#470 Torowy Mieszalnik Przyszłości, czyli kit-car KOZMO i Tomek, jego twórca

KOZMO

Jestem skąpcem i stetryczałym piernikiem, a moim ulubionym powiedzonkiem jest „Nic z tego nie będzie!” – więc jest ryzyko, że jakakolwiek rozmowa z kimś kompletnie odmiennym zawsze może się skończyć burdami typu: strzelanie z broni gładkolufowej, rasistowskie transparenty i latające kostki brukowe.

Kilka lat temu Tomek ubzdurał sobie, że zbuduje od podstaw kit-cara – nie jakąś popierdułkę, tylko wręcz najszybszego w Polsce. O tym, jak do tej decyzji dojrzewał, możecie przeczytać na stronie projektu Kozmo. Jest tam i bogaty opis, i sporo video-wywiadów… I taka akcja, że ten skubaniec był nawet w „Dzień Dobry TVN” oraz „Kawa czy herbata”!

A to nygus – pospawał coś w garażu i już po telewizjach śniadaniowych się wozi, a inni, żeby tam zostać zaproszonym, muszą nie wiem… w jakichś serialach grać, robić sobie fotki z butem czy chodzić na otwarcia centrów handlowych. To niesprawiedliwe – na miejscu Ani Muchy, Gosi Sochy i Oli Szwed to bym Tomka zbojkotował i nigdy przenigdy przy tym jego wozie nie zapozował do fotki z nogą wystającą przez rozpierdas w kiecce.

Ale dość tych zgryźliwości, napiszę jak jest. A jest tak, że nie ma w tym wpisie nic o detalach technicznych tego projektu – bo o tym jest trochę na filmiku, który bardzo polecam i niniejszym wklejam.

No niezły ze mnie jutuberowiec – nic już normalnie napisać nie mogę, bo gdzie się nie ruszę, to zawsze z kamerką. Ot, znak czasów (łac. wardengus majnkraftus).

Ten co do nas dołącza to Jarek z „Basista Za Kierownicą”, który już dawno nasze spotkanie opisał. Jeszcze kiedyś o nim wspomnę – zapewne przy okazji testu Citroena C5 – bo jak to auto miałem, to dałem mu się jezdnąć i takie tam.

Ale wracając do projektu Kozmo… ten wpis będzie o tym, co ja myślę. Bo to jest wszak mój blog, którego zadaniem jest promowanie mojej osoby – by ją, tę moją osobę, ktoś w końcu do telewizji śniadaniowej zaprosił.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Rozmawialiśmy dość długo i ogólnie do domu wróciłem nieprzekonany. Co zresztą da się wyczuć na filmiku – ciągle Tomka pouczam, forsuję własne zdanie i rzucam lamerskie porady. Wierzcie mi, że tych moich tyrad typu „ja bym to zrobił inaczej” oraz „przecież mogłeś wziąć podwozie od E36, dospawać bok od Multipli a tył od Golfa trójki i wtedy miałbyś…” było cztery razy więcej – ale przez szacunek do samego siebie (przecież ktoś mi to może za 10 lat wywlec, jak już będę znanym panem z telewizji, względnie z jutuba) wyciąłem to wszystko praktycznie w pień.

Nic na to nie poradzę, że taki jestem – nie znam się, ale się wypowiadam, bo mi się wydaje, że mam rację. Bo ja wszystko biorę na chłopski rozum.

Oraz moim motto jest „To się nie uda”. Mam jakiś rewelacyjny pomysł i zaczynam go realizować. I już w pierwszym kroku uznaję, że to się nie uda. I zaczynam szukać kolejnego pomysłu. Który także „się nie uda”. Więc myślę nad kolejnym…

I wydaje mi się, tkwiąc w przekonaniu o własnym geniuszu, że tak właśnie powinno się robić. To znaczy powinno się nic nie robić, tylko myśleć i kombinować. I nie mogłem się z tych kolein nawet na milimetr wyzwolić podczas naszego spotkania. Nic mi w tym projekcie nie grało. No bo sami zobaczcie…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Tomek po stworzeniu całkiem ponoć zwartej i dobrej konstrukcji rurowej (jeżdżącej!!!) poświęcił milion roboczogodzin na to, by ją oblec w atrakcyjne kształty.

KOZMO

Kosztowało go to kilkanaście tysięcy złotych – wyprowadzenie krzywizn, rzeźba, polerka. A i tak mówimy o czymś, co jest dalsze od finalnych wytłoczek niż ja od bycia porannym gościem Anny Popek czy Doroty Wellman.

KOZMO

A przecież mógł iść drogą Ariela, KTM-a czy BAC’a i posiadaną już konstrukcję rurową oblec byle kawałkami byle jakiego laminatu i udawać, że tak właśnie miało być, że tak jest bardziej męsko, że jest w tym zamysł. I mógł już dziś mieć dwa egzemplarze sprzedane, a trzeci na ostatnim montażu.

KOZMO

Ale nie, on się uparł, że zrobi auto kompletne – atrakcyjne z zewnątrz i ładne w środku. Żeby dało się nim pojeździć i po torze, i na ten tor dojechać. Nawet drzwi opracował z całym mechanizmem opuszczania szyby.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Albo taka akcja: uparł się, że do napędu będzie służył 1,4-litrowy T-jet Fiata. Bo jest robiony w Tychach i przez to łatwo dostepny. Bo części są tanie no i podatność na tuning niezwykła (od 100-kilku koni do 200 na luzach można z niego wyciągnąć, a jest i projekt dłubnięty na 487).

KOZMO

Tylko ja się pytam – po co komu kit-car z takim silnikiem? Przecież jak ktoś kupuje sobie kit-car, to jest uzdolniony mechanicznie i niejeden migomat miał już w ręku – więc wolałby zapewne zamiast z fabryki Fiata kupować nówkę, to porozglądać się po rynku i za 1500 zł wyjąć jakieś 1,8 R4 od zakręconego na drzewie BMW E36. Takich silników jest na pęczki – i są całkiem niezłe. Że o 1 koma 9 tedei nie wspomnę.

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Albo taka akcja: zamiast zrobić wszystko na wzmocnionej autorską klatką płycie podłogowej i zawieszeniu jakiegoś popularnego modelu (np. VW Polo albo Opla Corsy), Tomek zdecydował się na zbudowanie własnej pełnej konstrukcji rurowej – co zaimplikowało koniecznością stworzenia np. własnych przednich wahaczy.

I jak teraz ten biedny nabywca ma się w tym ogarnąć? Gdyby to było podwozie Corsy, to jakby na torze przybombił przednim rogiem w barierkę, to by sobie w Intercarsie prawy przedni zawias od Opla kupił za kieszonkowe, i temat zamknięty. A tak będzie musiał się bujać, wahacz dorabiać, ściągać angielskie track-day’owe amorki i sprężyny…

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ja do takich rzeczy podchodzę niebywale pragmatycznie. I taki też podczas naszej rozmowy byłem – plus nabzdyczony i przemądrzały. I tak też chciałem ten cały wpis zrobić – z pozycji kogoś, kto pozjadał wszystkie rozumy i mentorsko poucza młodego konstruktora.

Sęk w tym, że…

No właśnie, sęk w tym, że od naszego spotkania minęło 13 dni, podczas których zupełnie przypadkowo obejrzałem sobie kilka wywiadów z Elonem Muskiem (ten gość mnie ostatnio fascynuje – jak macie zbędne 106 minut, to polecam), a jakby tego było mało, to wczoraj Jay Leno gościł Christiana von Koenigsegga:

Spokojnie, nie szukam analogii pomiędzy Tomkiem a tą dwójką, bez przesady. Ale znalazłem inną rzecz – i wcale nie jakiś motywacyjny banał typu: „Jak chcesz coś zrobić, to po prostu to zrób” (w domyśle – a nie kombinuj i wynajduj przeszkody). To jest MLM-owy bełkot dobry dla świeżo upieczonych absolwentów politologii czy innej lingwistyki stosowanej, zagubionych na nieczekającym na nich rynku pracy.

Chodzi mi o to, co w pewnym momencie powiedział Jay Leno (mniej więcej w 2:11) – że pełno jest takich cwaniaków, co to zawsze powiedzą, że trzeba wziąć silnik stąd, skrzynię stamtąd i tak właśnie zbudować superkar… a tymczasem oni nie mają o niczym pojęcia.

To w sumie chyba trochę powód do dumy, że Jay Leno w swoim filmiku wspomniał o mnie, c’nie?

No i wtedy zdałem sobie sprawę, że ja rzeczywiście nie mam o tym pojęcia. Ale co gorsze, powinienem mieć pojęcie o tym braku pojęcia. Bo przecież doskonale wiem, że jak tylko się w coś z pozoru prostego wgłębisz, to od razu się okazuje, że to wcale takie proste nie jest.

Bo rzeczywistość jest jak fraktal – patrzysz i widzisz prosty detal, ale im bliższej tego jesteś, tym to staje się bardziej pokręcone. Ot, porysowana i lekko zniszczona felga. Nic prostszego – wystarczy ją oddać do renowacji. Ale im bardziej zaczynasz się tym interesować, tym większy pojawia ból głowy. No bo jaki kolor wybrać? A czy czasem wygrzewany lakier proszkowy nie obniży twardości felunku? A może iść w polerowane ranty? Ale jak już, to czemu tylko ranty a nie i ranty, i parapet? A może dwa kolory i rotor na złoto zrobić?

Nie ma na świecie rzeczy prostych.
A budowa auta od podstaw to już w ogóle!

Dlatego mimo ewidentnych ansów i braku zrozumienia, muszę przyznać publicznie jedno – jestem Jonem Snowem i NIC KUŹWA NIE WIEM. To znaczy wiem jedno – dopóki na ten projekt patrzę, to mi się wydaje, że jest wszystko źle, nie tak, że ja bym to zrobił inaczej. Ale założę się o pensję, że gdybym zamiast się tylko patrzeć poświęcił temu tydzień na rozkminkę i prace ręczne, bo nie tylko byłbym siwy totalnie, ale też poszedłbym drogą obraną przez Tomka – czyli nie ma co się pierdzielić, trzeba robić albo grubo, albo wcale.

KOZMO

Dlatego tak sobie myślę, że może warto go wesprzeć. O tutaj prowadzi crowdfoundingową zbiórkę – na razie wygląda to bardzo słabo (zebrał kilka promili oczekiwanej kwoty), ale nikt nie powiedział, że będzie lekko. A jeśli wpłacać nie chcecie, to chociaż dajcie mu za darmo lajka – niby chleba tym nie posmaruje, ale wierzcie mi – w trudnych chwilach każde wsparcie jest mile widziane.

KOZMO

Gdyby się udało, gdyby na przykład w przyszłości na torze „Poznań” organizowana była nieźle mieszająca „Klasa KOZMO”, to mógłbym powiedzieć córce: „A wiesz Margolot, że twój tata kiedyś kiwnął palcem przy narodzinach tego czegoś?”. Na co ona powiedziałaby: „Naprawdę? To super!” – i przytuliłaby mnie mocno z dumą wielką, a ja utonąłbym w morzu prze-szczęścia. Czego i Tomkowi życzę. Niech mu się uda!

18 komentarzy

  1. Kiedyś pewien profesor powiedział bardzo fajną rzecz.

    Nie pamiętam za cholerę jego nazwiska (mam mózg o pojemności 1.4 więc, żeby zmieścić je pod czaszką musiałbym wywalić coś innego, a jednak wydaje mi się, że umiejętność obsługi deski klozetowej jest mi bardziej potrzebna) ale stwierdził on coś w tym rodzaju (pewnie mocno przekręcę, ale sens powinien się uchować):

    „człowiek jest z natury jednostką twórczą, nauczoną instynktownie rozwiązywać różne problemy i generować nowe rozwiązania. Niestety współczesne społeczeństwo zburzyło ten model. Wykreowało typ, który w zasadzie nic już nie tworzy – konsumuje ale nie kreuje. Trawi energię i materiały nie dając nic od siebie”.

    Nawet nie wiesz jak się cieszę, że są jeszcze tacy ludzie jak Tomek – którzy zamiast mówić, pouczać wszystkich dookoła i snuć wiecznie nierealizowane plany po prostu idą do garażu i robią coś tak zajebistego.

    Szacun.

    I dzięki za ten materiał – sam bym pewnie na niego nie trafił, a tak od dzisiaj z uwagą śledzę postępy. Dobra robota stary;)

  2. Przepraszam, ale muszę użyć niecenzuralnego słowa. To jest przechuj. To są 4 przechuje – wpis, film, Tomek i to auto. Takie właśnie tematy powinny być poruszane na tych Amway-owych meetingach motywacyjnych – a nie gość bez rąk i nóg mówiący o tym, jak mu ciężko bo się sam nie umie podetrzeć. Blogo, ta historia i cała jej zrobiona przez ciebie oprawa, to jest sztos!

  3. A ja się z Renkiem nie zgodzę prawie w całości. Wpis jest słaby jak na Rafała. Spodziewałem się, że artykuł będzie o KOZMO, a okazało się, że jest o tym, że Blogdan się nie zna (z czym tak do końca też się nie zgadzam, ale do tego jeszcze wrócę). O samym KOZMO dowiedziałem się z artykułu, że ma silnik 1.4 z Fiata i konstrukcję rurową z zawieszeniem przygotowanym do kit-karów i tyle. Filmu nie oglądałem, bo Rafał zawsze będzie dla mnie blogerem motoryzacyjnym, a nie v-logerem i jutuberem. Po prostu ten typ contentu mi nie wchodzi. Tomek: przechuj. Chłop musiał sobie wyhodować wielkie jaja, żeby robić taki projekt. Za każdym razem gdy ktoś mu mówił, że to się nie uda – brnął dalej. Wielki plus za wytrwałość, kreatywność i dodatkowy za to, że ja też bym chciał złożyć sobie własne auto. Ale nie złożę. Bo się na tym nie znam i to się nie opłaca. Dochodzę do ostatniej kwestii czyli KOZMO. Na portalu crowdfundingowym kompletne, jeżdżące KOZMO kosztuje 50 000 EUR, czyli na polskie (na dzień dzisiejszy) 203 tys PLN. Jest to spora kupka pieniążków jak za kit-kara, który będzie również „street legal”. Co prawda przy wadze 600kg i mocy ok. 200KM będzie to fajnie jeździło, ale czy aż tak fajnie jak Porsche 911 997 (2006r. 360KM), Audi RS6R (2009r. 730KM), BMW M3 Coupe (2010r. 420KM), Corvette C06 (2013r. 430KM) czy nawet Nissan GTR (2009r. 530KM)? A to są auta poniżej ceny KOZMO. Auta, które można już solidnie upalać na torze, a potem wsiąść, zapiąć pas i pojechać z żoną na zakupy do Galerii Bałtyckiej. Kit-kar powinien być lekki, szybki i tani. Tani zarówno w produkcji, jak i eksploatacji, wymianie części. Brytyjczycy robią masę kit-karów i opierają się one na częściach z innych aut produkcyjnych. Zwiększa to ich dostępność i zmniejsza cenę. Nie trzeba latać za każdym głupim wahaczem czy amortyzatorem po świecie. I dlatego właśnie wydaje mi się, że Rafał mówiący o korzystaniu z elementów innych aut, to wcale nie ignorant, tylko osoba z odpowiednim podejściem. Wielka piona dla Tomka, że się czymś takim zajmuje, ale ja również powiem: „to się nie uda”. Zbuduje auto – co do tego nie mam wątpliwości. Ale czy za te pieniądze, które w to włożył nie kupił by sobie auta seryjnego, które byłoby lepsze?

    PS. Bardzo mi się podoba końcówka o Margolci i prze-szczęściu. Za to wielki buziak dla Ciebie, Rafał ;).
    Pisze ten tekst drugi raz i jestem nieco sfrustrowany, bo za pierwszym razem mi się strona przeładowała i nic nie zostało ;(.

  4. Pasja Tomka na plus. Filmik na wielki plus. Spostrzeżenia dotyczące niechciejstwa na plus. Ale samo auto na minus. Głównie za sprawą ceny – to powinno kosztować tak jak powiedziałeś na filmie, jakieś 5 może 10000 złotych. Wtedy to ma sens jako tańsza alternatywa – a tutaj mowa o kasie, za którą można mieć niewiarygodnie doskonałe auto torowe typu kilkuletnie M3 czy nawet GT-R. Coś się chyba Tomkowi źle porachowało to wszystko.

  5. Haha, tekst mistrz – Tomek też mistrz, wielkie graty. Co do tego, że im bardziej się człowiek w coś zagłębia tym bardziej jest w dupie (nic nie wie) to 100% prawdy. Właśnie jestem na takim etapie z pewną pracą.. Aż mnie coś chce trafić.
    Kciuk poleciał, jakieś grosiwo też na pewno wpadnie. Powodzenia!

  6. Przemądrzanie się i wiedzenielepiej jest super, ale to jeszcze nie to. Dużo więcej satysfakcji daje protekcjonalne chwalenie i potakiwanie, w domyśle: ciesz się, głupcze. Potem wracasz do domu i nacinając kiełbaski na kolację myślisz sobie w głowie co chcesz. I tym myśleniem dosrywasz wyimaginowanemu interlokutorowi tak, że idzie mu w zrogowacenia na piętach. A potem już tylko dodajesz cebulkę i smażysz na patelni.

  7. Bardzo fajnie, że Tomek tak się poświęca jednej rzeczy przez tyle czasu, naprawdę spory szacun.
    Zaskoczył mnie koszt! Wiadomo, że jeśli coś jest produkowane w tak małej liczbie sztuk to jest cholernie drogie, ale to przesada! Kit cary są fajne, bo dają dużo frajdy i przy okazji nie kosztują 50 tys Euro…niestety, ale według mnie coś takiego jest skazane na zanikniecie jak nieużywany organ. Niestety prawda jest taka, że hajs musi się zgadzać.

  8. Witajcie.
    Dzięki za miłe słowa.
    Odniosę się tylko do cen. Te podane na Indiegogo są wyższe od tych, które byłyby w przypadku normalnej produkcji. Pamiętajcie, że ideą crowdfundingu jest oferowanie czegoś w zamian za wpłaty. Na całą kwotę (jak i na poszczególne wpłaty) składa się ok. 10 % prowizji dla platformy, crowdfundingowej, potem ok. 20 % podatku od darowizny dla naszej skarbówki i pozostałe ok. 70 % należy podzielić na dwie części – to coś dla darczyńcy i to coś dla mnie – poł na pół. Dla nas w Polsce jeszcze to jest trochę niezrozumiałe, że można przepłacić za coś trzy razy tylko dlatego, żeby wesprzeć człowieka z pomysłem i pasją. Podobno w USA to całkiem normalne. Zobaczymy czy tak jest kiedy w końcu uda mi się dotrzeć z informacją np. do Jalopnika…
    Natomiast gdyby udało mi się rozpocząć produkcję kilku sztuk to gotowe ponad 200-konne Kozmo kosztowałoby ok 100 tys zł, a zestaw (nadwozie, elementy wnętrza, rama, zawieszenie) ok. 30 tys. zł co już jest porównywalne z markową repliką Lotusa 7 bo samemu można by złożyć 200-konne Kozmo za 50–60 tys zł. 200–300 KM, 650 kg, a do tego niższe koszty eksploatacji na torze… może jednak warto?

  9. Projekt bardzo fajny. Znam go od jakiegoś czasu i śledzę. Wielkie uszanowanie dla tej roboty i Tomka. Pomysł i samozaparcie godne podziwu, chętnie bym zobaczył na żywo ale daleko ode mnie. Silnik 1.4 Fiata jest produkowany w Bielsku w Fiat Powertrain. W Tychach tylko montowany do karoserii. Tytułem sprostowania to tak piszę. Pracowałem tam. Widziałem.

  10. Podziwiam pasję, wytrwałość, wiedzę Tomka, ale niestety nie widzę w tym sukcesu. Wiem, że skonstruować samochód od podstaw to wielka sztuka i wielkie pieniądze, tylko jeśli to auto ma kosztować 50-60 tyś, nie wydaje mi się żeby było na takie auto było wielu chętnych. Za takie pieniądze można kupić dobre kilkuletnie auto jako podstawę i jeszcze poważnie je zmodyfikować. Zatem efekt będzie taki sam a dodatkowo mamy auto które ma homologację i bardziej dostępne części. Oczywiście jeśli projekt zostanie skończony będziemy mogli mówić o Wielkim osiągnięciu bo będzie to pierwszy samochód zaprojektowany i zbudowany w Polsce.

  11. Może i robi coś źle, w końcu ogarnia to wszystko w garażu itd. ALE KURKA, facet ma tak pozytywną zajawkę, taką pasję, że czegokolwiek by ne robił to i tak daję mu + 10000 do potęg n’tej do zajebistości. Bo nie pitoli, że się nie da, tylko robi – po swojemu, według swojej koncepcji, to jest przefantastyczne podejście.

    No i przednie światła widać stylizowane na 8C Competizione. Love.

  12. Zawsze cenię ludzi z taką zajawką, widać, że coś im się chce, że działają i są pozytywni. Niesamowity podziw dla Tomka, bez ściemy – widać ile wkłada w to pasji, czasu i kasy. Z przyjemnością wspomogę jak tylko potrafię!

  13. Super sprawa. Bardzo mnie kręcą i fascynują tacy goście. Będą z niego ludzie.

    Od dłuższego czasu przyglądam się Twoim zainteresowaniom matematycznym. Kiedyś była średnia, teraz lecisz po fraktalach. Naprawdę grubo.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *