#242 Forza Italia, mają rozmach…

To miał być podobno ostatni taki ciepły weekend w tym roku. A zatem postanowiłem go spędzić stosownie – czyli na zlocie Forza Italia. Wolałem to bardziej niż Mazury, Kaszuby czy morze. Bo, co tu dużo gadać, ci pasjonaci włoszczyzny dobrzy są. Mają rozmach, sk…

Zlot był dwudniowy, ale w sobotę się nie wyrobiłem. Dla ciekawych – relacja (krótka, acz tradycyjnie „w punkt”) na Złomniku. Ja w niedzielę dotarłem przed południem. Miałem ze sobą aparat (swoją małpę, bo Junior jest w trakcie focha po tym, jak się dowiedział, że mu rybie oko zamoczyłem) i Margolcię. Ani jedno, ani drugie na zlot nie pasowało. Pierwszym głupio mi było robić zdjęcia, gdy wokoło wszyscy z lufami na lustrach, drugie wciąż marudziło. A na domiar złego, zaraz na początku czerwona mrówka ugryzła grzdyla w nogę i wtedy impreza praktycznie się dla mnie zakończyła.

Próbowałem ratować sytuację, proponując grzdylowi przejażdżkę Fiatem 500, ale nie chciała. Posunąłem się nawet do tego, że sam wlazłem do środka i próbowałem przejechać nim tor na zachętę. Niestety nie dosięgałem do pedałów. Dosięgałbym, gdybym nogi włożył do środka. Ale to było niemożliwe – całe wnętrze pięćsetki wypełniłem tyłkiem. Starałem się jak mogłem, ale pośladkami pedałować nie szło.

A potem się okazało, że albo się zassałem, albo jakiś guzik z moich spodni o coś się zaczepił i groził mi powrót do domu z Fiatem 500 przyklejonym do zadka. Gdyby nie chłopaki z Forza Italia, byłbym jedynym blogerem motoryzacyjnym na świecie, który nigdy z auta nie wysiada.

A propos chłopaków z Forza Italia – to absolutni mistrzowie profilaktyki. W sumie nic dziwnego – mając włoskie auto profilaktyka jest nad wyraz wskazana. Ponoć zamiast jechać nim np. na długi weekend w Tatry, lepiej od razu wstawić je w piątek na tydzień do serwisu. Tańsze to, niż holowanie auta z Zakopianki.

W niedzielę upał był niemożebny. Ale od poniedziałku zapowiadane jest ochłodzenie i opady. Stąd parasol. Przewidywanie, przewidywanie i jeszcze raz przewidywanie – takich nawyków nabierasz jeżdżąc na co dzień włoskim autem. Niech żyją stereotypy. Ha. Ha.

Sytuację z Margolcią uratował krzychoo (to ten z prawej, bez parasola). Dostała od niego swój pierwszy samochód – pięknego, czarnego Fiata 500 z unikatowym silnikiem o stopniu sprężania równym 1:43. Gdy piszę do Was te słowa Margolcia taranuje nim właśnie jakiegoś wąsacza. Proszę – taka młoda, a już ma prawidłowe nawyki.

Dość tego. Zlot to poważna sprawa, a nie jakieś dykteryjki o owadach, dzieciach i przerośniętych biodrach.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Alfa Romeo 164 Q4

Ale to nie napęd na 4 koła czyni ją wyjątkową – a fakt, że jest to jeden z prototypów tego modelu. Został on ręcznie zbudowany w zakładach Steyer-Puch (tam stworzono i produkowano napęd do tego auta) i chodzą plotki, że miał numer siedem, ale pewności nie ma, bo VIN został mu wbity dopiero 3 lata po wyprodukowaniu.

Miał ktoś z Was kiedyś auto, które przez pierwsze 36 miesięcy swojego życia po prostu nie istniało, mimo że istniało?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Fiat Coupe 20V Turbo

Rocznik 2000. Właścicielką jest dziewczyna. I jeździ na wyczynowych felgach Speedline Corse. Ukazując czerwone zaciski. Dlaczego nasze żony nie są choć trochę takie?

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Fiat Brava SX

Szyberdach. Elektryka. Dejlajty w gumowej rurce. Niższy zawias. Hamulce od 2-litrówki. Zrobiony cały środek, włącznie z fotelami. Skóra z alcantarą. Audio. Wydech zdolny obsłużyć co najmniej 300 koni. Kierownica w drewnie od Alfy 156. Grube zmiany, oj grube. Niestety nie do końca trafione, że się tak eufemistycznie wypowiem.

Ale wiecie co – obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by z właścicielem tego auta się spotkać i pogadać. Bo etykietę wiejskiego tuningu łatwo jest przypiąć, ale ja wierzę, że pod tym wszystkim kryje się najzwyklejsza pasja. Tyle, że czasami to zmierza w rejony odległego gustu. Ale przecież de gustibus non est disputandum.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Alfa Romeo 155 w citroenie

1,8 TS, rocznik 1993. W pełni dmuchany zawias obsługiwany czterema gustownymi prztyczkami. Przypomnijcie mi proszę, co to za urządzenie z lat 80-tych miało takowe? Wiem, że coś takiego miałem w domu i jako dziecko się tym bawiłem, ale pamięć już nie ta…

Żaden Citroen nie potrafi leżeć tak nisko. Ani nowy, ani stary. I nie mówię tu tylko o tych kilku sprawnych egzemplarzach, lecz także o tej przeważającej większości, która rozszczelniona parkuje od lat gdzieś pod blokami lub na żużlowych parkingach przywarsztatowych.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Lancia Delta HF Integrale

Rocznik 1989. Nigdy nie byłem jej fanem. Przyznaję, że nawet dziś wygląda dobrze. I spokojnie może siać trwogę. Ale jakoś mnie nie bierze. Nie wiem, może nie potrafię w niej znaleźć włoskiej duszy i stylu? Jest tylko klockowatość i technologia – takie to niemieckie. Trochę tak, jakby w Toskanii codziennie żywić się kiełbasą i piwem. Pyszne to, smaczne i pożywne, ale jakoś nie na miejscu…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Alfa Romeo GTV

Absolutny kozak – piękny i stylowy. Śmiem twierdzić, że do dziś nie ma godnego konkurenta w kategorii unikatowości i rozpoznawalności na pierwszy rzut oka.

A bez dachu wygląda równie pięknie. Co wcale nie jest takie częste.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Maserati

Jest coś takiego w marce Maserati, że miękną mi przy niej kolana, jakby rzepka mi się w budyń zmieniała. Patrząc na te auta bez emocji, ciężko wskazać jakiś specjalny ich smaczek – ot, zwykłe, dość ciężko narysowane sedany lub coupe. Ani specjalnie urodziwe z tyłu, ani specjalnie agresywne z przodu. Linia boczna na ogół jest prawidłowa, ale jakąś szczególną lekkością lub zwinnością się nie wyróżnia. A mimo to… mimo to uważam markę Maserati na najlepszą na świecie. Dziś specjalnie obudzę się gwałtownie w środku nocy i w ramach testu zadam sobie pytanie: „Jaka jest najlepsza marka na świecie?”. I gwarantuję Wam, że odpowiem: „Maserati”. Spróbujmy wspólnie ustalić, dlaczego tak mam.

Czyżby podobała mi się półka na liście i wszelkie drzewne odpadki w Maserati 222 z 1989 roku?

Czyżby ujmował mnie panel z dotykowymi przyciskami systemu le climata dello tronica loduvko aldente w Maserati 224 również z 1989 roku?

Czyżby mą zazdrość wzbudzała nieziemsko (a raczej ziemsko, dosłownie ziemsko) niska i głęboka pozycja za kierownicą Maserati Ghibli z 1994 roku?

A może zazdroszczę tego, że niektóre elementy (siakieś sterowniki czy cóś) tego pięknego i mocnego silnika spokojnie można dobrać z półki oznaczonej etykietą „Fiat Seicento”?

A może imponuje mi układ transaxle w Maserati Quattroporte? No bo pomyślcie sami – w normalnym aucie tylno napędowym mechanizm różnicowy wraz ze skrzynią biegów skrzynia biegów znajduje się tuż za silnikiem, więc prędkość obrotowa wału napędowego niosącego moc na tylne koła jest taka sam jak… prędkość obracania się tylnych kół. Czyli relatywnie niewielka.

Policzmy.
Bierzemy 17-calowe felgi z oponami w okolicach 225/50 – przy prędkości auta rzędu 120 km/h wykonują one około 1140 obrotów na minutę. Czyli w normalnym aucie (silnik, skrzynia i mechanizm różnicowy z przodu, napęd na koła tylne) wał napędowy kręci się z prędkością… 1140 obr/min. Tymczasem w Maserati (bo ma układ transaxle) wał napędowy kręci się z taką samą prędkością, z jaką kręci się silnik. Jeśli przy 120 km/h jedziesz akurat na trzecim biegu, będzie to dajmy na to 5000 obr/min. Ponad 4 razy szybciej. Czujecie ten pęd? Te napięcia? Te siły skręcające, które działają na wał napędowy biegnący pod autem przez prawie całą jego długość? Abstrakcja. A wszystko po to, by auto miało lepszy rozkład masy…

Czy właśnie za te wszystkie smaczki cenię Maserati? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale o wynik testu z dzisiejszej nocy jestem spokojny – zerwę się z łóżka spocony i napuchnięty z okrzykiem „Maserati!” na ustach. To irracjonalne, wiem…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Alfa Romeo 155 Q4

2 litry, 230 koni. Od zawsze mi się podobała i podobać zawsze będzie. Mam gdzieś fakt, że jest oparta na dość słabym i brzydkim Fiacie Tipo. I smuci mnie to, że na żywo spotykam je tylko na zlotach. Serio – od przeszło 2 albo i 3 lat nie widziałem na ulicy żadnej Alfy 155. To zaskakujące, bo produkowano ją w latach 1992–98 a to nie jest jakaś zamierzchła przeszłość. Auta innych marek z tego okresu spotykam często. Chmmm… albo potwierdzenie stereotypu (kierowcy Alfy nie pozdrawiają się na drodze, bo rano widzieli się w serwisie), albo mam pecha.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Świetnych aut było dużo więcej, ale Margolcia zaczynała już być dość mocno uciążliwa. Więc zarejestrowałem się jako „Zespół Blogomotive” i by ją udobruchać, pozwoliłem jej wybrać auto, na które oddamy swój głos. W planach miałem obejście całego terenu i przekonanie jej, że przepiękne Maserati 224 powinno zostać najładniejszym autem zlotu.

Niestety już po 30 metrach Margolcia przykucnęła i na kolanie wypełniła kupon konkursowy. Oto, co wybrała:

Cóż, Fiat Coupe nie jest zły, ale w towarzystwie stojących nieopodal Maserati nie prezentuje się jakoś nad wyraz świetnie.
– A dlaczego akurat ten? – spytałem grzdyla.
– A dlatego – odparł grzdyl, wskazując paluchem na wnętrze auta.

– Bo ja też mam taki mały samochodzik… – grzdyl ewidentnie wchodził w dłuższy monolog – I tu pewnie przyjechał pan z dzieckiem i jak pan wygra, to taki puchar, co mi pokazywałeś tam w tym domku, będzie dla niego i potem to dziecko będzie się mogło w wannie nim bawić i nalewać do niego wody albo piany i ją potem…

Dalej już nie słuchałem, bo moją uwagę przykuł kryjący się pod drzewami… prototyp terenowej Lancii:

PS. Impreza była na wypasie. Nie wydaje mi się (acz może nie wiem wszystkiego), by jakikolwiek inny fanklub miał taki styl i jakość. Szacuneczek, panowie. Jesteście mistrzami w zarządzaniu własnym czasem. Gdybym ja go tyle tracił w serwisie, nie dałbym rady bloga pisać, nie mówiąc już o organizacji zlotu z takim rozmachem! ;)

48 komentarzy

  1. „Dlaczego nasze żony nie są choć trochę takie?”

    Blogo podobno na ciężkie rany tłuczone najlepszy jest Feloran oraz lód wyciągnięty na 4 minuty z lodówki i owinięty w irchę.

    A tak poza tym to czy mi się wydaje czy Ryba uratowała ci dupę podczas misji w BMW Welt? Esh… Cudze chwalicie a swoje w domu pewnie fele czyści kosmetykami z Autolandu :)

  2. No, Flog, uśmiałem się ;) To pewnie moje ostatnie chwile radości. Chyba już za chwilę Ryba zasiądzie do wieczornej sesji internetowej i tu trafi…

  3. Kasuj to cytowane zdanie Blogo! Kaaaaaasuuuuuujjjjjj…

    Zabrzmiało tak jak miało zabrzmieć? :D

    Danka kazała ci przekazać, że już się prawie na ciebie nie gniewała za ten feralny tekst o X5 z Wrocka, ale… Oj Rafał, Rafał. I jak ty się w ogóle ożeniłeś :)

  4. Jak się Ryba przypulta, użyję wszechmocnego i przepotężnego zwrotu: „widziały gały co brały”.

    A Dankę pozdrów. O ile wyszła już z kuchni ;)

  5. Wyszła, ale z siebie jak to poczytała. Widzę, że się na blogarską Dodę lansujesz ;) Wiesz chyba, że jak cię całość znienawidzi to już nie będziesz wzbudzać takich emocji jak teraz ;)

    Z drugiej jednak strony, stali czytelnicy już się na twoim specyficznym jeremiasko – prześmiewczym poczuciu humoru poznali, a że są nadzwyczaj inteligentni to i nawet „prostackie” żarty odfiltrowują :)

  6. Minimalizm i prostota – w tym tkwi siła wszystkiego. Nawet żartów. Im prostszy, tym lepszy. Ja gdy w jednym zdaniu usłyszę słowa żona i kuchnia, śmieje się tak, że mam czkawkę. Nawet teraz polewam i robię pełen ROTFL.

  7. Widać, że ten wszędobylski, przytłaczający, krążący, pijący i ciągle buzujący krzyk równouprawnienia dopadł i mnie :) A może jakiś przeczulony dziś jestem. Co na to reszta?

    A zlotu zazdroszczę – sam w niedzielę wybieram się do Opola na mój pierwszy zlot VAGowy :)

  8. @zlomnik – nie boi. Ruscy już pewnie takiego składaja :) Widziałeś jakiego mi Paska zrobili z 4 podkładów kolejowych, balkonu z pleksi, worka szpachli i starego radia? :D

  9. Blogo, w normalnym aucie tylnonapedowym mechanizm roznicowy nie jest tuż za silnikiem wraz ze skrzynia, tylko jest przy tylnej osi… Nie wyobrazam sobie jakby mialo wygladac jakby dyfer byl z przodu jesli auto ma naped tylko na tyl ;)

  10. Uuuu, fajnie. Co do Delty Integrale – duża część jej uroku pochodzi stąd: http://www.youtube.com/watch?v=CuaBHNKycvI . 4 kolejne Mistrzostwa Świata w samochodzie na 4 MacPhersonach. No i przede wszystkim to DOBRA Lancia, jedna z niewielu ;) (nad czym rozwodził się Clarkson całkiem niedawno).

    I aż mnie osłabiła ta terenowa Alfa na końcu; przede wszystkim dlatego, że to prawda.

    Jeszcze w kwesti nieistniejącego samochodu: na wydziale taki mamy. Prototypowa Astra I; nigdy żadnych numerów nie miała, więc w stanie nówka sztuka, pełen mint i w ogóle. Samochód widmo, jak wehikuł czasu :). Służy jako pomoc naukowa do laborek.

  11. Pingback: Koniec!
  12. @ Flog: „aż mi się dźwigło…”

    Chłopie – mi to aż się cofło… Toż to czysta ginekologia… albo proktologia… albo ortopedia – zależ który z „elementów” cycofona akurat przeszkadza w oglądaniu.

    Żenua…

  13. Najpierw napięcie wzrosło – forza italia ? – ferrari ?
    Potem szybko opadło – Fiat 500 = Panda ?
    Ciśnienie rośnie bo to Alfra 164 Q4, by zaraz zawartość żołądka cofała się przy fotkach Fiata Bravo.
    Za chwilę Lancia Delta HF i znów podniecenie… Przy Maserati osiągałem już niemal szczyt, gdy myszka omsknęła się na żółte coś.
    Blogo – takiego wahania nastrojów nie miała nawet moja żona w czasie ciąży !!!
    A ten Dodge/Fiat/Lancia to kolejne dziecko z adopcji :)

  14. @ Blogo – czekaj ty czekaj…

    Mój Ojciec wyznawał kult tylnej osi skrętnej w Renault, twierdził, że po jego Syrenkach i Zastavach to jest najsolidniejsze rozwiązanie itd…

    Aż któregoś dnia pojechał z siostrami na pogrzeb do trójmiasta: On 120kg, starsza siostra – 135kg, młodsza siostra – zaledwie 115 kg + bagaże + wieńce.

    Biedna Chamade – po tej wycieczce – aż do złomowania ciągnęła tyłkiem bliżej ziemi…

  15. @ Bazylfox :
    Bazyl – a tak bez emocji – pomyśl…

    Maserati ma tylko jeden silnik – wzięty prosto z Ferrari 430. Skoro wolnossący 400-konny Cayenne jeździ zajebiście, a Turbo to czysta pornografia, pomyśl jak będzie jeździł SUV z silnikiem Ferrari. !!!

    Chrzanić jego wygląd – to będzie latać… A jak będzie grało? !!!

  16. @ PoGOOD: wiesz… no sam nie wiem. Mimo, iż jestem niekwestionowanym fanem/miłośnikiem/zapaleńcem bawarskiej marski na 3 litery, to nie wszystkie pomysły inżynierów z Monachium mi się podobają. Nie muszą.
    Do dzisiaj nie przełknąłem X6, 5GT czy Cayenne (ani pieprzu ani auta)
    Tak jak nie widzę się kiedy Ferrari wypuści kombi…

    Wg mojego skromnego zdania, cała motoryzacja się cofa w ewolucji. Już śpieszę wyjaśnić dlaczego. Otóż ewolucja to specjalizacja, wykształcenie. Dlatego specjaliści w swoim fachu zarobią więcej. Ewolucja…
    Popatrzmy teraz na branżę samochodową. Po pierwsze ściema ze spalinami – szkoda gadać. W każdym razie jest to pretekst do wszelkich ograniczeń, limitów.
    Unia narzuca wszystkim producentom limity emisji spalin, przez co Aston robi Toyotę Aigo, Porsche wprowadziło Diesle, a wszystkich ogarnia prądowe podniecenie. Każdy liczący się producent musi mieć w ofercie SUV, jakieś auto eko i auto zasilane silnikiem z kosiarki.
    To nie jest ewolucja. Muszę czym prędzej kupić E30 w dobrym stanie i schować je głęboko na czasu gdy wszyscy będziecie w rządku jeździć melexami…
    Howg :)

  17. @bazylfox: OJJJJJ TAAAAK: E30 z jakąś piękną R6, albo swapem V8 :D… ewentualnie eMka ;)… wtedy niech sobie producenci robią co chcą – do pracy będę jeździł hybrydo-wodoro-melexem, a po pracy będę robił łytytytytytytyty ;)

  18. bazyl – Ferrari wypuściło kombi (model FF), a BMW właśnie chce wprowadzać na rynek widlaste szóstki… świat się kończy… :(

    A producenci wypuszczą wszystko to, czego zechcą klienci + produkty samochodopodobne wymagane przez polityków i bandę eko-zjebów.

    Na szczęście w naszym dzikim kraju, porządne E30 czy sensownie zachowane E21 nadal kosztują tyle co zajechana używka, a nie tyle co niedoceniony zabytek.
    A muzeum, którym można polatać bokami to ja rozumiem… ;)

  19. i W124 / W126 SEC Mercedesa, stare SAAB’y krokodyle, pierwsze C70 od Volvo, Legacy Turbo czy Imprezę GT – to są wynalazki, które dziś ciągle jeszcze relatywnie łatwo i tanio można kupić, a ich wartość dla Ciebie będzie coraz większa – i w pieniądzach i w radości z posiadania niebanalnego pomysłu na przemieszczanie się.

    Ja jestem za – palec do budki, kto ma podobnie!!!

  20. wiem Maggot, wiem – ja ciągle pamiętam przeróbkę Jaguara XJ-S na shooting brake, którą w latach 80-90-tych robili Niemcy z Ardena i angielska firma Lynx.

    Jak dla mnie – to była najładniejsza forma nadwozia dla tego samochodu: http://goo.gl/IzlGp

    Co ciekawsze – oprócz klasycznego shooting brake z pojedyńczą, długą szybą boczną, Lynx produkował też „prawie-kombi” – bez tylnych, bocznych drzwi, ale z wyżej prowadzonym i dłuższym dachem. I to to już nawet oni nazywali kombi… ;)

    Jak dla mnie Ferrari FF to takie pół shooting brake, a pół kombi. Ten samochód ma być raczej praktyczny, a nie po prostu inny. Tylko dlatego uznałem go za kombi…

  21. No bazylfox, też sobie myślę, że dla zdrowia szwagrów powinienem chyba bloga udostępniać w godzinach 8:00-17:30. To miłe, że komentują po nocach, ale na dłuższą metę to ich wykończy.

  22. nie tam pitu, pitu, bo jak człowiek spać nie może, to przynajmniej jest do kogo myśl wysilić… ;)

    bo o „ust otwarciu” o takiej porze to raczej mowy być nie może…

    Shit… Czuję, że rymuję… ;) Za dużo było w nocy zielonej herbatki, oj za dużo…

  23. Od zajęcia w nocy to ja mam fantastyczne urządzenie pod nazwą żona :) Chyba, że akurat ma włączony tryb „sleep mode/głowa mnie boli”

    ….Hej kochanie, ale ja tylko tak powiedziałem chłopakom… ała… no weź nie w oko…

  24. Ja jeszcze fikać mogę, jestem w UKju sam na razie – dopiero moje laski za tydzień dolatują – mogę sobie nagrabić ostro i oberwę tylko raz… a Wy za każdym razem musicie ratować się:
    Kobiecym
    Wyzwalaczem
    Indywidualnych
    Apologizacji
    Terytorialnych
    w skrócie K.W.I.A.T. ;)….

    @PoGOOD – polecam shishę w przypadku nie możliwości spania – wczoraj z teściem poszliśmy do Izraelskiej knajpki, zjedliśmy Falafel, wypiliśmy zielona herbatkę, spaliliśmy wiśniowy tyton w shishy… a jak wróciłem do domu to padłem na twarz jak dziecko i spałem 3 godziny :D… Shisha rządzi ;)

  25. @ bazyl to spróbuj spędzić przy komputerze nockę w taki sposób, żeby nie wybudzić Małżowinki z trybu sleep… szczególnie używając Richard Burns Rally…

    mi się udało – po odpięciu kierownicy… ale na klawiszach to już nie to samo…

    @ wyszyna – ja się palić, ani pić jeszcze nie nauczyłem, więc jak mi się kłębi we łbie (pomysły, projekty, co-by-tu-i-z-kim-by-tu, i takie tam, to po prostu włączam sobie jakiś ogłupiacz i odmóżdżam się cyfrowo…

    Wczoraj nadrobiłem zaległości w archiwalnych odcinkach Top Gear i Fifth Gear, zrobiłem porządki w kontaktach w kompie i pojeździłem rajdówkami… A naljepsze, że po takiej nocy mimo czerwonych oczu wcale nie ma się kaca… ;)

  26. @PoGOOD – z piciem to i ja nie lubię przesadzać, palić też nie palę – shisha raczej dobra do pogadanki jest, ale może trochę zamulić od nadmiaru dymu ;)

    A porządki w kompie i zaległości „elektroniczne” zawsze robię w nocy :P

  27. @PoGOOD – ja namiętnie pocinam w GT5, mam kierowniczkę na stojaczku i fotel z beemy :)
    Czasem jak się zagapię to rzeczywiście idę spać jak już niektórzy się zbierają na poranną zmianę.
    Na szczęście między pokojem, a sypialnią jest dwoje drzwi, więc obie moje królewny śpią sobie smacznie, a jedyne dźwięki jakie mogą dobiegać ich uszu to częściej „nosz k*#wa, ale mi zajechał”.
    Zaległości w Top Gear nie mam, bo wszystkie odcinki siedzą na kompie i czekają jedynie na odkurzenie, co regularnie czynię :)

    Porządki na kompie – tutaj mamy z małżowinką rozdzielność :) Ja mam swoje Tera i ona ma swoje Tera. Ja mam każdy pliczek w każdym folderku ułożony, a ona… eee powiedzmy, że mniej więcej wie, co gdzie ma :)

  28. Jeszcze jeden szybki PeeSik. @PoGOOD Dość regularnie odwiedzam przybytek Mała Monza (w Siechnicach)
    Tam można się szybko zmęczyć, odreagować i przy okazji rywalizować ze znajomymi :) Dobry sen po 30 minutach ścigania gwarantowany :)

  29. I coś Ty zrobił Blogo. Teraz, od 3 dni, codziennie czytam tę relację naprzemiennie ze Złomnikiem i nie mogę przestać. :)
    Dzięki za miłe słowa. Fajnie, że znalazłeś czas, żeby nas odwiedzić. Masz dożywotni bilet wstępu na wszystkie nasze imprezy. :)

  30. Odpowiedziałbym coś ironicznie w stylu: „za następną relację to będziecie mi musieli zapłacić” ale mi się nie chce ;)

    Cała przyjemność po mojej stronie. A ten Fiat 500 coście Margolci sprezentowali jest super. Właśnie schnie na balkonie, bo wczoraj w czasie kąpieli eksplorował dno wanny.

  31. Stało się k**wa – STAŁO. Maserati skundliło się z Jeep’em…

    http://goo.gl/BU4lc

    Niby wiedziałem, że tak musi się stać, niby rozumiałem, że USA i Chiny muszą mieć SUV’a i że skoro Porsche się udało to inni pójdą w ich ślady…

    Ale przeczuwać a zobaczyć to ogroooomna różnica.

    Na szczęście cześć przeczucia mnie nie myliła i mimo identycznej mocy jak aktualny GrCherokee HEMI, ten wynalazek będzie miał motór od Maserati – czyli tak naprawdę od Ferrari. Ufff… przynajmniej tyle…

  32. @ bazylfox : moja karta z Małej Monzy była jedną z pierwszych wydanych i kiedyś jeździliśmy tam bardzo często. Jeździłem w ramach MTS Subaru team i nawet udało mi się na starej konfiguracji zejść poniżej 30 sekund (0:29.950), ale daaaaawno tam nie byłem i chętnie wybrałbym się znowu.

    Cały przyszły tydzień siedzę w Wawie, ale jak wrócę to może się jakoś umówimy? Chętnie bym się „odrdzewił” i zrobił sobie pranie mózgu…

    A byłeś na „Motobydlo” obok Nachodu? To dopiero jest jazda…

    Stara fabryka, trzy piętra, wjazd gokartem po ślimaku i zjazd przebudowanym korytarzem na taśmociąg, w którym miejsca jest tyle co wózek + 10 cm z każdej strony, a na dole ciasny lewy winkiel… RE-WE-LA!

  33. Jak ktoś ma niedaleko do Kudowy (albo się uprze i dojedzie ;) – polecam, bo ten tor mimo zdecydowanie „postindustrialnego” charakteru naprawdę daje mega radochę…

    http://youtu.be/0OgDDrxL0cU

    To z naszego wyjazdu sprzed dwóch lat. W ujęciu 2:02 widać wjazd do starego taśmociągu – to mój ulubiony kawałek!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *