Na ekranie komputera pokładowego widok średniego lub chwilowego spalania miałem wyłączony – ale zerkałem sobie na wskaźnik sugerujący zmianę biegów. Jadąc do Torunia przestrzegałem jego sugestii. Wracając z Torunia często zdarzało mi się jechać na trójce, mimo iż powinienem był jechać na szóstce. Przynajmniej zdaniem komputera pokładowego. Jednak tym razem z jego zdaniem się nie liczyłem:

Do domu dotarłem o 21:07. Średnie spalanie wyniosło 5,7 l/100km. To aż o 1,6 więcej na każde przejechane 100 km!

Ale… rano do Torunia dojechałem ledwo żywy – byłem wykończony tym Eco-Drivingiem, tym ciągłym kontrolowaniem wskaźników, tym klejeniem się do TIRów. Do domu zaś, po przejechaniu tej samej trasy dotarłem wieczorem rześki i radosny. Jechało mi się świetnie. Ależ ja uwielbiam “jedynkę” – nie ma drugiego auta, które dawałoby takie gokartowe wyczucie.
Podsumowanie
Mógłbym zejść jeszcze niżej – jadąc spokojnie za TIRem nie miałem problemu z utrzymaniem chwilowego spalania na poziomie 3 litrów. Może jeszcze zrobię sobie taki rajd o kropelce – ale wtedy wyzwaniem będzie nie jakiś SMS od kolegi, ale dane fabryczne: dla BMW 116d w trasie spalanie ma wynosić 3,9 l/100km. To jest do pobicia. Na luzach. Muszę tylko w dłuższą podróż ruszyć.
Jazda o kropelce męczy. Męczy jak cholera. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli – ja jechałem po rekord. Gdybym po prostu jechał sobie spokojnie, pewnie dojechałbym zupełnie nie zmęczony. Ale i średnie spalanie miałbym wyższe niż te 4,1 l/100km
Jazda dynamiczna (ale bez szaleństw) daje ogromną frajdę – wszak właśnie to jest esencją motoryzacji. Niestety jest droższa. W przypadku BMW 116d aż od 1,6 litra (ok. 8 zł) na każde 100 kilometrów. Czyli 250 km z Torunia do Warszawy kosztowało mnie (8×2,5) 20 zł więcej niż poranna droga z Warszawy do Torunia.
Czy opłaca się jeździć o kropelce. Pewnie, że się opłaca – każda oszczędność jest dobra. Jednak jeśli frajda dynamicznej jazdy “jedynką” miałaby mnie kosztować 8 zł za każde 100 km trasy, to ja w to wchodzę. Mogę nawet od razu puścić przelew… opłacę kilka tysięcy kilometrów z góry. Nie dlatego, “że mnie stać”. Dlatego, że… BMW serii 1 świetnie jeździ.
Dodaj swój komentarz
Chcesz wygłosić monolog lub wdać się w polemikę? Pisz śmiało!












RSS (wszystkie wpisy)
E-mail (powiadomienia)


Trochę przynudzę pytaniami o konkrety, ale strasznie mnie to interesuje :)
1. Jakie obroty mniej więcej dają najmniejsze spalanie? I przy ilu obrotach ta jedynka ma maksimum mocy? Mnie zdziwiła ta informacja o tak niekorzystnych dla spalania obrotach już przy 1,4 k rpm. Swoją Civic staram się trzymać koło 1,8 k rpm bo tam właśnie ma maksimum mocy. To dobry pomysł?
2. Byłem pewien, że ta oszczędna dziewięćdziesiątka to tylko mit. Najmniejsze spalanie w swoim życiu osiągnąłem, gdy przez zamieć na drodze jechałem Poznań – Gdańsk z prędkością około 50 km/h. Próbowałeś jechać wolniej niż te 90 km/h?
Ad1. Niekorzystne dla spalania 1400 rpm było dlatego, że jechałem pod wzniesienie i mocniej dociskałem gaz (nie mocno, a tylko trochę mocniej). Nie wiem (i teraz na szybko nie mogę znaleźć) przy jakich obrotach jest moc maksymalna w BMW 116d.
A TY, jeśli przy 1800 rpm masz max mocy, to pewnie dobrze robisz jeżdżąc wokół tego.
Ad2. Nie, nie jechałem wolniej, bo trasa Wwa-Toruń jest dość szybka i nie chciałem, by mijały mnie TIRy (się tego normalnie boję). Generalnie prędkość trzymałem między 90 a 110 km/h. Mnie też się wydaje, że 90 km/h jest najoszczędniejsza, ale to może być mit. Szczerze mówiąc – nie wiem, jaka jest prawda. Komputer pokazujący chwilowe spalanie minimalnie (przy jechaniu, a nie zwalnianiu) pokazywał coś koło 2,3 l/100km, i to było właśnie w okolicach 80-90 na godzinę. Ale może po prostu nie patrzyłem, jak pokazywał mnie przy np. 50 km/h.
Nareszcie coś napisałeś :)
Fajny tekst, chociaż ciekawi mnie jak wskazania komputera w Jedynce mają się do rzeczywistego spalania. Sprawdzałem to kiedyś w Cooperze i wyszło znacząco więcej, jeśli mnie pamięć nie myli to o ok. 10-15%.
Przy okazji, zaryzykuję stwierdzenie, że Cooper jest bardziej ‘gokartowy’ niż Jedynka, jeżeli przez to rozumiemy niesamowitą przyczepność i jazdę w zakrętach jak po sznurku (przynajmniej ja to tak rozumiem). Przy czym, Jedynką nie miałem okazji jeździć, więc możemy kiedyś zrobić test porównawczy ;)
A propos, czy w parku bmw jest też marka mini? Jeśli tak to może wziąłbyś kiedyś countrymana? :) Porównałbyś go ze swoimi wrażeniami z premiery :D
mi najlepiej wychodzi jazda na kropelce jak nie widać chwilowego spalania i dopiero na koniec jest chwila prawdy… tadaaammmm… 7,1 – mój rekord, gdy przy żwawej jeździe jest 9,5…
ciekawą rzeczą jest to, że przy takiej powolniej jeździe jakimś autem z mocniejszym silnikiem robi się korek… inni kierowcy chyba myślą ‘skoro on jedzie tak powoli to musi coś wiedzieć czego my nie wiemy’ i czasami parę kilometrów musi minąć zanim jednak ‘zaryzykują’ i zaczną wyprzedzać…
potrafiłbym dojść do spalania podanego jako autostradowe, tj. 6,5 litra, bez chowania się za tiry, ale po prostej, w miarę równej drodze międzymiastowej…
@Miko: Tak, są Miniaki i na bank jakiegoś (a może i każdego) wezmę. A co do gokartowości – napęd na tył wiele daje. I to, jak rewelacyjnie go w “jedynce” czuć. W trójce cabrio (miałem ją przez kilka dni do dziś) nie było tego tak czuć – auto po prostu świetnie skręcało. A “jedynka” cisnęła tylne opony i łatwo, naprawdę łatwo lekko rzucała tyłem. Ogromna frajda. Przeogromna.
@Spalacz: Dawno nie czytałem czegoś tak prawdziwego ;))
ciekawą rzeczą jest to, że przy takiej powolniej jeździe jakimś autem z mocniejszym silnikiem robi się korek… inni kierowcy chyba myślą ‘skoro on jedzie tak powoli to musi coś wiedzieć czego my nie wiemy’ i czasami parę kilometrów musi minąć zanim jednak ‘zaryzykują’ i zaczną wyprzedzać
@Blogo
No to super, w takim razie czekam na testy :)
@SpalaczBenzyny
Z tym korkiem – so true. Sam zwalniam w takiej sytuacji, a jak widzę, że gość ma jeszcze cb to długo mi zajmuje przełamanie się i wrócenie do swojego tempa :)
A co do porównywania wyników to ja się nie będę wypowiadał, bo jeżdżąc Cooperem 1.6 byłem zadowolony jak miałem poniżej 10 l (sporo w trasie), a i w Audi 1.9 tdi kilkanaście litrów na setkę to był raczej standard :]
Na krótszym odcinku (35 km) miałem kiedyś średnie 4,1 swoją Mazdą. Ale to była jazda ze ślubu kościelnego na wesele, cały czas ok. 70km/h. Stąd mój wniosek, że to właśnie jest najlepsza prędkość dla kropelek. Ale tak naprawdę diabli wiedzą.. ;)
mój rekord to 8.4l benzyny, ale to przy ustawieniu aktywnego tempomatu na 140km/comfort/4 kreski, no i kategoryczny zakaz dotykania pedału gazu :)
jazda na trasie 70km czy nawet 90km to masochizm którego nie jestem w stanie zaakceptować :)
@Miko
1.9 TDI kilkanaście litrów na setkę? przecież to TDI, zasysa paliwo z powietrza.
ja mam za to najlepszy system ekonomicznej jazdy. Komputer mi zawyża spalanie tak przynajmniej litr jak nie półtora, więc dopóki nie zacząłem prowadzić statystyk na motostat to nie przypuszczałem że tak mało mi pali ;) pokazałbym ale nikt nie uwierzy :]
@ Blogo
spodziewam się, że na trasie, w obie strony mogło być podobne natężenie ruchu – ciekaw jestem, czy różnica czasowa obu przejazdów w ogóle była zauważalna. zwróciłeś może uwagę?
@Bartolomeush: Nie, nie patrzyłem na zegarek. Choćby dlatego, że wracając byłem głodny jak wilk i chyba ze 3 razy stawałem na hot dogi. Ale na bank jechałem szybciej. Choć na tak krótkim dystansie (250 km) to co nadrobisz w trasie, stracisz na byle światłach w mieście.
520D Kraków-południe Chorwacji
5,6l/100km
Sorry, że tak pod sobą piszę oczywiście auto dopakowane na full, 4 osoby i pełny bagażnik ;))), że już lekko siadło :D
@filipkolacz: Aaa… jak auto dopakowane tak że siedzi, to się nie liczy. Wtedy masz mniejsze opory aerodynamiczne, a to nie fair w stosunku do normalnych, pustych i wysoko nad szosą stojących aut ;)
@Blogo
To jeszcze największy rekord w 520D.
Trasa Kraków-Polańczyk(Bieszczady) średnia 4,8l/100km, także baardzo dobra i auto nie było zbytnio dociążone, jechały 2 osoby
mój rekord e36 328, 6,8litra krajowa 19, 220km
Też mi się wydawało, że 90km/h jest najekonomiczniejsze. Ale kiedyś jechałem przez BiH, gdzie na “zwykłych” drogach obowiązuje ograniczenie do 80km/h, więc na wszelki wypadek (coby się tamtejszą POLICIJA nie stresować)starałem się nie przekraczać 70-75. Średnia spadła mi wtedy do rekordowych 9,6, a jechałem autem wypakowanym “po dach” – jak to na wakacjach… Normalne spalanie średnie to ok. 11.5 l/100km
Witam,
2-3 lata temu, E46 320dT (kombi), droga Opole-Częstochowa (czyli jeden pas i wszystkie zawalidrogi). Utrzymywana prędkość ok. 70-75km/h. Wynik: 3,9 l/100km. Było to wskazanie komputera. Znając moją bawarkę na pewno spalanie było większe (ok. 4,1-4,2) ale tutaj porównujemy test “oszukany”. Powinno się obliczyć rzeczywiste spalanie. Jeżeli chcemy oszukiwać wystarczy założyć mniejsze koła. A co do zakładu: zakład jest zakład, 4,1 to nie 4,0. Przegrałeś :)
Blogo, czyżbyś usprawnił system robienia zdjęć za kierą? Jakieś takie mało rozmazane i ruszone są ;)
btw: ciekawe jaka byłby reakcja BMW PL, że zaliczyłeś dzwona przy 100km/h, bo akurat robiłeś zdjęcie zegarów…
“Wiem, że powinienem był zatankować do pełna, dojechać do Torunia i ponownie zatankować do pełna – dzięki temu dokładnie znałbym ilość zużytego oleju napędowego. Jednak na drugie imię mam “Niechcemisię” i zdecydowałem się zaufać wskazaniom komputera pokładowego.”
Tak, tak, dobrze wiesz że komputer pokazuje z 1 litr mniej niż autko naprawdę spala dlatego nie zrobiłeś tego tak jak trzeba :). No chyba że BMW jakieś wyjątkowe jest i pokazuje prawdę, ale wątpię.
3,8/100 Płock-Ustka
Mondeo mk3 2,0TDCi
A potem, za 4 miesiące, wymiana zarżniętej taką ciągłą jazdą dwumasy i 3K zł w plecy.
Morał-chytry dwa razy traci…
Mój rekord to 4 litry benzyny Toyotą Avensis z 4 osobami i bagażem wakacyjnym “po dach”, w sumie pewnie z 500kg ponad masę własną, osiągnięty jadąc z prędkością 90 km/h na niemieckiej autostradzie, bez numerów typu chowanie się za TIRy, zwykła jazda.
E46 330d troszkę “poprzerabiane” rekord – REALNY z całego baku 4,75 l
BMW serii 3 E90 2.0 143KM na trasie Stargard-Poznań osiągnąłem 3,6 litra/100 km wg komputera. Bez takiego cudowania, bez ciągania się za tirami. To wcale nie jest męczące jeśli się wyrobi nawyki. Dla ewentualnych sceptyków dysponuję fimikiem. Żona w trybie mieszanym jeżdżąc na co dzień 50/50 miasto/trasa ma spalanie na poziomie 5 l/100 km.
Najmniejsze spalanie jakie osiągnąłem BMW 118d 143KM to 3,4l/100km na dystansie ok. 110km. To już faktycznie była męczarnia i jazda z prędkością ok 70 km/h na pustej drodze, no ale wtedy dopiero się uczyłem oszczędnej jazdy.
Obecnie niestety mam średnie spalania na poziomie 7 litrów, no ale silnik pow 200 KM i automat.
330d i 4,75??? niemożliwe… wiem bo mam :)
6,2 to na autobhanie…. fakt nie oszzczedzalem ale 4,7….? 5 bieg i 900 obrotów?
Bmw e38 740ia 4.4 v8
Średnie 11/100km/h
Teraz w Top Gear Clarkson i s-ka robią rajd o kropelce na dystansie ze Szwajcarii do Blackpool trzema różnymi samochodami. Ponad 1200km na jednym baku
Trasa Wodzisław-Krapkowice 76 KM drogami krajowymi – średnia prędkość 90-110 km/h spalanie komputerowe 5,7l. Trasa Wrocław-Katowice, tempomat 180 km/h praktycznie cała droga 170-190 km/h spalanie komputerowe 7,7l. Nie wiem skąd wy bierzecie te spalania ale jakoś mi się nie chce wierzyć. No chyba, że tylko my z Danką mamy taką ciężką nogę?
Najniższe spalanie wg komputera to 5,6 na trasie 35 km, średnia prędkość 80 km/h.
@k: stary a wy nie macie gazu w tym aucie przypadkiem i nie przeliczasz tego na ropę?
Ja was proszę! Takie bajki to tylko na blogu. Na pełnym baku w Pasku (68l) przejeżdżamy równe 1000km. Wg komputera 1150 co jest niemożliwe.
7.2 nitro lpg :D
80-90km/h
mysle ze moge mniej. ale to bedzie jak wszyscy sa zgodni – masochizm.
@flog: “Najniższe spalanie wg komputera to 5,6 na trasie 35 km, średnia prędkość 80 km/h.” To ta trasa do Sobótki?
Tez bym sie pochwalil spalaniem, ale mi liczy w jakis chorych systemie MPG, czyli mile na galon :D
Ja chyba jakis nawalony jestem :P Mialo byc :
Tez bym sie pochwalil spalaniem, ale mi liczy w jakims chorym systemie MPG, czyli mile na galon :D
ok. Tera git ;)
A moja Wołowina (V50 2.0D MT) mimo całej swojej common-rail’owej oszczędności, nie chce zejść poniżej 6,2 / 6,3. Przy przelocie przez Niemcy – 7,4-7,9. A do tego ma cholernie mały bak, więc zasięg realny to 600-800km – w zależności od pory dnia / natężenia ruchu / weny drajwera. :-)
Przez ostatnie lata robię 50-60 tys rocznie, ale mój następny samochód będzie z pewnością benzynowcem. Chyba padnie na 120i 3d :-)
Bo tak naprawdę jedyną sytuacją, w której nowoczesne diesle są znacząco oszczędniejsze od benzynowców, są właśnie szybkie przeloty autostradowe (lub w przypadku Polski – po drogach autostrado-podobnych).
Zrobiliśmy sobie ostatnio wypad z przyjacielem na narty do Francji. W sumie ponad 3’800 km po najróżniejszych drogach w niskich temperaturach.
Audi A5 coupe 2.0TFSI quattro MT spaliło nam średnio 7,9l.
I po co mi Diesel?
@PoGOOD, “Audi A5 coupe 2.0TFSI quattro MT spaliło nam średnio 7,9l.”
fejk! nie zmami te numery, nie damy się na brać! bo ciekawe jakim cudem wsadziliście narty do A5?! :]
Wiem z doświadczenia, że wyłączenie głupiego radia czy klimatyzacji także wpływa na obniżenie spalania. Kiedyś miałem niemiłą sytuacje, gdzie jadąc załadowanym towarem VW T5 upatrzona stacja benzynowa okazała się zamknięta. I zaczął się stres bo rezerwa już od jakiegoś czasu straszyła. Przypomniałem sobie wtedy jeden z odcinków Top Gear gdzie Clarkson jechał, chyba Audi A6, także o kropelkę. Wyłączyłem nawiewy, radio, odłączyłem urządzenia podpięte pod zapalniczkę i byłem w szoku, że wskazówka stanu paliwa była poniżej E(mpty), a silnik nadal pracował bez zastrzeżeń. Ostatecznie udało się doczłapać do stacji benzynowej.
@Artur, teraz na modzie eko to w komputerach samochodowych jest jak byk informacja które urządzenia jak wpływają na zużycie benzyny, np. klimatyzacja 0,9l/h…
@ Spalacz…
Narty – jak zwykle – w fabrycznym pokrowcu “schowanym” w oparciu tylnej kanapy…
Jakoś nie jestem fanem boksów dachowych…
@lordqra
Nieźle
Niżej tylko przy najniższej dopuszczalnej przez producenta na piątce ;].
A 7.5/100km LPG to zwykły kombiak (3 os i mały bagaż, nawiew ust2, radio fabryczne) 1.6 8V przy spokojnym poruszaniu się w trasie zużyje, i to bez szukania tunelu aerodynamicznego za ciężarówką :-O. Gdy prowadzę nigdy nie trzymam się tak blisko ciężarówki. Zbyt długa chwila skupienia na spalaniu i problemy gotowe przy nieprzewidzianym hamowaniu przewodnika.
Witam,
posiadam taką bmw na sprzedaż rok. 2010. Numer telefonu 505780812
BMW E46 320d Touring ’2004 6 biegów – trasa 155km droga nr 7 i 10, prędkość 100-110 km/h, połowa trasy na tempomacie, spalanie z komputera 5.0 a po zatankowaniu i przeliczeniu 4.4 l/100. Sprawdzone wielokrotnie, mój komputer zawyża o 0,6l.
Nie wierzę w tak niskie rzeczywiste spalanie jak zrobiłeś w teście. Komputer przekłamuje. Dla tego “nie chce mi się” – jest wykrętem, od rzetelnego testu.
Sam jeżdżę E46 Turing 318D – spalanie jakie udało mi się osiągnąć najniższe – RZECZYWISTE to 6,25l/100km. Przy jeździe delikatnej – eco driving.
A komputer pokazuje 5.1, najniżej jak pokazał to 4,7.
Peugeot 407 2.0 HDi
Trasa: 1350km Polska-Włochy
Spalanie: 4,2 l/100km
Auto z 2 osobami, obładowane: narty itp. Zimą. Oczywiście na zimówkach.
;)
Weź z tego zestawienia wykreśl tego peugeota…
Pamiętasz ten film: Pazura wychodzi przeciera oczy i mówi: o kuwa mój pełgeot. – koła mu ukradli:)
Kochani, jeśli dla Was ekonomiczna jazda utożsamiana jest z jazdą niezmiennym tempem, to się gruuubo mylicie. Piszę tak, że mówicie pisząc o swoich wynikach, że jechaliscie na tempomacie i wyszło jakieś tam spalanie. TEMPOMAT ZAWYŻA SPALANIE!!! Dlaczego? Bo za wszelką cenę próbuje utrzymać stałą prędkość – niezależnie czy jadąc z górki, czy pod górę. Przez to np. jadąc z góry, często podaje silnikowi mikrodawki paliwa, kiedy jadąc bez tempomatu puścilibyśmy pedał gazu i nie spalali nic.